Hipologia

Pełna wersja: Początkowa praca z młodym koniem
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dzisiaj kolejny dzień treningu. W planach jest wyjazd w teren, gdzie przerobię na jednym polu całą lekcję ujeżdżeniową. Dzisiaj jest planowana praca w zebraniu, a zatem przejścia, wolty, cofanie. Będzie także dodanie i skrócenie.

Jak widać na tym etapie mnie się trzymam rozpiski minutowej. Ważne są trzy fragmenty - rozgrzeka czyli rozprężenie, częśc główna i część końcowa. W ramach tych części ważne są akcenty. Rozprężenie to głównie praca nad rozluźnieniem. Część główna to naprzemienne stosowanie ćwiczeń zbierających i rozciągających. W tym fragmencie ważny jest akcent treningowy (na czym się skupiem). I część końcowa, gdzie znowu prowadzę rozluźnienie. Koń schodzi z treningu w pełni sił. Smile
Lekcja odbyła się zgodnie z planem. Dzisiaj ponownie wyjazd w teren, a tam głównym akcentem będą ćwiczenia rozciągające.

Wczoraj odbyłem rozmowę telefoniczną z Jack'iem. I zdaje się, że patrzy zarówno na plan jak i efekty realizacji planu z przymrużeniem oka (niestety nie widziałem którego). No cóż... Oczywiście się tego spodziewałem, że w miarę upływu czasu coraz mnie będzie takich, którzy wierzą w końcowy sukces metody kawaleryjskiej. Ja jednak jestem niewzruszony, gdyż cel jest wyznaczony i zostanie zrealizowany. Jednym z etapów dążenia do tego celu jest plan treningowy wraz ze sprawdzianem jakim będą zawody w przyszłym roku (L w WKKW). Smile
Podstawy wydaje mi się, że ma bardzo bardzo dobre , więc nawet jakby w którymś momencie te metody były mało skuteczne, można je łatwo (tak mnie się wydaje) zmodyfikować - nic to, trzymam kciuki Smile
Spahis napisał(a):Wczoraj odbyłem rozmowę telefoniczną z Jack'iem. I zdaje się, że patrzy zarówno na plan jak i efekty realizacji planu z przymrużeniem oka (niestety nie widziałem którego). No cóż...


No wiesz...aleś wymyślił :roll: byłam przy tym i wcale oczu nie mrużył :lol:
Pokusa27 napisał(a):byłam przy tym i wcale oczu nie mrużył
A :!: Bo ja przez chwilę miałem wrażenie, że usłyszałem dźwięk mróżonego oka (nie mylić z okiem mrożonym :!: ). Wink

Treningu zmieniać nie będę, a plan zostanie doprowadzony do końca, co nastąpi w przyszłym roku. Nie mam też wątpliwości co do jego skuteczności, w czym upewniają mnie liczne rozmowy z ludźmi trenującymi konie, również za granicą np. w Irlandii. Przede wszystkim jednak reakcje Adiutanta.

Co dalej też już wiem i cieszę się na kolejne etapy, które również będą się odbywać na podstawie wiedzy kawaleryjskiej. No może nieco zmodyfikowanej i uzupełnionej o współczesne odkrycia. Uchylę jednak rąbka tajemnicy i napiszę, że późniejsza praca odbywać się będzie w oparciu o przemyślenia pułkownika Henryka Leliwy-Roycewicza, srebrnego medalisty (drużynowo) w WKKW na IO w Berlinie w 1936 roku. Napisał artykuł o treningu konia do WKKW (artykuł zapomniany, a opublikowany w latach 50-tych w Biuletynie PZJ).

Zdaję sobie sprawę, że większość Czytelników uważa te metody za stare i zmurszałe. Nie mają jednak racji i to z conajmniej dwóch powodów. Po pierwsze bowiem, konie mimo słabszej genetyki i niedostatków technicznych rywalizowały wtedy w naprawdę trudnych konkursach. Przedwojenne Mistrzostwa Armii były nieprawdopodobnie wyśrubowanym sprawdzianem dzielności koni, które oprócz tradycyjnych prób wkkw, musiały przejść wielokilometrowy rajd i próbę włądania białą bronią. Po drugie zaś metoda kawaleryjska uczy w najbardziej bezpośredni sposób cierpliwości i systematyczności w pracy z koniem, czego nie zastąpi najlepszy nawet papier (nie słyszałem jeszcze o zawodach w skokach papierów mimo, że często słyszałem o papierach samodzielnie skaczących).

Rozpisałem się nieco poza wątek, ale to nic. Jak mawiała nasza profesor ze studiów - "co warto powiedzieć, warto powtórzyć". Smile
Zapóźniłem się nieco w relacji z postępów w treningu i dzisiaj to nadrobię. Zacznę od piątku. W piątek była przewidziana jazda terenowa około 60 minut, w czym trochę galopu, ale głównie ćwiczenia naprzemienne ćwiczenia zbierające i rozciągające. W terenie wykonałem cały program ujeżdżeniowy; na drogach w lesie było więc i zagalopowanie, i cofanie, i ogólnie wszystkie elementy ujeżdżeniowe. Plan wykonany bez pośpiechu został w pełni zrealizowany, a koń zrelaksowany wrócił do stajni.

Natomiast w sobotę odbyła się na umyślnym placu lekcja skokowa. Początkowo wykonałem szereg ćwiczeń w stępie i kłusie. Najpierw był zatem stęp na luźnej wodzy, później kłus "nisko i długo", następnie stęp i chody boczne. Po takiej rozgrzewce przystąpiłem do ćwiczeń w zagalopowaniu, najpierw z kłusa z zakrętu, następnie ze stępa (też z zakrętu), a na końcu zagalopowania na prostej ze stępa. Po kilku skokach galopu przejście do stępa, cztery do sześciu kroków stępa i zagalopowanie na drugą nogę. Oczywiście ćwiczenia w galopie były przeplatane przerwami oddechowymi oraz innymi ćwiczeniami.

Po lekcji ujeżdżeniowej odbyła się lekcja skokowa. Na początek była to stacjonata o wysokości 70 cm. Przeszkoda ta została "obskakana" 8 razy, po dwa z każdego najazdu. Najpierw skoki w stronę stajni raz z prawego najazdu raz z lewego, a potem znowu z prawego i lewego. Po tym skakałem tą samą przeszkodę od stajni z obu najazdów. Oczywiście przeszkoda miała wskazówkę, położoną na ziemi i nieco odsuniętą w stronę najazdu "w miejscu przewidywanego odbicia.

Po skokach przez jedną przeszkodę rozpocząłem przejazd przez szereg. Na razie jest to szereg trzech drągów, położonych w odległości 7 kroków (ważna umiejętność jeźdźca to wyrobienie jednego kroku na jeden metr co ułatwia późniejsze liczenie dystansu na parkurze, ale o tym później). Na następnej jeździe ostatni człon szeregu podniosę do wysokości 50 cm., później drugi, a następnie pierwszy. Całość pojadę z kłusa. W dalszej kolejności zacznę skoki z galopu, ale o tym napiszę z czasem.

W niedzielę odbyłem jazdę terenową. Na koniu osiodłanym siodłem oficerskim wz. 25, z pełnym troczeniem, przebyłem w ciągu 1,5 godziny dystans 12 km. Praca nie była wyczerpująca, ale jednak wymagająca. Adiutant maszerował nmaprzemiennie 10 minut stępem i 5 minut kłusem, przez całe 1,5 godziny. Dodam, że w kłusie koń pokonuje 1 km w ciągu 5 minut, a w stępie na przebycie 1 kilometra potrzebuje już minut 10. I te marsze będą się zmieniały. Z czasem podwyższę tempo marszu (najpierw do 9 kilometrów na godzinę, potem do 10, w końcu włączę w przemarsz galop), a od kwietnia rozpocznę przemarsze dwugodzinne.
A teraz kwestie problematyczne, czyli na co trzeba zwrócić szczególną uwagę.

O ile nie ma (odpukać w niemalowane) problemu z psychiką i odważnym podejściem do przeszkody, o tyle wiele do życzenia pozostawia kwestia tachniki skoku. Sam przód polepszył się już znacznie, ale wiele jeszcze trzeba zrobić z zadem, który Adiutant słabo "otwiera". Muszę przyznać obiektywnie, że wiele koni na skutek postępu w hodowli już ma takie zdolności. W naszym przypadku pozostaje ciężka praca, z trudnym do określenia efektem. W tym miejscu przypomina mi się jednak fragment wstępu generała Wieniawy do książki majora Królikiewicza w której pisze o autorze, że podwaliną sławy majora była "[...] niezwykle wytrwała, nieustanna, sumienna i cierpliwa praca nad sobą samym oraz nad poznaniem konia, jego możliwości i natury szlachetnej i ofiarnej we współpracy z jeźdźcem, ale tak wszechstronnie czułej i wrażliwej, równie łatwo ulegającej doświadczonemu, jak psującej i narowiącej się, nieraz nieuleczalnie, pod ręką niewprawną, nerwową lub niecierpliwą. [...] Dlatego nie od rzeczy będzie przypomnieć w tem miejscu słowa genialnego wynalazcy Edisona, który zapytany raz o istotę geniuszu, odpowiedział: Geniusz to 99% pracowitego potu i 1% natchnienia".

A zatem wracamy do pracy, nadrabiać braki w naturze i cieszyć się małymi postępami. Smile

Ps. Ludzie lubią plotkować i zmyślać. To nieprawdopodobne, ale ktoś powiedział, że mam problemy z Adiutantem. Confusedhock: A ja nic o tym nie wiem :!:
Rozpoczynamy kolejny tydzień pracy i w związku z tym przedstawiam plan pracy tygodniowej.

wtorek - jazda terenowa, łagodna i spokojna z jednym nawrotem 3'30" galopu w tempie 400 m/min. Prócz tego praca rozluźniająca.
środa - skoki na placu oraz ćwiczenia na szeregach gimnastycznych. Ostatni drąg będzie podniesiony do wysokości 40 cm. Odległość między przeszkodami 7 metrów, z możliwością regulowania odległości tak, by zawsze "pasowało". Przed skokami ćwiczenia ujeżdżeniowe z akcentem na ćwiczenia rozciągające.
czwartek - jazda terenowa, a tam ćwiczenia ujeżdżeniowe z akcentem na ćwiczenia zbierające. W terenie dwa nawroty galopu, pierwszy 3'30" w tempie 400 m/min i jeden galop wyciągnięty przez 1'.
piątek - jazda terenowa i ćwiczenia rozciągające.
sobota - jak w środę, przy czym ostatni drąg podnoszę do wysokości 50 cm, a przedostatni do wysokości 40 cm.
niedziela - 1,5 godziny jazdy terenowej z obciążeniem w tempie marszowym. Do przzebycia 12 km.
Spahis napisał(a):Zdaję sobie sprawę, że większość Czytelników uważa te metody za stare i zmurszałe.

łe tej, jakby uważali, to by na hipologii nie siedzieli! Smile

ja swoje pierwsze kroki w siodle stawiałam pod kawaleryjskim okiem - i pierwszą i nadrzędną rzeczą, jakiej się nauczyłam, był szacunek dla konia. gdyby wszystkie stajnie rekreacyjno-szkółkowe były prowadzone tak jak tamte, świat byłby o wiele piękniejszy.
a ja pozwolę sobie zamieścić najświeższe zdjęcia płytowe Adiutanta Smile
No i muszę to napisać z Adiutanta robi sie przystojny facecikSmile

Zobaczcie jak pieknie nadbudował stracony grzbiet i zad po zabiegu . Porównuję wszystkie zdjęcia Adaśka od początku wątku i Spahis gratuluje a Adiutantowi przekaż marchewkę ode mnieSmile
Wielkie dzięki :!: Big Grin
Hmm...wydawało mi się że Adiutant był kasztanem. A tu kary z kurtyzowanym ogonem...mały Picador ??? :lol: :lol: :lol:
Jack napisał(a):Hmm...wydawało mi się że Adiutant był kasztanem. A tu kary z kurtyzowanym ogonem...mały Picador ??? :lol: :lol: :lol:

Adiutant nie tyle był co jest :!: Smile A ten mały to faktycznie Picador w nowej postaci, dogląda procesu ujeżdżenia. Wink

Ale wracamy do naszej pracy nad ujeżdżeniem młodego konia.

Dzisiaj teren. W terenie przewiduję następujący plan minutowy:

10' stęp na luźnej wodzy;
5' kłus na delikatnym kontakcie;
3' galop na delikatnym kontakcie;
10' stęp i gimnastyka boczna (w lesie bez podszycia);
5' kłus i gimnastyka boczna (w lesie bez podszycia);
5' stęp na luźnej wodzy;
10' stęp i gimnastyka pionowa (długie podjazdy i zjazdy);
2' kłus i gimnastyka pionowa (długie podjazdy i zjazdy);
10' stęp na luźnej wodzy i zakończenie jazdy.
Wczorajszy teren był bardzo udany, choć końcówka odbyła się już w bladej poświacie księżyca. Wink

Dzisiaj skoki. Po solidnym rozprężeniu wykonamy kilka skoków (6) z galopu przez stacjonatę, po czym przejdę do lekcji na szeregu przeszód. Szereg pojadę z kłusa, a składać się on będzie z 3 przeszód w tym dwa leżące drągi i jedna stacjonata o wysokości 50 cm. Szereg pokonam cztery razy. Po skokach trochę galopu (3 minuty) i końcowe rozprężenie. Całość lekcji to 60 minut.

I jeszcze jedno. Skoki będą wplecione w pracę ujeżdżeniową.