Hipologia

Pełna wersja: Orka na ugorze!
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Uważajcie na podświadomość! Napisałem kiedyś na forum:
"Bez ustalenia, kto jest szefem w stadzie, nie wyobrażam sobie żadnej pracy z koniem, nawet gdybym woził węgiel (tu słyszę konia: „Ty byś k… woził!!!"). Praca z ziemi to podstawa, na której budujemy dalszą współpracę."
Pisząc to wyobrażałem sobie, jak powożę parą dorodnych grubasów, które ciągną załadowany wóz.
Teraz wiem, że w momencie kiedy tworzyłem tę wizję, podświadomość poklepała mnie po plecach i powiedziała: „mówisz i masz zaprzęg".
Wyspy wschodniofryzyjskie, Baltrum. Brzmi egzotycznie, ale ogólnie panuje tu ciemnota i szerzy się kazirodztwo...wśród królików Wink Króliki to plaga, są wszędzie i kopią niebezpieczne nory na pastwiskach. Króliki, bazanty (czasami wyżerające koniom paszę) i jeden zajac.
Tysiące mew różnych gatunków, dzikie gęsi posilające się przed podróżą na Syberię (też sobie miejsce wybrały), foki przypływające z sąsiedniej wyspy w odwiedziny ,no i oczywiście konie. Kilka kucyków, parę mieszańców i osiem koni rasy Schlezwiger Kaltblut, którymi to się zajmowałem.

Kiedy pierwszy raz wszedłem do stajni poczułem ból w dłoniach, spojrzałem na dół, to ręce opadły mi na ziemię :?
Konie stały w mazi, bo obornikiem trudno to było nazwać. Brzuchy, zadnie nogi oblepione grubą skorupą brudu. Karmienie sianokiszonką powodowało chroniczne rozwolnienie, co sprawiało, że ogony były w opłakanym stanie. Grzywy poskręcane w dredy ( Fridolin). I w tym momencie przypomniał mi się komentarz niejakiej Tanji, umieszczony na niemieckojęzycznej stronie Hipologii w wolnym przekładzie : "To wspaniale, że także w Polsce robi się coś dla poprawy jeździectwa i traktowania koni. W tym kraju ciągle jeszcze jest za mało zrozumienia, ale może być tylko lepiej!" -pomyślałem sobie: dziewczyno, zejdź na ziemię i rozejrzyj się dookoła! (zaprzęg 2)

cdn...
Zapowiada się arcy ciekawie Smile
Jacek dawaj dalej Smile koniecznie :!:
już się wciągnęłam Wink mam nadzieję, że CDN Smile
Na końcu stajni stał Votan, koń, który różnił się od innych. Mimo, że wszystkie były brudne i śmierdzące, on jeden był chudy i miał smutny pysk. Nawet trzydziestosześcioletni Fridolin, pod tym wszystkim co miał na sobie, wyglądał nieźle. Votan na widok ludzi zaczął nerwowo grzebać przednia nogą, był głodny. Kiedy otwierałem drzwi boksu chciał wyjść, nie pozwolił się dotknąć, był bardzo nieufny. Dałem mu trochę podsuszonej sianokiszonki, rzucił się na nią. Całym sobą, całym swoim końskim ja, które było widać jak na dłoni w jego oczach, krzyczał do mnie: pomóż mi!!!! Nie wiem co odczytał z mojego zachowania i postawy, ale miało to być coś w stylu: wyluzuj mały, jestem tu, teraz będzie tylko lepiej...Cieżko pisać, emocje wracają, los pisze różne scenariusze...

Doczyszczenie koni nie trwało zbyt długo. Ręcznie wyskubywałem zaschnięta gównianą skorupę. Rozmaczanie trwałoby wieki, a to początek kwietnia był. Na moją prośbę właściciele zakupili szare mydło w płynie. Mowa była o pięciolitrowych pojemnikach. Musiałem mieć strasznie głupią minę, kiedy otrzymałem jednolitrową butelkę, wystarczyła na niecałe dwa konie. Zastosowałem najtańszy płyn do mycia naczyń, sprawdził się. Póżniej, kiedy już było ciepło używałem go również do mycia całych koni.
Najbardziej martwiły mnie nogi grubasów. U dwóch z nich w gąszczu sierści, tworzącej pokaźnych rozmiarów szczoty, dawało sie wyczuć dziwne zgrubienia, takie grube wałki. U nas to prawdopodonie świerzb, tam mówią na to Milben, czyli roztocza. Jakiś czas póżniej, po wstępnym domyciu zwierzaków, podczas porządkowania warsztatu odkryłem prawdziwy skarb, profesjonalną, dużą maszynkę do strzyżenia koni. Poczułem się jak rozbitek na bezludnej wyspie, który po kilku dniach walki o przetrwanie znajduje na plaży pudełko po butach, a w nim nóż z najlepszej stali, papierosy, zapałki i najnowszy numer Playboya. No dobra, zamiast Playboya jakieś Konie i Rumaki czy coś. Zmiana w związku z tym, że wątek może przeczytać jakieś nieletnia Mentossio, czy inne Drażetsio, a na pewno przeczyta to moja żona, która poproszona o opinię napisała krótko: „za playboya masz w ryj”.
Wracając do pasożytów, najbardziej zamilbiony, czy też zaświerzbiony był Toledo. Stojąc w boksie często kopał zadnimi nogami w ziemię, próbował drapać się zębami po pęcinach, w zaprzęgu podczas postoju tarł nogą o łańcuch, na pastwisku zaczepiał inne konie pokazując im gdzie chce być drapany. Konsultacja telefoniczna z zaprzyjaźnionym wet., pierwsza podróż do Polski, zapas Sebacilu i strzyżenie. Na szczęście nie wszystkie były w równym stopniu zaatakowane. Wspomniany już Toledo i Posejdon, dwa najcięższe przypadki, ich nogi po ostrzyżeniu wyglądały tak, jakby na każdej uwieśił się czterema łapkami mały Shar Pei. Z tego co zostawało na ziemi można by zrobić na drutach małego kucyka.
Mniej więcej w połowie maja konie wyglądały już tak Grubaski, Grubasy2, Grubasy3, Grubasy4, Grubasy5, Votan i ja.
Jacek Moroz napisał(a):Votan i ja.
Ciężko patrzeć na to zdjęcie Cry Trudno mi pojąć poczynania niektórych Sad
Super się czyta. Bardzo proszę o więcej.
A Playboy jest bardzo fajnym pismem o zegarkach obecnie.
Najpierw się wzruszyłam,a teraz czekam na ciąg dalszy
super napisane Jacku Smile
pozdrawiam,Magda
P.s.
od lutego będę znowu jeździć,a pracę z ziemi już z konikiem zaczęłam,jest super mądry
„Obudziłem się wymięty, cały mokry i zmęczony...” jak śpiewały kiedyś Wały Jagielońskie. To sumienie mnie tak sponiewierało. Tak więc po „długim i dogłębnym procesie tentegowania w głowie”, cytując Króla Juliana (uwielbiam gnoja), piszę niniejszym, gwoli prawdzie, poniższe wyjaśnienie.
Konie, którymi się zajmowałem, nie wyglądały tak jak to opisałem cały rok. W internecie, po wpisaniu w google Baltrum, pokazuje sie sporo zdjęć. Obecny właściciel kupił firmę, kilka miesięcy przed moim przyjazdem. Ja trafiłem na najgorszy okres. Konie zimę spędziły w boksach, sporadycznie wykonując kilka kursów w tygodniu. W poprzednich latach zgodnie z wyspiarską tradycją, od ok. połowy maja do końca września, przebywały w nocy i dni wolne na pastwisku, dzięki czemu same się doczyszczały i nie tarzały w odchodach. Spędzane były tylko na karmienie, przerwę spędzały w stajni, a po wieczornym odpasie na łąkę i całe szczęście, bo dzięki temu były w całkiem dobrej kondycji psychicznej. W okresie letnim pojawiały się w stajni małe dziewczynki będące na wakacjach, które zawsze coś tam doczyściły. Pastwisko główne, kilka hektarów wspólne dla większości koni z wyspy, oraz wszelakiego ptactwa roznoszącego wspomniane już roztocza. Czworonogi były więc łatwym celem dla pasożytów skórnych oraz robali mieszkających w środku konia, a ponadto mogły sie nimi dowolnie wymieniać. Na poprzedniego właściciela składano skargi na policji, gdyż, jak mówili wyspiarze, czy też turyści, najpierw było czuć, a później pojawiał się zaprzęg. Dziecko, które pogłaskało konika natychmiast było wleczone przez matkę do najbliższego kranu, celem umycia małej, śmierdzącej rączki.
Sumienie uspokojone.
Wytłumaczyłem mojemu szefowi, że konie absolutnie nie mogą chodzić na wspólne pastwisko. W przeciwnym wypadku moja praca przypominałaby orkę na ugorze, w wykonaniu Syzyfa, przy pomocy sochy i dwóch leniwych wołów na polu położonym nieopodal stajni Augiasza, w której to rzeczony Syzyf dorabiał na pół etatu. Oczywiście tak tego nie tłumaczyłem, bo znajomość języka niemieckiego mizerna, a ręce tylko dwie. Prywatne pastwisko na zdjęciach już prezentowanych, po sesjii z grubasami nie było więcej dostępne. Grodziłem więc, co się dało, żeby dać odrosnąć łące, ok.0,7ha (Toledo, Toledo&Fridolin) dostępnej tylko dla „moich” koni, którą „nawiozłem”. (pagórki, pagórki2)
Nawet pas trawy przylegający do pasa startowego lotniska. Tutaj było trochę biegania, bo codziennie rano musiałem całe ogrodzenie kłaśc na ziemi, a wieczorem stawiać.
Niestety któregoś dnia przybyła zła komisja i stwierdziła, że te patyki i sznurki nie mogą tu leżeć, bo stanowią zagrożenie dla samolotów, phi! wielkie mi samoloty!
Strasznie się rozpisuję, ale chciałbym w miarę dokładnie nakreślić „miejsce akcji”. Sam nie mogę się doczekać, kiedy zacznę pisać o pracy koni, pracy z końmi i o pracy z końmi podczas pracy koni Smile No i o tytułowej orce na ugorze, czyli próbach zaszczepienia chociaż odrobiny świadomości, jak działa koń, u ludzi z końmi styczność mąjacymi.

W sumie to już sobie zacznę, a kto mi zabroni?
Pierwsza moja jazda w celu sprawdzenia czy cos potrafię. Osobnik, który mnie testował, miał doświadczenie w pracy z końmi, bo pracował tu już kilka miesięcy, jego córka trenowała woltyżerkę, on sam miał nawet konia! ale go sprzedał, jak któregoś dnia zauważył, że nie posiada stajni. Zero myśli na twarzy i tęsknota za rozumem w oczach. Kiedy zobaczyłem jak powozi, szybko porosiłem, to może... ja teraz, czy mogę ja.
Cdn...
Czytam jednym tchem! Rozpisuj się jak najwięcej :wink:
Jacek Moroz napisał(a):Teraz wiem, że w momencie kiedy tworzyłem tę wizję, podświadomość poklepała mnie po plecach i powiedziała: „mówisz i masz zaprzęg".

Zapomniałeś dodać, że to miały być clydesdale z reklam Budweisera? :lol:

Bardzo ciekawe historie! Kopyta pewnie były zmasakrowane? Fridolin ma ładnie na imię. Smile
Jazda próbna.W zaprzęgu dwa konie: Posejdon zwany również Specky (od niem. Speck, czyli słonina), ewentualnie Traber der Woche, czyli kłusak tygodnia, oraz Toledo, zwany również Toledo (od hiszp.Toledo, czyli Toledo). Z tym ostatnim nikt nie chciał pracować, gdyż notorycznie odmawiał ciągnięcia służbowego wozu, zwłaszcza na wzniesieniach, na postoju zachowywał się nagannie, próbując uszkodzić nałożone na niego firmowe mienie, oraz przechodził przez łańcuchy pociągowe, a na prosby o ruch naprzód wyrażane przy pomocy bata często odpowiadał podrzuceniem zadu. Oczywiście gdy to usłyszałem natychmiast
wytypowałem go do jazdy próbnej. Ruszamy. Mój egzaminator wprawnym szarpnięciem połączonym z niskotonowogardłowym wiii !!! poprosił konie o ruszenie z miejsca.
Widocznie nie był zbyt zadowolony z reakcji na przekazane pomoce, gdyz powtorzyl je jeszcze wielokrotnie. W moim odczuciu ukarał konie kilka razy pod rząd, za to, że się ruszały. Zrezygnowane zwierzaki ruszyły w końcu kłusem. Zbliżaliśmy się do pierwszego zakrętu, po drodze jeszcze kilkakrotnie podtrzymywał kłus stosując w jego pojęciu odpowiednie sygnały. Próbowałem mu wytłumaczyć, że to tak, jakby chciał utrzymać samochód w ruchu wciskając szybko, co jakiś czas, hamulec. Spojrzał na mnie. Na jego twarzy było widać ogromny wysiłek fizyczny, który miał zapoczątkowac jakikolwiek, chociaż najmniejszy proces myślowy. Jechaliśmy tak przez chwile patrząc na siebie. Ja też się cały napiąłem, tak bardzo chciałem mu pomóc. Dupa! Nic z tego nie wyszło, a tu zakręt !! Błyskawicznie napiął lejce, skręcaliśmy w prawo, a on nie przestawał ciągnąć lewego lejca do momentu, aż konie odgięły łby na zewnątrz. Prawy lejc wisiał w tym czasie luźno, konie same zaczęły wchodzić w zakręt ,wygięte, jak dwa rogaliki. Za chwilę był zakręt w lewo. Zaprzęg znowu samodzielnie zapoczątkował manewr. W międzyczasie powożący poluzował lejce, tak, że teraz musiał je błyskawicznie napiąć. Konie już skręcały, więc lewy lejc,zgodnie z wyrafinowaną ,wspieraną przez bogate doświadczenie,logiką wożnicy, nie był potrzebny, za to prawy zaciągnął tak, jakby za pomoca ręcznego hamulca chciał zatrzymać pociąg. No i tyle wytrzymałem, poprosiłem o lejce, zamieniliśmy się miejscami, znaczy ja się zamieniłem, bo gościu siedział na środku. Czyli teraz usiadłem po jego lewej ręce. Obserwował te moje manewry ze swego rodzaju rozbawieniem pomieszanym z rosnącym niepokojem, gdyż wjeżdzaliśmy między budynki. Nabrałem wodze, zagadałem do grubasów, kilkakrotnie przypomniałem im, że mam bat łącząc to z głosem, mocniej złapałem lejce i prawie równoczesnie,jednak wcześniej z głośnym, krótkim: kłus! zrobiłem ruch, jakbym chciał oddać wodze, bardziej takie miękkie ręce. Ruszyliśmy kłusem.
cdn. ...
W naszej rozmowie już wyraziłem swoje uznanie dla Twojego pióra ( :?: ), ale teraz urbi et orbi muszę ogłosić mój zachwyt dla prezentowanej tutaj twórczości. Nie dość, że ciekawy temat, nie dość, że merytoryczny to - jak mówi mój Profesor - "to się czyta". Wspaniale! No i zdobyłeś na samym początku uznanie Trenera. Smile

Gratuluję i czekam na dalsze wpisy.

Ps. Uwaga wszyscy! Na forum pojawił się nowy, lepszy Kapuściński!
Po wytarciu się z miodu, który,już z wcześniejszych postów czytelników tego wątku spływał na moje serce
a po komentarzu Kuby JakubaSpachisaKolańczyka, zalał również klawiaturę,dziękuję bardzo wszystkim za miłe słowa i zachętę do dalszego pisania.
Kuba! Z tym Kapuścińskim to pojechałeś .I żeby zaraz całemu światu? Smile

Pozdrawiam Jacek
Cóż to może i ja posłodzę Big Grin ,...Jacku, jak się okazuje można pisać o koniach ładnie i prosto Big Grin , bez tego języka jeździecko -, sportowo -, psychologiczno -, pedagogiczno -, medyczno - , weterynaryjno-, rolniczo-, itd.... tj. ...fachowego.
Współczesny mędrzec filozofii niejaki Max Big Grin ( Olaf Lubaszenko ) w filmie E=MC2 powiedział :
" Wszystko, co da się powiedzieć, da się powiedzieć prosto, a czego nie da się powiedzieć, o tym należy milczeć."
Myślę że tak powinna wyglądać również praca z końmi - prosta i zrozumiała, ... dla koni.
Ponieważ mamy początek tygodnia to,... życzę Tobie żebyś swoim pisaniem podbił,... hm ... może na początek" Imperium" mistrza Kapuścińskiego Big Grin .

Pozdrawiam Piotr
Proszę o ciąg dalszy. Wchodzę średnio co kilka godzin, żeby sprawdzić czy nie ma nic nowego i za każdym razem odchodzę rozczarowana.
Może warto było by założyć bloga bo tam można i zdjęcia wstawić.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12