7 gier - pytania do praktyków
7 gier - pytania do praktyków
Proszę absolutnie nie brać tego, co napiszę, jako definitywne „tak jest i koniec”. Postaram się przedstawić moje rozumienie gry w jeża (choć wiele osób już bardzo dużo napisały).
Gra w jeża jest czymś, czym posługują się wszyscy prawie jeźdźcy. Jest to nic innego, jak ustąpienie od nacisku. Opiera się na nim działanie wędzidła, wszystkich sztucznych wypięć (tak przecież działa cz ambon), przesuwające działanie łydki, najlepszym jeżem są ostrogi, itd. Zrozumienie na czym polega ten mechanizm i jakie są jego właściwości, pozwala o niebo lepiej stosować wszystkie pomoce. Z założenia, że trzeba najpierw rozumieć mechanizm a potem dopiero uczyć się go stosować wyszedł Pat Parelli budując swoje 7 gier. Tak więc 7 gier nie jest wynalazkiem samym w sobie lecz wynalazkiem w sensie tłumaczenia ludziom „jak to działa”.
Zabawa w jeża to tylko obrazowe określenie mające ułatwić ludziom zrozumienie czym jest ustępowanie od nacisku. Przetestowanie tego od najmniejszych szczegółów pozwala naprawdę zrozumieć o co chodzi i jest, przynajmniej dla mnie, bardzo ciekawe (ogólnie kierowca specjalnie nie interesuje się co jest pod maską, dlaczego samochód działa, skręca, hamuje. Ale kierowca zawodowy żeby naprawdę dobrze jeździć wie to dobrze).
Po pierwsze ustępowanie od nacisku nie jest dla konia wcale takie oczywiste. Oczywiste dla konia jest to, że jeśli coś na ciało futrzaka naciska to trzeba też na to nacisnąć, żeby się odsunęło i dało spokój. Tak więc cały pierwszy etap to wyjaśnienie koniowi, że jak dotykam z intencją, nawet lekko, to należy od tego odejść, usunąć się, ustąpić. Niektórym koniom, zwłaszcza tym z władczym charakterem nie przychodzi to łatwo. Pat żartobliwie pociesza, że zwykle to naciskanie w oczekiwaniu na ustąpienie nie trwa dłużej niż dwa dni. Po drugie i chyba najważniejsze, koń uczy się nie w momencie, gdy go naciskamy, lecz w momencie gdy zabieramy nacisk. Tej ważnej rzeczy nie dostrzega wielu jeźdźców, którzy posługują się naciskiem i nie rozumieją go. Potem mamy konie uwalające się na ręce albo kładące na łydce albo przestające reagować na łydkę, albo jeszcze pchające się całym ciałkiem na nas, gdy chcemy je od siebie odsunąć, bo. np. stanęły nam na nodze. Jak uczy się konia ustępowania od nacisku to należy pamiętać o stosowaniu faz stanowczości, czyli zaczynać od „szeptu”, kończyć na „krzyku”. Od im delikatniejszych sygnałów zaczynamy tym nasz koń stanie się bardziej na nie wyczulony. Jeśli zaczniesz stopniowanie od „krzyku” to koń nigdy nie będzie reagował na szept.
W jeża można się bawić dosłownie z każdym cm2 końskiego ciała i próbować prosić konia o ustąpienie w bardzo różny sposób: kijkiem, ręką, linką, kantarkiem, patykiem, itd. Niezwykle ważna jest przy tym konsekwencja i utrzymanie nacisku tak długo, aż koń ustąpi. To z powodu zabawy w jeża kij marchewkowy jest taki, jak jest, tzn. dość sztywny. Przy niektórych koniach bezpieczniej jest bawić się w jeża na odległości karota niż z bliska rękami.
Początkowo przy zabawie w jeża szybko można zauważyć, że koń w pierwszym odruchu naciska na nas też. Stopniowo odruch będzie coraz słabszy a wygrana zabawa w jeża jest wtedy gdy koń miękko, pozostając w rozluźnieniu i bez odruchu przeciwstawnego ustępuje od nacisku na delikatne dotknięcie. Ja miałam kłopot trochę z tym ponieważ mój koń tak się tak wyczulił, że nie mogłam go pogłaskać, bo zaraz ustępował. Dlatego ważna jest intencja tego „dotyku”. Gdy bawię się w jeża rękami to sobie wyobrażam, że z palców wylatuje mi taka hmm energia i skupiam się na tym by mój dotyk jeżowy miał intencję. Chyba nie umiem tego inaczej określić. I we wszystkim co robię staram się rozróżniać swoją pozycję z intencją i neutralną. Szczególnie ważne to będzie przy grze w prowadzenie. Tego nauczyłam się czytając różne posty Klary a życie mi pokazało, że miała bardzo wiele racji, zwracając tak często na to uwagę.
No i zapomniałabym o czymś bardzo ważnym. Nikt z nas nie chce być chamem i gburasem więc trzeba przy jeżu bawić się też w zaprzyjaźnianie. Tzn. zanim zaczniesz bawić się w jeża z jakimś miejscem na ciele konia to upewnijmy się, że koń nie stresuje się w powodu przyjaznego dotykania go w tym miejscu. Po drugie, po udanym jeżu należy się z tym miejscem znowu zaprzyjaźnić
(pogłaskać) żeby skończyło się na czymś miłym i by koń jeża się nie bał. Jeśli to zaniedbamy, koń może od nacisku zacząć uciekać a nie miękko ustępować, a też nie o to przecież chodzi.
Dla mnie zabawa w jeża jest niesamowicie ważnym elementem całej komunikacji ponieważ korzystamy z niej ciągle i ciągle. I nie ma szans na dobre stosowanie pomocy bez zrozumienia, że:
- nacisk trzeba stopniować,
- nacisk trzeba natychmiast zabrać, gdy koń ustępuje,
A co do gry w prowadzenie. Powinno się do niej przystępować, gdy zacznie wychodzić jeż. Dlatego o grze w prowadzenie następnym razem, bom się już na teraz wypisała doszczętnie!
KaJaa bardzo dziekuje za Twoje slowa i porady... no wlasnie mysle ze neidlugo bedziemy przechodzic na odczulanie z siodla bo wiem ze dla konika to dwie rozne sprawy.. ale z racji bycia u koni tylko w weekend czas niestety jest ogranicznony ale bedziemy dzielnie walczyc!
Cejloniaro!!! bardzo dziekuje za to streszczenie! ujecie nawjazniejszych rzeczy w jednym miejscu... jest ono bardzo przydatne i przejrzyste dla mnie... czytajac artykuly o 7 grach wlasnie bardzo mi sie rzucilo w oczy ze to nie nacisk uczy ale ustapienie od tego nacisku .. masz racje w tym ze kazde nasze dzialanie jest powodowane naciskiem dlatego tez wlasnie te gry mnie zainteresowaly i chce je jakos poglebic...
szczerze mowiac to artykuly dostpne o 7 grach nie sa bardzo dlugie ale z racji wielu informacji nawet nie przeczytalam jeszcze wszystkich.. chcialam sie skupic na tych pierwszych i miec dobre zrozumienie czym one sie roznia i do czego w nich dazymy...
sama zaczynajac grac w jeza zauwazylam ze konie czujac moj nacisk opieraly sie mu
gra w jeza naprawde mnie zafascynowala bo tak naprawde jest ona wytlumaczeniem czemu mamy konie ktore pchaja sie na lydke albo wieszaja na wedzidle... odpowiadaja na staly nacisk! ale smutne jest to ze mniej jest pozytywnych reakcji gdy kon faktycznie zaczyna wspolpracowac
bardzo sie ciesze ze dotarlam do tych artykulow i dziekuje za Wasze podpowiedzi...
z biegeim czasu pewnie bede dopytywac o kolejne rzeczy
Wild Filly z tym przenoszeniem zabawy w jeża na miejsca łydek to ja radziłam sobie tak:
Na początku koniowi łatwiej jest zrozumieć ustępowanie zadem jak nacisk kieruje się bezpośrednio na zad. Wyobraź sobie taki promień z Twojego palca, który biegnie przez zad i dalej za niego i wskazuje kierunek po jakim poruszy się zad, taka trajektoria ruchu. Jak zaczniesz od razu od naciskania tam, gdzie łydka ma potem zadem machać, to może to nie być dla pluszęciny takie zaraz oczywiste. Dla mojego nie było zupełnie. Dlatego najpierw ćwiczyłam zwroty na przedzie naciskając na zad. Jak to już wychodziło dobrze to włączyłam do gry drugą rękę. Jedna na zadzie, druga w tym samym czasie na miejscu łydki. Tak stopniowo przenosiłam sygnał stopniowo osłabiając lub opóźniając działanie tej ręki na zadzie (też zresztą wyciągnęłam ten sposób z tego forum). Podobnie ze zwrotami na zadzie, od ganasza po łopatkę i łydkę na popręgu.
Cejloniaro! super pomysl....! mysle ze bardzo przydatny. jak pisalam troche sie zdziwilam ze koniska zupelnie nie reagowaly na jeza i wrecz sie opieraly! co potweirdza bardzo fajnie teorie i potrzebe gry w jeza...
bedziemy cwiczyc i w miare rozowju pisac o obawach i prosic o porady moze uda nam sie zrobic jakies ciekawe zdjecia strasznie strasznych rzeczy na ktore sie odczulamy... pomyslow zapewne masa.. moze jakies Wasze podpowiedzi? a moze oprocz straszakow jakies zabawki? np. stare pilki juz przebite ktore konikowi latwo zlapac w zeby... ostatnio zauwazylam ze koniska strasznie lubia sie bawic nowym karabinkiem od sznurka na ktorym pracuje... caly czas go tam tracaja nosem.. moze jakies inne zabawy?
Ja sobie grałam balonem z pomocnikiem nad grzbietem konia, albo z grzbietu ^^ Początkowo było to dla Kaji straszne, ale potem sama zaczęła się balonikiem bawić. W którymś momencie pękł i narobił sporo huku... A koń ani drgnął
Tak jak już wspominałaś, dobra jest szeleszcząca folia i wszystkie inne przedmioty, które robią hałas. Ja łączyłam zabawę w zaprzyjaźnianie z jeżem, odsyłając jej poszczególne części ciała na leżącą na ziemi folię. Dzięki temu jak trzeba przejechać w terenie po czymś dziwnym to Kaja nie ma z tym problemu i zawsze idzie pierwsza dając dobry przykład klaczy, która strasznie boi się takich rzeczy. Ogólnie można bawić się wszystkim i w każdy sposób! Bardzo dobrze jest zaprzyjaźniać konia regularnie ze sprzętem jeździeckim, dzięki temu podczas pracy będzie bardziej rozluźniony. Ja używam zawsze zabawy w zaprzyjaźnianie przy siodłaniu i kiełznaniu konia.
Cejloniara Gra w jeża jest czymś, czym posługują się wszyscy prawie jeźdźcy. Jest to nic innego, jak ustąpienie od nacisku. Opiera się na nim działanie wędzidła, wszystkich sztucznych wypięć (tak przecież działa cz ambon),Z tym czambonem to się nie zgodzę, Tutaj właśnie mamy do czynienia z efektem wręcz przeciwnym :czambon wywiera nacisk wędzidłem do góry (jest on z pewnością odczuwany mocniej, niż nacisk na potylicę , który rozkłada się na znaczną powierzchnię) i na ten nacisk koń musi zejść w dół. czyli w przeciwnym kierunku. Przy pozostałych wypięciach to jak najbardziej racja.
Cejloniara Gra w jeża jest czymś, czym posługują się wszyscy prawie jeźdźcy. Jest to nic innego, jak ustąpienie od nacisku. Opiera się na nim działanie wędzidła, wszystkich sztucznych wypięć (tak przecież działa cz ambon),Z tym czambonem to się nie zgodzę, Tutaj właśnie mamy do czynienia z efektem wręcz przeciwnym :czambon wywiera nacisk wędzidłem do góry (jest on z pewnością odczuwany mocniej, niż nacisk na potylicę , który rozkłada się na znaczną powierzchnię) i na ten nacisk koń musi zejść w dół. czyli w przeciwnym kierunku. Przy pozostałych wypięciach to jak najbardziej racja.
Rozumiem Tomku co masz na mysli. Intepretowałam działanie czambonu (a??) bardziej jako nacisk na potylice, nie na wędzidło, jakoś o nim zapomniałam A co do łydek, myslę, że uzywaniu obu ma skłonić ciałko konia do ulożenia się w łuk. Weź słomkę na stoli, pacnij ja palcem tylko z jednej strony i zobacz co sie stanie, potem tą samą słomkę pacnij dwoma palcami po obu stronach w przeciwnych kierunkach ale tak, by palce nie leżały na jednej linii prostej prostopadłej do słomki, i tez zobacz co zrobi słomka. Tak mniej więcej sobie wyobrażam działanie łydek. Sama staram się ich używac świadomie, zależnie co i gdzie przestawiam, czasm jest mi potrezba tylko wewnętrzna a czasem bardziej zewnętrzna ale nigdy nie robię tego z automatu, bo i mój koń automatyczny nie jest (ja też nie)
Oczywiście wiem jaki jest cel takiego działania łydek, bardziej chodziło mi o to, że mechaniczne stosowanie pomocy, bez świadomości zasad, jakie rządzą zachowaniem konia może dawać zupełnie niezamierzone efekty, skutkujące trudnościami w jeździe.W tym przypadku koń nauczony wchodzenia w zakręt od nacisku wewnętrznej łydki de facto na tą łydkę może się kłaść. Problemu jeździec może w ogóle nie zauważyć, dopóki nie spróbuje np zrobić trawersu.
P.S. Zacząłem odczuwać potrzebę używania w zakręcie wewnętrznej łydki( dla skorygowania toru jazdy bardziej niż wygięcia) w momencie gdy zacząłem pracować nad spinem(szybki obrót na zadzie)W tym ćwiczeniu koń uczy się szybkiego przestawiania łopatek na bardzo lekki sygnał wodzy i ciężaru i w naszym przypadku spowodowało to również skłonność do wpadania łopatką do środka w zakręcie. Wcześniej tego problemu nie było i koń dobrze wyginał się w zakręcie bez działania wewnętrznej łydki
ostatnio niechcacy wyszla mi zabawa w przeciskanie....
ta mloda sarenka, Nahajka przejdzie pod kazdym ogrodzeniem i jak ma ochote na wiecej zarcia to sobie idzie do wiaty z sianem i ma co che.
Wkurza mnie to, i ona dobrze o tym wie, ze jak ja tam zastane to nie bede zadowolona. No i sobie uciekala , ja za nia...
dogonilam ja w miejscu gdzie jest sciana szopy i sciana drugiego budynku...taki waski przesmyk.
Zakilnowalysmy sie tam...!!!!!!!!!!!! Ja oparta o jedna sciane i jej bok, ona o druga sciane i mnie. SZOK,
Ona stala i gapila sie na mnie z tym swoim pytajacym wzrokiem, a ja na nia...w sumie to chcialam , zeby to ona cos wymyslila hahaha, bo naprawde nie wiedzialam co robic.
Po chwili doszlam do wniosku, ze jak wciagne swoj gruby dosc brzuch to zrobi sie troche miejsca...i rzeczywiscie. jednoczesnie jak ja wciagalam brzuch to kon jeszcze bardziej przytulil sie do sciany i zrobilo sie troche miejsca...wylazlysmy jakos!!!!!!
Taka niezamierzona sytuacja, ale przypominajaca chyba zabawe w przecuskanie, prawda????Ja czesto tak robie /w drzwiach/ jak Nahajka wchodzi do domu, zjesc ze mna kolacje.. no raz na jakis czas, nie codziennie hahaha
DuchowaPrzygoda Ona stala i gapila sie na mnie z tym swoim pytajacym wzrokiem, a ja na nia...w sumie to chcialam , zeby to ona cos wymyslila hahaha, bo naprawde nie wiedzialam co robic.
Po chwili doszlam do wniosku, ze jak wciagne swoj gruby dosc brzuch to zrobi sie troche miejsca...i rzeczywiscie. jednoczesnie jak ja wciagalam brzuch to kon jeszcze bardziej przytulil sie do sciany i zrobilo sie troche miejsca...wylazlysmy jakos!!!!!!
tomekpawwaw wg mnie najlepszy sposób działania łydkami w zakręcie podaje Fillis- łydka działa z tej strony, w którą konia znosiTomku co przez to rozumiesz? jesli zakret jest w prawo to powinna dzialac prawa lydka/ czyli wewnetrzna? i co to znaczy dziala? wywiera nacisk czy moze zostaje bardziej obciazona?
DuchowaPrzygoda Ona stala i gapila sie na mnie z tym swoim pytajacym wzrokiem, a ja na nia...w sumie to chcialam , zeby to ona cos wymyslila hahaha, bo naprawde nie wiedzialam co robic.
Po chwili doszlam do wniosku, ze jak wciagne swoj gruby dosc brzuch to zrobi sie troche miejsca...i rzeczywiscie. jednoczesnie jak ja wciagalam brzuch to kon jeszcze bardziej przytulil sie do sciany i zrobilo sie troche miejsca...wylazlysmy jakos!!!!!!
tomekpawwaw wg mnie najlepszy sposób działania łydkami w zakręcie podaje Fillis- łydka działa z tej strony, w którą konia znosiTomku co przez to rozumiesz? jesli zakret jest w prawo to powinna dzialac prawa lydka/ czyli wewnetrzna? i co to znaczy dziala? wywiera nacisk czy moze zostaje bardziej obciazona?
dzieki
ale oczywiscie nie probuj, ja nie jestem praktykiem w 7 grach. Gre , ktora mi najlepiej wychodzi i z ktorej korzystalam najwiecej to byla gra w przyjazn i pomogla mi wiele w pracy z LUNKA.
Natomiast w tym wypadku to wyszko sobie ot tak, niechcacy....i chyba niewiele koni zniosloby to ze stoickim spokojem, moje po prostu jak cos sie dzieje, to na ogol licza na mnie.. Jeszcze sie np, nie zdarzylo, zeby jakis szalal gdy zaplacze sie w linki itp.
Ja z nimi mieszkam, nie musze duzo robic. Tym bardziej, ze one nie wymagaja duzej roboty, ani ja od nich nic nie wymagam prawie, poza tym, ze maja byc maksymalnie bezpieczne.
Oj Duchowa!
wielka wiez to miedzy Wami musi byc skoro tak piszerz tym bardziej Wam gratuluje i cieplo pozdrawiam
nie no jak tak cieplutko pozdrawiasz to pewno, ze jest więz ja - moje konie !!!
ale to nic takiego: wiez rodzi sie sama jak przebywasz z konmi, karmisz je, i dbasz o nie...I jestes szczeliwa za kazdym razem jak mozesz je dotknac, prztulic,wsiasc...albo tylko postac obok.
wild_filly Tomku co przez to rozumiesz? jesli zakret jest w prawo to powinna dzialac prawa lydka/ czyli wewnetrzna? i co to znaczy dziala? wywiera nacisk czy moze zostaje bardziej obciazona?Dokładnie chodzi o to, że na początku zakrętu działają wodze(w bok w stronę łuku), natomiast łydki działają w miarę potrzeby, tzn jeżeli koń zacieśnia łuk, to przeważa działanie łydki wewnętrznej, jeżeli go poszerza to zewnętrznej, zaś gdy zwalnia to działają obie. W ten sposób koń uczy się sam utrzymywać właściwy tor jazdy i ustawienie kłody, a łydki jedynie go korygują. Z tego co pisze Fillis wynika, że mniej więcej od czasów Bauchera (połowa XIX w ) większość jeźdźców używała w zakręcie łydki zewnętrznej.
chyba ze znosi rozumiemy tak ze porusza sie nie tam gdzie powinien :]
wild_filly Tomku co przez to rozumiesz? jesli zakret jest w prawo to powinna dzialac prawa lydka/ czyli wewnetrzna? i co to znaczy dziala? wywiera nacisk czy moze zostaje bardziej obciazona?Dokładnie chodzi o to, że na początku zakrętu działają wodze(w bok w stronę łuku), natomiast łydki działają w miarę potrzeby, tzn jeżeli koń zacieśnia łuk, to przeważa działanie łydki wewnętrznej, jeżeli go poszerza to zewnętrznej, zaś gdy zwalnia to działają obie. W ten sposób koń uczy się sam utrzymywać właściwy tor jazdy i ustawienie kłody, a łydki jedynie go korygują. Z tego co pisze Fillis wynika, że mniej więcej od czasów Bauchera (połowa XIX w ) większość jeźdźców używała w zakręcie łydki zewnętrznej.
chyba ze znosi rozumiemy tak ze porusza sie nie tam gdzie powinien :]