Hipologia Kategoria Konie chcą nas rozumieć Droga do jazdy na cordeo (sznurku na szyi konia)

Droga do jazdy na cordeo (sznurku na szyi konia)

Droga do jazdy na cordeo (sznurku na szyi konia)

Strony (6): 1 2 3 4 5 6 Dalej
02-25-2008, 09:41 AM #1
Dyskusja wydzielona z wątku Pytania do W.M.. Teolinek

ecossaise ja dzisiaj postanowiłam, że chcę sprobować koniną na sznurku przez szyję. chciałambłysnąc racjonalnością więc założyłam i ogłowie i sznurek na szyjei konina generalnie olała...

szyja w górę, zero jakiegokolwiek odprężenia czy coś...sterowności w kłusie jako takaw stępie stwierdził, ze po coooo?łopatka? zatrzymac się? cofnąc? po co...kiedy brałam wodze nawet tak, ze były luźne od razu reagował...kiedy sznurek luźno zwisał, aja nie trzymałam kontaktu nawet cofał i robił łopatke do środka. wiec ściągnęłam sznurek i zaczęłam jeździc "normalnie" od razu pełne rozluźnienie, spokój w koniu, wodze na minimalnym kontakcie koń współpracuje.

nie wiem z czego wynikało to, że się tak strasznie zestresował, a po "usunięciu"problemu nawet na rzuconych wodzach "działało"?

i co zrobic, żeby go przekonac, że to nie gryzie?


Witaj Ecossaise!
Moim zdaniem problem wynika z tego, że koń w momencie, gdy ma na sobie ogłowie i sznurek nie może się skupić na pracy. Podczas pracy na sznurku koń mimo wszystko czuje w pysku ten kawałek metalu, jakim jest wędzidło. Spróbuj jeśli oczywiście chcesz i jest to możliwe na pustej hali lub zamkniętym padoku ściągnąć całkiem ogłowie i pojeździć na samym sznurku. Wtedy nic konia w pysku nie będzie rozpraszać i wystarczy dać mu trochę czasu i przede wszystkim sobie dać czasu i skupić się nad używaniem pomocy. Niektóre konie potrzebują więcej czasu do przystosowania się do nowego stylu jazdy.
Życzę powodzenia!!!
sokolowskipiotr
02-25-2008, 09:41 AM #1

Dyskusja wydzielona z wątku Pytania do W.M.. Teolinek

ecossaise ja dzisiaj postanowiłam, że chcę sprobować koniną na sznurku przez szyję. chciałambłysnąc racjonalnością więc założyłam i ogłowie i sznurek na szyjei konina generalnie olała...

szyja w górę, zero jakiegokolwiek odprężenia czy coś...sterowności w kłusie jako takaw stępie stwierdził, ze po coooo?łopatka? zatrzymac się? cofnąc? po co...kiedy brałam wodze nawet tak, ze były luźne od razu reagował...kiedy sznurek luźno zwisał, aja nie trzymałam kontaktu nawet cofał i robił łopatke do środka. wiec ściągnęłam sznurek i zaczęłam jeździc "normalnie" od razu pełne rozluźnienie, spokój w koniu, wodze na minimalnym kontakcie koń współpracuje.

nie wiem z czego wynikało to, że się tak strasznie zestresował, a po "usunięciu"problemu nawet na rzuconych wodzach "działało"?

i co zrobic, żeby go przekonac, że to nie gryzie?


Witaj Ecossaise!
Moim zdaniem problem wynika z tego, że koń w momencie, gdy ma na sobie ogłowie i sznurek nie może się skupić na pracy. Podczas pracy na sznurku koń mimo wszystko czuje w pysku ten kawałek metalu, jakim jest wędzidło. Spróbuj jeśli oczywiście chcesz i jest to możliwe na pustej hali lub zamkniętym padoku ściągnąć całkiem ogłowie i pojeździć na samym sznurku. Wtedy nic konia w pysku nie będzie rozpraszać i wystarczy dać mu trochę czasu i przede wszystkim sobie dać czasu i skupić się nad używaniem pomocy. Niektóre konie potrzebują więcej czasu do przystosowania się do nowego stylu jazdy.
Życzę powodzenia!!!

Klara Naszarkowska

Senior Member

686
02-25-2008, 11:55 AM #2
sokolowskipiotr, dla mnie to bardzo ryzykowna rada - żeby jeśli coś nie działa, to przy tym obstawać, a nawet pociągnąć to dalej. Ja bym zrobiła rzecz przeciwną, czyli zajęła się najpierw zrozumiałością sygnałów "sznurka" w warunkach bezpiecznych. Może z ziemi? Może nadal z wierzchu, ale w ramach zestawu sznurek + wędzidło.

Przy ustalaniu nowych sygnałów (a właściwie dodawaniu ich do starych), sprawdza się sekwencja:
- nowy sygnał (sznureczek)
- stary sygnał (jakikolwiek był)
- odpowiedź konia
- wzmocnienie (czy to przez zaprzestanie działania i danie wygody, albo danie jakiegoś dobra typu cukierek koński)

Można też "od zera" budować komunikację - ogłowie zostawić jako siatkę bezpieczeństwa, a powoli wprowadzać rozmowę przez sznureczek. Przez naukę ustępowania od nacisku (jak w "jeżu" z ziemi, od którego zresztą warto zacząć, żeby nabrać wyczucia, konia nakierować na właściwe myślenie; albo metodami pozytywnymi, jak się ma natchnienie).

Budowanie "od zera" dostało cudzysłów, bo oczywiście to nie będzie tak z niczego robione... Czy się jeździ na ogłowiu, kantarze, sznureczku, czy czymkolwiek innym, używanie "rąk" nigdy nie powinno być najważniejsze, ani pierwsze. Czyli tak jak przy dotychczasowej jeździe powinno być - będziesz najpierw i przede wszystkim używać dosiadu, nóg, a dopiero potem ewentualnie doprecyzowywać komunikat sznureczkiem. Kierownica i tak jest w siedzeniu, nie w łapach ;-)

W jednym z Piotrem się w 100% zgadzam - czas jest potrzebny. I uprzejmość wobec konia też. Ale o bezpieczeństwie i rozsądku zapominać nie należy :-)

Tyle mojego wtrącania się ;-)

<t>Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)</t>
Klara Naszarkowska
02-25-2008, 11:55 AM #2

sokolowskipiotr, dla mnie to bardzo ryzykowna rada - żeby jeśli coś nie działa, to przy tym obstawać, a nawet pociągnąć to dalej. Ja bym zrobiła rzecz przeciwną, czyli zajęła się najpierw zrozumiałością sygnałów "sznurka" w warunkach bezpiecznych. Może z ziemi? Może nadal z wierzchu, ale w ramach zestawu sznurek + wędzidło.

Przy ustalaniu nowych sygnałów (a właściwie dodawaniu ich do starych), sprawdza się sekwencja:
- nowy sygnał (sznureczek)
- stary sygnał (jakikolwiek był)
- odpowiedź konia
- wzmocnienie (czy to przez zaprzestanie działania i danie wygody, albo danie jakiegoś dobra typu cukierek koński)

Można też "od zera" budować komunikację - ogłowie zostawić jako siatkę bezpieczeństwa, a powoli wprowadzać rozmowę przez sznureczek. Przez naukę ustępowania od nacisku (jak w "jeżu" z ziemi, od którego zresztą warto zacząć, żeby nabrać wyczucia, konia nakierować na właściwe myślenie; albo metodami pozytywnymi, jak się ma natchnienie).

Budowanie "od zera" dostało cudzysłów, bo oczywiście to nie będzie tak z niczego robione... Czy się jeździ na ogłowiu, kantarze, sznureczku, czy czymkolwiek innym, używanie "rąk" nigdy nie powinno być najważniejsze, ani pierwsze. Czyli tak jak przy dotychczasowej jeździe powinno być - będziesz najpierw i przede wszystkim używać dosiadu, nóg, a dopiero potem ewentualnie doprecyzowywać komunikat sznureczkiem. Kierownica i tak jest w siedzeniu, nie w łapach ;-)

W jednym z Piotrem się w 100% zgadzam - czas jest potrzebny. I uprzejmość wobec konia też. Ale o bezpieczeństwie i rozsądku zapominać nie należy :-)

Tyle mojego wtrącania się ;-)


<t>Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)</t>

ecossaise

Member

69
02-25-2008, 04:04 PM #3
czas czas czas- zawsze i wszędzie bez się nie da :wink: oczywiście będę starała się próbowac go nauczyc- szczerze mówiąc nie wynika to z jakiś celów wyższych tylko czystej ciekawości- jak będzie, co się będzie działo, przed, po i jak mu się będzie tak jadło- czy aby nie zachacza to o jakąś samolubnośc? :roll:

koń generalnie na jazdy bez rąk zupełnie reaguje dobrze...figury, zatrzymania, zmiany nogi, chodów tempa, tropi, skacze "wagony" gdzie bez wodzy również najeżdżam tylko "naszyjnik" go spiął doszczętnie- kwestia po prostu nowości? a może dzień nie odpowiedni? będziemy się szkolic- lepiej umiec więcej niż mniej no i kolejna "bariera" pójdzie precz :wink:

i jeszcze ps maleńki: drogi Piotrze w pychu jabłkowy plastik- metali nie lubimy Big Grin

<t>aleksandra i kucyk jumping teamSmile</t>
ecossaise
02-25-2008, 04:04 PM #3

czas czas czas- zawsze i wszędzie bez się nie da :wink: oczywiście będę starała się próbowac go nauczyc- szczerze mówiąc nie wynika to z jakiś celów wyższych tylko czystej ciekawości- jak będzie, co się będzie działo, przed, po i jak mu się będzie tak jadło- czy aby nie zachacza to o jakąś samolubnośc? :roll:

koń generalnie na jazdy bez rąk zupełnie reaguje dobrze...figury, zatrzymania, zmiany nogi, chodów tempa, tropi, skacze "wagony" gdzie bez wodzy również najeżdżam tylko "naszyjnik" go spiął doszczętnie- kwestia po prostu nowości? a może dzień nie odpowiedni? będziemy się szkolic- lepiej umiec więcej niż mniej no i kolejna "bariera" pójdzie precz :wink:

i jeszcze ps maleńki: drogi Piotrze w pychu jabłkowy plastik- metali nie lubimy Big Grin


<t>aleksandra i kucyk jumping teamSmile</t>

02-25-2008, 09:48 PM #4
Ecossaise jabłkowy plastik to faktycznie nie jest metal, ale jednak zawsze koń ma coś w pysku. Moim zdaniem najważniejsze jest nasze podejście psychiczne do jazdy na sznurku (samym sznurku). Zawsze, gdy mamy coś na pysku nasze podejście jest inne, czujemy się pewniej (zawsze jak się nie dogadamy to mamy nad nim przewagę) i w tym momencie dużo szybciej odpuszczamy i chwytamy np. wodze.
A nie ma nic lepszego jak jeździ się na koniu na ogłowiu i ściągamy je i od razu zostaje sam sznurek bez mieszania, bo wtedy mamy równe szanse na przystosowanie się do "nowej sytuacji”, bo tak samo my potrzebujemy czasu jak i koń. Fakt ryzyko zawsze jest, ale z kilkoma końmi tak zrobiłem i jak dotąd nic się nie stało, ale zawsze coś się może stać nie zaprzeczam. Dlatego każdy robi jak uważa za stosowne wszystko zależy od tego, na jakim jesteśmy poziomie i każdy ma swój indywidualny styl i podejście do koni.
W końcu najważniejszy zawsze jest efekt końcowy i nie ważne czy to potrwa tydzień, miesiąc czy też rok tylko ważne czy na końcu pojedziemy sobie na spacer na samym sznurku bez stresu tylko rozluźnieni i zrelaksowani.
Ale i ja ponawiam prośbę o zachowanie ostrożności i nie robienie tego samemu, bo dobrze jak ktoś jest z boku, żeby doradzić, (ale człowiek, bo dodatkowe konie moim zdaniem rozpraszają konia i efekt nie jest taki jak oczekujemy...)
Jeśli się mylę to proszę mnie poprawcie Trenerze i nie tylko inne słowa krytyki też mile widziane....
sokolowskipiotr
02-25-2008, 09:48 PM #4

Ecossaise jabłkowy plastik to faktycznie nie jest metal, ale jednak zawsze koń ma coś w pysku. Moim zdaniem najważniejsze jest nasze podejście psychiczne do jazdy na sznurku (samym sznurku). Zawsze, gdy mamy coś na pysku nasze podejście jest inne, czujemy się pewniej (zawsze jak się nie dogadamy to mamy nad nim przewagę) i w tym momencie dużo szybciej odpuszczamy i chwytamy np. wodze.
A nie ma nic lepszego jak jeździ się na koniu na ogłowiu i ściągamy je i od razu zostaje sam sznurek bez mieszania, bo wtedy mamy równe szanse na przystosowanie się do "nowej sytuacji”, bo tak samo my potrzebujemy czasu jak i koń. Fakt ryzyko zawsze jest, ale z kilkoma końmi tak zrobiłem i jak dotąd nic się nie stało, ale zawsze coś się może stać nie zaprzeczam. Dlatego każdy robi jak uważa za stosowne wszystko zależy od tego, na jakim jesteśmy poziomie i każdy ma swój indywidualny styl i podejście do koni.
W końcu najważniejszy zawsze jest efekt końcowy i nie ważne czy to potrwa tydzień, miesiąc czy też rok tylko ważne czy na końcu pojedziemy sobie na spacer na samym sznurku bez stresu tylko rozluźnieni i zrelaksowani.
Ale i ja ponawiam prośbę o zachowanie ostrożności i nie robienie tego samemu, bo dobrze jak ktoś jest z boku, żeby doradzić, (ale człowiek, bo dodatkowe konie moim zdaniem rozpraszają konia i efekt nie jest taki jak oczekujemy...)
Jeśli się mylę to proszę mnie poprawcie Trenerze i nie tylko inne słowa krytyki też mile widziane....

Ailusia

Posting Freak

809
02-25-2008, 10:11 PM #5
Teolinek albo metodami pozytywnymi, jak się ma natchnienie).

Ciekawe 8)
Ja bym powiedziała, że cordeo zakładamy dla siebie, nie dla konia. Bo o ile nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, że służy nam ono do unoszenia przodu w górę, to służy nam do tego, żeby nie ciągnąć za paszczę i nie ustawiać za głowę. Jeżeli chcemy, żeby było także hamulcem, to musimy tego przypilnować. Pamiętać, że jest bodźcem awersyjnym, chociażby; czyli takim, na którego reakcją powinno być ustąpienie od nacisku; w górę albo "do tyłu". Kiedy jesteśmy na etapie wyższej szkoły, bardzo pięknie wychodzi nam z tego "szkolne zatrzymanie" - lewada.
Jest taki moment w jednym filmie Nevzorova, kiedy po jakichś trudnych ćwiczeniach zatrzymuje konia, nadal na nim siedząc zdejmuje mu cordeo, zakłada sobie na szyję - i jest to takie "uff, koniec z tą ciężką pracą"... po czym odjeżdża kłusem, jednocześnie zaprzeczając wszystkiemu co uprzednio powiedział w tym samym filmie Wink

<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>
Ailusia
02-25-2008, 10:11 PM #5

Teolinek albo metodami pozytywnymi, jak się ma natchnienie).

Ciekawe 8)
Ja bym powiedziała, że cordeo zakładamy dla siebie, nie dla konia. Bo o ile nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, że służy nam ono do unoszenia przodu w górę, to służy nam do tego, żeby nie ciągnąć za paszczę i nie ustawiać za głowę. Jeżeli chcemy, żeby było także hamulcem, to musimy tego przypilnować. Pamiętać, że jest bodźcem awersyjnym, chociażby; czyli takim, na którego reakcją powinno być ustąpienie od nacisku; w górę albo "do tyłu". Kiedy jesteśmy na etapie wyższej szkoły, bardzo pięknie wychodzi nam z tego "szkolne zatrzymanie" - lewada.
Jest taki moment w jednym filmie Nevzorova, kiedy po jakichś trudnych ćwiczeniach zatrzymuje konia, nadal na nim siedząc zdejmuje mu cordeo, zakłada sobie na szyję - i jest to takie "uff, koniec z tą ciężką pracą"... po czym odjeżdża kłusem, jednocześnie zaprzeczając wszystkiemu co uprzednio powiedział w tym samym filmie Wink


<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>

Klara Naszarkowska

Senior Member

686
02-26-2008, 02:33 PM #6
sokolowskipiotr A nie ma nic lepszego jak jeździ się na koniu na ogłowiu i ściągamy je i od razu zostaje sam sznurek bez mieszania, bo wtedy mamy równe szanse na przystosowanie się do "nowej sytuacji”, bo tak samo my potrzebujemy czasu jak i koń. Fakt ryzyko zawsze jest, ale z kilkoma końmi tak zrobiłem i jak dotąd nic się nie stało, ale zawsze coś się może stać nie zaprzeczam.
Dla mnie to jest rada podobna do tej - jeśli nie udaje się jazda na rowerku z dodatkowymi kółeczkami, to je odkręć (ząbki można stracić; i pewność siebie). Albo: jeśli spotkasz Chińczyka, to swój pl/ch/pl słownik schowaj do kieszeni - będziecie mieli równe szanse.

sokolowskipiotr tylko ważne czy na końcu pojedziemy sobie na spacer na samym sznurku
A czemu to miałoby być ważne?


Ailusia, cieszę się, że ciekawe ;-P Taki nacisk na szyję sznureczkiem to czysta umowność. Jak koń nie chce odpowiedzieć, to hulaj dusza, piekła nie ma, nie zmusisz. Lepiej, żeby chciał. A najlepiej, żeby i chciał, i nawet nie wpadł na to, że można nie chcieć. Albo co gorsza "nie musieć".

Nie każdy dotyk sugeruje ustąpienie od nacisku. Sznureczkowy też nie musi - wedle woli. Chociaż po co komplikować, tak jest jakoś "naturalniej"... ;-)

<t>Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)</t>
Klara Naszarkowska
02-26-2008, 02:33 PM #6

sokolowskipiotr A nie ma nic lepszego jak jeździ się na koniu na ogłowiu i ściągamy je i od razu zostaje sam sznurek bez mieszania, bo wtedy mamy równe szanse na przystosowanie się do "nowej sytuacji”, bo tak samo my potrzebujemy czasu jak i koń. Fakt ryzyko zawsze jest, ale z kilkoma końmi tak zrobiłem i jak dotąd nic się nie stało, ale zawsze coś się może stać nie zaprzeczam.
Dla mnie to jest rada podobna do tej - jeśli nie udaje się jazda na rowerku z dodatkowymi kółeczkami, to je odkręć (ząbki można stracić; i pewność siebie). Albo: jeśli spotkasz Chińczyka, to swój pl/ch/pl słownik schowaj do kieszeni - będziecie mieli równe szanse.

sokolowskipiotr tylko ważne czy na końcu pojedziemy sobie na spacer na samym sznurku
A czemu to miałoby być ważne?


Ailusia, cieszę się, że ciekawe ;-P Taki nacisk na szyję sznureczkiem to czysta umowność. Jak koń nie chce odpowiedzieć, to hulaj dusza, piekła nie ma, nie zmusisz. Lepiej, żeby chciał. A najlepiej, żeby i chciał, i nawet nie wpadł na to, że można nie chcieć. Albo co gorsza "nie musieć".

Nie każdy dotyk sugeruje ustąpienie od nacisku. Sznureczkowy też nie musi - wedle woli. Chociaż po co komplikować, tak jest jakoś "naturalniej"... ;-)


<t>Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)</t>

Ailusia

Posting Freak

809
02-26-2008, 03:46 PM #7
Czyli, jak to niejaka dr Deb Benett mówi... rób tak dużo, jak to konieczne i tak mało, jak to możliwe Wink
Jest krótsza droga - "odczepić boczne kółeczka", jest dłuższa droga - rok pracy z ziemi... są też różne inne drogi. Zależy co kto chce osiągnąć. Ja lubię, jak koń nie musi a mimo to się zgadza, jeśli odejmuję kolejne sprzęty to właśnie dlatego. Ale niewyszkolonych koni nie lubię 8) z tym że one nie tyle "wiedzą że nie muszą", tylko "nie wiedzą co powinny", moim zdaniem.

<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>
Ailusia
02-26-2008, 03:46 PM #7

Czyli, jak to niejaka dr Deb Benett mówi... rób tak dużo, jak to konieczne i tak mało, jak to możliwe Wink
Jest krótsza droga - "odczepić boczne kółeczka", jest dłuższa droga - rok pracy z ziemi... są też różne inne drogi. Zależy co kto chce osiągnąć. Ja lubię, jak koń nie musi a mimo to się zgadza, jeśli odejmuję kolejne sprzęty to właśnie dlatego. Ale niewyszkolonych koni nie lubię 8) z tym że one nie tyle "wiedzą że nie muszą", tylko "nie wiedzą co powinny", moim zdaniem.


<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>

02-26-2008, 08:34 PM #8
Teolinek każdy robi jak uważa....
Ja jak się uczyłem jeździć na rowerze to od razu bez kółek....Troszkę adrenaliny jeszcze nikomu nie zaszkodziło, ale w granicach zdrowego rozsądku oczywiście.....
Pozdrawiam
sokolowskipiotr
02-26-2008, 08:34 PM #8

Teolinek każdy robi jak uważa....
Ja jak się uczyłem jeździć na rowerze to od razu bez kółek....Troszkę adrenaliny jeszcze nikomu nie zaszkodziło, ale w granicach zdrowego rozsądku oczywiście.....
Pozdrawiam

Ailusia

Posting Freak

809
02-26-2008, 09:08 PM #9
Ale to o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.

<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>
Ailusia
02-26-2008, 09:08 PM #9

Ale to o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.


<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>

Guli

Posting Freak

1,701
02-27-2008, 08:09 AM #10
Ailusia Ale to o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.

Nie zgadzam się z tymi twierdzeniami - popieram Piotra w jego wypowiedziach.

Adrenalina wcale nie musi być siłą niszczącą , może być nawet budującą.

Jazda na rowerku czterokołowym nijak nie ma się do jazdy na dwukołowym , więc nie bardzo wiem jak ma pomóc ta pierwsza, drugiej.

Oczywiście poza faktem, że jeden i drugi to rower Smile

Z tym zdrowym rozsądkiem...

Tak naprawdę wszystko tkwi w naszych głowach, nasze lęki przed własnymi umiejętnościami, przed końmi.

No i oczywiście głębokie przekonie, że hamulec ręczny w postaci wędzidła jest niezbędny.

O tym też pisał Piotr- taka nasza natura , że w chwili strachu, utraty równowagi, czy zaskoczenia , chwytamy za wodze.

Można oczywiście do wszystkiego dochodzić własną drogą.

Ale przede wszystkim należy zmienić własny obraz koni, inaczej spojrzeć na relacje z nimi . trochę im wreszcie zaufać.


Nie próbowałam jeździc ze sznurkiem, bo na to nie wpadłam
Big Grin

Ale pokazywałam zdjęcie,

[Obrazek: oklep2_e1aec.jpg]

też widać , że nie mam co zrobic z rękami- brak kierownicy :wink:

Ale nic sie nie stało- koń skupiony, reagujący na moje sygnały.


Można próbować i tak :

[Obrazek: samolotan6_50ce7.jpg]


Łatwiej, bo i siodło i wodze , choc szybciej Smile



Ten rozsądek to dla mnie :

1.właściwe relacje z koniem

2. koń godny zaufania ( może to oczywiście wynikać z pierwszego punktu)

3. pewna niezbędna umiejętność posługiwania ciałem , nie tylko rekami w komunikacji z koniem

4..wiara w siebie i konia

Smile



A jak zacznę jeździć po wybiegu ( jak trochę wyrówna się ) , to spróbuję ze sznurkiem na szyi konia.

p.s

Swoją drogą, fajny wątek oddzielny mógłby być.

edit.

Uzupełniam warunki.

Koń musi byc wyszkolony w zakresie akurat wymaganym Smile

Bo niby dlaczego po zdjęciu ogłowia, ma gnać przed siebie , czy brykać.

Jeśli tak robi, to oznacza, że jest niewłaściwie wyszkolony, albo (częściej) to my popełniamy błędy w komunikacji.

Oczywiście może się spłoszyć, ale w takiej sytuacji trzymanie się wodzy jest przecież najmniej wskazane

<r><COLOR color="#FF0000"><s></s>Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl. <e></e></COLOR></r>
Guli
02-27-2008, 08:09 AM #10

Ailusia Ale to o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.

Nie zgadzam się z tymi twierdzeniami - popieram Piotra w jego wypowiedziach.

Adrenalina wcale nie musi być siłą niszczącą , może być nawet budującą.

Jazda na rowerku czterokołowym nijak nie ma się do jazdy na dwukołowym , więc nie bardzo wiem jak ma pomóc ta pierwsza, drugiej.

Oczywiście poza faktem, że jeden i drugi to rower Smile

Z tym zdrowym rozsądkiem...

Tak naprawdę wszystko tkwi w naszych głowach, nasze lęki przed własnymi umiejętnościami, przed końmi.

No i oczywiście głębokie przekonie, że hamulec ręczny w postaci wędzidła jest niezbędny.

O tym też pisał Piotr- taka nasza natura , że w chwili strachu, utraty równowagi, czy zaskoczenia , chwytamy za wodze.

Można oczywiście do wszystkiego dochodzić własną drogą.

Ale przede wszystkim należy zmienić własny obraz koni, inaczej spojrzeć na relacje z nimi . trochę im wreszcie zaufać.


Nie próbowałam jeździc ze sznurkiem, bo na to nie wpadłam
Big Grin

Ale pokazywałam zdjęcie,

[Obrazek: oklep2_e1aec.jpg]

też widać , że nie mam co zrobic z rękami- brak kierownicy :wink:

Ale nic sie nie stało- koń skupiony, reagujący na moje sygnały.


Można próbować i tak :

[Obrazek: samolotan6_50ce7.jpg]


Łatwiej, bo i siodło i wodze , choc szybciej Smile



Ten rozsądek to dla mnie :

1.właściwe relacje z koniem

2. koń godny zaufania ( może to oczywiście wynikać z pierwszego punktu)

3. pewna niezbędna umiejętność posługiwania ciałem , nie tylko rekami w komunikacji z koniem

4..wiara w siebie i konia

Smile



A jak zacznę jeździć po wybiegu ( jak trochę wyrówna się ) , to spróbuję ze sznurkiem na szyi konia.

p.s

Swoją drogą, fajny wątek oddzielny mógłby być.

edit.

Uzupełniam warunki.

Koń musi byc wyszkolony w zakresie akurat wymaganym Smile

Bo niby dlaczego po zdjęciu ogłowia, ma gnać przed siebie , czy brykać.

Jeśli tak robi, to oznacza, że jest niewłaściwie wyszkolony, albo (częściej) to my popełniamy błędy w komunikacji.

Oczywiście może się spłoszyć, ale w takiej sytuacji trzymanie się wodzy jest przecież najmniej wskazane


<r><COLOR color="#FF0000"><s></s>Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl. <e></e></COLOR></r>

Ailusia

Posting Freak

809
02-27-2008, 11:49 AM #11
Po pierwsze, robić samemu, a radzić komuś i obiecywać że wszystko będzie dobrze, to całkiem co innego.
Po drugie, każdy na własny rachunek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jazda na sznurku = festyniarskie popisy, czy jazda na sznurku = filozofia życia?
To drugie twierdzenie wcale nie jest przesadzone, o czym będzie nam dane się przekonać. Tymczasem, przetłumaczę fragment krytyki pod moim adresem, która miała na celu wdeptanie mnie w podłogę za podobne pomysły.
Więc tłumaczę, powiedzmy że własnymi słowami.

"Pomyłka polega na tym: nie możesz uważać jazdy bez ogłowia za cel. To nie może być twój cel.
Nie możesz mieć bezpiecznej, przyjemnej, i prawie magicznej jazdy bez ogłowia, bez długich lat odpowiedniego przygotowania. Nie możesz mieć tego na koniu który myśli o ucieczce czy spłoszeniu się. Nie możesz mieć tego na koniu który łatwo się przestraszy. Nie możesz mieć tego na koniu który już głęboko nie ufa jeźdźcowi. Nie możesz mieć tego jeśli jeździec nie tylko nie jest ekspertem, ale także głęboko nie zna swojego konia. Muszą połączyć się, ze wspólną wewnętrzną motywacją. Wtedy, i tylko wtedy, otrzymasz epifenomen, doświadczenie które jest większe niż suma jego części.
Ani jeździec nie może podzielić się tym doświadczeniem z innymi, ani oczywiście koń, chyba że z innymi końmi. Jeździec może tylko próbować o tym paplać. Gdy pierwszy raz się to stanie, z pewnością będzie zaskoczony głębią i jakością odpowiedzi ze strony konia; zupełnie jakby koń nagle potrafił czytać w ludzkich myślach, wykonując zmiany i zwroty niemal zanim jeździec uświadomi sobie że taka była jego wola. Po jeździe, człowiek może próbować podzielić się tym doświadczeniem z innymi. Będzie o tym paplać. Mówiąc niezrozumiale. Nikt cię tak naprawdę nie zrozumie. Wymagałoby to niezłej umiejętności interpretowania, dlatego też Święty Paweł wyżej ceni interpretujących, niż gadaczy. Myślę że to oznacza, iż lubił mieć źródło informacji które mógł właściwie zrozumieć, nawet jeśli były częściowe lub fragmentaryczne, jak te ze świata czarów. Bo, jak sam powiedział, "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.".
Ale to, co wciąż obawiam się że robisz, to próba odwrócenia tego doświadczenia wstecz. Chcesz jeździć bez ogłowia bez przygotowania. Brak ci cierpliwości by zdobyć i trzymać się doświadczenia - tak jak wszystkim ludziom, najczęściej. Nigdy nie możesz uważać jazdy bez ogłowia za cel. To samo przyjdzie, gdy będzie na to czas - albo nie."

Wyjaśniam, że w tym przypadku bez przygotowania = bez jazdy z ogłowiem. Owszem, taki właśnie jest mój zamiar, ale staram się by nie była to droga na skróty Wink i nie napisał tego Nevzorov Tongue

<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>
Ailusia
02-27-2008, 11:49 AM #11

Po pierwsze, robić samemu, a radzić komuś i obiecywać że wszystko będzie dobrze, to całkiem co innego.
Po drugie, każdy na własny rachunek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jazda na sznurku = festyniarskie popisy, czy jazda na sznurku = filozofia życia?
To drugie twierdzenie wcale nie jest przesadzone, o czym będzie nam dane się przekonać. Tymczasem, przetłumaczę fragment krytyki pod moim adresem, która miała na celu wdeptanie mnie w podłogę za podobne pomysły.
Więc tłumaczę, powiedzmy że własnymi słowami.

"Pomyłka polega na tym: nie możesz uważać jazdy bez ogłowia za cel. To nie może być twój cel.
Nie możesz mieć bezpiecznej, przyjemnej, i prawie magicznej jazdy bez ogłowia, bez długich lat odpowiedniego przygotowania. Nie możesz mieć tego na koniu który myśli o ucieczce czy spłoszeniu się. Nie możesz mieć tego na koniu który łatwo się przestraszy. Nie możesz mieć tego na koniu który już głęboko nie ufa jeźdźcowi. Nie możesz mieć tego jeśli jeździec nie tylko nie jest ekspertem, ale także głęboko nie zna swojego konia. Muszą połączyć się, ze wspólną wewnętrzną motywacją. Wtedy, i tylko wtedy, otrzymasz epifenomen, doświadczenie które jest większe niż suma jego części.
Ani jeździec nie może podzielić się tym doświadczeniem z innymi, ani oczywiście koń, chyba że z innymi końmi. Jeździec może tylko próbować o tym paplać. Gdy pierwszy raz się to stanie, z pewnością będzie zaskoczony głębią i jakością odpowiedzi ze strony konia; zupełnie jakby koń nagle potrafił czytać w ludzkich myślach, wykonując zmiany i zwroty niemal zanim jeździec uświadomi sobie że taka była jego wola. Po jeździe, człowiek może próbować podzielić się tym doświadczeniem z innymi. Będzie o tym paplać. Mówiąc niezrozumiale. Nikt cię tak naprawdę nie zrozumie. Wymagałoby to niezłej umiejętności interpretowania, dlatego też Święty Paweł wyżej ceni interpretujących, niż gadaczy. Myślę że to oznacza, iż lubił mieć źródło informacji które mógł właściwie zrozumieć, nawet jeśli były częściowe lub fragmentaryczne, jak te ze świata czarów. Bo, jak sam powiedział, "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.".
Ale to, co wciąż obawiam się że robisz, to próba odwrócenia tego doświadczenia wstecz. Chcesz jeździć bez ogłowia bez przygotowania. Brak ci cierpliwości by zdobyć i trzymać się doświadczenia - tak jak wszystkim ludziom, najczęściej. Nigdy nie możesz uważać jazdy bez ogłowia za cel. To samo przyjdzie, gdy będzie na to czas - albo nie."

Wyjaśniam, że w tym przypadku bez przygotowania = bez jazdy z ogłowiem. Owszem, taki właśnie jest mój zamiar, ale staram się by nie była to droga na skróty Wink i nie napisał tego Nevzorov Tongue


<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#000080"><s></s>"After all is said and done, more is said than done." <e></e></COLOR><COLOR color="#00BF00"><s></s>Posadź drzewo!<e></e></COLOR><e></e></I><e></e></SIZE></r>

Guli

Posting Freak

1,701
02-27-2008, 02:41 PM #12
Ailusia .
, każdy na własny rachunek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jazda na sznurku = festyniarskie popisy, czy jazda na sznurku = filozofia życia?


Między tymi biegunami jest spory obszar do zagospodarowania dla wielu.

Do poprawienia siebie, żeby komunikację z koniem uczynic łagodniejszą. , czy bardziej czytelną , a jazdy w harmonii w koniem

To w rezultacie czyni pracę koni o wiele przyjemniejszą, a jeźdźcom dostarcza dużo satysfakcji.

Czy nie o to chodzi?
Smile

<r><COLOR color="#FF0000"><s></s>Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl. <e></e></COLOR></r>
Guli
02-27-2008, 02:41 PM #12

Ailusia .
, każdy na własny rachunek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jazda na sznurku = festyniarskie popisy, czy jazda na sznurku = filozofia życia?


Między tymi biegunami jest spory obszar do zagospodarowania dla wielu.

Do poprawienia siebie, żeby komunikację z koniem uczynic łagodniejszą. , czy bardziej czytelną , a jazdy w harmonii w koniem

To w rezultacie czyni pracę koni o wiele przyjemniejszą, a jeźdźcom dostarcza dużo satysfakcji.

Czy nie o to chodzi?
Smile


<r><COLOR color="#FF0000"><s></s>Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl. <e></e></COLOR></r>

02-28-2008, 02:01 AM #13
myślę, że o to chodzi.
Jak ktoś wyżej napisał każdy robi to co chce, z różnym skutkiem.
'Guli ty masz silną relację z koniem i jeżeli chodzi o twoje wypowiedzi to są one świetne dla tych którzy już mają podstawy nat.pracy.

ja opowiem jak ja dochodziłam do jazdy na sznurkach z moim ogierem , który był koniem sprzedawanym z rąk do rąk , do sportu, jezdzonym z kontuzją i łamanym bo nie chciał z bólu chodzić i się buntował, jest to kon ktory ma silne poczucie indywidualnej jednostki...siebie., wiec sporo było pracy nad zaufaniem i poprostu zdrowej relacji.

szczególnie przy ogierach ważna jest praca u podstaw(jak u wszystkich z resztą). najpierw praca z ziemi, zaufanie , podział ról, partnerstwo, póżniej jazda na sznurkach ale awaryjnie ogłowie, następnie dopiero można zacząć bez. oczywiscie ile sposobów tyle koni które im zaprzeczą jednak uwazam że taki plan jest bezpieczny i efektywny.

Nh jest filozofią w której(dla mnie) nie chodzi tylko o to żeby pokazac ze mozna jezdzic bez wedzidła, bo gdy kon ufa nam i rece to z wedzidłem czy bez..nie ma różnicy.

<r>"Niewiele jest w koniu chęci do walki, o ile człowiek jej tam nie włoży." Buck Brannaman<br/>
<URL url="http://www.cantos.blog.pl">http://www.cantos.blog.pl</URL></r>
Anna Skrzypczak
02-28-2008, 02:01 AM #13

myślę, że o to chodzi.
Jak ktoś wyżej napisał każdy robi to co chce, z różnym skutkiem.
'Guli ty masz silną relację z koniem i jeżeli chodzi o twoje wypowiedzi to są one świetne dla tych którzy już mają podstawy nat.pracy.

ja opowiem jak ja dochodziłam do jazdy na sznurkach z moim ogierem , który był koniem sprzedawanym z rąk do rąk , do sportu, jezdzonym z kontuzją i łamanym bo nie chciał z bólu chodzić i się buntował, jest to kon ktory ma silne poczucie indywidualnej jednostki...siebie., wiec sporo było pracy nad zaufaniem i poprostu zdrowej relacji.

szczególnie przy ogierach ważna jest praca u podstaw(jak u wszystkich z resztą). najpierw praca z ziemi, zaufanie , podział ról, partnerstwo, póżniej jazda na sznurkach ale awaryjnie ogłowie, następnie dopiero można zacząć bez. oczywiscie ile sposobów tyle koni które im zaprzeczą jednak uwazam że taki plan jest bezpieczny i efektywny.

Nh jest filozofią w której(dla mnie) nie chodzi tylko o to żeby pokazac ze mozna jezdzic bez wedzidła, bo gdy kon ufa nam i rece to z wedzidłem czy bez..nie ma różnicy.


<r>"Niewiele jest w koniu chęci do walki, o ile człowiek jej tam nie włoży." Buck Brannaman<br/>
<URL url="http://www.cantos.blog.pl">http://www.cantos.blog.pl</URL></r>

02-28-2008, 10:44 PM #14
Witam!
Widzę, że z niewinnego Posta zrobiła nam się poważna dyskusja… ale to bardzo dobrze…
Ailusia muszę powiedzieć coś na temat twojego ostatniego Posta…
Jak przedtem już pisałem ja nikogo do niczego nie zmuszam i każdy robi jak uważa za stosowne, ale… Zawsze musi być to, ALE… Bo, po co robić coś dłużej jak można szybciej, to tak jakby jechać z Polski do Niemiec przez Rosje, oczywiście można, ale, po co? Ma to tylko sens wtedy, gdy mamy w tym jakiś cel, jeśli nie to, po co? Jeśli chodzi o konie to nieraz trzeba dać sobie więcej czasu i wybrać dłuższą drogę, ale jeśli koń tego nie wymaga to, po co… Tylko żeby wybrać, jaka droga jest dobra czy ta dłuższa czy krótsza trzeba spędzić z końmi kilka tysięcy godzin rocznie i to z różnymi końmi a nie z jednym swoim ulubionym i dopiero wtedy można powiedzieć, że konie rozumiemy.
Nie twierdze, że jazda na sznurku jest celem, do którego należy dążyć i do którego wstęp mają tylko nieliczni wybrani jeźdźcy, jazda, bez ogłowia jest tylko sprawdzeniem nas samych czy tak naprawdę w sposób właściwy kontrolujemy swoje ciało i czy koń nas rozumie….
Ja osobiście przeważnie jeżdżę na ogłowiu a sznurek zakładam po to żeby siebie sprawdzić lub dla własnej przyjemności, bo jak napisała anula_un „czy z wędzidłem czy bez to bez różnicy”….
A na koniec ostatni cytat Ailusi, z którym nie mogę się zgodzić, „Ale to, o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.” Moim zdaniem lepsza jest ludzka adrenalina i nie wiedza na samym sznurku niż sama nie wiedza bez adrenaliny na np. munsztuku i czarnej wodzy to pierwsze jest mniej bolesne dla konia.
Dobra kończę, bo się rozpisałem i to chyba mój najdłuższy post.
Pozdrawiam
sokolowskipiotr
02-28-2008, 10:44 PM #14

Witam!
Widzę, że z niewinnego Posta zrobiła nam się poważna dyskusja… ale to bardzo dobrze…
Ailusia muszę powiedzieć coś na temat twojego ostatniego Posta…
Jak przedtem już pisałem ja nikogo do niczego nie zmuszam i każdy robi jak uważa za stosowne, ale… Zawsze musi być to, ALE… Bo, po co robić coś dłużej jak można szybciej, to tak jakby jechać z Polski do Niemiec przez Rosje, oczywiście można, ale, po co? Ma to tylko sens wtedy, gdy mamy w tym jakiś cel, jeśli nie to, po co? Jeśli chodzi o konie to nieraz trzeba dać sobie więcej czasu i wybrać dłuższą drogę, ale jeśli koń tego nie wymaga to, po co… Tylko żeby wybrać, jaka droga jest dobra czy ta dłuższa czy krótsza trzeba spędzić z końmi kilka tysięcy godzin rocznie i to z różnymi końmi a nie z jednym swoim ulubionym i dopiero wtedy można powiedzieć, że konie rozumiemy.
Nie twierdze, że jazda na sznurku jest celem, do którego należy dążyć i do którego wstęp mają tylko nieliczni wybrani jeźdźcy, jazda, bez ogłowia jest tylko sprawdzeniem nas samych czy tak naprawdę w sposób właściwy kontrolujemy swoje ciało i czy koń nas rozumie….
Ja osobiście przeważnie jeżdżę na ogłowiu a sznurek zakładam po to żeby siebie sprawdzić lub dla własnej przyjemności, bo jak napisała anula_un „czy z wędzidłem czy bez to bez różnicy”….
A na koniec ostatni cytat Ailusi, z którym nie mogę się zgodzić, „Ale to, o czym piszesz nie leży w granicach zdrowego rozsądku. Ludzka adrenalina szkodzi, niestety, najbardziej koniom.” Moim zdaniem lepsza jest ludzka adrenalina i nie wiedza na samym sznurku niż sama nie wiedza bez adrenaliny na np. munsztuku i czarnej wodzy to pierwsze jest mniej bolesne dla konia.
Dobra kończę, bo się rozpisałem i to chyba mój najdłuższy post.
Pozdrawiam

Gaga

Posting Freak

1,127
02-29-2008, 06:48 AM #15
Drogi Piotrze niestety ja również nie do końca się z Tobą zgadzam... Piszesz, że w zasadzie w wielu przypadkach nie ma sensu czekać , można robić z koniem wiele rzeczy szybciej... Ja tak nie uważam, podzielając zdanie tak sławnych trenerów koni, jak Monty Roberts, Mark Rashid, Pat Parelli. Wszyscy oni mówią "spiesz się powoli" czy "im wolniej pracujesz tym szybciej osiągniesz efekty". I szczerze pisząc widzę to na przykładzie swoich i nie tylko swoich koni - chociaż spędzam w pracy z końmi raptem ok 1 000 godzin rocznie ;-) Im wolniej pracuję i mniej wymagam jednorazowo - tym szybciej dochodzę do zakładanego celu. Czy to jest najazd na przszkodę jednym tempem, czy lotna zmiana nogi, czy po prostu jazda w rytmie w zadanym chodzie, czy samoniesienie - wymagając wszystkiego na raz - żadnego z elementów nie wykonamy dobrze...
Podobnie jest moim zdaniem z jazdą na sznurkach. Przecież koń typowo "tranzelkowy" nie zna sygnałów sznurkowych - bo niby skąd ma znać, skoro często nadużywamy wodzy kierujac koniem, zmieniając chód, tempo, etc... Zatem nie tylko my, ale i koń ma pełne prawo "gubić się" po zdjęciu tranzelki. Moim zdaniem warto popracować z takim koniem z ziemi ucząc go ruszania i zatrzymań na głos i nacisk sznurka. Ucząc spokojnie, pomału... Pierwsze jazdy na bezsznurkowcu też wspomagałabym ogłowiem włąśnei na wszelki wypadek. Miałam taki wszelki wypadek na Karej - jeździłam na sznurku w fazie podjeżdżania - koń 3 miesiąc pod siodłem. Ujeżdżalnia. Koń się spłoszył, wspięcie - kilka baranków przy próbie ptrzytrzymania an sznurku... po czym w ciągu kilku chwil znalazłam się 3 ogrodzenia dalej... Nie wiem jakim cudem zostałam w siodle, nie wiem jakim cudem nic nam sienie stało - ogrodzenia ok 1,1 - 1,2 m Undecided Mogłyśmy obie się pokaleczyć - koń też mógł przecież... Mając wówczas ogłowie mogłabym zapobiec chociażby skokom przez ogrodzenia...
Podobna historia w terenie - na włąsną prośbę. Uczyłam Karą odchodzenia od stada i samotnych wypraw terenowych. Kiedys pojechałam na sznurkach z kuzynem do lasu, jechaliśmy strzemięw strzemię, stę, kłus galop stęp. Przy którymś zagalopowaniu kuzyn wyprzedził mnie o koński nos, a że Kara - wyścigówka - postanowiła prawdopodobnie być pierwsza na mecie. Meta była kilka km dalej, pomimo, ze kuzyn swojego konia zatrzymał (mając nadzieję, że mój zwolni)... Dobrze, że tam drogi szerokie, do ulic bardzo daleko, no i że nie było żadnych turystów, bo nie wiem, czy Kara by odskoczyła, czy "wzięła na klatę". Wędzidło mogłoby wtedy pomóc - chociażby w skierowaniu konia na koło...
Fakt - w obu przypadkach koń "wyłączył odbieranie" jeźdźca, teraz - po kilku latach pracy - się to już nie zdarza, ale oba opisane przypadki mogły skońćzyć się tragicznie dla mnie, lub - przede wszystkim - dla konia... Ja też wówczas chciałam jak najszybciej...

<t>Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał</t>
Gaga
02-29-2008, 06:48 AM #15

Drogi Piotrze niestety ja również nie do końca się z Tobą zgadzam... Piszesz, że w zasadzie w wielu przypadkach nie ma sensu czekać , można robić z koniem wiele rzeczy szybciej... Ja tak nie uważam, podzielając zdanie tak sławnych trenerów koni, jak Monty Roberts, Mark Rashid, Pat Parelli. Wszyscy oni mówią "spiesz się powoli" czy "im wolniej pracujesz tym szybciej osiągniesz efekty". I szczerze pisząc widzę to na przykładzie swoich i nie tylko swoich koni - chociaż spędzam w pracy z końmi raptem ok 1 000 godzin rocznie ;-) Im wolniej pracuję i mniej wymagam jednorazowo - tym szybciej dochodzę do zakładanego celu. Czy to jest najazd na przszkodę jednym tempem, czy lotna zmiana nogi, czy po prostu jazda w rytmie w zadanym chodzie, czy samoniesienie - wymagając wszystkiego na raz - żadnego z elementów nie wykonamy dobrze...
Podobnie jest moim zdaniem z jazdą na sznurkach. Przecież koń typowo "tranzelkowy" nie zna sygnałów sznurkowych - bo niby skąd ma znać, skoro często nadużywamy wodzy kierujac koniem, zmieniając chód, tempo, etc... Zatem nie tylko my, ale i koń ma pełne prawo "gubić się" po zdjęciu tranzelki. Moim zdaniem warto popracować z takim koniem z ziemi ucząc go ruszania i zatrzymań na głos i nacisk sznurka. Ucząc spokojnie, pomału... Pierwsze jazdy na bezsznurkowcu też wspomagałabym ogłowiem włąśnei na wszelki wypadek. Miałam taki wszelki wypadek na Karej - jeździłam na sznurku w fazie podjeżdżania - koń 3 miesiąc pod siodłem. Ujeżdżalnia. Koń się spłoszył, wspięcie - kilka baranków przy próbie ptrzytrzymania an sznurku... po czym w ciągu kilku chwil znalazłam się 3 ogrodzenia dalej... Nie wiem jakim cudem zostałam w siodle, nie wiem jakim cudem nic nam sienie stało - ogrodzenia ok 1,1 - 1,2 m Undecided Mogłyśmy obie się pokaleczyć - koń też mógł przecież... Mając wówczas ogłowie mogłabym zapobiec chociażby skokom przez ogrodzenia...
Podobna historia w terenie - na włąsną prośbę. Uczyłam Karą odchodzenia od stada i samotnych wypraw terenowych. Kiedys pojechałam na sznurkach z kuzynem do lasu, jechaliśmy strzemięw strzemię, stę, kłus galop stęp. Przy którymś zagalopowaniu kuzyn wyprzedził mnie o koński nos, a że Kara - wyścigówka - postanowiła prawdopodobnie być pierwsza na mecie. Meta była kilka km dalej, pomimo, ze kuzyn swojego konia zatrzymał (mając nadzieję, że mój zwolni)... Dobrze, że tam drogi szerokie, do ulic bardzo daleko, no i że nie było żadnych turystów, bo nie wiem, czy Kara by odskoczyła, czy "wzięła na klatę". Wędzidło mogłoby wtedy pomóc - chociażby w skierowaniu konia na koło...
Fakt - w obu przypadkach koń "wyłączył odbieranie" jeźdźca, teraz - po kilku latach pracy - się to już nie zdarza, ale oba opisane przypadki mogły skońćzyć się tragicznie dla mnie, lub - przede wszystkim - dla konia... Ja też wówczas chciałam jak najszybciej...


<t>Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał</t>

Strony (6): 1 2 3 4 5 6 Dalej
 
  • 0 głosów - średnia: 0
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 3 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 3 gości