Hipologia Kategoria Chów koni - i wszystko, co z nim związane Żrebaku witaj na planecie Ziemia!

Żrebaku witaj na planecie Ziemia!

Żrebaku witaj na planecie Ziemia!

Tania

Senior Member

260
02-01-2008, 07:19 AM #1
Temat sam się wpycha w wątku o buncie koni i ze względu na porę wyźrebień.
Imprinting -czy poprostu powitanie końskiego dzieciaka.
Tu już jestem bardziej kompetentna bo nadchodzi czwarty sezon dla mnie w ośrodku hodowlanym AQH .
W RR ogromnie się o miłe przyjęcie źrebiąt dba.I potem to procentuje cały czas.
Na przykład w pokazach hodowlanych.
[Obrazek: mission_roleski_jac_med_4.jpg]
Jeszcze w czasie ciąży każda kobyła jest tak traktowana,żeby była ufna i bezpieczna.Pod koniec ciąży -trudno nam się oprzeć i stale zaglądamy ,dotykamy wymienia,sromu ,brzucha.Wiedza o zwiastunowych objawach porodu ,zwłaszcza właścicielki rancha jest bardzo bogata. Każda z klaczy troszkę inaczej znosi ciążę i inaczej przebiega u niej poród.
Sam poród-zwykle nocą - jest w obecności niewielu osób ,w ciszy i spokoju.
A źrebol zaraz wytarty ręcznikiem i wymacany w całości.
Od razu ma wiedzieć,że zapach człowieka jest akceptowany przez jego mamę i dla niego przyjazny.
[Obrazek: goldie_roleski_jac_med_4.jpg]
[Obrazek: whizbaby07_med_6.jpg]
[Obrazek: whiningjac_4_med.jpg]
Maluszki wychodzą na wybieg na drugi dzień.
[Obrazek: 1stbaby07_med_7.jpg]
I niemal od razu mają wiązane kantarki i są uczone prowadzenia na lince.
Podnosi się im nóżki ,za co Pan Kowal poten nas błogosławi pod niebo.
A nasze początki jako asystujących przy porodzie były całkiem nieporadne:
http://www.wwr.com.pl/wwr.php?aid=537
*smutne wydarzenia wspomniane w opowiadaniu dotyczą pogrzebuJPII

A czasem i tak bywa.U sąsiadów poród na wybiegu.I też trzeba sobie poradzić dzielnie.
http://www.westernsport.pl/mimi/index.htm

<t></t>
Tania
02-01-2008, 07:19 AM #1

Temat sam się wpycha w wątku o buncie koni i ze względu na porę wyźrebień.
Imprinting -czy poprostu powitanie końskiego dzieciaka.
Tu już jestem bardziej kompetentna bo nadchodzi czwarty sezon dla mnie w ośrodku hodowlanym AQH .
W RR ogromnie się o miłe przyjęcie źrebiąt dba.I potem to procentuje cały czas.
Na przykład w pokazach hodowlanych.
[Obrazek: mission_roleski_jac_med_4.jpg]
Jeszcze w czasie ciąży każda kobyła jest tak traktowana,żeby była ufna i bezpieczna.Pod koniec ciąży -trudno nam się oprzeć i stale zaglądamy ,dotykamy wymienia,sromu ,brzucha.Wiedza o zwiastunowych objawach porodu ,zwłaszcza właścicielki rancha jest bardzo bogata. Każda z klaczy troszkę inaczej znosi ciążę i inaczej przebiega u niej poród.
Sam poród-zwykle nocą - jest w obecności niewielu osób ,w ciszy i spokoju.
A źrebol zaraz wytarty ręcznikiem i wymacany w całości.
Od razu ma wiedzieć,że zapach człowieka jest akceptowany przez jego mamę i dla niego przyjazny.
[Obrazek: goldie_roleski_jac_med_4.jpg]
[Obrazek: whizbaby07_med_6.jpg]
[Obrazek: whiningjac_4_med.jpg]
Maluszki wychodzą na wybieg na drugi dzień.
[Obrazek: 1stbaby07_med_7.jpg]
I niemal od razu mają wiązane kantarki i są uczone prowadzenia na lince.
Podnosi się im nóżki ,za co Pan Kowal poten nas błogosławi pod niebo.
A nasze początki jako asystujących przy porodzie były całkiem nieporadne:
http://www.wwr.com.pl/wwr.php?aid=537
*smutne wydarzenia wspomniane w opowiadaniu dotyczą pogrzebuJPII

A czasem i tak bywa.U sąsiadów poród na wybiegu.I też trzeba sobie poradzić dzielnie.
http://www.westernsport.pl/mimi/index.htm


<t></t>

Gaga

Posting Freak

1,127
02-01-2008, 08:57 AM #2
Hm wszystko jest fajnie, kiedy poród przebiega bez kłopotów... niestety Kara, a właściwie mały Darco mało mnie o zawał nie przyprawiły. czuwałam sama - przecież to niepierwszy koński poród, dam sobie radę... W stajni kamerka, ja w łóżku przede mną włączony TV i budzik nastawiany co 30 min... Kilka nocy spokój... a 10 marca przed 22 mama "wyrwała" mi pilota przestawiając z fajnego filmu na widok boksu... a tu akurat wody odchodziły (skąd ona wiedziała, że to już?)... nie interweniowałam, czekałam cierpliwie patrząc co się dzieje... widać nóżkę, mija minuta, dwie, dzisięć, pół godziny, 40 minut. Klacz rzuca się w bólach, ale nic się dalej nie dzieje... źrebak wyjść nie chce. Oczywiście pełna panika, bo to mój konik kochany itd... zaraz padną mi oba... weterynarz nie przyjedzie, za daleko, za późno... z resztą i tak nie odbiera - jest po 23... I tu - jak to zwykle bywa - pojawia się zbawca, który obiecał nie wyjeżdżać ze wsi w okolicach porodu. Dzwonię, jest w 3 minuty :-) ja w tym czasie już w stajni próbuję coś zrobić ale boję się, boję jak nigdy wcześniej :-( zbawca (mój podkuwacz) sprawdza, czy źrebak dobrze ułożony i pomaga klaczy wyprzeć ogromniaste cielsko... słyszę tylko "Gratuluję, masz pieknego karego ogierka". Rzeczywiscie piękny , chociaż składa się tylko z nóg ;-) i jest mocno przyduszony... ja oczywiście z emocji stoję jak sierota boża - "nacieraj go" słyszę - "natrzyj dobrze słomą, niech zacznie oddychać, matka nie ma siły". Rzeczywiście widzę, że Kara leży i ciężko dyszy - przeiceż zaraz czeka ją kolejna przeprawa z łożyskiem... Zajmuję się źrebakiem, podkuwacz ucieka do domu - dam już sobie radę. W razie czego mam dzwonić. Siedzę na słomie z młodym na kolanach - oddycha coraz głębiej, a Kara w tym czasie powoli dochodzi do siebie... łożysko za moment wyparte - "czy całe, czy całe??!!" ... całe - uff kolejny etap z glowy. Mijają kolejne minuty... godziny, młody chce wstać - jest za słaby, nie może, miota się uderza.. wiem wiem, to normalne, ale trwa już za długo.. za długo.. trzeba mu pomóc. Okazuje się, że takie maleństwo waży dużo, a jak się miota to jest chyba z 5 razy cięższy. "Dalej mistrzu" dodaję nam obu otuchy "razem damy radę"... W końcu stoi , przewraca się, ale już łatwiej go podnieść.. i ma odruch ssania - "cudownie" - myślę - kolejny etap za nami... ale co to - szuka strzyków u mnie - "to nie ja - nie ja" tłumaczę - no tak on nie wie o co mi chodzi. I znów lekka walka, aby znalazł wymię o matki - ja go raczej nei wykarmię... Kara rży cichutko, podnosi się i czeka cierpliwie nie wtrącając się z moje tłumaczenia. Jest znalazł, pije.. Kara trochę niespokojna, kopie , ale po chwili pozwala młodemu ssać... "Jeszcze moment" myślę i rzeczywiscie , po kolejnych kilkunastu minutach młody oddaje smółkę - i kładzie się, właściwie przewraca, bo jeszcze nie panuje nad tymi duugimi szczudłami... Oboje idą spać - ja też wychodzę do domu. Trzeba do szefa zadzwonić nie poszłam do pracy a już jasno, trzeba... zieew. Padłam... szef wybaczył ;-)

Po 2 godzinach snu znów u koni - imprintingu ciąg dalszy. Dotykam nóżek, lekko unoszę, prowadzę za malutki łeb, wszytko OK... Klacz idzie na dwór wytarzać się w śniegu. Młody nie chce, boi się - tuli się do mnie i rży przeraźliwie. Matka wraca. "Jutro znów spróbujemy wyjść" uspokajam go - "spokojnie mistrzuniu". "Teraz odpocznijcie oboje. Jutro też jest dzień..." W końcu idę spać - tak na prawdę spać... wszak jutro też jest dzień :-)

<t>Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał</t>
Gaga
02-01-2008, 08:57 AM #2

Hm wszystko jest fajnie, kiedy poród przebiega bez kłopotów... niestety Kara, a właściwie mały Darco mało mnie o zawał nie przyprawiły. czuwałam sama - przecież to niepierwszy koński poród, dam sobie radę... W stajni kamerka, ja w łóżku przede mną włączony TV i budzik nastawiany co 30 min... Kilka nocy spokój... a 10 marca przed 22 mama "wyrwała" mi pilota przestawiając z fajnego filmu na widok boksu... a tu akurat wody odchodziły (skąd ona wiedziała, że to już?)... nie interweniowałam, czekałam cierpliwie patrząc co się dzieje... widać nóżkę, mija minuta, dwie, dzisięć, pół godziny, 40 minut. Klacz rzuca się w bólach, ale nic się dalej nie dzieje... źrebak wyjść nie chce. Oczywiście pełna panika, bo to mój konik kochany itd... zaraz padną mi oba... weterynarz nie przyjedzie, za daleko, za późno... z resztą i tak nie odbiera - jest po 23... I tu - jak to zwykle bywa - pojawia się zbawca, który obiecał nie wyjeżdżać ze wsi w okolicach porodu. Dzwonię, jest w 3 minuty :-) ja w tym czasie już w stajni próbuję coś zrobić ale boję się, boję jak nigdy wcześniej :-( zbawca (mój podkuwacz) sprawdza, czy źrebak dobrze ułożony i pomaga klaczy wyprzeć ogromniaste cielsko... słyszę tylko "Gratuluję, masz pieknego karego ogierka". Rzeczywiscie piękny , chociaż składa się tylko z nóg ;-) i jest mocno przyduszony... ja oczywiście z emocji stoję jak sierota boża - "nacieraj go" słyszę - "natrzyj dobrze słomą, niech zacznie oddychać, matka nie ma siły". Rzeczywiście widzę, że Kara leży i ciężko dyszy - przeiceż zaraz czeka ją kolejna przeprawa z łożyskiem... Zajmuję się źrebakiem, podkuwacz ucieka do domu - dam już sobie radę. W razie czego mam dzwonić. Siedzę na słomie z młodym na kolanach - oddycha coraz głębiej, a Kara w tym czasie powoli dochodzi do siebie... łożysko za moment wyparte - "czy całe, czy całe??!!" ... całe - uff kolejny etap z glowy. Mijają kolejne minuty... godziny, młody chce wstać - jest za słaby, nie może, miota się uderza.. wiem wiem, to normalne, ale trwa już za długo.. za długo.. trzeba mu pomóc. Okazuje się, że takie maleństwo waży dużo, a jak się miota to jest chyba z 5 razy cięższy. "Dalej mistrzu" dodaję nam obu otuchy "razem damy radę"... W końcu stoi , przewraca się, ale już łatwiej go podnieść.. i ma odruch ssania - "cudownie" - myślę - kolejny etap za nami... ale co to - szuka strzyków u mnie - "to nie ja - nie ja" tłumaczę - no tak on nie wie o co mi chodzi. I znów lekka walka, aby znalazł wymię o matki - ja go raczej nei wykarmię... Kara rży cichutko, podnosi się i czeka cierpliwie nie wtrącając się z moje tłumaczenia. Jest znalazł, pije.. Kara trochę niespokojna, kopie , ale po chwili pozwala młodemu ssać... "Jeszcze moment" myślę i rzeczywiscie , po kolejnych kilkunastu minutach młody oddaje smółkę - i kładzie się, właściwie przewraca, bo jeszcze nie panuje nad tymi duugimi szczudłami... Oboje idą spać - ja też wychodzę do domu. Trzeba do szefa zadzwonić nie poszłam do pracy a już jasno, trzeba... zieew. Padłam... szef wybaczył ;-)

Po 2 godzinach snu znów u koni - imprintingu ciąg dalszy. Dotykam nóżek, lekko unoszę, prowadzę za malutki łeb, wszytko OK... Klacz idzie na dwór wytarzać się w śniegu. Młody nie chce, boi się - tuli się do mnie i rży przeraźliwie. Matka wraca. "Jutro znów spróbujemy wyjść" uspokajam go - "spokojnie mistrzuniu". "Teraz odpocznijcie oboje. Jutro też jest dzień..." W końcu idę spać - tak na prawdę spać... wszak jutro też jest dzień :-)


<t>Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał</t>

Tania

Senior Member

260
02-01-2008, 09:08 AM #3
Uwielbiam tę porę roku-bo można sobie poczytać takie opowieści jak powyższa. :lol:
Zawsze się wzruszam ogromnie.
Przyjście na świat jest niezapomnianym przeżyciem i nigdy się znudzić nie może.
"Nasze" klacze są rasy AQH - i to być może też ma znaczenie.Mamy za sobą już 10 porodów i żadna klacz się rodząc nie poci,nie tłucze - co opisują podręczniki.Czasem lekko za uszami coś tam się zawilgoci.
Bardzo to mylące.
Kamerę też już mamy i bardzo to wygodne -ale wiele emocji zabiera.
Zawsze się śmiejemy,że serial tasiemiec leci w TV i to czarno biały. :lol:

<t></t>
Tania
02-01-2008, 09:08 AM #3

Uwielbiam tę porę roku-bo można sobie poczytać takie opowieści jak powyższa. :lol:
Zawsze się wzruszam ogromnie.
Przyjście na świat jest niezapomnianym przeżyciem i nigdy się znudzić nie może.
"Nasze" klacze są rasy AQH - i to być może też ma znaczenie.Mamy za sobą już 10 porodów i żadna klacz się rodząc nie poci,nie tłucze - co opisują podręczniki.Czasem lekko za uszami coś tam się zawilgoci.
Bardzo to mylące.
Kamerę też już mamy i bardzo to wygodne -ale wiele emocji zabiera.
Zawsze się śmiejemy,że serial tasiemiec leci w TV i to czarno biały. :lol:


<t></t>

sznurka

Senior Member

269
02-01-2008, 09:11 AM #4
Piękne opowiesci dziewczyny!!!

<r>ruda z rudymi na sznurkach <br/>
<URL url="http://www.konisiefajowe.blog.pl"><s>http://</s>http://www.konisiefajowe.blog.pl<e></e></URL></r>
sznurka
02-01-2008, 09:11 AM #4

Piękne opowiesci dziewczyny!!!


<r>ruda z rudymi na sznurkach <br/>
<URL url="http://www.konisiefajowe.blog.pl"><s>http://</s>http://www.konisiefajowe.blog.pl<e></e></URL></r>

branka

Posting Freak

2,096
02-01-2008, 11:07 AM #5
A co jak źrebak się urodzi, gdy nie czuwamy w nocy?Czy wtedy też po kilku godzinach można z nim nawiązać taka samą więź?
Ja nie wiem jak będe mieć z Branką, stajnie mam dośc daleko, w nocy jest stróż niby, ale co będzie przez tyle dni, chodził ze strózówki do stajni co godzinę i sprawdzał?
Choć może właśnie, się zobaczy symptomy kilka dni wczesniej i wtedy będe tam spać? W Irlandii jeździlismy po górach, szukać klaczy włascicieli i było widać na dzień czy dwa przed porodem, że on nastąpi...
A w ogóle w Jaszkowie widziałam, jak zaraz po porodzie źrebaka podnoszono i przystawiano do wymienia - powinno się tak robić czy poczekać, aż sam źrebak wstanie?(oni nie odczekali kilku minut, żeby on sam wstał tylko go od razu podnieśli - a matka źrebaka strasznie szalała wtedy...)

<t></t>
branka
02-01-2008, 11:07 AM #5

A co jak źrebak się urodzi, gdy nie czuwamy w nocy?Czy wtedy też po kilku godzinach można z nim nawiązać taka samą więź?
Ja nie wiem jak będe mieć z Branką, stajnie mam dośc daleko, w nocy jest stróż niby, ale co będzie przez tyle dni, chodził ze strózówki do stajni co godzinę i sprawdzał?
Choć może właśnie, się zobaczy symptomy kilka dni wczesniej i wtedy będe tam spać? W Irlandii jeździlismy po górach, szukać klaczy włascicieli i było widać na dzień czy dwa przed porodem, że on nastąpi...
A w ogóle w Jaszkowie widziałam, jak zaraz po porodzie źrebaka podnoszono i przystawiano do wymienia - powinno się tak robić czy poczekać, aż sam źrebak wstanie?(oni nie odczekali kilku minut, żeby on sam wstał tylko go od razu podnieśli - a matka źrebaka strasznie szalała wtedy...)


<t></t>

Tania

Senior Member

260
02-01-2008, 11:17 AM #6
Branka,
to są właśnie te magiczne doświadczenia.Każdy poród jest inny.

<t></t>
Tania
02-01-2008, 11:17 AM #6

Branka,
to są właśnie te magiczne doświadczenia.Każdy poród jest inny.


<t></t>

Wojciech Mickunas

Posting Freak

1,126
02-01-2008, 11:51 AM #7
Branko Pomoc przy porodzie czasami jest wskazna,ale warto wiedzieć kiedy na ile pomagać. jakto mówią czasami "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu". Najlepiej jak źrebak sam wstanie bo instynkt mu nakazuje zrobić to jak najszybciej. Bywa jednak ,że ma problemy wówczas dyskretna pomoc ludzka jest wskazana. Z klaczami , które pierwszy raz rodzą zdaża się ,że źrebie długo nie wstaje ( normalnie powinien po 15-20 min . juz byc na nogach i szukać cycka) a u klaczy instynktownie wydziela się mleko. Jeśli źrebie nie doi, to wymię pecznieje i staje się bolesne. Kiedy do takiego bolesnego i nabrzmiałego wymienia w końcu źrebak próbuje się podłączyć , klacz inspirowana bólem odgania go. W takim wypadku ,czasami konieczna jest interwencja człowieka polegająca na "spacyfikowaniu" klaczy by źrebie mogło mimo bólu jaki może odczuwać klacz ,napić się mleka. Najważniejsze są pierwsze porcje , bo zawierają konieczne dła źrebaka ciała uodparniające.
Różne firmy produkują "zastępczą" siarę na wypadek gdyby np. klacz padła przy porodzie. Produkują też preparaty mlekozastępcze dla źrebiąt.
Jeśli chodzi o imprinting ( polecam książkę Robeta Millera ) to istotne są pierwsze 48 godz. życia źrebięcia. W tym czasie źrebie poznaje najintensywniej świat na który przyszło i dostarczone w tym czasie informacje stanowią dla niego " pierwszy , życiowy kapitał doświadczeń i informacji". Podobnie zachowuje się jak ptaki takie jek gęsi czy kaczki , których pisklęta wylęgające się w inkubatorze , pierwszą istotę zobaczoną po wylęgnieciu się z jaja traktują jak mamę. Polecam swietny film pt. "Makrokosmos" . Na filmie dzikie gesi latają w kluczu z facetem na motolotni , który towarzyszył im od momentu wyklucia sie z jaj i którego traktują jak geś mamę.
Im dłużej się więc zwleka z bliskim kontaktem z narodzonym źrebakiem , tym więcej on ma informacji , które nie zawsze muszą być dla nas ludzi "przychylne" . Im źrebak większy tym często trudniej go do nas przekonać bo działa coraz wyraźniej naturalna bariera dzieląca nas - drapieżców , od koniowatych - roślinożernych ofiar.

<t>Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!</t>
Wojciech Mickunas
02-01-2008, 11:51 AM #7

Branko Pomoc przy porodzie czasami jest wskazna,ale warto wiedzieć kiedy na ile pomagać. jakto mówią czasami "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu". Najlepiej jak źrebak sam wstanie bo instynkt mu nakazuje zrobić to jak najszybciej. Bywa jednak ,że ma problemy wówczas dyskretna pomoc ludzka jest wskazana. Z klaczami , które pierwszy raz rodzą zdaża się ,że źrebie długo nie wstaje ( normalnie powinien po 15-20 min . juz byc na nogach i szukać cycka) a u klaczy instynktownie wydziela się mleko. Jeśli źrebie nie doi, to wymię pecznieje i staje się bolesne. Kiedy do takiego bolesnego i nabrzmiałego wymienia w końcu źrebak próbuje się podłączyć , klacz inspirowana bólem odgania go. W takim wypadku ,czasami konieczna jest interwencja człowieka polegająca na "spacyfikowaniu" klaczy by źrebie mogło mimo bólu jaki może odczuwać klacz ,napić się mleka. Najważniejsze są pierwsze porcje , bo zawierają konieczne dła źrebaka ciała uodparniające.
Różne firmy produkują "zastępczą" siarę na wypadek gdyby np. klacz padła przy porodzie. Produkują też preparaty mlekozastępcze dla źrebiąt.
Jeśli chodzi o imprinting ( polecam książkę Robeta Millera ) to istotne są pierwsze 48 godz. życia źrebięcia. W tym czasie źrebie poznaje najintensywniej świat na który przyszło i dostarczone w tym czasie informacje stanowią dla niego " pierwszy , życiowy kapitał doświadczeń i informacji". Podobnie zachowuje się jak ptaki takie jek gęsi czy kaczki , których pisklęta wylęgające się w inkubatorze , pierwszą istotę zobaczoną po wylęgnieciu się z jaja traktują jak mamę. Polecam swietny film pt. "Makrokosmos" . Na filmie dzikie gesi latają w kluczu z facetem na motolotni , który towarzyszył im od momentu wyklucia sie z jaj i którego traktują jak geś mamę.
Im dłużej się więc zwleka z bliskim kontaktem z narodzonym źrebakiem , tym więcej on ma informacji , które nie zawsze muszą być dla nas ludzi "przychylne" . Im źrebak większy tym często trudniej go do nas przekonać bo działa coraz wyraźniej naturalna bariera dzieląca nas - drapieżców , od koniowatych - roślinożernych ofiar.


<t>Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!</t>

Lutejaxx

Administrator

2,782
02-01-2008, 01:08 PM #8
a klacz nie zaatakuje człowieka jeśli ten zajmuje się źrebięciem?

podejrzewam, ze wszystko zależy od zaufania klaczy do nas...ale widziałam taką sytuację , że człowiek, który prawidłowo opiekował się swoimi końmi w pierwszych dniach po porodzie nie był mile widziany w boksie przez klacz: tuliła uszy i próbowała go straszyć /zresztą innych też/ .

Zastanawiam się nad zaźrebieniem swojej klaczy, ale bardzo sie boję, ze coś może jej sie stać przy porodzie.

<t></t>
Lutejaxx
02-01-2008, 01:08 PM #8

a klacz nie zaatakuje człowieka jeśli ten zajmuje się źrebięciem?

podejrzewam, ze wszystko zależy od zaufania klaczy do nas...ale widziałam taką sytuację , że człowiek, który prawidłowo opiekował się swoimi końmi w pierwszych dniach po porodzie nie był mile widziany w boksie przez klacz: tuliła uszy i próbowała go straszyć /zresztą innych też/ .

Zastanawiam się nad zaźrebieniem swojej klaczy, ale bardzo sie boję, ze coś może jej sie stać przy porodzie.


<t></t>

branka

Posting Freak

2,096
02-01-2008, 01:58 PM #9
Ja musze nauczyć Brankę dać sie dotykac wszędzie, bo ona jest delikatna i boję się, żeby nie szczerzyła się na źrebię(hihi, jeszcze jej nie pokryłam, a już się stresuje). Znam kobyłę, która była bliska zamordowania swojego źrebaczka i musiała stać na uwiązie cały czas i przez pierwszy tydzień, trzeba ja było pilonac by nie kopnęła malca. Ale pierwszą ciąże miała w wieku ok 10 lat(dlatego boje się, czy Branka zaakceptuje źrebię w późnym wieku, ale tamta kobyła w ogóle była okropna dla innych koni, a Branka kocha mieć towarzystwo).
Duchowa Przygodo - to chyba normalne, że mam chroni swoje dziecko, ale dlatego ważne jest, by koń klacz nam ufała, jak napisałaś. Musi kochac człowieka i mieć pewność, że nic nie zrobi jej źrebaczkowi. wtedy pozwoli mu na wchodzenie do boksu i dotykanie źrebaka. Ja na pewno jak już pokryję Branke przeczytam książkę Millera i milion książek o porodzie i o ciąży i w ogóle Big Grin
Nie mogę się już doczekać - ale jeszcze z jakieś 15 miesięcy...

Duchowa Przygodo - zaźreb swoja kobyłe wtedy kiedy ja swoją, to będziemy się razem stresować :lol: Najgorsze jest to, że zawsze może cos pójść nie tak. Ale mi wet kiedyś powiedział, że nie można tak myślec, bo równie dobrze klacz moze sobie coś zrobić biegając po wybiegu(np. złamać nogę). Jak się bedzie chuchac i dmuchać to się zminimalizuje ryzyko.
Aha ile miesięcy nie można jeździć przed porodem? Bo słyszałam że skakać należy przestać na 6 miesięcy przed i jeździć w 8 miesiącu ciąży, ale nie wiem ile w tym prawdy...

<t></t>
branka
02-01-2008, 01:58 PM #9

Ja musze nauczyć Brankę dać sie dotykac wszędzie, bo ona jest delikatna i boję się, żeby nie szczerzyła się na źrebię(hihi, jeszcze jej nie pokryłam, a już się stresuje). Znam kobyłę, która była bliska zamordowania swojego źrebaczka i musiała stać na uwiązie cały czas i przez pierwszy tydzień, trzeba ja było pilonac by nie kopnęła malca. Ale pierwszą ciąże miała w wieku ok 10 lat(dlatego boje się, czy Branka zaakceptuje źrebię w późnym wieku, ale tamta kobyła w ogóle była okropna dla innych koni, a Branka kocha mieć towarzystwo).
Duchowa Przygodo - to chyba normalne, że mam chroni swoje dziecko, ale dlatego ważne jest, by koń klacz nam ufała, jak napisałaś. Musi kochac człowieka i mieć pewność, że nic nie zrobi jej źrebaczkowi. wtedy pozwoli mu na wchodzenie do boksu i dotykanie źrebaka. Ja na pewno jak już pokryję Branke przeczytam książkę Millera i milion książek o porodzie i o ciąży i w ogóle Big Grin
Nie mogę się już doczekać - ale jeszcze z jakieś 15 miesięcy...

Duchowa Przygodo - zaźreb swoja kobyłe wtedy kiedy ja swoją, to będziemy się razem stresować :lol: Najgorsze jest to, że zawsze może cos pójść nie tak. Ale mi wet kiedyś powiedział, że nie można tak myślec, bo równie dobrze klacz moze sobie coś zrobić biegając po wybiegu(np. złamać nogę). Jak się bedzie chuchac i dmuchać to się zminimalizuje ryzyko.
Aha ile miesięcy nie można jeździć przed porodem? Bo słyszałam że skakać należy przestać na 6 miesięcy przed i jeździć w 8 miesiącu ciąży, ale nie wiem ile w tym prawdy...


<t></t>

 
  • 0 głosów - średnia: 0
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości