Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Nowy w stajni"
#1
Człowiek dla odmiany. Ośrodki są zwykle bardzo ze sobą zintegrowane a co za tym idzie bywają hermetyczne.
Namówiłam znajomego na kupno konia i właśnie wkrótce wkroczą w nowe środowisko.
Na drogę radziłam:
- najpierw popatrz/spytaj jaki porządek dnia panuje w stajni ,jak wygląda żywienie,padokowanie etc. a dopiero potem składaj własne propozycje jeśli będzie taka potrzeba
- pozaznaczaj swój sprzęt i sprawdź czy tylko Ty i Twój koń go będą używali/szafka,zamykana siodlarnia,ochrona / Jeśli nie jesteś pewny to zanim zakupisz własną skrzynię,szafkę-zabieraj siodło i ogłowie do domu.
- nie angażuj się w przebudowy,remonty czyny społeczne w ośrodku chyba,że to absolutnie konieczne i ktoś Cię o to miło poprosi i ustali zasady rozliczenia
-zintegruj się powitalnym ciastem i ew.czymś do ciasta z ekipą
-koniecznie!koniecznie! zintegruj się z Panem Stajennym za pomocą wręczenia mu solidnej flaszki -bo to Pan Stajenny będzie z koniem na codzień i do Twojego konia ma mieć "stosunek sentymentalny"-to po przeczytaniu poniższych komentarzy uznaję za żart i to tylko dla dorosłych -nie do naśladowania!! Nie kasuję bo dyskusja to już napiętnowała i słusznie.Poprostu ja mam widocznie przestarzałe metody.
-ustal namiary na kowala i telefon kontaktowy do lekarza weterynarii i obu Panom wryj się w pamięć miło i uprzejmie,żeby Cie odróżniali od innych.
-miej namiary na drugiego lekarza weterynarii na wszelki wypadek
-nie wymądrzaj się -więcej słuchaj niż mów i w żadnym razie nie komentuj poczynań innych osób

Jeszcze jakieś macie rady? Może komuś się przyda?
<t></t>
Odpowiedz
#2
Z wszystkim się zgadzam - prócz rozpijania personelu :wink:

Cytat:-koniecznie!koniecznie! zintegruj się z Panem Stajennym za pomocą wręczenia mu solidnej flaszki -bo to Pan Stajenny będzie z koniem na codzień i do Twojego konia ma mieć "stosunek sentymentalny"

a tak na serio - poczyniłam smutne doświadczenie, że jak zabraknie pańskiego oka, to ani flaszka, ani kieszonkowe nie pomogą. czyli: zaufanie jest dobre, kontrola lepsza.
<r><SIZE size="85"><s></s><I><s></s><COLOR color="#808080"><s></s>They're dangerous at both ends and crafty in the middle.<br/>
<e>
</e></COLOR><e>
</e></I><e>
</e></SIZE></r>
Odpowiedz
#3
Tak, ja też jestem nastawiona anty-flaszkowo. Po pierwsze nie wszyscy stajenni piją (serio!), po drugie to dla mnie trochę takie przyzwolenie na alkohol. Po trzecie nie lubię takich układów, gdzie się ze stajennymi załatwia sprawy dotyczące wynagrodzenia za obsługę konia - zasadniczo wolę, jak pieniądze przechodzą przez właściciela stajni, a przynajmniej jak właściciel jest o wszystkim poinformowany. Nawet jak stajenny robi coś nadplanowego, to wolę pójść do właściciela stajni i spytać, jak rozwiązać sprawę wynagrodzenia za wykonaną dodatkową pracę. Czy dać bezpośrednio stajennemu, czy przez właściciela.

W poprzedniej stajni, gdzie stałam, był przez chwilę stajenny zwany przez pensjonariuszy "Szelest". Jakoś dziwnie kurczył mu się zakres obowiązków podstawowych, a rozrastał tych nadplanowych... Które, jego zdaniem, powinny zostać poparte szelestem takich fajnych papierków... Trzeba wyważyć, jak docenić pracę człowieka, nie popadając w spiralę płacenia za wszystko. To trochę jak z tym pomaganiem w pracach stajennych.

Druga rada - niekoniecznie przechodzić "na ty" ze stajennymi i właścicielami stajni. Często lepiej się sprawdza pełen życzliwości, ale jednak minimalny dystans. Skrócić go zawsze można, gorzej z wydłużeniem.

Nie wymądrzaj się, nie komentuj, nie pouczaj - to bardzo mądre :-) Dodałabym jeszcze, że każdy właściciel konia jest na jego punkcie bardziej czy mniej przewrażliwiony. Trzeba uważać, żeby czułego punktu nie urazić!

Dobrze ustalić z właścicielem stajni, co ma robić, jak (tfu, tfu) coś będzie nie tak z koniem - że mają dzwonić i natychmiast informować (niezależnie od pory dnia i nocy oraz "błachości" problemu, czy jak tam kto chce). Czy jak się nie mogą dodzwonić, to sami mają wzywać weterynarza (i którego w pierwszej kolejności), czy może czekać na decyzję właściciela konia.

W stajni, przy rzeczach konia albo na pace, albo gdzie jest na to miejsce, dobrze mieć spis wszystkich okolicznych weterynarzy. Przydatne może być też zmierzenie normalnego pulsu/częstości oddechów/temperatury konia i zapisanie ich na tej kartce, żeby w razie czego można było się do tych informacji odwołać i porównać.
<t>Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)</t>
Odpowiedz
#4
A u mnie w stajni nie ma szafek na sprzę, itp. Jest wieszak na ogłowie z napisem Branka(i każdy koń ma swój), ale i tak się czasem zdarza, że ktoś przez przypadek weźmie - ja nie mam ludziom tego za złe, sprzęt nigdy nie uległ żadnemu zniszczeniu, a jak ktoś przez przypadek pomyli, to zawsze mi oddaje wypastowany itp.
Ja w zamian korzystam ze stajennych lonży, pasa do lonżowania, w razie czego czapraków, jak swoje zabiore do prania i wielu innych rzecz. Jak zabraknie mojej paszy, którą kupuje dla Branki niezależnie, to dadzą mi ze swojej(bo stajnia kupuje też tą, tylko swoim daje inaczej).Jak im zabraknie to ja daje swojej...
Ale wiem, ze o taka zależnośc trudno i musiałam sobie to wypracować - pomóc czasem bezitneresownie, ale z drugiej strny nie za bardzo, by nie przekroczyć pewnej granicy układu : penjonariusz - personel stajni. No i nie każdy właściciel pensjonatu jest taki łatwy do współżycia. I nie każdy ma konia, który się kaleczy jak zostaje sam w stajni, co wymusz ana mnie "wejście" w stajnię i zadbanie, by mnie wszyscy lubili i ówzględniali charakter mojego konia. W obecnej stajni Branka sie zmieniła na plus nie do poznania, ale to nie tylko moja zasługa, ale i personelu, który o nia dba i ją rozpieszcza i pilnuje, by nic sie nie stało w sytuacjach dla niej stresowych(a ona niestety potrafi zakolkować od byle stresuSad )
Ale nigdy nie wiaodmo na jakiego koni asie trafi - wiec zawsze trzeba się starac być uprzjemym, ale i asertywnym, gdy coś sie chce zmienić.

Dla mnie najważniejsze jest to, by ludzie którzy prowadzą pensjonat się na tym znali, mieli podjeście od koni, potrafili ustalac dawki jedzenia, odrobaczać, wypuszczac konie nawet bardzo nerwowe na wybieg bezpiecznie itp - i żeby był stróż, albo ktoś późno wieczorem zaglądał jeszcze czy wszystko ok do stajni- u nas są kamery a oprócz tego stróż na nocnej zmianie ma obowiązek zajrzeć do stajni - kilka razy sie zdarzyło, że to konia ratowało. Także ja bym zalecała komuś, kto zaczyna z posiadaniem własnego konia, najpierw ocenę "kadry", zobaczyć jak stajenni się zachowują wobec koni i jeżeli mu to nie pasuje, to przemysleć jak powiedzieć, żeby sie chciało inaczej( o ile wybór stajni jest osateczny).
Co do weterynarzy : ja mam namiary do 15. Naprawdę - mam pozaznaczane, którzy są specjalistami od czego, napisane uwagi do tych, co juz brałam, do tych co brała stajnia i odległości przybliżone od stajni w kilometrach - to bardzo ułatwia sprawę - wiem kogo do kolki, kogo do nakostniaka, kogo do zębów itp.

Jeszcze ważna rzecz: powinno się napisać na drzwiach boksu swoje namiary - najlepiej 2 numery telefonów - tak, by każdy mógł zadzwonić jak coś niepokojącego zauważy.
Odpowiedz
#5
To z namiarami na boksie jest cenną uwagą.Inne zresztą też.
U nas też sprzęt wisi i to nie podpisany,ale nie ma rekreacji a my/pensjonatowi/ mamy klucz.
Hi! Hi! no i jest troje klasyków na stada westowców a każde ma inny wymiar konia i typ siodła.
Rekreant dostaje sprzęt na wózku wydany z osobnej siodlarni.
I na wózku go zwraca.Stale jest pod opieką.
A jak się ma siodło w wartości dwu koni -to lepiej jednak go nie zostawiać komuś do klepania czy złodziejowi do okazji.
U nas jest ochrona z bronią ostrą na noce bo wartośc koni i sprzętu jednak znaczna.
Z tym przechodzeniem na Ty -to ja już na szczęście nie mam problemu z racji siwej głowy.Ale wiem,że może stać się ciężarem.Są stajnie,gdzie każdy sobie na Ty mówi .I takie,gdzie dorośli /i to czasem bardzo dorośli/odmładzają się przechodząc na wzajemne Ty z nastolatkami.
<t></t>
Odpowiedz
#6
Jeśli chodzi o stajnie w Szczeicnie, to ja bym jeszcze dodała:
-dokładnie określ boks w którym ma stwać Twój koń i zaznacz, że jesli własciciel stajni bedzie potrzebował konia przenieść, ma to uzgodnić z Tobą. Inaczej za kazdym razem po przyjściu do stajni możesz szukać własnego konia, znajdować go w coraz to gorszym boksie, a na koniec w stanowisku ( to z autopsji)
<t>Pozdrawiam<br/>
Visenna</t>
Odpowiedz
#7
Visenno - piszesz prawdopodobnie o konkretnej stajni , nie w każdej szczecińskiej są równie bzdurne zasady Undecided
Swoją drogą u nas są jeszcze gdzieś stanowiska w pensjonatach?? Confusedhock:

A w temacie:
Jeśli mamy już wybraną stajnię pensjonatową - warto bardzo szczegółowo przeczytać umowę pensjonatu - również to "drobnym druczkiem". Warto w umowie zawrzeć paragrafy dotyczące żywienia, padokowania, ścielenia, zakresu odpowiedzialności właściciela stajni (np jeśli koń jest chory/ranny a nikt nie zauważy... Undecided), jak również odpowiedzialności właściciela konia (za wszelkie końskie zniszczenia - odpowiada właściciel - zwłaszcza w przypadku koni taranuących ogrodzenia). Dobrze również przyjrzeć się sprzętowi treningowemu, który mamy do dyspozycji - czasami nawet najlepsza stajnia po kilku miesiącach okazuje się niepełnowartościowa, bo np nie mamy drągów do ćwiczeń, nie ma dobrze ogrodzonego placu do treningów, etc...
Kolejna sprawa: zasady korzystania z:
- siodlarni - odpowiedzialność za sprzęt - czy zabezpieczone paki, etc,
- ujeżdżalni/hali - zawsze, czy w określonych godzinach - to ważne, zwłaszcza, jeśli mamy np. wolną godzinkę rano przed pracą, a ujeżdżalnia zajęta...
- innego sprzętu - typu: myjka, lonżownik, itp.
- sprzętu treningowego - czy można korzystać do woli, czy nie...
- tzw. "własnego trenera". z autopsji wiem , że w wielu stajniach właściciel nie życzy sobie trenerów "z zewnątrz" - na zasadzie "albo ja, albo nikt" Undecided a nie zawsze akurat właściciel nam jako trener odpowiada...
Dobrze wszystkie te sprawy omówić na spokojnie od razu, aby potem nie było niespodzianek...
co do przekazywania stajennemu flaszki - hm - ja niestety po dziś dzień wiele rzeczy tak załatwiam, tyle że raczej wino daję (ale nie takie za 5,50 zł ;-)) i to na prawdę nieźle działa... Np. w jeden ze stajni w której jeżdżę konie - stajeny od czasu do czasu dostanie wino (np pod choinkę, czy z okazji soboty) i tak, jak przyjeżdżam późnym piątkowym popołudniem - "moje" konie są... wyczyszczone i gotowe do jazdy :-) a wcale go o to nie proszę... Nawet mi czasami przyprowadzi na halę kolejnego , osiodłanego - stępując tego, z którym skończyłam pracę... nie wspomnię o tym, że nigdy nie zostaję aby konie nakarmić - kończę po 22, a że ja od 5:30 na nogach, to dla mnie to juz noc... Czekać 45 min na karmienie? Nie - dobrze wiem, że stajenny zada paszę :-)
<t>Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał</t>
Odpowiedz
#8
Ja jakaś młodo-stara chyba jestem. Zwykle staram się żyć ze swoim otoczeniem w zgodzie, zyczliwie, podziękować "stajennemu" za przysługę, nie żeby go urobić, nie z wyrafinowania, ale dlatego, że to ludzkie i uczciwe. Co z Wami? Socjotechniki z ludźmi z najbliższego otoczenia uprawiacie? :-)

Taniu, bardzo mnie niepokoi jeden z Twoich postulatów. O ten:
"nie angażuj się w przebudowy,remonty czyny społeczne w ośrodku chyba,że to absolutnie konieczne i ktoś Cię o to miło poprosi i ustali zasady rozliczenia"

Niestety mamy taką chyba tendenjcę, że ludzie więcej niż czubek swojego nosa nie widzą, żyją tylko z sobą i dla siebie. To wcale nie jest dobre i zdrowe. Myślę, że człowiek powinien mieć jakiś odruch współpracowania dla wspólnego dobra, pomagania sobie nawzajem itd. Oczywiście to musi być zdrowe i uczciwe. Chyba wiem o co Ci chodzi, ale to nie jest powodem, by teraz wszyscy przyjęli taką aspołeczną postawę na wszelki wypadek. Po pierwsze, tak jak gaga napisała, trzeba od początku dobrze wiedzieć za co się płaci i jakie są zasady. Potem kwestia, czy chcemy bardziej się zaangażować w życie stajni, zależy od tego jaki jest właściciel. Można łatwo się naciąć na kogoś, kto "ofiarną pracę" wykorzysta, ale jesli mamy do czynienia z człowiekiem roztropnym, który potrafi poprosić o pomoc w razie potrzeby (np. wielkie wiosenne sprzątanie, albo załatwienie czegoś taniej, jeśli przy okazji mamy możliwość) i potrafi przyjąć bez urazy odmowe (bo społecznik to nie to samo co pracownik) to nie trzeba się tego bać.

Może faktycznie nie ma co się dawać wpakować w remonty i przebudowy, ale czyny społeczne? Jak dla mnie zbyt kategorycznie i do worjka jednego wrzuciłaś jakieś złe doświadczenia, bo może nie miałaś w tej kwestii dobrych :-)

Ja w poprzedniej stajni dużo się angażowałam i wcale nie czułam się wykorzystywana. Przecież dbam o dom swojego konia. To takie straszne, że rabatke mu pod oknem wypiele albo coś odmaluje?? Toć to sama przyjemność ;-)
<t>Mówimy o sobie „miłośnicy koni”. Warto postarać się o to, by choć trochę Twój koń był Twoim miłośnikiem. To jest fair.</t>
Odpowiedz
#9
Odnośnie "czynów społecznych" nie mam własnych doświadczeń stajennych tylko życiowe. Nigdy nie odmawiam pomocy,ale z wiekiem juz tak rozważniej -czekam aż mnie ktoś wyraźnie poprosi.
Bo klimaty bywają różne.Kolega całkiem w nieznane idzie i nie chcę,żeby się na jakies rozczarowania naraził.
<t></t>
Odpowiedz
#10
Hmmm.. a może i racja, lepiej uprzedzić, niż się skaleczyć. Herbatę można pić, ale nie wrzącą :-)

ps. Taniu nie gniewaj się, ale najpierw byłam w szoku, że jesteś mamą, a teraz już w ogóle się zagubiłam, jak coś o siwiźnie napisałaś! A ja Cię miałam za studentkę :-)
<t>Mówimy o sobie „miłośnicy koni”. Warto postarać się o to, by choć trochę Twój koń był Twoim miłośnikiem. To jest fair.</t>
Odpowiedz
#11
Ja rozumiem o co chodzi Tani z tym angazowaniem sie, czasem nie warto bo potem konsekwencje bywają rozne.
Ja z doswiadczenia dodam:
- miej niestandardowy rytm przychodzenia, wtedy bedziesz wiedzial czy twoj kon naprawde chodzi na dwor, czy naprawde dostaje jesc
- ustal sprawy padokowania - jesli ma wychodzic codziennie na poł dnia pilnuj tego od poczatku, jak popuscisz potem nie wyegzekwujesz, ustal czy beda puszczane luzem czy prowadzane na uwiazach
- chron swoj sprzet przed "dziewczynkami stajennymi"
- spytaj przed wstawieniem konia czy przeszkody są do dyspozycji, od ktorej do ktorej czynna stajnia, jak w dni swiateczne?

to tak na szybko
<r>ruda z rudymi na sznurkach <br/>
<URL url="http://www.konisiefajowe.blog.pl"><s>http://</s>http://www.konisiefajowe.blog.pl<e></e></URL></r>
Odpowiedz
#12
Cytat:Visenno - piszesz prawdopodobnie o konkretnej stajni , nie w każdej szczecińskiej są równie bzdurne zasady Undecided
Swoją drogą u nas są jeszcze gdzieś stanowiska w pensjonatach??
Co najmniej w dwóch mnie tak traktowano. Stanowiska są jeszcze ( przynajmniej były ostatnio jak tam byłam) w Tanowie, zwanym mylnie " Trzeszczyn las ". Ale nawet jeśli w jednej stajni by spotkało mnie coś takiego, to warto to dorzucić do rad dla początkujacego posiadacza konia - jeśli sobie ustali reguły z właścicielem stajni, to przeciez w niczym mu to nie zaszkodzi.

Cytat:Niestety mamy taką chyba tendenjcę, że ludzie więcej niż czubek swojego nosa nie widzą, żyją tylko z sobą i dla siebie. To wcale nie jest dobre i zdrowe. Myślę, że człowiek powinien mieć jakiś odruch współpracowania dla wspólnego dobra, pomagania sobie nawzajem itd. Oczywiście to musi być zdrowe i uczciwe.
Racja. W której tam z kolei stajni w której jezdziłam, mielsimy czworobok. Niestety był z nim taki problem, ze jak się jeździło, to wyjeżdzały sie ścieżki przyścianach, po jakimś czasie uniemożliwiające prawie jezdzenie po ścianach. Włsciciel zarządził, żeby albo każdy po sobie to zagrabiał, albo spotykamy się solidarnie raz w tyg i grabimy wszyscy (ci któzy korzystają). Skończyło się tak, ze grabiłam ja z koleżanką, bo reeszta uznała że z jakiej racji? A to dobry przykład, bo nie każda stajnia dysponuje np broną z ciągnikiem, żeby to wyrównać i kto to ma robić? Właściciel ręcznie? Pewnie by zrobił, ale wtedy podniósłby koszta stajni. To samo miałam z halą - była malutka, nikt nie prosił o grabienie, ale grabiłam sama z siebie - raz dlatego że naprawdę nie dało się potem jezdzić jak pochodziły tam dwa konie, a dwa: zimą to swietny sposób żeby się rozgrzać Wink
Niestety, znów z tym grabieniem byłam w mniejszosci - grabili po sobie ci, którzy mieli jednego konia i na hali bywali na pol godziny. Osoby które na hali prowadziły rekreację na 3 konie najbardziej "niszczyły" podłoze - te nie widziały problemu niestety. A dodam że halenka naprawdę malutka, ledwo na dwa konie (Gaga znasz, pilchowska) zagrabienie zajmowało max godzinke i naprawdę nie trzeba było tego robić codziennie. Wiadomo też że przecież nikt by nie kazał grabić po sobie hali rozmiarów widowiskowych Smile
<t>Pozdrawiam<br/>
Visenna</t>
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości