Hipologia
Orka na ugorze! - Wersja do druku

+- Hipologia (https://forum.hipologia.pl)
+-- Dział: Kategoria (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Konie chcą nas rozumieć (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Wątek: Orka na ugorze! (/showthread.php?tid=1087)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12


Re: Orka na ugorze! - Jacek Moroz - 01-29-2013

Poczciwe grubasy. Specjalnie nie broniły się przed kontaktem, chociaż na początku, mimo, że płynnie, po prostu „wziąłem je za mordy”. Tu należy dodać, duuuuże mordy, paszcze, pyski w sensie. Skoro jesteśmy przy pyskach, to krótko (może się uda) co w. W, wędzidła o rozmairach od 17,5 do 19,5 cm, chociaż największy, niejaki Piere powinien mieć 20,5, ale taki rozmiar był niedostępny. Wcześniej pracowały z czymś takim (uzdy), w wersji łamanej, albo prostej i skręcanej, było nawet zwykłe, najzwyklejsze wędzidło. Się komuś zapodziało chyba. A wszystkie te cuda, 15,5 i jedno 16,5 cm. Przy jednym tym czymś (wędzidła zaprzęgowe się to fachowo nazywa) zachował się nawet łańcuszek. Zginął jednak bardzo szybko w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach Wink Nowe wyglądały tak, zwykłe „oliwki” powleczone bodajże auriganem. Uprzęże, te czarne, widoczne na zdjęciach, wykonane były ze skóry sztucznego wołu przez mieszkańców jednego ze skośnookich państw, pracujących za przysłowiową miskę ryżu. Były ciężkie i sztywne. Gdy zaprzęg przejeżdżał koło sklepu i wybiegł z niego uszczęśliwiony klient z butelką oleju w dłoni, którą nabył, bo mu właśnie do placków zabrakło, to to był ten moment, kiedy uprzęże widziały olej. Na szczęście, jadąc już do pracy na wyspę, bo pierwsza wizyta to był taki zwiad na terenie obcego państwa, przywiozłem z Polski olej do skór i nowe, najzwyklejsze szory do prac leśnych, ewentualnie polowych, na początek dla dwóch par. A te czarne próbowałem zmiękczyć no i dopasować. Już po piatym nasączaniu olejem dziwny materiał zaczął się lekko poddawać Smile
Konie dalej idą kłusem, a ja tu niepostrzeżenie, przechodząc przez paszcze nad uprzężami się rozwodzę. Wodze! no właśnie, czyli lejce. Dwa komplety lejców Achenbacha, których to używałem ja i kolega Steffen (Sztefen z niem.) mający prawdziwe, a nie wynikające tylko z tego, że przy koniach ileś lat „robił”, doświadczenie i sporo wiedzy na temat tychże. Pozostałych dwóch pracowników używało tradycyjnego na wyspie sprzętu, czyli takich grubszych sznurków, bez możliwosci regulacji. Lejce Achenbacha umożliwiają, po wychyleniu się w kierunku zadów, krótkotrwałe oddziaływanie tylko na jednego konia. Stosowałem to sporadycznie, bo ani to wygodne, ani bezpieczne. W celu „robienia korektury”, jak określał to Steffen, dopinałem dwa dodatkowe lejce do pacjenta, który uzdrowienia wymagał, a potrzebowały go wszystkie konie. Najmniej zaprzęg mojego niemieckiego, wyżej wymienionego kolegi. Jego konie, jako jedyne wchodziły w zakręty nosami, a nie łopatką.

Uff! Zdążyłem, przed zakrętem (bo przypominam, że porzuciłem zaprzęg razem z „egzaminatorem” w momencie, gdy grubasy zakłusowały), który starałem się pokonać w sposób prawidłowy, zwracając uwagę na ustawienie koni. To nie było łatwe, wyuczone przez lata nawyki powodowały, że konie przed każdym zakrętem robiły zwód jak piłkarz, oczywiście wolniej, zanim zdecydowały się skręcić.Tych nawyków było więcej, utrwaliły się, bo biedne zwierzaki starały się uniknąć szarpania, ciągnięcia, gardłowych krzyków, czy w skrajnych przypadkach dźgania batem pod ogon, bo i takie bezmyślne zachowania się zdarzały.
Natłumaczyłem się, napokazywałem. Mój interlokutor, czy też bardziej słuchacz, albo miał gotową odpowiedź w stylu „że on musi właśnie tak ciągnąć, albo szarpać, bo inaczej to nie idzie”, albo nie mówił nic, tylko oczy robiły mu się coraz większe. A kiedy starałem się mu wytłumaczyć, że koń, że wędzidło, że żelazo w pysk, boli go, że spróbuj sam widelec w twoja dziąsło cisnąć, na pewno pomyślał, że jedzie z wariatem , bo po jaką cholere ma sobie pchać widły w otwór gębowy (niem. Gabel –widelec, ale również widły)
Po tych widłach już nic nie mówił, za to po powrocie do stajni wyraźnie odetchnął i zdobył się na całą przemowę, którą pozwolę sobie przytoczyć w całości: „jak na pierwszy raz to nieźle”, "Wirklich?"(niem.doprawdy, naprawdę) spytałem, dodając w myślach ...głupku.
Cdn.


Re: Orka na ugorze! - Jacek Moroz - 01-29-2013

Katarzyna Suchecka Może warto było by założyć bloga bo tam można i zdjęcia wstawić.

Na specjalne życzenie przedstawiam kilka zdjęc, a na wypadek gdyby umknęło we wcześniejszych wpisach, zdjęcia ukryte są pod wytłuszczonym drukiem Smile

połowy
powrót z zakupów
wypas
moja urocza asystenka
po pracy
zdjęcie miesiąca sierpień autorstwa mojej żony
wyspowe klimaty
goście stajenni
Specki vel Traber der Woche

cdn, co by nie zanudzić Wink


Re: Orka na ugorze! - Ewa Karczewska - 01-29-2013

No dobra, że opowiadać Pan umie i to całkiem znośnie (żeby się za bardzo tutaj nie roztkliwiać) to wiedziałam, ale żeby taki talent ukrywać przed światem to się nie godzi! Big Grin Należałoby w ogóle wydać jakiś tomik poezji (czy też krótkich opowiadań, jak kto woli).
Ale tak serio to myślę, że wypadałoby to rozważyć (no może bez przesady z tą poezją), bo to jest szalone! W sensie, szalenie fajne, świetnie się czyta, uśmiałam się nieźle i cały czas mam wrażenie, że to nie jest 'na papierze' tylko, że to Pan, proszę Pana, opowiada tak... no jak? No zaje.rzyście.
Jednym słowem (czy też dwoma) - jest szał!

PS. coś mi się obiło o uszy, że pisze Pan we współpracy z całkiem niezłą Panią Redaktor Wink))))

To byłam ja - Karczewska (bo kurna, nie wiem jak tutaj zrobić mam żeby się nazwiskiem podpisywać:


Re: Orka na ugorze! - AnnaRadomańczykMoroz - 01-29-2013

Pani Redaktor odpowiada wyłącznie za zdjęcia Smile


Re: Orka na ugorze! - Ewa Karczewska - 01-29-2013

Coś słyszałam jeszcze (być może z niesprawdzonego źródła) o ... przecinkach? Oczywiście mogę się mylić Big Grin


Re: Orka na ugorze! - Jacek Moroz - 01-29-2013

nauczka Coś słyszałam jeszcze (być może z niesprawdzonego źródła) o ... przecinkach? Oczywiście mogę się mylić Big Grin

No wiem :oops: . Bo, jak, w, szkole, było, o, przecinkach, to, ja, na, konie, się, urywałem.


Re: Orka na ugorze! - Krystyna Kukawska - 01-30-2013

Jacek Moroz Bo, jak, w, szkole, było, o, przecinkach, to, ja, na, konie, się, urywałem.
I na pewno Ci to na lepsze wyszło :!: :!: :!: :wink:


Re: Orka na ugorze! - Ewa Karczewska - 01-30-2013

Jacek Moroz
nauczka Coś słyszałam jeszcze (być może z niesprawdzonego źródła) o ... przecinkach? Oczywiście mogę się mylić Big Grin

No wiem :oops: . Bo, jak, w, szkole, było, o, przecinkach, to, ja, na, konie, się, urywałem.

Całkiem zrozumiałe, już przestaję drążyć Big Grin


Re: Orka na ugorze! - Jacek Moroz - 01-31-2013

Kiedy mówi się, że koń jest głupi, zły, złośliwy, leniwy, krnąbrny, tchórzliwy, niebezpieczny itp.? Gdy zachowuje się nie tak, jak chcemy. A dlaczego on, ten koń się tak zachowuje ? Bo go tego wszystkiego nauczyliśmy, albo po prostu na coś reaguje. My, mądrzy, prawi, pozbawieni wad, nieomylni ludzie. Jak się tak przyjrzeć, co robimy ze wszyskim co nas otacza, to człowiek brzmi durnie. Widząc co wyrabiamy z końmi, można się również zastanowić, czy aby na pewno zostaliśmy ulepieni z gliny. Czy to nie było tak, że Wszechmocny, po całej tej ciężkiej robocie, którą już wykonał, te wszystkie morza, góry, doły i oceany, pory dnia, ryby, ptaki i inne zwierzaki, poszedł się zdrzemnąć. Pokrzepiony snem, jeszcze zaspany, wyszedł przed chałupę i wdepnął w to, co pierwszy pies zostawił na dziewiczym do tej pory pratrawniku. Zeskrobując materię ze świętego sandała stwierdził, że plastyczna jest, usiadł na przyzbie i ulepił dwie małe, sympatyczne, jak się wtedy wydawało, figurki. Coś w tym jest, bo wiele lat póżniej pewien baca ( a górale to naród bogobojny i swój porządek rzeczy mający), być może zainspirowany ogólnie mniej znanymi faktami z początków świata, podobną twórczością się parał.
W drugiej teorii tłumaczącej, jak to z nami było, występuje między innymi drzewo, małpolud i ewolucja. Gdyby ewolucja chociaż w minimalnym stopniu umożliwiła koniom abstrakcyjne myślenie, a co za tym idzie zdolność przewidywania, to do tej pory żylibyśmy na drzewach. Powstałaby rasa koni siedzących pod tymi drzewami i pilnujących, aby żaden małpolud, żaden nasz praszczur, kosmatej łapy na ziemi nie postawił.
Niestety, my zeszliśmy na ziemię, a konie nie myślą, konie reagują.
Po tym krótkim wprowadzeniu, kilka przykładów na to, czego ludzie nauczyli konie i jak to próbowałem zmienić.
Konie prowadzone na pastwisko, zaraz po przekroczeniu linii ogrodzenia zdejmowane miały uzdy, często towarzyszyło temu uderzenie wędzidła o zęby. Sadząc po reakcji, które widziałem, musiało do tego dochodzić "pogonienie " okrzykiem, lub machnięciem czymś co w ręku. Grubasy dające się spokojnie prowadzić, w momencie wchodzenia na padok już się denerwowały, po oswobodzeniu "odpalały wrotki" bijąc zadem w kierunku człowieka. Pierwszy raz nie spodziewałem się tego, dwa duże kopyta na wysokości mojej piersi były tak blisko, że spokojnie mogłem dostrzec znaczek Mustada i numer podkowy, w tym wypadku był to nr 9.

Cdn.


Re: Orka na ugorze! - Gobitowyświat - 02-01-2013

[quote="nauczka"]No dobra, że opowiadać Pan umie i to całkiem znośnie (żeby się za bardzo tutaj nie roztkliwiać) to wiedziałam, ale żeby taki talent ukrywać przed światem to się nie godzi! Big Grin Należałoby w ogóle wydać jakiś tomik poezji (czy też krótkich opowiadań, jak kto woli).
Ale tak serio to myślę, że wypadałoby to rozważyć (no może bez przesady z tą poezją), bo to jest szalone! W sensie, szalenie fajne, świetnie się czyta, uśmiałam się nieźle i cały czas mam wrażenie, że to nie jest 'na papierze' tylko, że to Pan, proszę Pana, opowiada tak... no jak? No zaje.rzyście.
Jednym słowem (czy też dwoma) - jest szał!

PS. coś mi się obiło o uszy, że pisze Pan we współpracy z całkiem niezłą Panią Redaktor Wink))))

To byłam ja - Karczewska (bo kurna, nie wiem jak tutaj zrobić mam żeby się nazwiskiem podpisywać:


Re: Orka na ugorze! - AnnaRadomańczykMoroz - 02-01-2013

Gobitowyświat Zaiste pięknie napisane Jacku i też mam wrażenie czytając to,że siedzimy w kanciapie jak za dawnych czasów,jemy m&msy, pijemy piętnastą kawę i słuchamy Jackowych opowieści Smile
Dodam,że też regularnie tu zaglądam wypatrując dalszej części,pozdrawiam
to byłam ja Bakalarz :wink:

Ależ się romantycznie nagle zrobiło...mmmmm... 8)


Re: Orka na ugorze! - Krystyna Kukawska - 02-02-2013

Czekam z niecierpliwością na c.d. :!: :wink:
Dawaj Jacek :!: :!: :!:


Re: Orka na ugorze! - Jacek Moroz - 02-04-2013

Zacząłem od wyprowadzania pojedynczo, na lonży. W momencie, kiedy koń próbował się ode mnie zbyt szybko oddalić, stawiałem bierny opór. Ale to nie tak, że stałem jak wazon i czekałem, aż będę "wyrwany z korzeniami" z podłoża, przez ruszającą z piskiem opon ciężarówkę do której nieopatrznie przywiązałem lonżę. Tutaj dochodził jeszcze strach, że po celnym kopnięciu zostanę drugim polskim (chyba, że się coś w międzyczasie zmieniło) kosmonautą. Loty w kosmos niekoniecznie, a poza tym, drugi? Cały pic polega na tym, żeby w odpowiednim momencie "się zaprzeć", jeżeli koń nie jest świadomy swojej siły i trafimy w ten moment, uda się. Na temat właściwej chwili, kiedy powinniśmy coś zrobić, czy też ( co trudniejsze ) nie robić nic, napisano już sporo, również na tym forum.W przypadku, kiedy świadomość mocy ("jest moc, jest moc") występuje, nie patyczkuję się zbytnio, ma dotrzeć do zwierza, że pewne zachowania są niedopuszczalne, ma być bezpiecznie i koniec.
Grubasy o sile swojej pojęcia zbytniego nie miały, tak więc szybko udało im się wytłumaczyć, że po wejściu na wybieg odwracamy się noskami do człowieka i czekamy cierpliwie na odpięcie. Jeżeli prowadzę jednego zwierza stosuję, zawsze na początku nauki spokojnego oddalania się w głąb pastwiska, "robienie konia w konia", czyli udaję, że go odpinam i czekam, aż się przekona, iż szczęk odpinanego uwiązu nie oznacza, że został odpięty. Zazwyczaj po kilku próbach dociera do wielkiego łba, o co chodzi. Wtedy można dołączyć następnego delikwenta. Maksymalnie prowadzałem sześć naraz, ale było to uciążliwe w wąskich przejściach, cztery było optymalnie. Wcześniej powrót do stajni,odbywał się w szyku luźnym, rozproszonym. Otwarcie bramy zawsze powodowało drobne przepychanki, po czymy chodem dowolnym i przypadkową trasą, omijając przeróżne przeszkody, mogące spowodować trwałe kalectwo, przemieszczały się czworonożne do stajni. Najbardziej spektakularny był oczywiście galop po betonie.
O ile "mój " sposób wyprowadzania spotkał się z powszechną aprobatą, to metoda sprowadzania była zupełnie niezrozumiała. Nie dość, że męczyłem konie, nie pozwalając im jednocześnie opuścić pastwiska, co na początku próbowały robić nie zważając na to, że gdzieś tam się pałętam, to na dodatek prowadziłem powiązane, stępem, drogą którą doskonale znały i wiedziały przecież gdzie jest stajnia. Gorzkie słowa krytyki usłyszałem z ust partnerki życiowej mojego późniejszego " egzaminatora". Ona już wcześniej zwracała mi uwagę, że do konia nie mówi się "prrr" bo on nie rozumie, jej mąż mówi " olla", to wtedy tak, jej mąż zna się na koniach, to ona też. Ta pierwsza, gorzka lekcja pokory miała miejsce w czasie domywania końskich kończyn. Koń wiercił się trochę, sprawiał wrażenie, jakby to był jego pierwszy raz. Pani, stwierdziła, że zupełnie sobie nie radzę i zaoferowała pomoc. Nie mogłem przepuścić takiej okazji :twisted: , żeby się czegoś nauczyć. Przekazałem uwiąz w ręce profesjonalistki i skupiłem się na polewaniu nóg zwierzaka. Nie było to łatwe, bo zwierz zaczął się przemieszczać po całym placu, pani za nim, ja za nimi z wężem. Gdyby ktoś sfilmował tę scenkę, a później oddtworzył sam dźwięk prosząc, o opisanie pierwszych skojarzeń, powiedziałbym tak: pozbawiona zupełnie poczucia rytmu, za to wyposażona przez naturę, niejako w zamian, w monstrualnej wielkości stopy tancerka flamenco, próbuje mimo wszystko zatańczyć i odnaleźć rytm, dodając sobie animuszu okrzykami: ola , ollla ola, olla olla , ola !
Podczas tych prób tancerka parokrotnie próbowała oddać mi uwiąz, czego nie zauważyłem, tak jakoś, po czym stwierdziła, że ona to właśnie do dzieci musi w tej chwili. Zwróciła mi konia i oddaliła się, uznając mnie za przypadek beznadziejny, co zapewne potwierdził jej mąż, gdyż po opisanym zdarzeniu patrzył na mnie tak jakby mniej przyjaźnie.
Cdn.


Re: Orka na ugorze! - Krystyna Kukawska - 02-07-2013

No i co z tym ugorem ??? Co z grubasami ???


Re: Orka na ugorze! - Cezary Szamreta - 02-07-2013

ja tylko chciałem zameldować, że zachęcony przez Trenera stałem się czytelnikiem wątku, gratuluję swady i humoru, pozdrawiam!