![]() |
Problemy z końskimi zębami - Wersja do druku +- Hipologia (https://forum.hipologia.pl) +-- Dział: Kategoria (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=3) +--- Dział: Chów koni - i wszystko, co z nim związane (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Wątek: Problemy z końskimi zębami (/showthread.php?tid=104) |
- Gaga - 12-24-2007 1. Dlaczego nie można zastosować dutki? 2. Czy próbowałeś podać cokolwiek (witaminy, etc..) z meszem, lub ciepłymi otrębami plus jabłka (wonne), marchew (smaczna), etc.? Z reguły konie "dają się nabrać" 3. Nie radze próbować dawać zastrzyków dożylnych z siodła - co jak rozerwiesz żyłę , bo koń się szarpnie, a Ty stracisz równowagę, cokowliek w tym stylu?? Brr aż mnie ciarki przeszły... 4. Jak go odrobaczasz, skoro nie możesz podać nic do pyska i nie można zmieszać z paszą?? ![]() Nie zadamy pytania po co trzymać takiego konia - ja mam konia zdecydowanie nieleśnego, niezastrzykowego, nie do - pyskowego. Do lasu staram się chodzić chocby na spacery w ręku, czy na spokojne tereny, zastrzyki - jak pisałam - podaję przy użyciu dutki ( :-( ) ze względu na konia i moje bezpieczeństwo, odrobaczacze itp. sprawy do-pyskowe podaję w paszy, chociaż ostatnio z Eqestem Pramox (czy jakoś tak) był problem - nie wystarczyły otręby z jabłkami, dorzuciłam dwie garści wonnych ziół - podziałało :-) - Tania - 12-24-2007 Można by rzeczywiście doktora z zoologu spytać ,ale wątpię czy wolno im poza zoo wynosić sprzęt i leki. - Ailusia - 12-25-2007 sokolowskipiotr Jego problem jest taki że pasty do pyska mu się nie da (nawet na odrobaczenie) bo jak mówiłem kopie przednimi nogami do jedzenia to nie ruszy nawet witamin, dudka też odpada. A co on je? Jadł kiedyś coś innego? Dawałeś mu kiedyś coś do jedzenia z ręki? Jak wygląda weterynarz którego się boi? Gość w białym kitlu z teczką? Ktokolwiek z teczką? Potężny wysoki blondyn z bandą asystentów? W jaki sposób próbowałeś go odczulać i jak długo, i dlaczego przestałeś? Ja mam taki pomysł, nie wiem czy zadziała, ale na twoim miejscu i tak bym to robiła. Potrzebne ci będzie: miejsce, z którego wszystko widać (np. przed stajnią, czy gdzieś - widoczność na około 200 metrów ![]() Znajdź takie miejsce, gdzie możesz konia przywiązać, nie żeby go unieruchomić, tylko żeby wiedzieć gdzie dokładnie stoi. Narysuj linię wokół jego nóg jeśli jest nauczony stać w miejscu, albo obrysuj powiedzmy przestrzeń wielkości jego boksu, po której będzie się poruszał jeśli nie jest nauczony stać w miejscu. Weź weterynarza (albo kogoś kto go udaje) i poproś żeby podszedł na taką odległość, że twój koń jest już czujny (uszy postawione, duże oczy, ogólnie mobilizacja) ale nadal jest opcja, że mógłby się rozluźnić. Niech ten ktoś tam stoi i narysuj przed jego nogami linię. Ma jej nie przekraczać, ale poza tym niech robi co chce; chodzi, wyciąga swoje rekwizyty z teczki, rozmawia przez telefon, gra na skrzypcach, ćwiczy Tai Chi, i tak dalej, ważne żeby się ruszał i wydawał dźwięki. Ty wracasz do konia i robisz wszystko, żeby się zupełnie rozluźnił. Możesz spróbować masażu (ogólny sens jest w książce "Nowoczesny trening konia" Lesley Bailey, możesz też kupić książkę o Shiatsu, wybrać się na pierwszy lepszy kurs masażu dla ludzi, itd.). Możesz go pouczyć opuszczania głowy. Możesz go nakarmić. Możesz mu włączyć kliker, żeby potem pouczyć go np. targetowania. Jak się w miarę rozluźni, możesz go np. wyczyścić. Spędzasz na tym tyle czasu, ile potrzeba żeby koń się rozluźnił i jeszcze 5 minut. Następnego dnia bierzesz linijkę, odmierzasz 1 metr w stronę konia od kreski którą narysowałeś przed weterynarzem dnia poprzedniego i rysujesz drugą kreskę. Wszyscy wracają na miejsca i rozluźniasz konia tak jak dnia poprzedniego (niekoniecznie tym sposobem który najlepiej działa, możesz za każdym razem powtarzać wszystkie możliwe sposoby). W tym czasie weterynarz wchodzi w przestrzeń między kreską a kreską. Ostrożnie, jakby wchodził do wanny z gorącą wodą. Temperaturę wody ustala koń. Może teraz chodzić tam i z powrotem, brzdąkać swoimi rekwizytami, rozmawiać przez telefon, ćwiczyć Tai Chi... a ty w tym czasie rozluźniasz konia ![]() No i teraz. Oczywiście zupełnie możliwe, że 200 metrów to za mało dla twojego konia, on panikuje już jak weterynarz pojawi się na horyzoncie. Wtedy masz problem techniczny - musisz znaleźć długą drogę, albo duże pole, gdzie widoczność jest aż po horyzont. Musisz znaleźć kogoś zdolnego do poświęceń ![]() I musisz mieć jak zaznaczyć miejsce konia i miejsce weterynarza na ziemi, bo inaczej nigdy się nie dowiesz co się obiektywnie udało, a co nie. Załóżmy jednak że konia da się zaparkować przed stajnią a weterynarz ma możliwość chodzić po ubitej ziemi, na której możesz narysować kreskę ![]() Wcale nie musi być tak, że początkowo weterynarz mógł podejść na 150 metrów, a po tygodniu podchodzi od razu na 147. Może być tak, że za każdym razem zaczyna od początku i każdy krok pokonuje powoli, aż dojdzie do 147 metra. Może nawet być tak, że 1 metr to zdecydowanie za dużo na jeden raz. Wtedy rysujesz kreskę co pół metra. Albo co 25 centymetrów. Może też być tak, że weterynarz podszedł już na 139 metrów, biega sobie i macha rękami między 139 a 150 metrem i wszyscy zaczynają się nudzić, koń też. To nie znaczy, że następną kreskę możesz narysować za 2 metry! Za każdym razem zbliża się dokładnie tyle samo. Zawsze, jak już osiągniesz cel (weterynarz podszedł o metr bliżej, koń się rozluźnił) pakujesz manatki, odstawiasz konia z powrotem na padok czy do boksu i kończysz sesję. Następną możesz zacząć za godzinę, a potem jeszcze następną, ale nie możesz zrobić dwóch rzeczy naraz (jeden metr i następny metr). Takie "przeskakiwanie" nazywa się u klikerowców lumping i jest bardzo, bardzo, bardzo złe, mi się zdarza notorycznie 8) ale naprawdę nie wolno tego robić. Nigdy. Ważne jest to, że za każdym razem planujesz coś co koń na 100% jest w stanie wykonać, a potem mu za to bardzo dziękujesz, a nie to, czy pójdzie mu ogólnie szybciej, czy ogólnie wolniej. Czyli jeżeli zaczynasz od odległości 150 metrów, to potrzebujesz na to 150 dni, czyli około 5 miesięcy. Zakładając, że czasami uda ci się zrobić 2 sesje w ciągu jednego dnia, może być to 3-4 miesiące. Albo jeśli twój koń jest bardzo oporny i weterynarz może zbliżać się tylko pół metra na raz, może ci to zająć 10 miesięcy. Albo 7. W każdym razie nie będziesz bardzo cierpieć jeśli jedna sesja potrwa pół godziny, bo nie musi wcale trwać w nieskończoność, oraz jeśli będzie się kojarzyła koniowi z czymś przyjemnym. A jeśli za 4 miesiące koń powie "5 metrów i ani kroku dalej", to przynajmniej nauczysz go stać w miejscu przy czyszczeniu i rozluźniać się, co ci się zawsze przyda, na przykład jak będziesz musiał zrobić zastrzyk w obecności weterynarza ![]() Wiem że się rozpisałam jak głupia ale są zwierzęta z którymi nie da się inaczej i to nie znaczy że nie należy próbować, bo na pewno może to mieć jakieś dobre skutki, nawet jeśli nie te na które się najbardziej liczy. Jak weterynarz podejdzie na 1 metr to daj znać, pomyślimy co dalej ![]() - Ailusia - 12-25-2007 P.S. Proszę wybaczyć jak coś mi się pomerdało z tą odległością w metrach od horyzontu ![]() - T.B. - 12-26-2007 Ailusia! Że tak nieśmiało zapytam: czy koń przypadkiem nie zdechnie, zanim ten weterynarz do niego dotrze? :? W razie czego. - Ailusia - 12-26-2007 Oj przecież nie mówię że to na teraz, tylko na zaś ![]() ![]() - branka - 12-29-2007 Ja też miałam problemy z zastrzykami dożylnymi i tarnikowaniem, ale dlatego, że mój kon przez pierwsze 3 lata swojego życia nie był szczepiony ani odrobaczany w ogóle, a potem ktoś ją musiał zrazić jak była szczepiona pierwszy raz, bo było to pod moją nieobecność, a mocno panikuje od tego czasu przy próbach wkuwania się, chociaz teraz jest już lepiej. Prawdziwy test miałam z nią kiedyś z okazji nakostniaka, trzeba było zrobić zastrzyk w nogę. Wzięłam wtedy dr Steca i pomimo mojego wywodu jak to będzie ciężko robić ten zastrzyk, on go zrobił bez problemu :wink: Bez dudtki, bez ogłowia, tak o. Ale co do zębów, martwi mnie to że mój kon hebluje.Ma to odkąd ją znam, wgryza się w żłób, 'jeździ' zębami po kracie itp. Boje się, że to może być bardzo szkodliwe dla zębów. Ona to robi żadziej teraz niż kiedyś, ale jak ją czyszczę, to pomimo, że używam miękkich szczotek i robie to delikatnie, to nawet jak ma siano do przegryzania to rzuca nim naookoło i dobiera się do krat :? To samo jest przy siodłaniu, nie umiem siodłać delikatniej niż to robię(a staram się to robić naprawdę spokojnie i delikatnie) ale ona i tak się wścieka i znowu zęby pracują. Ona nie próbuje mnie nigdy ugryść czy kopnąć i jest bardzo grzecznym koniem tak w ogóle, ale siodłania i czyszczenia nienawidzi(a jak koń jest cały w błocie to nie da się użyć tylko włosianki i szmatki). I jak tylko ją osiadłam i dopnę popręg to natychmiast koń znowu stawia uszy i patrzy na mnie zaciekawiny i chętnie idzie za mną na jazdę. Dlatego tym bardziej nie wiem czy coś z tym heblowaniem da się zrobić? Czy któryś z waszych koni to robi? Co do czyszczenia to mi sie wydaje, że ona moż ebyć zrażona od tego czasu jak ją kupiłam i była cała w gnoju i musiałam odrywac i odcinac takie wielgaśne sklejki, ale no kurcze mam ja już 4 lata i ona dalej to pamięta?Czy to po prostu wrażliwośc skóry i musze się pogodzić z heblowaniem? - Klara Naszarkowska - 12-29-2007 branka, a myślałaś o tym, żeby poudawać, że to jest koń surowy i od nowa przeprowadzić całą procedurę przyzwyczajania do zakładania czapraka i siodłania? Gdzieś na otwartej przestrzeni może, gdzie koń nie będzie miał na co przenosić swoich emocji. "Friendly game" z czaprakiem, głaskanie nim, machanie, deptanie po nim (nie wiem czemu, ale pomaga), zakładanie, przesuwanie po grzbiecie, zsuwanie. Z nastawieniem na to, żeby doprowadzić konia do pełnego rozluźnienia. I potem to samo z siodłem... No może nie to samo - nie deptałabym, gryźć nie dawała... Ale podchodzenie do siodła (w tym sensie, że Ty tylko pokazujesz kierunek, a koń idzie sobie poniuchać siodło). Zakładanie, zdejmowanie itd. Potem popręg - przykładanie do brzucha, odpinanie itd. Jak z konikiem-szczawikiem. Powtarzanie, rozluźnienie jako główne kryterium. Koń może przy tym być na kantarze z liną/uwiązem przełożonym przez ramię. Żeby nie był unieruchomiony zupełnie. Z czyszczeniem zresztą spróbowałabym tak samo - jakby to dziczka była ;-) Głaskanie całego konia rękami, potem dotykanie szczotką miękką, wędrowanie po ciele - i szukanie: które rejony są w 100% ok, a gdzie są granice, za którymi widzisz koński niepokój. To by nie było czyszczenie dla czyszczenia, ale czyszczenie dla rozluźnienia. A może klacz by jakiś łagodny masaż polubiła? - branka - 12-29-2007 Fakt ja wpadłam w rutyne pewną i nie zmieniam swojego zachowania- wsensie że raczej nie próbuje nowych rzeczy, żeby cos zmienić, nie wiem czemu, ale jakoś ostatnio jestem zadowolona z konia(zreszta kiedy nie byłam) i tylko to heblowanie jest irytujące i mnie smuci. Może rzeczywiście powinnam spóbowac jak z młodym koniem. Ale np dzisiaj była spokojna i wściekała się tylko przy dopinaniu popręgu, a przy czyszczeniu jadła spokojnie siano. Tak czy tak z siodłem jako nową rzeczą spróbuję, bo to nerwowe zachowanie i rzuty głową rzeczywiście są nieprzyjemne i dla mnie i dla konia. Jeździłam dziś w ogóle na kantarze, nie bede się już rozwodzić ile mi to dało, bo rzeczywiście dało dużo i była to frajda dla mnie i koni, kon sie wyciszył i jaki był spokojny po jeździe. Dawno nie widziałam jej takiej zrelaksowanej! Zresztą w czasie samej jazdy, myślałam, że w galopach będzie lecieć, tymczasem prowadziła się łatwiej niż bez ogłowia(poza jednym momentem po pierwszym zagalopowaniu) i o dziwo nie widziałam wielkiem różnicy w ustawieniu głowy - było trochę lepiej o tyle, że była mocniej podniesiona i galop był równiejszy i obszerniejszy. Widac moja ręka, nie zawsze spokojna, nie pozwala koniowi na pełne rozluźnienie. To może też ma wpływ na zachowanie ogólne, bo dzisiaj np po owej jeździe zrobiłam jej taki stretching jak na filmie z KiR i dała sobie to zrobić bez problemu( a ona nie lubi wyciągania nóg tak nacodzień). Muszę więc rzeczywiście znaleźć trochę więcej czasu na zabawę z koniem i tego typu doświadczenia ![]() - sokolowskipiotr - 12-30-2007 Widzę że mam małe zaległości ale postaram się to w najbliższych dniach nadrobić!! :lol: Bo przecież forumowicze to taka jedna wielka rodzina a jak tu z rodziną nie utrzymywać kontaktu. Ale to później bo już 3 w nocy pora spać. Dobranoc wszystkim - Edi - 01-15-2008 branka Ale co do zębów, martwi mnie to że mój kon hebluje.Ma to odkąd ją znam, wgryza się w żłób, 'jeździ' zębami po kracie itp. Boje się, że to może być bardzo szkodliwe dla zębów. Ona to robi żadziej teraz niż kiedyś, ale jak ją czyszczę, to pomimo, że używam miękkich szczotek i robie to delikatnie, to nawet jak ma siano do przegryzania to rzuca nim naookoło i dobiera się do krat :? To samo jest przy siodłaniu, nie umiem siodłać delikatniej niż to robię(a staram się to robić naprawdę spokojnie i delikatnie) ale ona i tak się wścieka i znowu zęby pracują. Ona nie próbuje mnie nigdy ugryść czy kopnąć i jest bardzo grzecznym koniem tak w ogóle, ale siodłania i czyszczenia nienawidzi(a jak koń jest cały w błocie to nie da się użyć tylko włosianki i szmatki). I jak tylko ją osiadłam i dopnę popręg to natychmiast koń znowu stawia uszy i patrzy na mnie zaciekawiny i chętnie idzie za mną na jazdę. Dlatego tym bardziej nie wiem czy coś z tym heblowaniem da się zrobić? Czy któryś z waszych koni to robi? Temat już troszkę stary, ale dopiero przed chwilą na niego natrafiłam. Obawiam się, ze masz racje przypuszczając iż to heblowanie jest wynikiem urazu jaki kobyłka kiedyś tam doznała. Ty masz ją tylko 4 lata i dalej to robi, ja swojego gałgana mam już od 10lat i robi to samo. Czyszczenie, siodłanie, dociąganie popręgu zęby latają dookoła. Jeśli tylko zakonczęt te czynności koń stoi jak anioł, ktoś by pomyślał, że to nie ten sam koń ![]() Jako źrebak przeszedł horror który odbił się na nim bardzo nie korzystnie Gdy miał 2,5 miesiąca trafił pod opiekę (raczej to jego matka i ciotka, a on nie miał wyboru, musiał z nimi) nieodpowiedzialnej osoby. Był bity, kopany, szczuto na niego psa rasy owczarek niemiecki, który kiedyś się wyrwał i porszarpał mu lewy bok. Gdy go zobaczyłam jak miał 4,5 miesiąca, byłam przerażona. Stawy skokowe od wewnętrznej strony miał rozwalone do mięsa na obydwu nogach, bok rozszarpany (już się zabliźniał), tylko głowa i kawałek szyi był czysty, reszta była spowita odchodami, których część musiałam wyciąć nożyczkami bo nic nie można było z tym zrobić. Przez pierwszy rok tylko mnie tolerował. Jak mnie nie było bo to rodzice jeść wsypywali mu za boksu bo się go bali. Teraz na jazdach jest kochanym puśkiem uwielbianym przez dzieciaki, ale w obejściu dalej paskudny, dlatego zawsze jestem w pobliżu, gdy dzieciaki go czyszczą. Wścieka się, wbija zęby w źłób, ale nigdy nikogo nie ugryzł, ani nie kopnął. Dlatego obawiam się, że Twoja koncia może też tak mieć, ale jeśli nie będziesz jej bić za to to nie powinno być problemu. Bo znam dziewczynę która próbowała oduczyć takiego zachowania swojego konia przez bicie, i powiem Ci że źle się to skończyło. Koń stał się jeszcze gorszy i zaczął atakować ludzi a zwłaszcza ją. Nie wiem jak się potoczyły ich losy bo już nie mam z nimi kontaktu, ale nie wróżyłam im dobrego zakończenia, niestety, bo koń robił się coraz gorszy i nie do opanowania. - branka - 01-15-2008 No ja już tego nieraz niezauważam. Choc od kilku dni stosuję taktykę mocnego przekupstwa i jak tylko przestaje się wściekać to dostaje smakołyk. Najgorszy jest popręg, bo przy czyszczeniu ostatnio jest grzeczna. Ale po włożeniu siodła jak zapinam popręg to od razu kuli uszy i wbija zęby w kratę. Jej mama tez tak a była - a nawet gorsza bo trzeba ja było siodłac w stępie. Może to jakies dziedzczne łaskotki, bo moja konia np jak się lekko muśnie ją łydką to już pędzi galopem :lol: Co jest zreszta problemem ten brak akceptacji łydek - ale i tak da się jeździć w miarę od roku, musze tylko uważać żeby jej za mocno nie dotkąć i pilnowac nóg, żeby były spokojne - każdy większy ruch łydki niż 5cm powoduje wyprucie do przodu :? ale caplowanie juz dawno mamy za sobą, da sie mimo wszystko ustawic na pomoce - ale jako pomoc popędzającą lepiej akceptuje bat niż łydkę - dlatego czasem dotknięcie bacikiem jest sygnałem do mocniejszego kroczenia - łydka powoduje zaburzenie rytmu często poprzez mocne przyszpieszenie. Dziwak z tego konia, a ja nie umiem sobie z tym za bardzo poradzić, przynajmniej gdy nie jeżdżę na ogrodzionym placu lub na krytej hali - bo wtedy jest dużo spokojniejsza. No ale ja lubie w niej tę wrażliwośc jest dzięki niej niepowtarzalna. I nikt w stajni nie ma tak wyczulonego na łydki konia ![]() - Trusia - 01-15-2008 branka Ale co do zębów, martwi mnie to że mój kon hebluje.Ma to odkąd ją znam, wgryza się w żłób, 'jeździ' zębami po kracie itp. Boje się, że to może być bardzo szkodliwe dla zębów. Ona to robi żadziej teraz niż kiedyś, ale jak ją czyszczę, to pomimo, że używam miękkich szczotek i robie to delikatnie, to nawet jak ma siano do przegryzania to rzuca nim naookoło i dobiera się do krat :? To samo jest przy siodłaniu, nie umiem siodłać delikatniej niż to robię(a staram się to robić naprawdę spokojnie i delikatnie) ale ona i tak się wścieka i znowu zęby pracują. A nie możesz czyścić i siodłać tam, gdzie nie ma dostepu do czegoś, co będzie gryżć? - branka - 01-15-2008 teoretycznie moge, ale w praktyce wyprowadzam ja na korytarz i wiąże do czyszczenia.na wiosnę moge spróbowac czyszczenie na padoku, ale wtedy by podeszła i gryzła jakies żerdzie znając ją. Ale wole już heblowanie po kracie, bo wgryzanie w belki mogłoby sie skończyc łykaniem jeszcze...ona jak hebluje to ja lapie za kantar czase, czasem ignoruje, w sumei wielkich szkod nie ma - pare razy przejedzie zebami, ale nie robi tego nie iwem jak strasznie, wiec zebom ma nadzieje nic nie bedzie. - Guli - 01-15-2008 Ale to przeciez bardzo nerwowy objaw. Nie próbowałas niczego z rad Teolinka? |