Hipologia
Pytania do W.M. ("spis treści" na początku) - Wersja do druku

+- Hipologia (https://forum.hipologia.pl)
+-- Dział: Kategoria (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Konie chcą nas rozumieć (https://forum.hipologia.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Wątek: Pytania do W.M. ("spis treści" na początku) (/showthread.php?tid=12)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47


- Zuza - 01-30-2008

Masz rację sumka, żadne patenty nie zastąpią wyczucia jeździeckiego Smile
Też byłam uczona swego czasu, że to człowiek rozkazuje, koń ma się podporządkować i basta! Jak długo pokutuję za te 'nauki'! Wcale nie jest prosta zmiana swoich przyzwyczajeń. Ale warto Smile
Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej kobyłki Smile


- Estebano - 01-30-2008

Cytat:Też byłam uczona swego czasu, że to człowiek rozkazuje, koń ma się podporządkować i basta!

ja też od zawsze i wszędzie tak byłam uczona. To teraz zaistnial jakiś nowy prąd w jeżdziectwie - że koń rozkazuje a cz łowik ma słuchać?


- Wojciech Mickunas - 01-30-2008

Nie wiem gdzie znalazłaś ten cytat i nie wiem kto jest tych słów autorem. Mniejsza z tym . Ponieważ zamieściłaś to w pytaniach do W.M. ,zrozumiałem ,że jest to wywołanie mnie do tablicy. Jeśli tak to jestem i odpowiadam.
Piszesz ,że " od zawsze byłam uczona"... myslę ,że to od zawsze nie oznacza jednak ,że od bardzo dawna , Dalej piszesz ,żę " wszędzie tak uczyli ".... ale nie piszesz dokładnie gdzie . Byłoby to ciekawe dowiedzieć się gdzie takich mądrości uczą ,żę "to człowiek rozkazuje , a koń ma się podporządkować i basta" Osobiście bym nikomu takiego miejsca nie polecał , gdybym wiedział gdzie ono jest. Mimo ,że nie wiem to nie polecam.
Ten "nowy prąd w jeździectwie" jak piszesz może się wydawać nowy tym którzy nie wiedzą ,że znany był już Ksenofontowi , który żył ok. 400 lat przed Chrystusem. Od bardzo dawna ludzie rozumieli i niektórzy rozumieją również teraz ,że koń to wspniałe zwierzę z którym można porozumieć się i doprowadzić do tego ,że zechce współpracować z człowiekiem i oddać mu dobrowolnie swoje siły. I o tym właśnie w zdecydowanej przewadze na tym forum staramy się mówić.


- sokolowskipiotr - 01-30-2008

Witam Panie Trenerze!!!
Widzę, że ta płeć przeciwna Pana chce zamęczyć. Odnośnie tego „nowego prądu w jeździectwie” jeszcze należy przypomnieć jak Indianie jeździli konno, a oni też tak nowocześni nie są i też parę wiosenek temu zaczęli swoją przygodę z końmi!!! Oni po pierwsze jeździli na oklep, po drugie do „walki” używali łuku i strzał a to jak każdy wie wymaga używania dwóch rąk. Indianin też człowiek i budowę ma taką jak my- czyli dwie ręce, dwie nogi, głowę i co często nam brakuje umiejętność rozmowy z końmi. Jak widać brakuje już miejsca na kierowanie konia siłą a zostaje tylko miejsce na rozmowę ciałem i współprace z końmi bez ogłowi i innych karygodnych patentów, których ze względu na poziom na tym forum nawet nie wypada wymieniać.
Pozdrawiam


- branka - 01-30-2008

Jeszcze co do tego, jak było kiedyś, a jak jest teraz: trzeba wziąć pod uwagę, że nie mamy wielu źródeł, mówiących o przeszłych czasach - mamy owszem ich trochę, ale dużo mniej niż w przypadku np XX wieku.
Moim zdaniem zawsze byli ludzie, którzy kochali zwierzęta i zawsze byli ci brutalni, a także tacy po środku - chcący dobrze, ale przez niewiedzę, często robiący dużo szkody. Kiedyś ciężko było propagować jeździectwo naturalne czy coś podobnego, bo po prostu ludzie nie umieli czytać i pisać, a na szkolenia nie mieliby wtedy czasu i środków :wink: A skoro żyjemy w czasach, w których łatwiej coś rozpowszechnić, to jeśli zalezy nam na dobru koni, powinniśmy szeroko mówić o tym, jak postępować z koniem, by stał się naszym przyjacielem. Są jeźdzcy którzy doszli do celu po "trupach" i tacy, co doszli do mistrzostwa pracując w harmonii z koniem. Nie jestem w stajnie udowodnić, jakie metody są najlepsze, bo sama stosuje swoje prywatne, ale od czegoś mamy serce i sumienie by wybrać jaką drogą chcemy iść. Bo satysfakcja w obydwu przypadkach będzie chyba różna i mam nadzieje, że dla każdego cenniejsza byłaby ta druga(sukcs osiągnięty dzięki wspólpracy z koniem).

PS Ja np. wierzę, że w średniowieczu nie było 100% okrutnych ludzi - wierze, że byli i tacy, którzy nie wkładali tych wszystkich strasznych wędzideł konim do pysków(heh, bo może nie mieli na nie pieniędzy).
A Indianie też postępowali okrutnie - niektórzy oczywiście. Wystarczy poczytać Monty'ego Robertsa - ale są i świadectwa tego, że inni z nich postępowali "porządnie" - co świadczy o tym, że to nie epoka decyduje o tym, jak ktoś postępuje z koniem(a przynamniej nie ma na to wyłączności).


Aha, co do mojego postu o skokach wcześniej: znalazłam rozwiązanie chyba. Spróbuję jutro bez wędzidła poskakać jakieś maciupstwa...Na kantarze może, bo na sznurku sie jeszcze boje skakać. I zobaczymy, coś mi się zdaje,że bez wedzidła będzie spokój...bo tak spokojnego galopu, jak dzis na sznurku nie miałam dawno. Czyli bez wędziła koniowi jest lepiej.


- lovewithhorse - 02-03-2008

Wojciech Mickunas Lovewithhorse! Sorry że dopiero teraz.
Myslę,że najlepiej gdyby Ci się udało w czasie wakacji spędzić jakiś czas u jakiegoś "mistrza" i choćby popatrzeć i pod okiem mistrza popraktykować. Do wakacji letnich jeszcze trochę czasu , a Ty jesteś bardzo młoda , więc z pewnością coś wymyślimy.
Pozdrawiam W.M.
Nie szkodzi lecz czułam się pominięta, lecz najważniejsze, iż Pan odpisał. Moje kolejne pytanie brzmi: Zna Pan Kogoś godnego polecenia? Najlepsze by były okolice Poznania[ chodź inne też wchodzą w rachubę].


- Karolina Jaskulska - 02-11-2008

a ja mam takie pytanko, jak postępować z koniem, który nie skupia się na pracy (czy to kwestia zaufania?) i jak obierze sobie kierunek stajnia,mimo iż jest koniem bardzo wrażliwym na pomoce, to nie idzie go zatrzymać, zawrócić(szczególniew galopie),a na kołach w kłusie w tamtą stronę wypada zadem???

Bardzo proszęo radę...


- Wojciech Mickunas - 02-11-2008

Whisperer13 , bardzo mi się podoba to motto które masz na końcu posta. " Nie ma trudnych koni , są tylko trudni ludzie" Ciekaw jestem kto jest autorem tego zdania?
A co do pytanka to: takie zachowania konia jest powodowane ( jak wiele innych) końską naturą. Do stajni ciągnie konia instynkt powrotu do miejsc znanych. Ten instynkt "uaktywnia" się u koni , które niepewnie czują się tam gdzie je kierujemy , a bliskość stajni wzmaga w nich pragnienie znalezienia się w niej. Kiedyś już pisałem o strefach na jakie podzielony njest "koński świat". To są strefy bezpieczeństwa. Im dalej od boksu tym mniej bezpiecznie koń może się czuć.
Jak sobie poradzić z koniem , którego stajnia "ciągnie jak magnes"?
Ciertpliwością i stanowczością w postępowaniu. Stanowczość powinna polegać na tym: powinienem przekonać konia do tego ,żę ja go prowadzę a on ma iść tam gdzie go prowadzę. Może być na początek trochę krzywo, trochę nie tak , ale tam gdzie ja prowadzę i takim tempem jak ja chcę. Jeśli bedę konsekwentny w postępowaniu, to koń stopniowo zrezygnuje z "dryfowania" w stronę stajni i będzie szedł w wyznaczonym kierunku i podyktowanym przeze mnie tempem.
W tym wypadku istotne znaczenie ma także ogólna moja relacja z tym koniem. Jeśli koń mnie zna , ma do mnie zaufanie , czuje wobec mnie respekt ( nie strach) i wie że ja jestem dobrym przewodnikiem, któremu warto zaufać i słuchać go , to nie powinno być problemu.
Koń , ktoremu brak pewności, brak zaufania do ludzi , będzie ulegał instynktowi nakazującemu schronienie się w stajni , w boksie , gdzie jest najbezpieczniej.


- Karolina Jaskulska - 02-11-2008

motto...mozliwe że kiedyś ktoś tak powiedział, ale sama doszłam do tego wniosku Smile kiedy pracowałam z dość "trudną" klaczką, która uważala człowieka za wroga nr 1... wystarczyłó trochę serca i wytłumaczenie właścicielowi(w tym przypadku nieświadomemu rolnikowi) że koń czuje, potrzebuje towarzystwa, wybiegu, troski, zabiegów pielęgnacyjnych, co dla niego było na początku dość dziwne...

Dziękuję bardzo za odpowiedz, najbardziej boli mnie to że niestety nie jestem jedynym jeźdzcem tego konia i ja mogę być konsekwentna, a inni mogą robić co innego...
Ajak się zachować jeżeli koń już mnie przeciągną=ł galopem i zatrzymał przy wyjściu, zawrócić tak po prostu?


- Wojciech Mickunas - 02-11-2008

Najlepiej oczywiście nie dać się "przeciągnąć". Ale jeśli się już tak stało , to najlepszym rozwiązaniem jest konsekwentny powrót do tego co miało być. Może nie koniecznie galopem jeśli np. w klusie będzie łatwiej wyegzekwować trasę jazdy . Ze stoickim spokojem , nie okazując żadnych emocji ( nie jest to łatwe , bo jeśli nawet na wierzchu nie widać to w środku są ,a koń to czuje) robić swoje . Jeżeli miało być koło to ma być koło, jeżeli miałem jechać na prawo do pójdziemy na prawo choćby stępem. itd. Tym sposobem można konia przekonać ,że to co robi nie ma sensu bo i tak będzie jak ja chciałem , choć może dłużej to trwać.
I najważniejsza sprawa to spokój i brak agresji.
Jeśli to Ty wymyśliłaś to powiedzenie, to tymbardziej mi sie podoba!


- Karolina Jaskulska - 02-11-2008

No właśnie mozna tego konia poprosić o ruch w inną strone niż do stajni, ale gdy juz obieże sobie w myślach, że idziemy na wprost do niej, szybciej niz stępem, to na pewno nie zatrzymamy się wcześniej niż przy bramie...
Dziękuję za rady, proszę mi życzyć powodzenia Smile)))


- Klara Naszarkowska - 02-11-2008

Mi się często sprawdzała zasada ograniczenia wymagań i przyjęcia jednego głównego kryterium na dany moment. Na przykład jeśli jadę kłusem, a koń zaczyna dryfować, to decyduję co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie - np. utrzymanie kierunku, czy może chodu? Zwykle to znaczy, że jestem skłonna "poświęcić" wybrany chód, i choćby w stępie naprowadzić konia z powrotem na obrany tor (chyba, że akurat trwa praca nad utrzymaniem zadanego chodu, wtedy wybór może być inny). I dopiero kiedy z tym priorytetowym kryterium wszystko jest ok, stopniowo dodawać kolejne (po jednym). Pewnie najlepiej byłoby kłusować dalej obraną trasą, ale często jak się chce mieć i to, i to, i tamto, to się kończy nie mając nic.


- Wojciech Mickunas - 02-11-2008

Dokładnie jest tak jak Teolinek pisze. Dobrze jest pamietać o zasadzie hierarchii spraw. Coś powinno być ważniejsze od czegoś i bo nie da się kilku tematów roziązać równocześnie. W wyrabianiu sobie respektu i szacunku warto priorytetowo traktować jechanie w wybranym kierunku,następnie dojechanie do celu , lub chociaż w pobliże. Mniej istotne jest jakim chodem tam dotrzemy i jak długo to będzie trwało.


- Karolina Jaskulska - 02-11-2008

jeszcze mam jedno pytanie.
mam problem z podnoszeniem nóg pewnego 4 latka, przy czyszczeniu zachowuje się okej, daje dotykać i wyczyścić nogi, ale gdy przychodzi do czyszczenia kopyt, to przednie daje niechętnie, choć teraz już nawet całkiem całkiem, a tylnie, jak tylko chcę dotknąć to wierzga, czasami się zadkiem nastawia w moim kierunku,
Podobno koń miał cięzkie życie wcześniej, pewnie ma to jakiś wpływ, starałam się je podnosić na lince, robi postępy,ale podnosi je na bardzo krótko, na pewno nie ma mowy żeby chwycić je w rękę, co mogę jeszcze zrobić???


- Wojciech Mickunas - 02-11-2008

Potrzebny jest czas i cierpliwość. Najpierw dobrze by było przyzwyczajać go do samego dotyku , zaczynając od góry , od zadu,od miejsca ktorego można dotknąć . Bardzo stopniowo zmieniać miejsce dotyku idąc coraz bardziej w dół . Za każde dobre zachowanie nagrodzić zabraniem dotyku + coś jeszcze dla wzmocnienia , może być np.marchewka.
Monthy Roberts demonstrował sposób na odczulenie takiego konia , który nie pozwala dotykać tylnych nóg. Robił to za pomocą "sztucznej ręki" drewnianej z rękawicą na końcu. Efekt był , ale i przy tej metodzie potrzebna jest cierpliwość i zadawalanie się małymi kroczkami.
Myślę że pomoc linki też może dać efekt. Zawsze jednak trzeba cierpliwości, spokoju, zero agresji , stopniowania wymagań ( metoda małych kroczków) i nagradzania każdego pozytywnego zachowania .