Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Zdrowie, hodowla, żywienie, sprzęt, stajnie, łąki itd.
Karola K.

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karola K. » ndz gru 06, 2009 11:04 pm

Słuchajcie mam kolejne pytanie. Nie chciałam otwierać nowego tematu, postanowiłam, że tutaj będzie najwygodniej.
Jak to jest pod Waszą nieobecność u konia w stajni?
Tzn czy pozwalacie bądź prosicie kogoś by wsiadł na waszego kopytnego, kiedy nie możecie przyjechać do stajni? (bo co np kiedy nie ma danej osoby 2/3/4 dni w stajni, czy ten koń będzie miał nadmiar energii i potem się zaczną jazdy dzikim galopem itd, czy ten koń może stać i nic mu nie będzie się działo po zmniejszeniu oczywiście porcji paszy treściwej, wypuszczaniu na padok?) Chodzi o konie, które nie wymagają jakiś tam treningów, itd.
Pytanie skierowane do osób, które trzymają konie w pensjonatach. :)

Awatar użytkownika
Dagmara Matuszak
Administrator
Posty: 726
Rejestracja: pt paź 12, 2007 12:52 am
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Dagmara Matuszak » ndz gru 06, 2009 11:43 pm

Padok lub pastwisko - i problem w ogóle nie istnieje. W pensjonacie, gdzie stoję, konie wychodzą od rana do wieczora, mogę bez obaw wyjechać na dłuższy czas i wiem, że mają zapewniony ruch i komfort psychiczny. Prawdę mówiąc, zapomniałam już, jak to jest, kiedy konia trzeba koniecznie ruszać codziennie albo po dwóch dniach wsiadać na bombę ;). A przecież jeszcze ciągle w wielu stajniach jest tak, że biedaki stoją 23 h na dobę w boksie...
They're dangerous at both ends and crafty in the middle.

Awatar użytkownika
Martyna
Posty: 194
Rejestracja: czw lip 30, 2009 10:28 am
Lokalizacja: Wołomin

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Martyna » pn gru 07, 2009 1:43 am

U mnie w pensjonacie wychodzą codziennie - czasem wyjątkowo nie, ale np. dlatego, że była burza albo właściciel musiał zostawić stajnię pod opieką rodziny, jednak zawsze jestem o tym informowana. Nikt inny przy moim koniu nic nie robi - chyba, że np. trzeba codziennie go smarować maścią. Ja bywam w stajni zazwyczaj 2 dni w tyg + weekend. I problemu nie widzę, nie wiem po co mój koń miałby być "ruszany" codziennie?? To są zazwyczaj jakieś dziwne pomysły osób, które uważają, że jak koń nie jest "ruszony" to potem będzie szalał albo zapomni jak się pracuje pod człowiekiem...

Nigdy bym nie dała swojego konia do jazdy, jakbym wyjeżdżała na dłużej - nigdy nie wiem co ta osoba z nim będzie robić i jak to się skończy. A różne rzeczy w życiu widziałam... A za Siwe też odpowiedzialności brać nie chcę, a to charakterne jest :mrgreen:

semiramida
Posty: 58
Rejestracja: ndz lut 01, 2009 8:35 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: semiramida » pn gru 07, 2009 10:49 am

Martyna pisze:, nie wiem po co mój koń miałby być "ruszany" codziennie?? To są zazwyczaj jakieś dziwne pomysły osób, które uważają, że jak koń nie jest "ruszony" to potem będzie szalał albo zapomni jak się pracuje pod człowiekiem...
Nigdy bym nie dała swojego konia do jazdy, jakbym wyjeżdżała na dłużej :mrgreen:
Pewnie są dwa zwalczające się obozy w tej kwestii, ja należę do tych, co zauważają, że gdy konik jest jeżdżony regularnie to jest zdrowszy,szczęśliwszy i mniej charakterny :P
Oczywiście powierzanie konia w tym celu przypadkowym osobom przynosi często skutki odwrotne,ale przeciwnicy częstego ruszania koni nie powinni zaraz utożsamiać tego z dawaniem konia byle komu. Mi bardzo zależy na tym, żeby mój konik miał jazdę przynajmniej co drugi dzień i póki mogłam to miałam właśnie taką motywacje żeby w stajni być często. Teraz mojego konika "kocha" ktoś inny. Nie mam pewności czy faktycznie koń ma zagwarantowane jazdy przynajmniej co drugi dzień, ale na pewno wiem,że wytworzyła się głęboka więź między jeźdźcem a moim konikiem, której nie śmiem przerywać. Na pewno ta osoba ma więcej możliwości niż ja żeby wsiadać...

Karolina Jaskulska
Posty: 805
Rejestracja: sob lut 02, 2008 11:48 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karolina Jaskulska » pn gru 07, 2009 1:31 pm

ja prawdopodobnie będę teraz siadać na konia pewnej pani, która obecnie nie ma czasu by sie nim zajmować, a zależy jej żeby koń chodził i żeby ona mogła bezpiecznie od czasu do czasu na nim pojeździć.
W tym tygodniu się spotykamy, pewnie sobie długo porozmawiamy.... i zdecydujemy :)
Nie mogę się doczekać....

Ja bardzo dziękuję ,że ktoś udostępnia mi swojego konia do pracy , niestety nie mam możliwości zakupu własnego konia na razie , perspektywa, iż miałbym klepać tyłek w szkólce mnie przeraża, tak przynajmniej mam szansę rozwijać siebie i pomóc koniowi oraz właścicielowi konia za cenę dojazdu :)

Po to odbywa się rozmowa i jazda próbna ,żeby zobaczyć co dany jeździec sobą prezentuje (wiadomo można stwarzać tylko dobre pozory) i jaki ma stosunek do konia.
Myśle, że w większości stajni można też liczyć na to ,że znajomy looknie,czy naszemu koniowi nic sie złego nie dzieje pod nowym jeźdzcem.
nie ma trudnych koni, są tylko trudni ludzie...

Awatar użytkownika
Martyna
Posty: 194
Rejestracja: czw lip 30, 2009 10:28 am
Lokalizacja: Wołomin

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Martyna » pn gru 07, 2009 1:38 pm

semiramida pisze:Teraz mojego konika "kocha" ktoś inny. Nie mam pewności czy faktycznie koń ma zagwarantowane jazdy przynajmniej co drugi dzień, ale na pewno wiem,że wytworzyła się głęboka więź między jeźdźcem a moim konikiem, której nie śmiem przerywać. Na pewno ta osoba ma więcej możliwości niż ja żeby wsiadać...
OK, może trochę przesadziłam - co innego dać konia w dzierżawę, trening, do jazdy osobie lepszej od nas, która nam coś poprawi itp., ale sama idea "wsiadania i ruszania konia" to nie dla mnie. Ja tylko walczę z mitem, że koń musi być ruszany - moim zdaniem nie musi być.

Mój koń jest dla mnie koniem rekreacyjnym, nie pokaże się nigdy na żadnych zawodach, ja u nie go mogę być 4 dni w tyg. W inne dni odpoczywa i nie są mu potrzebne treningi. Gdybym musiała wyjechać na 3 miesiące na przykład, to po prostu by się byczył na łąkach.

semiramida
Posty: 58
Rejestracja: ndz lut 01, 2009 8:35 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: semiramida » pn gru 07, 2009 2:14 pm

sytuacja moja czy whisperera jest i tak o niebo lepsza od takiej, gdy jedna znajoma płaciła instruktorowi ogromne pieniądze za to żeby wsiadał na jej konia, z którym ona sobie słabo radziła. Potem słyszałam jak mu zrobiła awanturę że on nie wsiadał, mimo że ona zapłaciła w terminie.
Poprzednia dziewczyna na moim koniu nie radziła sobie, miała wziąć trenera ale zaczęła jeździć konie innej dziewczyny. Jak się potem okazało, miała zapłacić za współdzierżawę. Nigdy nie zapłaciła. Przymuszona do rozstania z tymi końmi wróciła do mnie,czy nie użyczę jej znowu Flawii, bo ona już teraz więcej potrafi... Po prostu brak słów! W dodatku to nie odosobniony przypadek, bo pomagierka do konia, co była przed nią, również zniknęła bez słowa i mi i następnej właścicielce konia... Na szczęście do trzech razy sztuka...
Mam mieszane uczucia co do oddawania konia w dzierżawę. U mnie dzierżawa jest gratisowa,cieszę sie że nie muszę placic komuś za to że wsiada... Tylko teraz mam zagwozdkę, że chciałabym czasem wsiąść ale nie chciałabym zranić dotychczasowej opiekunki. Wsiądnięcie na chwilę tuż po jeździe też mi się nie udaje, bo ona zawsze zdąży konia rozsiodłać zanim dobiegnę! :roll: Czuję,że ona się tego boi "że jej konia zabiorę". Jak ją kiedyś wypytałam co koń już potrafi to ona wpadła w depresję,że na pewno chcę jej konia odebrać,że uważam że już nie jest potrzebna.Dobrze wiem jak to boli, gdy ktos wsiada na mojego pupila. Tylko że ona czasami pozwala wsiąść koleżance i to dla niej jest co innego...

Mazazel

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Mazazel » pn gru 07, 2009 4:25 pm

Czy koń musi "być ruszany" codziennie- nie, ale czy potrzebuje ruchu codziennie- tak. Czemu- dla zdrowia układu krążenia, oddechowego, aparatu ruchu i nerwowego. Po to, żeby oddychał głeboko, żeby pobudził swoje krążenie, żeby mu rosły i kształtowały się ładnie kopyta, żeby stawy się nie zastały, żeby trenował mięśnie, ścięgna, wreszcie, żeby się nie nudził i nie wpadał w depresje lub agresję. Ruch musi więc mieć, ale mozna go zapwnić na rózne sposoby, wreszcie tez potrzeby ruchowe są rózne w zaleznoći od płci, wieku, rasy etc.

1) konie przebywające w stadzie na odpowiednio dużym terenie moga same zapewnić sobie odpowiednią ilośc ruchu, zwłaszcza jesli teren to zróżnicowany, paśniki, wodopoje i wiaty porozstawiane w różnych miejscach, dodatkowo dłuższa, utwardzona droga przepędowa.

2) koniom, które nie mogą chodzić pod siodłem a nie bardzo chce im sie ruszać (koń stary, samotny, mały wybieg itd) można zastosowac ruch wymuszony na lonży lub przeganiając. Kon nie utrzyma kondycji ani nie przewentyluje sobie dobrze płuc jak całym jego ruchem będzie snucie się od pasnika do poidła

3) zdrowe konie w sile wieku od których wymagamy pracy pod siodłem, muszą byc do niej przygotowane regularnym treningiem pod siodłem lub np na lonzy, przynajmniej co drugi dzień. Chyba, że chcemy tylko spacerować stępem. ale wtedy nadal pozostaje kwestia ilości ruchu potrzebnej dla zdrowia konia.

Jak to mozna rozwiązać- zwyczajnie, dogadując sie z kims kto potrafi i chce naszamu koniowi ruch zapewnić, lub zapewniając samemu. To część odpowiedzialności za konia. Ja w tym celu wstaje o 5.30 i nie narzekam:)

Karola K.

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karola K. » pn gru 07, 2009 6:11 pm

W sumie są różni ludzie, niektórzy nie boją się oddać konia, niektórzy boją się oddać a niektórzy poprostu uważają, że ich konie to świętość i nikt nie ma prawa na nich jeździć... Też chyba niechętnie bym oddawała konia do jazdy, nawet instruktorowi (nie chciałabym, ponieważ po pierwsze martwiłabym się o to jak ten ktoś się koniem zajął, czy np z prostych powodów, że to moje zwierzę i skoro je kupuję to znaczy, że mam dla niego czas) i jeszcze za to płacić, no ale różnie się w życiu może potoczyć więc to tylko moje teraźniejsze myśli, może będę jednak kiedys skazana na to aby chociaż 2 x w tygodniu ktoś inny wsiadał, zobaczymy... Co do Waszych wypowiedzi no to przyznam, że cieszę się że ten kopytny nie musi chodzić codziennie, bo niedawno jeszcze byłam przekonana, że konie mają wolne (zazwyczaj w poniedziałki)raz w tygodniu. Oczywiście w błąd nie trudno wprowadzić człowieka :) Teraz wiem, że np.praca z ziemi naturalnymi metodami, czy też spacer w ręku po lesie, polanie itd "zmusza" konia do ruchu, jednocześnie jest on zrelaksowany i nie muszę tego konia zanudzać ciągłą jazdą po kole "tydzien w tydzien"... No proszę czego to forum uczy ;)... Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Awatar użytkownika
Rasa
Posty: 27
Rejestracja: pt lis 21, 2008 11:23 am

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Rasa » pn gru 07, 2009 7:03 pm

Ja jestem z tych "purystów własnokonnych".;)
Mój koń - moja sprawa. W tej chwili nie posadziłabym na niego nikogo, ponieważ jest młody, nadal nie do końca ujeżdżony, nadal "chłonie" jak gąbka i po prostu nie mam w stajni nikogo, komu zaufałabym w tej sprawie. Układałam konia sama, wychowałam go sama bez agresji, zawsze z przewagą pochwał i nie chciałabym oddawać go komuś, kto namiesza koniowi w głowie. Nie chodzi mi nawet o to, że później ja mogłabym mieć jakieś problemy, nie nie, znam tego konia na wylot, ale chodzi mi tylko o to, by koniowi niepotrzebnie nie mieszać. Będzie starszy, dorosły, pewnie będzie bardziej nadawał się pod innych ludzi, teraz - odpada.
Nie mam teraz czasu, żeby regularnie jeździć, także koń nic po prostu nie robi. Nie jest to dla niego najlepsze rozwiązanie, ponieważ znów zaczeły strzelać mu stawy, ale ma zapewniony codzienny wybieg, więc przynajmniej tyle.
"Więc trzeba i poddanych fantazyje wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć..."

Karolina Jaskulska
Posty: 805
Rejestracja: sob lut 02, 2008 11:48 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karolina Jaskulska » pn gru 07, 2009 8:03 pm

ja przez rok jeździłam na koniu koleżanki ,bo ona się go bała, poza tym i tak nie miala czasu. Koń chodził prawie codziennie tylko pode mną...
Zmienił sie na lepsze i mogłam na nim dużo zrobić, ale tylko ja ! pod koleżanką i pod jej siostrą nawet połowy nie chciał wykonywać, kiedy te w końcu zdecydowały sie wsiadać na niego. Trochę mu to zajęło, żeby przestawić się również na ich sygnały ;)
nie ma trudnych koni, są tylko trudni ludzie...

Mazazel

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Mazazel » pn gru 07, 2009 9:59 pm

Mój koń - moja sprawa. W tej chwili nie posadziłabym na niego nikogo, ponieważ jest młody
znów zaczeły strzelać mu stawy
Jeśli MŁODEMU koniowi strzela w stawach, to jest tragedia, jak on będzie chodził za naście lat?
To jest bardzo duży problem koni które za mało chodzą, u sąsiadki stał koń z COPD, z racji postępów choróbska tez oszczędzany, i w wieku 10 lat strzykają mu stawy co krok :( I na to nie ma lepszego lekarstwa jak odpowiednia dawka ruchu.

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: branka » pn gru 07, 2009 10:07 pm

Brance też strzykają :( A ma 10 lat. Ale teraz w ostatnim tygodniu nie słyszałam specjalnie tego strzykania - ale chodzi po padoku cały dzień, poza tym jego konstrukcja(masa drzew) powoduje, że konie jak chcą gdzies pójśc muszą kluczyć i pokonują więcej metrów.
Strzykanie zniknęło całkiem jak konia chodziła całą dobę po dworze - ale niestety nie mając swojej stajni nie mogę jej tego w moim mieście i okolicach zapewnić, nikt tu tak nie trzyma koni :(

Awatar użytkownika
Rasa
Posty: 27
Rejestracja: pt lis 21, 2008 11:23 am

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Rasa » wt gru 08, 2009 12:29 am

Mazazel, nie przesadzaj. Piszesz w taki sposób jakbym to ja koniowi w jakiś sposób krzywdę zrobiła.

W kwestii strzelania stawów pytałam o opinię czterech weterynarzy i każdy powiedział mi to samo - nie przejmować się, ten typ tak ma. Koń jest zdrowy, nigdy nie kulał, nigdy poważnie nie chorował i nie miał problemów z nogami i strzykanie w stawach było odkąd pamiętam, ale... fakt faktem, znikało, kiedy koń chodził co dwa-trzy dni = miał zapewnioną dawkę ruchu. Wówczas znikało w ogóle, teraz znika po godzinie przebywania na padoku. Wolałabym, by nie strzykało wcale, ale niestety, na razie tak dobrze nie jest.
Aha, zapomniałabym - pytałam czy na te stawy jest jakaś rada.;) Jeden weterynarz powiedział, że generalnie, gdybym się uparła, mogłabym zrobić jakąś kurację np. cortaflexem, ale on w tym przypadku nie poleca, ponieważ kuracja jest droga i przeznaczona dla koni, które są narażone na mocne obciążenia bądź dla koni chorych, więc w przypadku zdrowego, energicznego i wesołego zwierzęcia on nie widzi sensu pakowania w konia takich dodatków. Rady posłuchałam.
W tej chwili mogłabym oddać konia komuś na tym samym poziomie bądź lepiej jeżdżącemu, ale jeżdżącemu, a nie wożącemu się. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem jakimś jeździeckim guru z nienagannym dosiadem, ponieważ tak nie jest, ale nie chciałabym oddawać konia komuś, kto jeździ siłowo i niedelikatnie, a o takich jeźdźców nietrudno. Niezdecydowanym czy odpuszczającym rekreantom też nie chciałabym konia oddawać, ponieważ on błyskawicznie wyczuje co może i zacznie inteligentnie kombinować [jak większość koni z resztą] i później nie chciałabym mieć problemów, "bo pani koń wywiózł moje dziecko z ujeżdżalni, ono zahaczyło głową o gałąź i spadło". Mimo, że mój koń jest grzeczny, miły i nie ma chamskich zagrywek, to jednak jest młody koń, wokół którego pracowała tylko jedna osoba.
Zdrowiej więc będzie, jak jego dzieciństwo zostanie przedłużone.
"Więc trzeba i poddanych fantazyje wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć..."

Mazazel

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Mazazel » wt gru 08, 2009 9:07 am

Chciałabym tylko, żeby każdy właściciel konia zastanowił się czasem, czy chce:
a) żeby koń był szczęśliwy
b) żeby koń był szczęśliwy_tylko_ze_mną!
ale... fakt faktem, znikało, kiedy koń chodził co dwa-trzy dni = miał zapewnioną dawkę ruchu. Wówczas znikało w ogóle, teraz znika po godzinie przebywania na padoku.
Wot, problem i rozwiązanie problemu. Ruch, ruch, ruch. Tylko co, kiedy godzinka padoku przestanie wystarczać?

ODPOWIEDZ