Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Zdrowie, hodowla, żywienie, sprzęt, stajnie, łąki itd.
Karola K.

Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karola K. » czw lis 12, 2009 2:55 pm

Witam!
Może Wy mi pomożecie. Za jakies 2-2,5 roku wiem, że będę mogła sobie pozwolić na kupno własnego kopytnego. Będę po ślubie, odejdzie szkoła, będę pewna finansowo -jednym słowem będzie to odpowiedni moment dla mnie, chcę się przygotować do tego wydarzenia. Z tym, że mam małą wiedzę o koniach. 7 lat temu jeździłam do stajni na zasadzie jazda konna za pracę przy wierzcowcach. Każdy wie o co chodzi. Ale utrzymałam się tam tylko 2 lata. Teraz jeżdżę bardzo sporadycznie - juz do innej stajni, ale moje wyjazdy się ograniczają do - raz na 2 miesiące. Myślicie, że z Waszą pomocą (forum) oraz czytanie odpowiedniej literatury pomoże mi się przygotować do kupna kopytnego? Wiem, że praktyka tez jest bardzo ważna, ale przecież wiedzę teoretyczną także trzeba posiadać. Myslę, ze co do praktykowania to duzo się dowiem ze stajni, w której będę trzymała konia, mam tam zaufaną osobę. Proszę o odpowiedzi.
Pozdrawiam

Jacob Spahis
Posty: 2309
Rejestracja: ndz cze 15, 2008 7:09 pm
Lokalizacja: Wielkopolska

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Jacob Spahis » czw lis 12, 2009 3:32 pm

Gratuluję i życzę powodzenia. Zanim jednak do tego dojdzie proponuję aby:

1. Zastanowić się czego oczekujesz od konia;
2. zastanowić się czy możesz zapewnić mu codzienny ruch (masz tyle czasu, względnie jesteś gotowa porzucić inne rozrywki?);
3. Rozglądaj się za byłym sportowcem. Wiem że każdy chce mieć młodego którego "zrobi od podstaw", ale odpowiedz Sobie szczerze, czy masz umiejętności, cierpliwość i czas dla wychowania młodego konia?
4. Konia musisz oglądać z weterynarzem. Od razu jednak daj sobie spokój z koniem kolkowym, chyba że masz dużo pieniędzy.

To takie moje przemyślenia na gorąco. Trzymam kciuki.
"Naprzód z długą swobodnie opuszczoną szyją o rozluźnionych, lecz elastycznych mięśniach, z lekkim przodem, czułym pyskiem i sprężystym zadem!" (A. Królikiewicz)

http://www.bazakoni.pl/horse_86431.html

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: branka » czw lis 12, 2009 4:17 pm

Ja tam byłego sportowca nie polecam - w Polsce konie po sporcie to zazwyczaj konie, które dużo kosztują właścicieli - niestety w wielu przypadkach mają problemy zdrowotne. Tak samo byłe konie szkółkowe. Moim zdaniem odpowiedniejszy jest koń w wieku 6-10 lat, wcale nie musi byc po żadnym sporcie, to od tego jak ty sie będzies z nim obchodzić i jaka wiedze posiądziesz będzie zależało jak sie znim dogadasz, nawet jak kupisz super ujeżdżonego konia, a nie bedziesz wiedziec jak sie nim zajmowac będziesz mieć problemy. Lepiej wydać troche tysięcy mniej niż na byłego sportowca i kupić jakiegoś burka z pewnych rąk, gdzie wiadomo że koń nie był źle traktowany itp.
Poza tym jest na tym forum kilka osób które pomimo małego doświadczenia kupiły konie młode i sobie dobrze radzą.
Z koniem to jest tak - trzeba się nauczyć z nim postępować jeśli chodzi o stronę szkoleniową, czyli nauczyć sie być konsekwentnym, nauczyć się rozumieć w jaki sposób żywe organizmy się uczą itp. czyli coś wiedzieć o psychice zwierzęcia, i trzeba się nauczyć jakie dany gatunek ma wymagania bytowe, co mu potrzeba do prawidłowego rozwoju i zdrowia fizycznego i psychicznego. Jest sporo literatury i szkoleń/warsztatów obecnie w naszym kraju gdzie się można dowiedziec trochę o jednym, trochę o drugim. Jest na tym forum wątek zarówno o wszelkich warsztatahc jak i o literaturze którą warto znać, przejrzyj je ;)

Awatar użytkownika
Klara Naszarkowska
Administrator
Posty: 689
Rejestracja: czw paź 11, 2007 11:12 am
Kontakt:

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Klara Naszarkowska » czw lis 12, 2009 4:38 pm

Co do Spahisowych punktów 1,2 i 4 zgadzam się w pełni. Z 3 częściowo. Tzn. popieram, że kupno konia już coś umiejącego jest bezpieczniejszą opcją, ale z koniem po sporcie różnie może być - może (nie musi) mieć "nadużyty" aparat ruchu. Teoretycznie weterynarz i badania powinny odpowiedzieć na pytania o stan konia, ale brałabym pod uwagę, że sport to nie zawsze zdrowie. (Ja się zdecydowałam na pięciolatka, ujeżdżonego w stopniu podstawowym, z hodowli, wybieganego w dzieciństwie po górskich łąkach, w stadzie - sprawdziło się.)

Właściciel konia rzeczywiście musi się duuużo nauczyć. Masa wychodzi w praniu, życie z koniem zmusza do ciągłej nauki :) Może rzeczywiście warto zebrać dziedziny, z których warto choć trochę liznąć zawczasu. Żywienie, szczepienie/odrobaczanie, kopyta (żeby umieć stwierdzić, czy są sensownie prowadzone), podstawy planowania pracy koniowi* (ile wysiłku, jak to rozkładać w czasie), psychologia konia, w tym jak się koń uczy**, pierwsza pomoc, sprzęt (dopasowanie).

* Np. Jak osiągnąć mistrzowską formę konia, Pilliner, Davies - może trochę na wyrost dla amatora, ale IMO warto rozumieć podstawy, jak działa ciało, żeby się zaszczepić przeciwko różnym głupim pomysłom ;)
** Np. Psychologia treningu koni Skorupskiego - podstawowe mechanizmy uczenia się, również przykłady z życia; bardzo warto nie zrażać się sposobem pisania (niektórych drażni "suchość", w której ja widzę raczej konkret).
Najpierw wytresuj kurczaka, Pryor - nie jest o koniach, ale o podstawach szkolenia pozytywnego. Napisana fajnie, żywo, obrazowo. Moim zdaniem warto sobie przemyśleć szkolenie pozytywne, żeby nie działać schematycznie.
Klasyka to Wstęp do psychologii konia Blendingera (ale wstyd się przyznać, znam tylko fragmenty).
Sekrety końskiego umysłu Millera - NH bardzo dużo z niego czerpie, wzmocnienie negatywne, imprinting (Miller będzie miał niebawem wykłady we Wrocławiu i Warszawie, może warto się wybrać?)
Trener radzi Wojciecha Mickunasa to też taki szerszy przegląd przez koniarstwo, z uwzględnieniem końskiej psyche.
Są też w Polsce różne szkolenia - PNH, SNH, kursy w Stokrotce, wszystko, myślę, godne polecenia. Na kursy NH można pojechać jako widz, do Stokrotki z założenia jeździ się bez konia. Naziemne podstawy NH mogą ładnie uporządkować, jak postępować z koniem, żeby sobie kłopotów nie hodować.

A może warto, zanim się konia kupi, spróbować przez jakiś czas dzierżawy? Obowiązków i odpowiedzialności będzie więcej, ale jeszcze nie 100%. No i w razie czego można się wycofać, odłożyć decyzję w czasie.
Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)

Karola K.

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karola K. » czw lis 12, 2009 6:16 pm

Ania Guzowska jestem podobnego zdania co Ty, wolę zakupić "burka" jak to nazwałaś :) , który ma 6,7 lub 8 lat niż konia z przeszłością sportową, nie chcę poza tym jeździć na koniu 7-9 lat tylko troszkę więcej. Chciałabym żeby to był koń, który jakby nie było coś umie, trudno żebym ja go uczyła "jeżdżąc na poziomie galopu" - jeszcze niedawno uczyłam się jak nie zadzierać kolan podczas tego chodu. Z pozytywnym rezultatem oczywiście. :D Niestety za dzierżawą nie jestem. No ale OK prosiłam żebyście się wypowiedzieli i za to wielkie dzięki.
Przejrzę posty o książkach, szkoleniach zobaczymy co tam w trawie piszczy, później święta trochę "prezentów naukowych" się przyda :).Jeżeli będę miała jakieś wątpliwości i pytania to oczywiscie zapytam. Pozdrawiam

Joanna Misztela
Posty: 181
Rejestracja: pt lut 27, 2009 8:00 pm
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Joanna Misztela » czw lis 12, 2009 6:41 pm

Mysle ze dasz sobie rade . ja mialam podobne obawy nie znajac sie z praktyki na chowie koni a jedynie jezdzac w szkolkach. zycie zweryfikowalo mi samo wiele spraw o ktore sie balam. wymaga to czasu i nakladu pracy i finansow ale nie zaluje . i mysle ze to najwazniejsze. tym bardziej ze masz zaufana osobe ktora pomoze ci na wstepie. wiele zrobisz na logike, w welu sprawach przelozysz teorie na praktyke , skorzystasz z pomocy i mysle ze bedzie dobrze.
w koncu zawsze jest ten pierwszy raz :D
ja akurat wbrew wszytskim :wink: wybralam bardzo mlodego konia ale mysle ze to zalezy czego oczekujesz od konia. ja szukajac konia mialam juz lzy w oczach. naprawde. oczywiscie byl wybor ale to trafialam na konia z blokada po szkolce, to konia z problemami po sporcie( zreszta ukrytymi) to konia ktore tkaly, lykaly itp. konie ktore mi sie podobaly pod kazdym wzgledem nie byly na moja kieszen na tamta chwile. w koncu stalo sie tak ze trafilam na zdjecie mojego ksiecia i powiedzialam to ten. robiac wywiad okazalo sie ze zaden w wyzej wymieniownych problemow nie istnieje. wiec widocznie byl mi przeznaczony wlasnie ten konkretny.

wszytsko przed toba. tak wiec zycze powodzenia!!! :D

Mazazel

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Mazazel » czw lis 12, 2009 9:05 pm

Kilka moich przemyśleń:

1) przed kupnem warto zastanowić się, dowiedzieć, obserwować, nauczyć- kim jest koń, jakim stworzeniem, co jemu do szczęścia potrzeba. zastanowić nad tym GŁĘBOKO. Jak to zrobisz, na pewno nie postawisz konia w stajni bez padoków lub z dostępem do nich tylko przez marne kilka godzin. A to może oznaczać już pewne problemy- stajnie z pastwiskami i dużymi padokami mogą być droższe no i nie ma takich w centrum miasta (rozważ kwestie dojazdów- czas, cenę, prawko). Tu polecam książkę Jaime Jacksona "Prawdziwy świat koni".

2) były koń sportowy- raczej jeśli chcesz mu zapewnić godna emeryturę (chyba że tylko "otarł się" o sport). Jeśli chcesz sobie pojeździć, i to jak piszesz więcej niż parę lat, raczej dojrzały koń z prywatnych rak; jest wielu prywatnych posiadaczy jednego czy dwóch koni i nader często, niestety, po pewnym czasie bądź nie mają czasu, bądź pieniędzy, a czasem zapału, i sprzedają rumaka. Taki koń jednego jeźdźca, może być wart uwagi.

3) oczywiście zawsze są wyjątki; mozna więc kupić zdrowego, ułożonego konia po sporcie i mieć z niego dużo radości. Ja kupiłam konia który ścigał sie na torach 7 lat; myślałam, że będzie to konik na zielona trawkę, okazało się, że ma nóżki 100% zdrowe:)

4) planując kupno konia i spędzanie z nim dużej ilości czasu, warto sie zastanowić, co na to nasz TŻ. Jakie ma podejście do koni, czy nie jest zazdrosny o czas im poświęcany (a tak bywa), na ile sie chce włączyc w opieke i utrzymanie konia. Żeby potem kłótni nie było i scen. Acha, i ja uważam, że nie musi sie włączać ani pomagać; kwestia czy Tobie to będzie odpowiadało- po prostu warto sie zastanowić czego oczekujemy od partnera w kontekście końskim, jakie będzie miejsce tego zwierzaka w rodzinnych planach. Finansowych, wakacyjnych, wyjazdowych etc.

5) żeby konia utrzymac, wiadomo, pracke trzeba miec stała, ale ja uważam, że nalezy tez mieć Żelazną Rezerwę Weterynaryjną- końskie leczenie jest drogie. a żeby było skuteczne, czasem trzeba drogich elków i zabiegów, zamiast zwlekania i czekania na cud. Uważam, że dobrze mieć kilka tysięcy na koncie (w skarpecie, nie wiem gdzie:D)które można od razu w razie potrzeby przeznaczyć na ten cel. Oby nie trzeba było:) Ale przeraża mnie, jak znajoma konia sprzedała bo szkoda było 2000 na operację. kupiła nowego, zdrowego...

6) koń potrzebuje ruchu, jak powiedziano. Pastwisko, padok, ale i ruch pod siodłem czy przeganianie. Nie jest dobrze jeździć tylko w weekendy- szkodzi to końskiemu zdrowiu jak i zwiększa ryzyko wypadku. Jesli nie masz mmozliwości jeździc w tygodniu, pozostaje rozwazyć drugiego jeźdźca. I tu- kto mógłby nim być; ma Tobie płacić, ty jemu/jej- kwestie do przemyslenia. Niektórzy za nic nie chcą swojego konia komu innemu do jazdy dać, tak jakby ich tyłek święty był;) ale albo albo, albo mam czas sama zapewnić ruch koniowi albo zapewnia go kto inny- kwestia wyboru odpowiedniej osoby.

5) koszta:
a) co warto kupić wcześniej: kantar, uwiąz, szczotki, kopystkę, lonżę, czapraki
b) dopiero do konia dokupujemy siodło i kiełzno
c) na czym można zaoszczędzić: dereczki, owijeczki, do grzywy koreczki, szampony, cukierki, piłki dla koni, lakiery do kopyt
d) na czym nie oszcżedzamy: na dobrej paszy (to nie znaczy fikusne dodatki!!! to znaczy przede wszystkim dobre pastwisko i dobre siano, bo one sa podstawa zywienia konia, i dodanie do belejakiego siana super_hiper_musli to mydlenie oczu sobie, konia sie nie oszuka), na dobrej stajni, to oznacza też spokojną i profesjonalna obsługę (tak żeby sie nie okazało, że pod nasza nieobecnośc np nie oddaje sie konia do jazd laikom, czy tez nei przetrzymuje ich w boksach bo sie stajennemu wypuścic nie chce)

6) pierwsza pomoc. Nie musisz znac sie na leczeniu koni, od tego jest wet; natomiast właściciel konia powinien znac objawy chorób, umiec zmierzyć podstawowe parametry życiowe, udzielić pierwszej pomocy. Kursy tej organizował swego czasu KJ Bór Toporzysko, możesz sprawdzic czy jeszcze są. Ważne jest nauczenie sie opatrywania ran. Przed kupnem konia trzeba tez skompletowac apteczke, głównie będą w niej środki opatrunkowe i dezynfekcyjne.

7) przed kupnem zbieramy adresy, namiary, telefony, opinie: weterynarzy, kowali, hodowców, ujeżdżaczy w okolicy, dostawców siana, owsa (niekeidy trzeba/mozna mieć swój owies w pensjonacie; czasem warto)

8 ) no i już możesz rozpuszczac wici, że nie od razu ale jestes potencjalnie zainteresowana. Niech Ci znajomi daja znać, jak jakis ciekawy konik jest na sprzedaż.

9) miło jest planować wspólne wycieczki, spacerki, naukę, skoki, galopy etc. trzeba tez zapytac siebie, co zrobię, jak koń zachoruje/ ulegnie kontuzji, i nie będzie się nadawał do jazdy. Po prostu sobie na to odpowiedzieć.

Powodzenia:) Może juz tam gdzieś twój konik na Ciebie czeka:)

Awatar użytkownika
AnnaRadomańczykMoroz
Posty: 319
Rejestracja: pn cze 16, 2008 9:38 am
Lokalizacja: Kołobrzeg

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: AnnaRadomańczykMoroz » pt lis 13, 2009 12:07 pm

Byc moze nie beda to fachowe rady, a bardziej opowiadanie mojej historii, ale ja wlasnie jestem jedna z tych osob, ktora kupila konia 3,5-letniego majac niewiele pojecia, ale z nastawieniem, ze to kon na zawsze i, ze zrobie wszystko co w mojej mocy, zeby byl szczesliwym koniskiem. Ale oczywscie nie podjelam sie tego sama!!! Zanim to sie stalo probowalam swoich sil w roznych stajniach na roznych koniach. No i coz, masakra, w wiekszosci przypadkow "za ryj i do przodu", albo "do boksu trzeba wchodzic z palcatem" itp. Oczywiscie kon marzyl mi sie od dziecka, ale rozsadek mowil, ze nie moge kupic konia nie wiedzac od czego zaczac. Az pewnego dnia, jadac ogladac zupelnie innego konia, spotkalam na swojej drodze czlowieka, ktory zaczal swoja przygode z konmi majac lat 12, a potem niestety zycie potoczylo sie tak, ze przez 20 lat mial przerwe. Zgadalismy sie, a sluchajac tego co mial do powiedzenia i jak mowil o koniach doszlam do wniosku, ze to jest to, ze wlasnie jemu ze spokojem powierze swoje zwierze. Tak sie stalo! Oczywiscie szukalismy dla mnie konia "profesora", spokojnego, przyjemnie noszacego, ale po drodze w trakcie poszukiwan "wpadlam" na moja kobylke. No i coz...CHEMIA ;) Spojrzala a mnie swoimi pieknymi bystrymi oczyskami, duza dostojna klacz, z rownie duza, ale jakze szlachetna glowa :) (zlosliwi nazywali ja "Kapusta") no i przepadlam. Moj opiekun probowal mnie przekonac, ze to nie do konca dobry pomysl, ale klamka zapadla . Dwa dni pozniej byla u mnie. Powiem szczerze, nasz opiekun byl zalamany!!! Miekkie peciny, zero miesnia, po prostu duza zrebica, do tego zgrzytajaca zebami i kladzaca uszy. Zaczely sie dlugie tygodnie pracy z ziemi, a potem pierwsze dosiady. Oczywiscie towarzyszylo nam cale grono "specow" wrzucajacych z boku "to duza kobyla, to trzeba jezdzic" czy tez "daj ja do mnie na dwa miesiace". Oczywiscie nie uleglam tym "pokusom" Dzis jestesmy razem od ponad 4 lat, darzymy sie wzajemnie ogromnym zaufaniem, jest uwaznym i bezpiecznym koniem, odbylysmy razem 5-dniowy rajd, "przewiozla" mnie i mojego syna przez egzamin na odznake jak "kon profesor" i dala nam wiele innych radosci. Tak wiec nie ma reguly, ale na pewno nie zecydowalabym sie na kupno jakiegokolwiek konia gdybym nie poznala naszego opiekuna, no i koniecznie nalezy zrobic badania weterynaryjne przed zakupem, zaoszczedzisz mnostwo pieniedzy i nerwow. Wiem cos o tym, gdyz kobylka moja, mimo, ze jest cudownym koniem niestety nie jest okazem zdrowia :( A do tego wszystkiego wybor ksiazek i pomocy jest dzis tak ogromny, ze naprawde jest w czym wybierac. Ja zaczelam od Monty Robertsa, Wojciecha Mickunasa "Trener radzi" i Marka Rashida "Z mysla o koniu", a potem cala reszta.
Zycze powodzenia :)))
niegdyś Pokusa27 :)

Jacob Spahis
Posty: 2309
Rejestracja: ndz cze 15, 2008 7:09 pm
Lokalizacja: Wielkopolska

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Jacob Spahis » pt lis 13, 2009 12:23 pm

Podtrzymuję swoje stanowisko o byłym koniu sportowym. Koń ujeżdżony, to koń bezpieczny. Poza tym może Cię wiele nauczyć. Czy jest zdrowy? Od tego są badania, równie konieczne gdy koń nie jest z hodowli stadnionowej.

Dzieweczka ma klacz kupioną po sporcie w wieku 10 lat. Babcia scigała się na torach, chodziła wkkw, ujeżdżenie i rodziła. Teraz ma lat 29 i właśnie wchodzi w 30. Nie mówmy o emeryturze w wieku 7 lat, bo to utrwala stereotyp. A co do ambicji to przyjdą z czasem - jak nie sportowe to inne.
"Naprzód z długą swobodnie opuszczoną szyją o rozluźnionych, lecz elastycznych mięśniach, z lekkim przodem, czułym pyskiem i sprężystym zadem!" (A. Królikiewicz)

http://www.bazakoni.pl/horse_86431.html

Awatar użytkownika
AnnaRadomańczykMoroz
Posty: 319
Rejestracja: pn cze 16, 2008 9:38 am
Lokalizacja: Kołobrzeg

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: AnnaRadomańczykMoroz » pt lis 13, 2009 12:56 pm

Owszem, ale w przypadku Babci to tez kwestia tego w jakie rece trafila i jak byla traktowana wydaje mi sie :)
Wdzialam u nas ludzi, ktorzy kupili angloaraba po torach, polecil im tego konia wlasnie instruktor, final, juz po dwoch tygodniach zlamanie obojczyka wymagajace operacji. Kon zupelnie nie byl dopasowany do umiejetnosci jezdzca, a wrecz sie go bali.
A co do ambicji...hmmm...apetyt rosnie w miare jedzenia ;)
niegdyś Pokusa27 :)

Jacob Spahis
Posty: 2309
Rejestracja: ndz cze 15, 2008 7:09 pm
Lokalizacja: Wielkopolska

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Jacob Spahis » pt lis 13, 2009 1:19 pm

Pokusa27 pisze:Owszem, ale w przypadku Babci to tez kwestia tego w jakie rece trafila i jak byla traktowana wydaje mi sie
Wdzialam u nas ludzi, ktorzy kupili angloaraba po torach, polecil im tego konia wlasnie instruktor, final, juz po dwoch tygodniach zlamanie obojczyka wymagajace operacji. Kon zupelnie nie byl dopasowany do umiejetnosci jezdzca, a wrecz sie go bali.
A co do ambicji...hmmm...apetyt rosnie w miare jedzenia
Owszem, ale w przypadku Babci to tez kwestia tego w jakie rece trafila i jak byla traktowana wydaje mi sie :)
Wdzialam u nas ludzi, ktorzy kupili angloaraba po torach, polecil im tego konia wlasnie instruktor, final, juz po dwoch tygodniach zlamanie obojczyka wymagajace operacji. Kon zupelnie nie byl dopasowany do umiejetnosci jezdzca, a wrecz sie go bali.
A co do ambicji...hmmm...apetyt rosnie w miare jedzenia ;)
Oczywiście. Ale my mówimy na różnych poziomach ogólności. Ty podajesz konkretny przykład i masz rację. A ja mówię o pewnej zasadzie, że koń po sporcie jest lepszym materiałem ze względu na wyrobienie. Oczywiście możemy zapytać po jakim sporcie? Po torach - odradzam, ale po wkkw polecam najbardziej, bo wkkawiści po pierwsze bardzo dbają o nogi, a po wtóre koń po takiej próbie jest twardszy psychicznie. Oczywiście nie zawsze. Mówię o pewnej zasadzie. Ale nie brnijmy w ten wątek - koleżanka ma różne opinie i zadecyduje sama. A najważniejsze żeby trafił się Jej przyjaciel. A co będzie dalej to się zobaczy.
"Naprzód z długą swobodnie opuszczoną szyją o rozluźnionych, lecz elastycznych mięśniach, z lekkim przodem, czułym pyskiem i sprężystym zadem!" (A. Królikiewicz)

http://www.bazakoni.pl/horse_86431.html

Awatar użytkownika
AnnaRadomańczykMoroz
Posty: 319
Rejestracja: pn cze 16, 2008 9:38 am
Lokalizacja: Kołobrzeg

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: AnnaRadomańczykMoroz » pt lis 13, 2009 2:04 pm

Spahis pisze: Ale nie brnijmy w ten wątek - koleżanka ma różne opinie i zadecyduje sama. A najważniejsze żeby trafił się Jej przyjaciel. A co będzie dalej to się zobaczy.
Dokladnie!!! :D
niegdyś Pokusa27 :)

Karola K.

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Karola K. » sob lis 14, 2009 1:28 pm

Dzięki Wam za opinie i porady. Pokusa27 fajna historia, mam nadzieję, że mnie się też uda znaleźć odpowiedniego konia, z którym będę się mogła dobrze dogadać, a jazda na nim będzie prawdziwą przyjemnością. Wierzę w to po cichu ... :) Jeżeli ktoś chciałby się podzielić historią pt." jak to kupiłem/dostałem/przygarnąłem konia" serdecznie zapraszam do opisywania.
Pozdrawiam!

Nora Borodziej
Posty: 119
Rejestracja: czw sie 06, 2009 9:29 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: Nora Borodziej » sob lis 14, 2009 3:10 pm

Calista, ja nie mam konia, ale planuję mieć w perspektywie najbliższych 10 lat (trzeba skończyć studia i doczołgać się do jakiegoś stałego dochodu, który starczy dla niego). Ostatnio stwierdziłam, że teraz już moja nauka/praca z końmi ma określony cel: nauczyć się tyle, żeby w momencie, kiedy kupię konia być w stanie - rzecz jasna z pomocą jakiegoś znawcy - wychować go, wyszkolić i popełnić przy tym minimalną ilość błędów. Na miłość swojego życia już trafiłam i prawie został mi podarowany, ale nie mam warunków na posiadanie konia (19 lat etc). Fajnie, że się chcesz tak przygotować, moim zdaniem to może tylko zaprocentować :)
W kwestii kupna... mi się najbardziej podoba opcja Klary: wybiegany, wychowany w stadzie młody koń, ujeżdżony w stopniu podstawowym (albo w ogóle). Ja np. skłaniałabym się ku kupnu młodego + odchów na pastwiskach, i potem można pracować. Ze swojej strony, jeśli masz taką możliwość poleciłabym Ci zaczepienie się gdzieś na miesiąc czy dwa na wakacje, do pracy przy układaniu młodych koni. Wiedzy zdobytej w ten sposób nie zastąpi żadna książka :)

semiramida
Posty: 58
Rejestracja: ndz lut 01, 2009 8:35 pm

Re: Własny koń - pytania i pewne obawy ...

Post autor: semiramida » sob lis 14, 2009 3:50 pm

moje doświadczenie jest takie, że jazda na cudzych koniach wcale nie przygotuje Cię do posiadania swojego. Oczywiście nie oznacza to że oczekiwanie na swojego konia masz przesiedzieć w domu. (Chociaż skoro już musisz jakis czas odbębnić przed komp, to forum i czat uczą bardzo dużo)
Nawet jak będziesz codziennie gdzieś w stajni i będziesz prosić, by pozwalano Tobie robić przy koniu jakieś zabiegi - to i tak nie stanowi to żadnego przygotowania na wzięcie odpowiedzialności za konia, którego jeszcze wogóle nie znasz... To i tak będzie skok na nieznane wody.
Dla mnie po nabyciu konia nawet dziegieć był czymś kosmicznym, mimo że wcześniej też go używałam, ale nigdy dotychczas dziegciowany koń nie był w 100% uzależniony ode mnie. To ja nagle zaczęłam umierać ze strachu, że jeśli nie podziegciuję to mojemu koniowi kopyta zgniją na amen :-)))
Tak poza tym to mój pierwszy koń raczej jest przykładem, jakiego konia nie należy kupować, ale możliwe że jemu spotkanie ze mną trochę przedłużyło życie :-(
Teraz Jesteś w cudownym momencie swojego życia, Twój koń może być jaki tylko zechcesz, albo duży albo mały, albo starszy albo młodszy... To normalnie czary... :-)
Jeśli coś mogę doradzić to żeby konia Ci wybrał jakiś znajomy zaufany koniarz (mi drugiego konia wybrał kolega - kowal). Gdy już będzie wybrany byłoby ideałem, gdybyś miała szansę dzierżawić go ze 2 miesiące przed ostatecznym finałem transakcji. Ten drugi punkt to u mnie chyba by nie zadziałał, bo nie umiałabym odmówić koniowi, który ma szansę być mój - prawa do tego żeby był mój. Ale teraz gdy już mogę sie uważać za kogoś doświadczonego to drugi raz nie wzięłabym konia który nie robi normalnych kup i gdyby przez te dwa miesiące dzierżawy nie udałoby się problemu wyleczyć - musiałabym zrezygnować z zakupu. Bo już wiem, że taki koń będzie żył krócej niż inne i szybko przestanie nadawać sie do jazd...

ODPOWIEDZ