Strachy na lachy i inne dziwadła

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
szaman
Posty: 53
Rejestracja: pn gru 10, 2007 12:21 pm
Lokalizacja: dziewicze podkarpackie
Kontakt:

Strachy na lachy i inne dziwadła

Post autor: szaman » wt gru 11, 2007 6:04 pm

Co robić kiedy kon sie ploszy?
Wiadomo ze sa sposoby na odczulanie ( duzo tego na stronie Promyla)
ale nie przyzwyczaisz konia do wyskakujacej sarny, czy zrywajacych sie ptaków. Co robic kiedy juz zacznie uciekać?
kiedys gdzies przeczytalam ze trzeba oddac wodze i dac koniowi sposobnisc zeby sam sie zatrzymal, czy to dobry sposow o ile najpierw nie zaczepie noga o jakies drzewo?
czy lepsze jest robienie kolek najakiejs polance?
Szaman

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt gru 11, 2007 6:26 pm

Koń, który nabierze zaufania do jeźdźca, będzie mniej płochliwy, nawet na widok wyskakującej sarny.
Oczywiście, jeździec też nie powinien bać się takich zjawisk :D

To wszystko zależy tez w dużym stopniu od charakteru konia , jego żywej lub bardziej flegmatycznej reakcji, od sposobu karmienia też.

No i czas, wyjazdy stopniujące trudności.
Moje akurat nie boją się takich naturalych zjawisk, jak wyfruwające stado bażantów z trawy, saren, zajęcy.
Prędzej przestrasza się ławki na łące, czy stojącego roweru.
Ostatnio okropnie przeraziły sie wydmuchującej nos amazonki :shock:

Wreszcie kuc nauczył się galopowac z jeźdźcem :lol:

Sposobów opanowania przestraszonego konia tez jest sporo.
Ja stosuje słowne uspakajanie, galop pod górke, o ile taka jest w poblizu, lub skręcanie i robienie wolt
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Shadowy.Horse
Posty: 89
Rejestracja: śr paź 17, 2007 5:38 pm
Lokalizacja: warm-maz
Kontakt:

Post autor: Shadowy.Horse » wt gru 11, 2007 7:14 pm

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, gdy koń się spłoszy - to sprowadzić go z powrotem do lewej półkuli!
Gdy kon płoszy się = myśli instynktownie = używa prawej półkuli
Gdy koń używa lewej półkuli = myśli
Można robić wcześniej wspomniane wolty i koła, chody boczne, cofanie itd... coś żeby koń musiał pomysleć. konie nie sa w stanie robić np. chodów bocznych i być w panice, bo nie mogą byc jednocześnie w dwóch półkulach ;)
I'm trying to be cougar-eater.

jasmina
Posty: 258
Rejestracja: wt paź 09, 2007 9:40 pm

Post autor: jasmina » wt gru 11, 2007 9:28 pm

mnie ciekawi jak płochliwy byłby mój koń gdyby nie zabawa w natural:) już przy silnym wietrze jest stanowczo za dużo spięcia- ale koń jest pod kontrolą. Nawet jesli boi się czegoś- stara sie zachować ok. Chyba ze ja nawalę:P
A w razie np. ptaków- kilka kroków galopem i albo zwalnia, albo ja zaczynam trzeźwo myśleć i robię zgięcie boczne. Czasami zdarzają się tez uskoki w bok, małe bryknięcie i nałogowo- patrzenie np. na straszna krowę.

Moim zdaniem zgięcie boczne to świetny sposób na odzyskiwanie kontroli:)

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt gru 11, 2007 9:28 pm

Shadowy.Horse pisze: Gdy kon płoszy się = myśli instynktownie = używa prawej półkuli
Gdy koń używa lewej półkuli = myśli
Można robić wcześniej wspomniane wolty i koła, chody boczne, cofanie itd... coś żeby koń musiał pomysleć. konie nie sa w stanie robić np. chodów bocznych i być w panice, bo nie mogą byc jednocześnie w dwóch półkulach ;)
Dokładnie tak.
Uzywa prawej półkuli- nie lewej, czyli napewno nie wykona cofania, tylko bedzie gnał przed siebie
Jesli mówimy o ponoszeniu, to termin ten , jak dla mnie, oznacza konpletny brak reakcji na większośc wyćwiczonych bodźców .
Oczywiście im koń lepiej przygotowany, wyszkolony, tym szybciej "ocknie się" i na tym skupiłabym się :)

Natomiast zwykłe spłoszenia nie sa zbyt groźne , bo kon przewaznie szybko sprawdza, czemu ucieka :)

W każdym razie zaufanie ,o którym pisałam wczesniej procentuje.
Kuba nie ma zwyczaju ponoszenia , brykania, raczej odmawia ruchu naprzód, lub omija straszaka łukiem.
Ostatnia sytuacja była innego rodzaju.
Czołowym w tamtym momencie był kuc, który rządzi w ich stadzie.
A skoro szef zaczął uciekac, to Kuba nie zastanawiał się , tylko posłusznie próbował podażyc za nim.
Nie wyłączył jednak myslenia, bo mimo, ze nogi działały instynktownie, czyli wykonywały galop, to jednak było to prawie w miejscu, poniewaz nie oddałam kontroli
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Hoss Cartwright
Posty: 21
Rejestracja: ndz paź 14, 2007 11:36 pm

Post autor: Hoss Cartwright » wt gru 11, 2007 10:21 pm

Nie wiem czy konie myślą lewą a uciekają prawą półkulą czy odwrotnie. Był w tych półkulach ktoś?
Wiem, że konie są jak małe dzieci. Jeśli wpadają w histeryczny i niczym nieuzasadniony płacz i gdy się je czymś zajmie odwróci uwagę to szybko staja się pogodne i zrównoważone jak dzieci, którym pokazuje się palcem w niebo i mówi: ”zobacz Zdzisio ptaszek leci!”
Może się to dzieje w lewej półkuli! Ja twierdze, że w takich sytuacjach odwracam pracą uwagę konia od tego, czego on się boi.
Jak zwał tak zwał, ale działa!

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Post autor: Wojciech Mickunas » wt gru 11, 2007 10:49 pm

Nie wiem czy "ktoś był w półkulach mózgu konia"? ale dowiedzione to zostało przez obserwacje zachowań tysiecy koni w tysiącach sytuacji.
Koń jeśli odczytuje sytuację jako zagrażajacą jego życiu n i e myśli , tylko działa wg. wypraktykowanego przez m i l i o n y lat schematu.
W tym schemacie mieszczą sie wszystkie zachowania konia , których my nie lubimy , a które w doświadczeniach jego przodków dawały szansę uratowania życia. To są działania którymi kieruje "umowna prawa półkula". Jeśli nie ma zagrożenia , czyli inaczej; zmysły konia nie sygnalizują sytuacji zagrażającej jego życiu , "umowna prawa pólkula" jest w sytuacji "off" , a" umowna lewa " jest "on" , a koń zachowuje się "normalnie".
Myśle że możliwości techniczne są coraz większe i wcale nie jest nieprawdopodobne ,żę ktoś kiedyś "zajrzy do tych półkul" i sprawdzi jak konski mózg funkcjonuje w róznych okolicznościach.
Jeszcze jedno ; w "rozumieniu konia" zagrożeniem życia może być fakt pojawienia się krowy , kuropatwa startująca nagle z trawy, a nawet wróbelek. Takie to one są.
To czy staną się odważnymi mimo bojaźliwej natury, w dużej mierze zależy od nas.

Awatar użytkownika
Cejloniara
Posty: 1120
Rejestracja: śr paź 10, 2007 8:58 am
Lokalizacja: Mazury
Kontakt:

Post autor: Cejloniara » śr gru 12, 2007 8:40 am

Najpierw historyjka :-) Jadziem my sobie z koleżanką po polach uroczych. Wtem na horyzoncie ukazuje się urządzenie, które robi "psik" (taka podlewaczka rytmicznie psikająca wode na pole). My już ją widzimy, nasze konie jeszcze w błogiej nieświadomości. Mówię do koleżanki, że chyba będzie wesoło, bo musimy koło tej psikaczki przejechać. No nic to. Innej drogi nie ma. No i pojechałyśmy w kierunku urządzenia, co robi "psik". Ku naszemu zdziwieniu konie na psik nie zareagowały, za to w ziemie wryło je przerażanie czymś zupełnie innym - ZAGON CZERWONEJ KAPUSTY! Bardzo długo się zastanawiały, czy i jak przejść przez obok toge. Przecież powszechnie wiadomo, że kapusta pożera konie, zwłaszcza te ładne :-)

Problem z ponoszeniem to zasadniczo nie powinien być problem "co zrobić, jak koń ponosi" ale "co zrobić, by koń nie ponosił". Czasem cwał na przerażonym i zupełnie pozbawionym kontroli koniu nie daje wiele możliwości. To jak z samochodem w poślizgu. Lepiej mieć zimowe opony, jechać wolno i ostrożnie.

Odczulanie, jako ćwiczenie pozwalające budować odwagę i zaufanie konia jest bardzo fajne. I chyba wcale nie chodzi o to, żeby odczulić konia na wszystko, bo przecież wszystkiego się nie przewidzi - kto by wpadł na pomysł odczulania na kapustę :-) Ale odczulanie na różne przedmioty to taka ścieżka... o, to przy Tobie nie jest straszna, i to, i to, i tamto... nic przy Tobie nie jest straszne! Nic złego przy Tobie nie może się zdarzyć! Zbudowanie zaufania konia z pewnością ograniczy odruch ponoszenia do samego przysiadania na zadzie w momencie nagłego zaskoczenia.
Mówimy o sobie „miłośnicy koni”. Warto postarać się o to, by choć trochę Twój koń był Twoim miłośnikiem. To jest fair.

Tania
Posty: 266
Rejestracja: pt lis 09, 2007 1:16 pm

Post autor: Tania » śr gru 12, 2007 11:43 am

Oprócz czerwonej kapusty -konie są pożerane przez fioletowe kwiatki.
Kiedyś przeprawialiśmy się drogą ruchliwą,i jak na zawołanie była i krowa i rolnik sobie deski ciął maszyną i plandeka fruwała.I nic.Konie spokojnie maszerowały,chociaż na pewno my byliśmy zmobilizowani,żeby nie napisać spięci .A na końcu już za wsią była rabatka z fioletowymi kwiatuszkami,które wywołaly panikę .
I bądź tu mądry człowieku.... :cry:

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » śr gru 12, 2007 11:58 am

o tak konie potrafią wymyślić , lub po prostu zaskoczyć nas niesamowicie
z historii śmiesznych:
jadę ja sobie w terenie jako master (czołowy, czy jak to tam) wracamy juz do domku - stępik, zastępik, śpiąco bo gorąco ;-). Kuń (już śp niestety) na kantarku - sznurek na szyi zawiązany zwisa sobie - przecież koń wie jak się do domu idzie, strzemiona przed siodłem leżą... Do stani zostało ok 150 m ścieżką przy bruku i nagle ni z tego nie z owego galopuję ja sobie wzdłuż zastępu (czytaj z powrotem w las)... po bruku... ponoć motylek nas zaatakował - i taakie zęby miał ;-) Szczęsciem koń się nie podbił - uff - bo wyglądał ten galop nieciekawie :? a wystraszył się tylko mój zwierz (też uff)
Zawsze puszczałam popręg podczas rozstępowania... po tamtym zdarzeniu zaniechałam tego zwyczaju, chociaż fakt faktem - siodło nie zdążyło chyba drgnąć ;-)
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Awatar użytkownika
Cejloniara
Posty: 1120
Rejestracja: śr paź 10, 2007 8:58 am
Lokalizacja: Mazury
Kontakt:

Post autor: Cejloniara » śr gru 12, 2007 10:44 pm

hihi ... motyla noga :-) jedną z moich ulubionych historyjek o strachach Cejlna jest przygoda podczas terenu na samym poczatku układania się do siebie (czyt. pańca zajezdzala konia). Powolny stępik obok nowego kumpla, srokatego Pleyboya VI aż nagle ogon się uniusł i uciekł bączek.. głośno uciekł... Sam dźwięk spowodował, że Cejlon poniósł przerażony tym, co się z niego wydobyło :-)
Mówimy o sobie „miłośnicy koni”. Warto postarać się o to, by choć trochę Twój koń był Twoim miłośnikiem. To jest fair.

Awatar użytkownika
Anna Skalik
Posty: 219
Rejestracja: śr lis 28, 2007 12:44 pm
Lokalizacja: z Jury
Kontakt:

Post autor: Anna Skalik » czw gru 13, 2007 8:59 pm

:lol: :lol:
Mam swoja "teorię " odnosnie tych krwiożerczych kwiatków , kapust czy motylków.
:wink:
Otóż one wszystkie są bezgłośne i dlatego takie przerażające. No bo , który drapieżnik ryczy na polowaniu ?
:wink:
Natomiast nie mam "teorii" jeśli chodzi o rowery. Dlaczego człowiek jadący na rowerze jest OK , natomiast rower prowadzony przez człowieka to krwiożercza bestia ?
8)

Awatar użytkownika
Trusia
Posty: 327
Rejestracja: pn paź 15, 2007 1:31 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Trusia » czw gru 13, 2007 9:13 pm

Hi, hi, przecież to jasne - człowiek na rowerze to znaczy bestia ujarzmiona, człowiek obok roweru - bestia rządzi. :lol:

A propos strachu przed rowerami: widziałam nagranie, gdzie Pat Parelli odczulał na rower. Koń panikował na widok roweru w każdej wersji. Parelli przejął go od właścicielki, pobawił się z nim trochę i po kilkunastu minutach przerzucał koniowi rower nad grzbietem, jeździł po nim tym rowerem (nie jeździł po koniu na rowerze), a koń - pełen spokój.
Jeśli twój koń jest zbyt czysty, spędzasz z nim za mało czasu.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw gru 13, 2007 9:35 pm

Najgorsze sa stojące rowery
:D
Najpierw odmowa, próba obejścia łukiem , srożenie się

Obrazek

i luzik
Obrazek
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw gru 13, 2007 9:49 pm

Takie dziwadło.
Amazonka niebacznie przekracza ten malutki strumyk i wprowadza kuca na łączkę.
Kuc prowadzony akurat w reku, bo droga żwirowa , przeskakuje za nią.
Ja na Kubie zostaję na drodze.

W druga stronę kuc zdecydowanie odmawia przekroczenia tej strasznej rzeki , ani z siodła, ani w ręku

Obrazek

Co byscie zrobili?

Dioda i inni- nie podpowiadajcie :D
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

ODPOWIEDZ