No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Wojciech Mickunas » wt sty 18, 2011 6:40 pm

Jeśli uraziłem czymś dumę zawodową szanownego Spahisa to przepraszam ! nie było to absolutnie moim zamiarem .
Moim zamiarem było jedynie wyjaśnienie "problemu" zwanego "żucie z ręki " . W tym, że jest to swego rodzaju problem uświadczył mnie internet. Kiedy w wyszukiwarkę wpisałem hasło "żucie z ręki" pojawił się ogrom różnych wpisów w sieci świadczących o zainteresowaniu tematem . Po zapoznaniu się z konieczności dość pobieżnym z zawartością sieci w tej kwestii ( bardzo tego dużo) mogłem się bez trudu zorientować w brakach wiedzy w tym temacie. To co czytałem w postach zamieszczanych na naszym forum uzupełniało moje odczucia powstałe po pobieżnej lekturze zawartości sieci . To był jedyny powód włączenia się w dyskusję na naszym forum i w tym wątku .
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Magda Pawlowicz » wt sty 18, 2011 9:18 pm

Ja myślę że jednym z powodów dla których żucie z reki wzbudza tyle kontrowersji jest jego sędziowanie na czworobokach. Podobnie jest ze stępem swobodnym. Mnie sie kiedyś zdarzyło, że dziewczyna za ten sam ruch od jednego sędziego miała komentarz: za mało swobody, a od drugiego: brak kontaktu :?: A więc kontakt był jednoczesnie za słaby(brak) i za mocny? Oceny sędziów, ich komentarze nic nie mówią! Dodam, że ruch (był to stęp swobodny) był wykonany na leciuteńko zwisającej wodzy, koń mocno obniżył szyję i wydłużył ramę, wyciągając lekko nos i idąc pięknym, zamaszystym stępem. Zobaczę, może znajdę fotkę tego konia pod tą dziewczyną w stępie swobodnym na czworoboku.
Takie same różnice są w komentarzach sędziów do wykonania żucia: potafiłam dostać od jednego opis w sensie:koń za mało obniżony, a od drugiego: koń za mocno obniżony.
I dziwić się tu kontrowersjom w internecie?

Awatar użytkownika
Bartosz Marchwica
Posty: 478
Rejestracja: wt gru 08, 2009 12:41 pm
Lokalizacja: Podkarpacie

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Bartosz Marchwica » śr sty 19, 2011 1:05 pm

he he he ... dooobre :P
Najlepsza ilustracja faktu, że nie istnieje "jedynie słuszna linia", choć kiedyś wmawiano nam, że owszem (w zgoła innych kwestiach).
Nie ma jednej szkoły, nie ma ideału.
A może jest... Taki mianowicie, by koniowi jazda sprawiała jedynie przyjemność. A jeźdźcowi przy okazji.
Im więcej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Magda Pawlowicz » śr sty 19, 2011 6:01 pm

I jeszcze jedna uwaga mi się nasunęła, w związku z roluźnieniem. Otóż w western (wiem, ostatnio mam kotka na tym punkcie :lol: ) takie ustawienie jak w żuciu jest poniekąd ustawieniem docelowym, poszukiwanym zwłaszcza w niektórych konkurencjach. I niestety bywa osiągane nie poprzez rozluźnienie konia a poprzez ściągnięcie mu głowy do dołu na różne mechaniczne sposoby. I w efekcie mamy konia pozornie rozluźnionego. Tzn: koń trzyma głowę i szyję nisko, wodza pozostaje luźna (czyli koń idzie sam, w western tak ma być) ale koń luźny nie jest. Widać to, jeśli ktoś potrafi zobaczyć, po pracy grzbietu i zadu. A więc poniekąd popieram w tym momencie Spahisa, twierdząc że głowa w dole nie równa się koniowi rozluźnionemu. Zresztą to jest częsty błąd u uczniów: koń nie jest "puszczany" w dół a usiłuje się go do dołu "ściągnąć" ręką. Pamiętam jak zaplątała mi się kiedyś jedna uczennica w taki sposób. NIe mogła załapać o co chodzi i w efekcie doprowadziła moją kobyłę do "zawiśnięcia" w dole. Czyli koń w normalnym ustawieniu był przyjemny w ręku a przy próbie zrobienia żucia kładł się na wędzidle. Musiałam jej zmienić konia, poprawić co zepsuła i dopiero na innym koniu dziołcha załapała o co chodzi! I nie było tego widać, zorientowałam się co jest grane dopiero jak na tego konia wsiadłam!

Awatar użytkownika
Edyta Rzepka
Posty: 38
Rejestracja: pn lis 23, 2009 11:59 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Edyta Rzepka » czw sty 20, 2011 5:10 pm

Dziękuję bardzo za pomoc w zrozumieniu jak widzę "złożonego" zagadnienia :wink:

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Wojciech Mickunas » czw sty 20, 2011 5:44 pm

Magda Pawłowicz napisała
Ja myślę że jednym z powodów dla których żucie z ręki wzbudza tyle kontrowersji jest jego sędziowanie na czworoboku
To prawda , a przyczyną takiego sędziowania jest niski poziom wiedzy sporej grupy sędziów. Jest niestety zbyt wielu sędziów , którzy zostali nim bo nauczyli się przepisów . Jak może ocenić czy koń jest rozluźniony czy nie, ktoś kto nigdy na rozluźnionym koniu nie siedział . Podobnie jest z oceną czy koń jest na kontakcie czy nie . Jeśli ktoś nie poczuł nigdy własnym siedzeniem i własnymi rękami jak się zachowuje koń który jest na kontakcie i na pomocach to może się tylko domyślać .
Są kraje w których żeby zostać sędzią ujeżdżenia trzeba mieć doświadczenie w startach w tej konkurencji . U nas wystarczy mieć brązową odznakę , a wielu sędziów usiłuje wymóc skreślenie tego wymogu z przepisów PZJ .
A więc popieram w tym momencie Spahisa, twierdząc że głowa w dole nie równa się koniowi rozluźnionemu
To jest prawda , tak samo jak prawdą jest , że głowa w dole nie równa się żuciu z ręki .
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Magda Pawlowicz » czw sty 20, 2011 6:49 pm

Otóż to!
Wiem z doświadczenia, że najczęściej dobrymi sędziami są albo byli zawodnicy, albo trenerzy. Zdarzają się, niezmiernie rzadko, ale się zdarzają, ludzie którzy "mają oko" i widzą naprawdę dużo mimo, że sami nigdy nie jeździli. Ale to są wyjątki. Niestety

Awatar użytkownika
Joanna Dobrzyńska
Posty: 911
Rejestracja: czw mar 27, 2008 9:50 am
Kontakt:

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Joanna Dobrzyńska » czw sty 20, 2011 11:08 pm

Tak mniej więcej: mnie świat sportu z tego powodu odstrasza. Rok temu był w pobliskim SO kurs sędziowski i szeptało się tu i ówdzie: czemu sędzią ujeżdżeniowym zostaje np.skoczek lub osoba nie jeżdżąca ( :shock: )? Potem komentarze ocen wydawanych przez takiegoż przyszłego sędziego. Męcząca świadomość.
"Zdobądź serce swojego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, a wtedy będziesz mógł użyć siły jego według swego zamysłu"

www.stajniabartodziej.republika.pl

Awatar użytkownika
Martyna
Posty: 194
Rejestracja: czw lip 30, 2009 10:28 am
Lokalizacja: Wołomin

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Martyna » ndz sty 23, 2011 8:47 pm

Nie wiem czy dobry wątek ale łydka jest pomocą, so... 8)

Mam problem, jeździecki, z własną osobistą łydką. Generalnie słucha się mnie, jest na miejscu tam gdzie trzeba i na "piętę w dół" nie narzekam ;) W kłusie ćwiczebnym wielu startujących "ujeżdżeniowców" mogło by oszaleć z zazdrości, bo noga mi nie lata, ot balansuje sobie w siodle a razem ze mną moja łydka. Sama jestem w szoku, że tak fajnie leży ale mam miękkiego konia - może dlatego 8)

Ale jeżdżę dużo kłusem anglezowanym i wtedy jest tragedia. Łydka leci w przód, w tył, w przód, w tył, z boku wygląda to jak "podwójna łydka co krok" a ja przecież wiem, że tej łydki nie daję i koń nawet na nią nie reaguje. A Siwe wyczulone bardzo. Także nie działa ale jakoś mi z nią źle jest, że tak sobie lata w te i we wte bez mojego udziału i bez potrzeby.

Przywiązywać? :mrgreen: Niech się nauczy leżeć spokojnie?

A poważnie to potrzebuję rady - gdzie co powinnam zapewne zmienić albo jak to przepracować?

Awatar użytkownika
Joanna Dobrzyńska
Posty: 911
Rejestracja: czw mar 27, 2008 9:50 am
Kontakt:

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Joanna Dobrzyńska » pn sty 24, 2011 12:02 am

Dla mnie było skuteczną radą wstanie w strzemionach, utrzymanie pozycji jakiś czas (im częściej to wymaga poprawy, tym dłużej). Takie ćwiczenie ustawiało moją łydkę we właściwym miejscu i dodatkowo wydłużało nogi. Pewnie ktoś jeszcze podpowie inne ćwiczenia, ale to akurat na mnie działało- przestałam "tykać". Spróbuj.
"Zdobądź serce swojego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, a wtedy będziesz mógł użyć siły jego według swego zamysłu"

www.stajniabartodziej.republika.pl

Awatar użytkownika
tomekpawwaw
Posty: 380
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 7:41 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: tomekpawwaw » pn sty 24, 2011 2:21 am

Niewielki ruch łydki w przód w fazie unoszenia i w tył w fazie opadania w siodło jest zupełnie normalny. Gorzej, jeżeli jest odwrotnie, bo świadczy to o zaburzeniu równowagi(najczęściej powodem jest odchylony do tyłu tułów , wyrzucanie bioder naprzód albo zaciśnięta na siodle górna część łydki) Ćwiczenie ze staniem w strzemionach jest bardzo dobre, inne ćwiczenia to kłus anglezowany na 3 takty-2 w siodle i 1 nad oraz 1 w siodle i 2 nad nim

Awatar użytkownika
Martyna
Posty: 194
Rejestracja: czw lip 30, 2009 10:28 am
Lokalizacja: Wołomin

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Martyna » pn sty 24, 2011 1:31 pm

Łydka mi lata w tej kolejności co powiedziałeś Tomku, przy wstawaniu do przodu, przy opadaniu do tyłu. Ufff ;) Tyle, że nie jest to niewielki ruch a taki, który wygląda jak "dźganie konia w brzuch".

Będę ćwiczyć w takim razie to co powiedzieliście, dzięki.

Edit: może ktoś wstawi jakiś filmik z poprawnym "niewielkim ruchem" łydki? Jako wzrokowiec będę wdzięczna.

Awatar użytkownika
tomekpawwaw
Posty: 380
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 7:41 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: tomekpawwaw » wt sty 25, 2011 12:45 am

Jeszcze można trochę "pokombinować" z długością strzemion i postarać się znaleźć taka, przy której ruch łydek będzie najmniejszy. Przyczyna może również leżeć w źle dobranym siodle, np ze zbyt wysokim tylnym łękiem albo zbyt grubymi poduszkami kolanowymi przez co łydki zbytnio oddalają się od konia i trudno jest je utrzymać we w miarę stabilnym położeniu albo w zaciskaniu nóg na siodle.
http://www.youtube.com/watch?v=thpmgolDsbQ&feature=fvw
Tu widać ruch łydek, nieco głębszy w momencie ich działania i mniejszy gdy nie działają (jak na mój gust amazonka zbyt mocno pracuje biodrami )

Awatar użytkownika
wild_filly
Posty: 110
Rejestracja: pt paź 16, 2009 11:36 am
Lokalizacja: Gorlice/Krakow

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: wild_filly » pn sty 31, 2011 3:58 pm

No to ja tak w nawiązaniu do tytułu chciałam zapytać o krzyż i jego działanie.... Napędowe? Czy wstrzymujące?

"Wszystkie pomoce: wodze, łydki, krzyż, muszą współdziałać i być równocześnie wykorzystywane, inaczej koń nie zrozumie przekazywanych mu poleceń. Jeśli jeździec siedzący na dobrze ujeżdżonym koniu z przyłożonymi łydkami napnie krzyż i równocześnie:
*popuści wodze - koń ruszy na przód
*nie popuści wodzy - koń się zatrzyma"

Z tego jeśli dobrze wnioskuję wynika że krzyż ma zadanie zarówno wstrzymujące jak i popędzające... lecz:

"Są sytuacje, w których odchylanie miednicy nieszczególnie ma zastosowanie. Należy do nich tzw. popędzanie (wyjeżdżanie) dosiadem. Wielu jeźdźców sądzi nadal, że wymuszone dynamiczne odchylenie miednicy w takt ruchu konia ("pchanie krzyżem") może skłonić go do podstawienia tylnych kończyn i energicznego pójścia naprzód..."

I teraz powiem szczerze że zgłupiałam :shock: a może ja coś błędnie interpretuję? Jak to jest z tym dosiadem i jego działaniem?

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: No to ruszamy...! - powodowanie koniem, pomoce jezdzieckie

Post autor: Magda Pawlowicz » pn sty 31, 2011 5:36 pm

Ja bym powiedziała, że to zależy od trenera i od stylu jazdy:-)
Generalnie oddziaływanie dosiadem będzie tym słabiej odczuwane przez konia na im mamy krótsze strzemiona. A więc skoczek musi wysyłać konia do przodu głownie łydką. Natomiast im głebiej siedzimy w siodle tym więcej nasz "sposób siedzenia" może powiedzieć koniowi.
Ja na dziś uważam, że sygnały krzyżem, czy ogólnie rzecz biorąc oddziaływanie dosiadem jest potrzebne, ale często przywiązuje się do niego zbyt dużą wagę. A na pewno nie powinno przechodzić w "pompowanie" konia, który iść nie chce, bo to zwyczajnie nic nie da. A więc ja użyję sygnału dosiadem (nie lubię określenia krzyżem bo jest to czynność bardziej złożona) w przejściu zarówno do góry, do szybszego chodu jak i w dół. Ale krótko. Oczywiście do prowadzenie konia w zakręcie też.
Natomiast pozostał mi nabyty dawno temu nawyk pchania koni w kłusach pośrednich i wyciągniętych, co okropnie wygląda. Jak zobaczyłam na filmie to się za głowę załapałam :oops: I jak się nie zapomnę to staram się tego nie robić. I wcale nie jest to niezbędne by zrobić dobre wydłużenie, wręcz przeciwnie często taki wysilony dosiad przeszkadza koniowi!
I jeszcze uwaga odnośnie nauki: początkujący jeździec, nie siedzący jeszcze 100% w rozluźnieniu nie powinien próbować działać dosiadem, bo prowadzi to tylko do okrutnego miotania się po siodle. POczątkującym należy kazać ruszać konia łydką, a przy prawidłowym działaniu łydki praca dosiadu przyjdzie sama, z czasem.

ODPOWIEDZ