Jazda bez wędzidła i metody naturalne w rekreacji.

Zapraszamy do dyskusji
Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » pt lis 23, 2007 12:54 pm

Julie pisze: do każdej stajni rekreacyjnej przychodzi mnóstwo osób które nie chcą się uczyć, tylko pokręcić 15 minut stępem. Kto jest zły? Ja czy oni?
Myślę, że nikt w takiej sytuacji nie jest zły :)

Bo co złego jest w jeździe przez 15 min stępem?

Człowiekowi to sprawia satysfakcję, a koniowi szkody raczej nie wyrządzi, zwłaszcza jak jeźdźcowi zabierze się wodze

Awatar użytkownika
Julie 1
Posty: 282
Rejestracja: wt paź 09, 2007 7:03 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Julie 1 » pt lis 23, 2007 2:30 pm

No to co w końcu? Najpierw mi ubliżasz:
W takim razie - lepiej nie mów gdzie jest Twoja stajnia, skoro uczycie "jak tu kopniesz, to ruszy, a jak tu pociągniesz, to się zatrzyma".
(nie wiem skąd taki wniosek)
A teraz "nikt nie jest zły"? ;-)

Przecież ja mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty:
Jakosc nauczania ma ogromne znaczenie i gwarantuję najwyższą jakość.
Jak tylko sobie ktoś tego życzy :-)

ps. A może masz ochotę na 5-cio dniowy rajd po kaszubach?
Też mamy konie "bezwędzidłowe" :-)

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » pt lis 23, 2007 3:55 pm

Julie pisze:No to co w końcu? Najpierw mi ubliżasz:
W takim razie - lepiej nie mów gdzie jest Twoja stajnia, skoro uczycie "jak tu kopniesz, to ruszy, a jak tu pociągniesz, to się zatrzyma".
(nie wiem skąd taki wniosek)
A teraz "nikt nie jest zły"? ;-)
Julie, przecież to nie ja zadałam to pytanie :)

Awatar użytkownika
Asia Cieślik
Posty: 270
Rejestracja: śr paź 10, 2007 9:25 am
Lokalizacja: Tychy, śląsk

Post autor: Asia Cieślik » pt lis 23, 2007 4:16 pm

Pamiętam jak koleżanka uczyła dzieci jeździć. Mówiła im że jak chcą ruszyć to właśnie muszą kopnąć. Byłam przeciwna, ale ona mi uzasadniła, że te dzieci są za słabe i na zwykłą łydkę koń nie reaguje. Ale czy dlatego można dzieciom coś takiego mówić?! A z drugiej strony rozwiązanie posłuszeństwa konia (w tym wypadku często nic sie nie zrobi bo konie za dużo chodza i jak tylko czują, że można odpocząć to odpuszczają sobie). Może właśnie to się z tego bierze? Koń jest przepracowany, nie słucha się, a jak klient przyjdzie to chce sobie pojeździć, a nie stać na środku maneżu; łydka nie działa to kopią...

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » pt lis 23, 2007 5:16 pm

Mysle, że dzieci powinny jeździc na koniach dopasowanych wielkością do siebie.
Wiadomo , ze sa słabsze od dużych koni, łydke mają nie w tym miejscu , gdzie trzeba, dlatego nawet trudno im dac prawidłowy sygnał.
Jeszcze gorzej , jak na koniach jeżdża i dorosli i dzieci.
Wtedy taki koń ma problemy z odczytaniem sygnału

Awatar użytkownika
Klara Naszarkowska
Administrator
Posty: 689
Rejestracja: czw paź 11, 2007 11:12 am
Kontakt:

Post autor: Klara Naszarkowska » pt lis 23, 2007 5:24 pm

Pedrulec pisze:Moim zdaniem pozostaje jeszcze kwestia nauczenia prawidowego - przede wszystkim niezaleznego dosiadu. Bo cóz z tego, że przygotowanie teoretyczne jest, skoro umiejętność zgrania się z ruchem grzbietu jest znikoma.
Bo chyba to są dwie połówki całości, obie ważne :-)

Jeśli ktoś się na koński grzbiet wdrapuje (i chodzi mu o ciut więcej niż "oprowadzanki"), to IMHO jednak powinien zakładać, że będzie się starał nauczyć jeździć przynajmniej na tyle, żeby być możliwie niekłopotliwym pasażerem. Kontrola nad koniem podstawowa (mam na myśli określanie chodu i kierunku, bez sugerowania koniowi, co dokładnie ma robić ze swoim ciałem, "rzeźbienia"), a poza tym to włączanie się do ruchu. To chyba baza?

Julie, jakie jest Twoim zdaniem minimum umiejętności jeździeckich, jeżeli ktoś chce pojechać na rajd, nie ma innych ambicji?

Co do teorii i jej ilości, to na pewno, tak jak piszecie, zależy czego kto oczekuje. Jakie ma cele, na ile się chce uniezależnić. Jak patrzę wstecz, to wychodzi, że musiałam dopiero na NH trafić (po 10 latach "normalnej" jazdy), żeby mi ktoś zaczął tłumaczyć np. mechanizmy uczenia się koni. Nie żeby NH miało monopol na tę działkę, ale ono przynajmniej uznaje, że to jest coś, czego można i warto ludzi uczyć. Bo dla niektórych innych to wszytko to taka oczywista-oczywistość... Moim zdaniem szkoda, bo czasem takie niewypowiadane na głos truizmy wcale tak "same z siebie" się w ludzkiej głowie nie zagnieżdżają. Moim zdaniem warto wcześnie przemycać wiedzę o tym, w czym konie są do nas podobne, czym się różnią. Choćby po to, żeby potem nie słyszeć od kursantów, że ten koń robi coś "złośliwie", tamten jest "głupi tchórz", a inny "podstępny" ;-)

Jak człowiek nie bardzo się orientuje w "życiu wewnętrznym" konia, to łatwo może wpaść w pułapkę uczłowieczania go. Ze szkodą dla konia. Albo zacząć go jak psa traktować - a to pod pewnymi względami trochę inne zwierzęta...

Chociaż faktycznie trzeba uważać, żeby w żadną stronę nie przegiąć. Uczenie "naturalsowskie" bez nauki techniki jeździeckiej też jest do bani. Jak trzymać równowagę, jak zostać elastycznym, jak nie mieć "ciężkiego tyłka"...

Shadowy.Horse
Posty: 89
Rejestracja: śr paź 17, 2007 5:38 pm
Lokalizacja: warm-maz
Kontakt:

Post autor: Shadowy.Horse » pt lis 23, 2007 5:55 pm

Sedna pisze: Chyba z góry zakładałam po prostu, że ktoś decydując się na kantarek, sznurek, pracę z ziemi, robi to świadomie i wie co i dlaczego robi.
Wiesz Sedna, ja też ostatnio złapałam sie na czyms podobnym. Jeżdżę od niedawna w typowo klasyczno-sportowej stajni i pomyslałam sobie: "jej, nie będę mogła rozwijać się naturalnie.." No i zonk, zaraz sie poprawiłam :wink: Bo przecież styl klasyczny nie wyklucza naturalki. Czasem wie się coś, a mimo wszystko nie dochodzi to do świadomości :wink:

Co do "stajnia rekreacyjna to biznes" (przepraszam, nie pamiętam czyj cytat!)
Mój trener powiedział tak: "Trzeba wybrać. Albo ma się konie z miłości i dla przyjemności, albo chce sie na nich zarabiać. Znasz tego pana z ...(tu pada nazwa miejscowości)? On chce na koniach zarabiać. Widziałaś jego konie? Nie są szczęśliwe... My na koniach tylko dorabiamy, ale sami ciężko pracujemy (w normalnym zawodzie, nie związanym z końmi) utrzymanie nasze i naszych koni. Pieniądze z prowadzenia jazdy są marne i nawet w 10% nie pokrywają miesięcznego kosztu utrzymania koni, a co dopiero mówiąc o zyskach.."
Zestawił mi jeszcze pieniądze, jakie zarabia na jazdach i te, które wydaje na same szczepienia, remont stajni, pożywienie itp... i uważam że ma rację...
I'm trying to be cougar-eater.

T.B.
Posty: 151
Rejestracja: czw paź 11, 2007 8:08 pm
Lokalizacja: Koziegłowy k/Poznania
Kontakt:

Post autor: T.B. » pt lis 23, 2007 9:17 pm

DuchowaPrzygoda pisze:T.B i Guli chyba nie do końca rozumiecie Julię...nie sądzę, żeby ona uczyła ludzi źle.."tu kopniesz..itd".
Chciałbym bardzo, żeby spełniło się marzenie Trenera o merytorycznym charakterze tego forum. Ale lubię też Duchową Przygodę - bo mieszka w lesie i ma pozytywny stosunek do życia, ludzi i ich poczynań - więc ten jeden (mam nadzieję jedyny) raz pozwolę sobie na taką oto dywagację.

Kolejne wypowiedzi "szły" tak:

- T.B. zacytował wypowiedź "W większości ośrodków jeździeckich pierwsze zajęcia wyglądają mniej więcej tak samo: początkującego adepta wsadza się na czekającego już na maneżu konia i pokazuje się mu, że "jak tu kopniesz, to ruszy, a jak tu pociągniesz, to się zatrzyma", a następnie zapytał piszących tu instruktorów "tak uczycie?"

- Julie zacytowała pytanie T.B. - czyli odniosła się do tego, a nie innego pytania - po czym odpowiedzała na to właśnie pytanie słowami: "I tak i nie."

Ja zakładam, że jeśli ktoś odnosi się do mojej wypowiedzi, to odnosi się do mojej wypowiedzi. Jeśli Julie chciała napisać sobie coś abstra, to miała do tego pełne prawo ale nie powinna odnosić tego do mojej wypowiedzi.

Inaczej będziemy mówili niby o tym samym - ale jedno z nas o czymś całkiem innym. Ja nie dość, że rozumiem słowo pisane równie dobrze jak mówione, to bardzo staram się dbać o precyzję moich wypowiedzi. Co innym również polecam

amen :)

Awatar użytkownika
Julie 1
Posty: 282
Rejestracja: wt paź 09, 2007 7:03 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Julie 1 » pn lis 26, 2007 12:53 am

Teolinek pisze: Julie, jakie jest Twoim zdaniem minimum umiejętności jeździeckich, jeżeli ktoś chce pojechać na rajd, nie ma innych ambicji?
Minimum umiejętności jeździeckich będących warunkiem udziału w rajdzie? (nie rozumiem drugiej części pytania - jakich ambicji?)
Wszystko (oprócz mojego zdania) dokładnie opisane jest tu:
http://www.pferdreiter.de/polen/kaschuben.html
Według tych zasad postępujemy. A moje zdanie?
Umiejętności większości osób tego lata (to moje pierwsze w tej pracy) były zadowalające - sicher in allen Gangarten - auch auf temperamentvollen Pferden - gute Kondition.
Było tylko kilka osób, które na jeździe próbnej robiły błędy/miały niepoprawny dosiad, ale dało się to wszystko skorygować w trakcie rajdu.
Wszyscy sobie chwalili taką formę uczenia się - jedziemy obok siebie przez piękne lasy i jeziora, jest dużo czasu na wytłumaczenie i pokazanie "co, jak i dlaczego" bo większość czasu jedzie się stępem.
Czyli tak naturalnie!

Awatar użytkownika
Julie 1
Posty: 282
Rejestracja: wt paź 09, 2007 7:03 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Julie 1 » pn lis 26, 2007 1:12 am

T.B. pisze:[- T.B. zacytował wypowiedź "W większości ośrodków jeździeckich pierwsze zajęcia wyglądają mniej więcej tak samo: początkującego adepta wsadza się na czekającego już na maneżu konia i pokazuje się mu, że "jak tu kopniesz, to ruszy, a jak tu pociągniesz, to się zatrzyma", a następnie zapytał piszących tu instruktorów "tak uczycie?"

- Julie zacytowała pytanie T.B. - czyli odniosła się do tego, a nie innego pytania - po czym odpowiedzała na to właśnie pytanie słowami: "I tak i nie."
Eh... tak to jest jak się pisze na szybko, po nocach, ledwo widząc na oczy.
Przepraszam i wyjaśniam:
Pisząc odpowiedź "i tak i nie" myślałam wyłącznie o pierwszej części - wsadzania początkujących na gotowe, osiodłane konie.
Nie uczę kopania i ciągnięcia.
Wybaczcie mi dobrzy ludzie. Idę spać, a na forum looknę jak się wyśpię :-)

T.B.
Posty: 151
Rejestracja: czw paź 11, 2007 8:08 pm
Lokalizacja: Koziegłowy k/Poznania
Kontakt:

Post autor: T.B. » pn lis 26, 2007 1:10 pm

Nie ma za co przepraszac! :)
Wprawdzie robię czasem wrażenie złośliwca ale ja - jak ten święty Paweł :wink: - staram się stosowac zasadę "Kłóccie się ale się nie gniewajcie".

A wracając do tematu - zwolennicy robienia jeźdźcom rekreacyjnym egzaminów z anatomii, fizjologii, psychologii, historii i geografii konia robią krecią robotę tym, którzy chcieliby jeździectwo popularyzowac.

Amba
Posty: 8
Rejestracja: śr sty 07, 2009 8:33 am

Re: Jazda bez wędzidła i metody naturalne w rekreacji.

Post autor: Amba » pt sty 09, 2009 3:53 pm

Jesli komukolwiek przekazywałam swoje doświadcznia w jeżdzie i byciu z konmi, to przede wszystkim zwracałam uwagę na to, że konie trzeba lubic, kochać, szanować. Koń nie może się bac swojego jeźdźca, ale też - to ważne - nie może go nie szanować. Niemniej równie fajne jest pojechanie zawodów, jak i włóczęga stępem po polach, albo siedzienie na pastwisku.
Natomiast w szkółkach duzo dobrego zrobilo by wprowadzenie zasad - nazwijmy je ogólnie "naturalnych" - podejścia do koni, jazd bez wędzidła ( mnie to bardzo "uczuliło" i opanowało rękę), jazd na oklep, zabaw z końmi.
Może ludzie przestaliby widzieć w koniach "rowery treningowe".

Awatar użytkownika
Julie 1
Posty: 282
Rejestracja: wt paź 09, 2007 7:03 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Jazda bez wędzidła i metody naturalne w rekreacji.

Post autor: Julie 1 » pn lip 27, 2009 2:11 pm

To co powyżej było prawie dwa lata temu.
Wtedy jeszcze twierdziłam, że w rekreacji nie bardzo jest czas i miejsce na "metody naturalne".

A teraz mam własne konie, własną szkółkę jeździecką i z dumą przedstawiam wam dwa krótkie filmy z wczorajszej jazdy:

http://www.youtube.com/watch?v=3tpQeG25m_s

http://www.youtube.com/watch?v=nXrRgLkOccY

Nawet już tego nie nazywam "naturalem". Po prostu coraz częściej tak jeździmy.

Dziękuję Panie Wojtku! Rewolucja w mojej głowie zaczęła się tu, na tym forum, dwa lata temu.
To wszystko przez Pana!!!! :D

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: Jazda bez wędzidła i metody naturalne w rekreacji.

Post autor: Wojciech Mickunas » pn lip 27, 2009 7:09 pm

Brawo Julia :!: Ogladanie takiej jazdy to miodzik na moje serce :!: :D :D :D :!:
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Awatar użytkownika
Ola Wewiórska
Posty: 301
Rejestracja: wt sty 29, 2008 5:52 pm
Lokalizacja: Bytom
Kontakt:

Re: Jazda bez wędzidła i metody naturalne w rekreacji.

Post autor: Ola Wewiórska » czw lip 30, 2009 9:32 am

Gratuluje sukcesu jakim niewątpliwie jest zmiana podejścia do tematu i przekonania paru innych osób do tego by spróbować takiej jazdy! Jak widać da się i może być z tego sporo frajdy :)
Od dawna lubiłam od czasu do czasu pojeździc na kantarku itp ale od jakis 2 lat coraz częściej wsiadam bez ogłowia i wiecie co? Coraz bardziej mi sie to podoba, koniowi chyba też :) Nagle okazuje się, że konina potrafi sama z siebie w galopie tak podstawić zadek jak nigdy wcześniej gdy jeździłam używając wędzidła, jest rozluźniona i spokojna. Postanowiłam sprawdzić co będzie gdy pogalopujemy troche po drągach czy skoczymy małe przeszkódki- w pierwszej chwili było "ciągniecie" do przeszkody ale gdy odkryła że nic nie przytrzymuje na pysk- zwolniła i skupiła się na tym o co ja proszę dosiadem. Jedna przeszkoda, druga po łuku, trzecia gdzieś tam i.... koń galopuje równo i spokojnie :) Owszem na równe przejechanie parkuru czy kilku szeregów lub lini musimy poczekać ale dla mnie człowieka jeżdżącego dla siebie i dla przyjemności, to i tak ogromna frajda i postęp :)
Nie ukrywam, że właśnie to forum i ludzie których tu poznałam pomogło mi do końca pozbyć sie "oporów". Traz coraz mniej osób sie podśmiewa gdy widzi mnie na koniu i "sznurku" , a mnie zupełnie juz takie zachowanie nie przeszkadza
( Gdy Pan trener "stresował" ostatnio jeźdzców na egzaminach w Zbrosławicach, ja brykałam sobie na "sznurku" na pełnym luzie i tylko słuchałam relacji z kolejnych przejazdów od osób wracających do stajni :P No a pod koniec poszłam troszke sama popatrzeć )

ODPOWIEDZ