Byłem w Skaryszewie...

Zapraszamy do dyskusji
rozbrykany kucyk
początkujący
początkujący
Posty: 118
Rejestracja: ndz lip 18, 2010 7:48 pm
Lokalizacja: śląsk

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: rozbrykany kucyk » sob mar 19, 2011 1:27 pm

off topic :lol:
Marku, z tego co wiem, NHE nie jest za trzymaniem koni osobno. Ostatnio rozmawiałam z dziewczyną, która jest na III poziomie, widziałam jej zdjęcia i filmiki - konie są razem :) matka i córka ;)a stajnie ma z wolnym wybiegiem. Nic nie mówiła o 3maniu osobnym koni- jedynie na III poziomie jak i na II jest zakaz jazdy. Na I zakaz używania siły, kucia, wędzideł itd.
Co do innych osób np. szanownego AN , ciężko powiedzieć, bo też ciężko takich rzeczy się dowiedzieć na 100% ;p ktoś musiałby być na IV poziomie i być rzetelną osobą..czyli osobą która nie chce się mścić ani robić afery niepotrzebnej (a dużo takich osób).A jak wiadomo, żeby wyjść z I poziomu to trzeba się trochę namęczyć.
Chetnie bym się tam zapisała do nich, ale nie mam siły ani czasu na to:( Może się kiedyś zmobilizuję...
koniec OT

i zgadza się - brutalne przykłady lepiej działają niż te dobre :roll: wystarczy spojrzeć na reklamy społeczne np "gaz do dechy"- daje do myślenia...
missing my unicorn....

ZIELONY LISTEK-jestem początkujaca ;p proszę o wyrozumiałość

Jerzy Leon
Posty: 57
Rejestracja: pt gru 10, 2010 10:22 am

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Jerzy Leon » pn mar 21, 2011 9:08 am

Ten materiał pochodzi ze strony TARY. Komentarz z mojej strony byłby nietaktem.


Jeśli piekło istnieje nazywa się Skaryszew !!!
Pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu. Wódka, kiełbasy, boczki, bigosy, wódka, smalec - jadło dla gawiedzi, gotowane już w nocy. Grille pełną parą chodziły – a na nich mięsiwo- Wielki Post. Nikt tego nie jadł? Jedli, jedli ze smakiem ocierając brody, po których spływał tłuszcz, zapijając suto wódą. Wielki zakłamany Post, miasteczko nastawione na dwudniowy wielki zarobek.
Skaryszew, od wielu lat odbywają się tu Wstępy, czyli: handlarze, chłopi, tzw. hodowcy - zwożą tu konie, czym się da na targ. Wieloletnia tradycja, największy koński targ. Od dawna media podają, że ‘’kupcy z zagranicy przyjeżdżają do nas, do Polski, do Skaryszewa by kupić nasze konie.’’ Tutaj odbywa się jarmark, na którym można się najeść, kupić siodło, kapelusz kowbojski, gumofilce i baty. Skóry zdarte z saren i dzików, wypchane lisy i chronione ptaki. Przede wszystkim konie. Wszystko przy dźwiękach muzyki ludowej ,,wyryczanej’’ przez zespoły. Na straganach puszczana ,,na ful‘’ muzyka disco polo, a Ksiądz z kropidłem ,,chodzi i święci’’. Ludzki tłum pojawia się z pierwszymi promieniami słońca. Tłum bardzo głodnych ludzi: jedzą, piją alkohol i… poszczą. Twarze tych ludzi- jak z jednej matrycy bez światła, bez duszy - ,,to szkieletów ludy’’.
Byłam tam, znowu tam byłam. W tym okropnym miejscu zlanym potem przerażonych, zniewolonych koni. W niedzielę o 22” już tam byłam, po to by powiedzieć prawdę. Prawdę o tragedii pięknych, mądrych, inteligentnych istot, świadomych tego, że coś złego im czynią ludzie. Świadomych, że nie uda im się uciec, bo pęta są zbyt mocne kij i bat zatrzyma przed ucieczką.
Byłam tam, pisząc te słowa płaczę i pytam - dlaczego Was nie było tam ze mną? Czemu mówicie, że nie godzicie się z gehenną koni? Czemu mówicie- chcę pomóc? Przestańcie mówić, zacznijcie działać- razem z Tarą. Piszę dopiero początek relacji z tego strasznego targu, nie widzę kartki, łzy nieopamiętanie płyną rozpryskując się na kartce. Jest noc, nie mogę wyć, usłyszy mnie Dawid, musi spać- rano do szkoły. Tak dużo chcę Wam powiedzieć, jestem już w domu w Tarze, kilka godzin temu patrzyłam w oczy koniom skazanym na śmierć. Tak dużo chcę Wam powiedzieć, tyle obrazów, muszę myśleć o cenzurze. Teraz jeszcze płaczę przytłoczona ciężarem żalu i pytam - dlaczego Was tam nie było? Nie będziecie mogli z tym żyć? Jak ja? Nie będę pisała składnie, bo się nie da, w gorących moich trzewiach, schowany ból, który złamał mnie w pół – czy to dusza?
Piszę do Was. Wiem, że jesteście dobrymi ludźmi, czytacie moje słowa na stronach Tary. Jeśli czytacie, to znaczy, że chcecie wiedzieć. Dlaczego Was tam nie było?
Pluli mi w twarz- mali ludzie. Wyzywali od najgorszych, popychali i dźgali kijem, tym samym, jakim bili konie na targu, by szybciej wskoczyły, ze strachu i bólu do tira. Nie było Was przy mnie, by bronić przed ludzkim pijanym robactwem. Bym mogła robić zdjęcia, by dać świadectwo prawdzie.
Dalej czuję zapach tych koni, widzę ich oczy, w większości jakby zamyślone, nieobecne. Te konie wiedziały... Nie mogłam im pomóc. Ileż w sobie człowiek ma łez, nie mogę pisać.
W tym roku było bardzo dużo źrebaków, 8-9 miesięcy, 1 rok- one w pierwszym rzędzie były kupowane, jako pierwsze jechały w transportach, traktowane jak najlepsze, najsmaczniejsze mięso. Tiry wyjeżdżały z targu pełne dzieci, które rżały cieniutkimi głosikami, wzywały swoje matki. One odpowiadały, może pocieszały swoje maluchy? One po kolei, jedna po drugiej skupowane przez ,,naganiaczy’’, podprowadzane do tirów, ładowane, obite kijami przy wtórze najgorszych wyzwisk przez pijanych ludzi, przerażone. Za chwilę kolejny tir był pełen koni, zamykali z trzaskiem trap. One jechały w ślad za swoimi dziećmi, może do tej samej rzeźni we Włoszech? Bez wody, jedzenia, opuszczały Polskę. Państwo, które ,,szczególnie kocha konie’’. Mój dziadek Ułan, przedwojenny major, przewraca się w grobie.
Były też ogiery – ojcowie, wielkie, mocne, próbowały być dumne. Sznur opleciony wokół głowy, wżynał się w język, kij z trzaskiem obijał zad. Na nic szarpanie, próba ucieczki. Po chwili opierały głowę o burtę tira, za chwilę, mali, krępi ludzie bili szybko kijami, wrzeszczeli, a te ciężkie konie 800-1000 kg, pozwalały- ze zniewolenia i strachu, wpędzić się na wysoki trap i przywiązać sznurem obok towarzyszy drogi na śmierć, wielogodzinnej drogi w czasie, której może zdarzyć się wszystko. Zakręty brane z dużą prędkością, zmęczenie, stres, upadek.
Kogo to obchodzi?
Jarmark koński w Polsce, raz do roku w Wielki Post. Ludzie się cieszą. Jedzą, piją, tańczą. Obok nich, a wręcz wśród nich trwa załadunek szlachetnych zwierząt i wywożenie na śmierć. Wszyscy o tym wiedzą - ale po drodze są pieniądze, pieniądze, pieniądze. W tym roku do grona ,,naganiaczy’’ – tym, którzy za pieniądze skupywali konie od chłopów oraz ,,hodowców koni’’ i podprowadzali konie do swojego tira, gdzie włoski, gruby ,,pan’’ wypłacał im pieniądze, dołączyła młodzież i dzieci. Tak moi drodzy, dzieci. One pomagały swoim ojcom, handlarzom. Mam dowody na zdjęciach (i w pamięci) gdzie widać jak może 12-13 chłopak razem z trochę starszym bratem ,,dopychają’’ źrebaki w dużym ,,rzeźniczym’’ samochodzie. Słyszałam, jak te ludzkie dzieci wyzywają przerażone źrebaki i pchają je w głąb samochodu. Widziałam jak ,,fachowo’’ ładują końskie dzieci, w górę przez ostry, wysoki trap do wnętrza samochodu, w którym przerażone końskie maluchy, już przywiązane, cieniutkimi głosami rżały, rżały, rżały, a ludzkie dzieci wyzywały je najgorszymi wyzwiskami, tak jak czynili to ich starsi koledzy handlarze ‘’mięsem’’. Była jedna różnica, Ci starsi byli pijani- wszyscy. Przez to bardziej okrutni, lepiej znieczuleni.
Media kłamią, lub nie dopowiadają prawdy. To nie kupcy przyjeżdżają do Polski, do Skaryszewa by kupić nasze konie. Przyjeżdżają bezwzględni handlarze po żywe jeszcze ,,mięso’’ by wieść je tysiące kilometrów do swoich włoskich rzeźni. Tam zabijają resztkę naszej Polskiej dumy, symbol wolności. Polski symbol szlachetności, którego i tak niewiele nam zostało.
Konie- szlachetne i mądre. Niegdyś w Polsce traktowane godnie, po pańsku. Były ,,w rękach’’ ludzi bogatych i wykształconych. Po II wojnie światowej trafiły ,,pod strzechy’’ . Niejednokrotnie do głupich tępych ludzi. Konie- nie stały już w pięknych czystych stajniach, lecz w komórkach, oborach-pełnych odchodów. Musiały pracować w polu i w kopalni, przy zrywce drzewa i w szkółkach gdzie miłośnicy koni odbijali im nerki, niszczyli kręgosłup, zrywali ścięgna. Konie- wiele z nich rzadko widziało już słońce i trawę na pastwisku. Symbol szlachectwa trzeba było zniszczyć- tak jest do dziś. Tak jak w Skaryszewie. Ludzkie pijane robactwo, tępe i niewykształcone- macało sprawnie mięśnie koni, zaglądało w zęby, wpychało na siłę do tira bijąc nahajką i brało pieniądze od ,,Pana’’. Włoskiego rzeźnika - ,,Pana’’
,,Bez serc, bez ducha
To szkieletów ludy.
Młodości, dodaj mi skrzydeł
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy’’
A. Mickiewicz

Scarlett Szyłogalis
Założyciel, fundator, prezes
Fundacji Tara- Schronisko dla koni.
Scenariusz Skaryszewskiego targu- zawsze taki sam
Niedziela, wieczór - zjeżdżają właściciele ze swoimi końmi. Konie wpakowane: w buckmany, ciężarówki, samochody termoizolacyjne ( tam wewnątrz, stały konie zalane potem, a para spływała po ścianach) busy (w jednym z Fordów Tranzytów wciśnięty był koń jak w konserwie), przyczepki przyczepione do ciągników itp. W międzyczasie wjeżdżały Tiry - to Włosi ustawiali się blisko wypakowywanych koni. Naganiacze krążyli jak sępy, dobijali targu, podprowadzali zwierzęta pod tiry, które ze specyficznym zgrzytem i metalicznym stukiem miały otwierane wrota. Opadały trapy. z jednej strony ciągle zajeżdżały ,,samochody’’ z końmi, a obok trwał załadunek. Wszędzie zapach końskiego potu, smród wódki, (pomimo że na dworze) czuć było wszędzie. Krzyki ludzi, rżenie koni, stukot kopyt. W nocy zrobiło się zimno, konie parowały- szczególnie było to widać jak były wewnątrz pojazdów, przez szpary płynęła para za jadącym już transportem.
Wielu mówi, że Boga nie ma, jeśli pozwala na takie rzeczy. Lecz co ma do tego Stwórca. Bogami na ziemi są ludzie oni są panami wszelkiego stworzenia. To ludzie od prawieków decydowali, kto ma żyć, a kto zginąć. To ludzie dalej decydują czy śmierć będzie łagodna czy też okupiona cierpieniem. Ja widziałam tych ,,Bogów’’ w Skaryszewie: tępe twarze, kije w rękach, agresywni, sprawni w, swej robocie’’ , pijani.
W niedziele rano do Skaryszewa wyjechał z Tary samochód w nim siedziały: Scarlett, Iwona, Justyna. Od strony Krakowa jechali: Ania i Halim. Z Warszawy Iwona (jedna z czarownic). Spotkaliśmy się wszyscy w Skaryszewie na parkingu gdzie ,,trzymała miejsce’’ Iwona z Warszawy. Takich parkingów było mnóstwo: prywatne posesje, łąki, pola- 15 złotych od samochodu. Ludzie w miasteczku rozpoczęli ,,złote żniwo’’. Wjazdy na targ były zablokowane przez ,,prostych ludzi’’ ubranych w czarne uniformy z napisem ,,straż’’. Wpuszczali transporty z końmi i puste tiry- opłata 15 zł od konia. Kasa urzędu miasta zaczęła się zapełniać ,,strażnicy’’ mieli obowiązek sprawdzać paszporty, mieli sprawdzać stan koni, które wjeżdżały na targ. Zaczęli to robić dopiero po ostrej interwencji naszych cudownych dziewczyn. Wszyscy jechaliśmy wiele godzin, ale adrenalina „trzymała” nas do końca. Od początku przyjazdu do Skaryszewa, aż do powrotu do bezpiecznych, cichych domów.
Godzina 22’’, niedziela, Skaryszew.
Rozpoczęliśmy ,,drogę krzyżową’’. Minęliśmy ,,strażników’’, długą drogę do samego targu przeszliśmy w asyście ciągle wjeżdżających transportów z końmi. Widzieliśmy jak z drugiej strony wyjeżdżają tiry pełne koni, ich rżenie było coraz cichsze, ginęło na szosie, stukot kopyt w transporcie- łapały równowagę. Patrzyliśmy za nimi i życzyliśmy im żeby ,,to wszystko ‘’ trwało jak najkrócej. Tylko tyle mogliśmy zrobić. Jechały w stronę granicy, by opuścić nasz kraj na zawsze. Na targu ciemno, w świetle latarek trwał wyładunek i załadunek przerażonych zwierząt. Świst batów, trąbienie, przekleństwa. Po drodze minęliśmy dziesiątki straganów, tam już gotowali bigosy, kroili mięso, ustawiali i rozkładali swój towar- inni handlarze - rano zbierali żniwo. Zaczęliśmy robić zdjęcia – dla Was abyście poznali prawdę tego miejsca. ,,Święto konia’’- Wstępy - Skaryszew.Trzymaliśmy się zwartą grupą, pilnowaliśmy jeden drugiego. (W tamtym roku Scarlett w pewnym Momencie w biały dzień, została sama z aparatem fotograficznym, kilku handlarzy natychmiast ją zaatakowało zbili i skopali. Wszystko na oczach setek ludzi o tępych twarzach. Udało jej się uciec dalej, choć nikt nie ruszył z pomocą). Ciemność rozświetlały błyski naszych fleszy. Oj, nie podobało się ,,Bogom’’ tego targu. Grozili, wyzywali, obrzucali żwirem. Była nas szóstka gdyby któraś z dziewczyn ,,zapodziała’’ się w ciemności, na pewno by ją zabatożyli, możliwe że zgwałciliby wśród grobów ,,dla przykładu’’.
Jak już pisałam, bogami na ziemi są ludzie. Ja wybieram swoich bogów –Was. Dla Was tam byłam i Was proszę o pomoc. Wyjeżdżając z tego przeklętego miejsca, dotknęłam ziemię nasączoną potem i krwią ukochanych przeze mnie koni. Do tej ziemi, już cichej, która była świadkiem tak wielkiej tragedii powiedziałam: TO BYŁ OSTATNI TARG KONI W SKARYSZEWIE, KONIEC BARBARZYŃSKIEJ TRADYCJI. W NASTĘPNYM ROKU STANĘ NA CZELE BLOKADY CAŁEGO TARGU.
Niedługo przeczytacie program ,, skaryszewskiego święta ‘’ , dokładnie będzie napisane jak będziemy działać, mamy rok na przygotowania. Co miesiąc będziemy go przypominać . Jeśli znowu mnie opuścicie, znajdę organizacje i ludzi z zagranicy.
Przestaję już płakać, zaciskam pięści i ,,tak mi dopomóż Bóg’’, nie będzie już tradycyjnej jatki w Skaryszewie. Tym razem musicie być ze mną i muszą Was być tysiące.
Scarlett

Relacja Ani
skaryszew. przez wiele lat słuchałam czytałam oglądałam zdjęcia. zawsze z bólem serca. nigdy nie miałam odwagi pojechać i zobaczyć tego na własne oczy. do tego roku. w lutym poznałam dziewczyny z tary. pojechałam też na targ do bodzentyna. przeżyłam to dzięki dominikowi nawie z przystani ocalenie. dominik i scarlett szyłogalis z fundacji tara namówili mnie na skaryszew. myślałam sobie a co tam - muszę jechać. jestem wystarczająco silna żeby to przetrwać. poza tym - akcja foto. będzie dużo ludzi. będziemy patrzeć rolnikom i handlarzom na ręce. nikt nie będzie bił. będzie dobrze.
i teoretycznie wygraliśmy. nikt nie bił. a nawet, jeśli ktoś chciał - zbiegali się jego koledzy i krzyczeli nie bij nie bij, bo filmują. nie nie bij, bo boli tylko nie bij, bo filmują. a kiedy nie filmują to można? retorycznie pytam sama siebie do dziś.. czy to znaczy, że kiedy nie filmują to oni wciąż okładają te zwierzęta? wygraliśmy tym samym tylko tyle, że wszyscy musieli przyznać, że jest lepiej. a przecież tiry stały tam tak jak rok temu i dziesięć lat temu. stały by zabrać je w podróż dłuższą niż jakiekolwiek zwierze może przeżyć. w podróż, która kończy się rzeźnią. w podróż, dzięki której na włoskich stołach królują kiełbasy z polskich koni. widziałam na targu włochów. obleśne typy z puklami kręconych włosów pokrytych żelem, który spływał na skórzane kurtki. chodzili między zwierzętami rozglądali się, dotykali. sprawdzali ile jest "ścierwa" w koniu. ile mięsa. czy opłacalne. a i owszem. bo my polacy nie szanujemy kompletnie zwierząt. włosi przyjeżdżają do nas dwa tysiące kilometrów bo im się opłaca wciąż to "ścierwo" wieźć do siebie i przerabiać na kiełbasę. opłaca im się, bo sprzedajemy je za bezcen, kiedy tylko przestaną być potrzebne. kiedy zachorują. kiedy są zbyt stare by ciągnąć wóz albo wozić nas w siodle. sprzedajemy za bezcen, bo koń to dla nas nie jest przyjaciel. choć tak strasznie się chełpimy husarską tradycją. ułańską tradycją. sprzedajemy za bezcen, kiedy są zbyt stare i już nie potrafią dla nas pracować. konie żyją nawet 40 lat. ale kto z was widział tak starego konia w jakiejś stadninie u jakiegoś gospodarza? nikt pewnie. bo konia można oddać na kiełbasę, kiedy się wysłuży i kupić sobie nowego. jak porysowaną płytę cd. albo jak przepalony telewizor kineskopowy. choć tak naprawdę myślę, że więcej emocji w ludziach budzi oddanie telewizora do punktu elektrośmieci niż w ludziach ze skaryszewa oddanie konia na rzeź. wzruszają ramionami i mówią, że taka jest kolej rzeczy. że one są właśnie po to. po to żeby pracować a potem stać się kotletem. kotletem, który nie ma uczuć te konie stają się na długo przed śmiercią. już na targu nim są. już na targu nie mają oczu. żaden z nich ich nie widzi. nie widzi w nich strachu i cierpienia. nie widzi tęsknoty. jest tylko badanie otłuszczenia.
inną zupełnie sprawą jest to jak w skaryszewie obchodzi się "święto" konia.. tam było ponad 20 tysięcy ludzi. dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy wciąż żyją w XVII wieku. mam wrażenie. którzy wciąż żyją tym, do czego dał im prawo pan król - do handlowania końmi. jednak wtedy koń był zwierzęciem królewskim. teraz prowadza go pijany agresywny rolnik, który wierzy w to, że zwierze nie czuje. wiem. nie powinnam generalizować. ale kamer i aparatów nie było tam w nocy. nie było ich, kiedy rolnicy rzucali w nas kamieniami i piaskiem, kiedy fotografowaliśmy konie. nie było ich, kiedy próbowali zabrać mi aparat. nie było ich, kiedy mówili żebyśmy się zajęły czymś pożytecznym. nie było, kiedy krzyczeli, że zaraz wezmą bat i nas pogonią. ja im nie współczuję. że mało zarabiają. że nie mają, z czego żyć. nie trafiają do mnie argumenty, że gdyby nie ich trud to bym nie miała co jeść. nie jem ich kur, świń, krów i koni. wiem, że bez tego da się żyć. za marchewkę i jabłka jestem im wdzięczna. ale odwdzięczam się im jak znaczna większość społeczeństwa całą chorą instytucją krus. i wiem, że nie trzeba być "pańcią z miasta" żeby mieć sumienie. od niejedzenia mięsa jeszcze nikt nie umarł. a od jedzenia umierają tysiące ludzi dziennie. na zawały. z otłuszczenia. wreszcie - umierają zwierzęta. w okropnych męczarniach. bez skrupułów mordowane dla.. właściwie, dlaczego? wmawiamy sobie, że się inaczej nie da. że jesteśmy drapieżnikami. nieprawda. nie jesteśmy. jesteśmy żałosnym stworzeniem, które podporządkowało sobie naturę i teraz czuje się panem wszechświata.
w emocjach wspomnień ze skaryszewa gubię się w wątkach. jestem wegetarianką od 10 lat. nawet nie zauważyłam, kiedy to minęło. nie pamiętam smaku mięsa. nie tęsknię za nim. nie choruję. nie mam pryszczy. nie jestem bezpłodna. podobnie jak wielu moich przyjaciół wegetarian. jestem świetnym przykładem tego, że można żyć zdrowo w zgodzie ze swoim sumieniem. i choć wstyd się do tego przyznać - dzięki temu czuję się lepsza od moich znajomych mięsożerców. czuję się bardziej cywilizowana. czuję, że robię więcej dla bycia człowiekiem do nich. ale nigdy nie byłam typem "naziwege”, który rzuca puszkami czerwonej farby w ludzi jedzących hamburgery. po skaryszewie jednak coraz ciężej mi zrozumieć mięsożerców. dlaczego? bo patrzyłam w oczy zwierząt, które dziś już pewnie są kiełbasą kotletem smalcem i czyimiś butami. i tak sobie myślę, że pewnie większość z was - mięsożerców - już nigdy by nie wzięła kotleta do ust gdyby widziała te oczy. a jednak tak nie jest. bo ludzie, którzy sprzedawali swoich przyjaciół na rzeź nie mieli tych refleksji. ich zdaniem taka jest naturalna kolej rzeczy. bo człowiek jest panem wszechświata. a wszystko, co istnieje jest po to żeby mu służyć. nieważne, że ma taką samą rządzę przeżycia jak my. ważne jest to, że my umieliśmy je oswoić i umiemy je zaszlachtować.. cały czas sobie powtarzam, że nie mogę, że nie powinnam gardzić tymi ludźmi. że nie mogę ich oskarżać o to, że je sprzedają do rzeźni, bo tak robili ich dziadowie i pradziadowie. ale przecież czasy się zmieniają. wymyśliliśmy komputery, samoloty, telefony komórkowe i statki kosmiczne. jesteśmy o milion lat świetlnych dalej niż nasi pradziadowie. to się nazywa cywilizacja. ale widać posiadanie komórki i anteny satelitarnej nie jest jeszcze dowodem na cywilizację jednostki. to wciąż pozostaje w obrębie naszego sumienia.
cywilizacja w skaryszewie to wódka i bat. takie to typowo polskie. smutno mi, kiedy to piszę, bo bardzo lubię swój kraj. lubię kiszoną kapustę ogórki małosolne świeży chleb z chrupiąca skórką, pierogi.. lubię mazury i góry. ale takie pijanej obleśniej polskości nigdy nie rozumiałam i już chyba nie mam na to szans. skaryszew to spotkanie przy wódce. konie są dla większości tylko pretekstem żeby się napić. a kiedy już towarzystwo się napije - wyłazi z nich cała ta polaczkowatość. baty idą w ruch. idą w ruch też seksistowskie uwagi kierowane pod adresem kobiet. bo baba to powinna w domu w kuchni siedzieć i wytapiać smalec z martwych zwierząt a nie interesować sie tym czy się konia bije i jak mocno. baba nie powinna mieć tez zdania. a tym bardziej zdania na tak męski temat jak traktowanie koni. bo koń to męska sprawa. i dlatego dyskusje z tymi ludźmi były kompletnie bezcelowe. choć ja - wychowana w rodzinie, w której mogłam zawsze mówić, co myślałam i nikt mi myślenia nie zabraniał - nie potrafię się ot tak zamknąć. ale dyskusja na argumenty tym razem nie wchodziła w grę. bo jak dyskutować z argumentem, że taka jest kolej rzeczy, że one są po to by prędzej czy później trafić na rzeź. nie potrafię się z tym zgodzić. świat nie przestanie się kręcić, jeśli te konie nie pojada do włoch. proponowałam napastliwym rolnikom żebyśmy wprowadzili w polsce eutanazję skoro śmierć dla tych koni jest wybawieniem to powinniśmy takie wybawienie zapewnić także ludziom. starym schorowanym. albo tym młodym, ale niepełnosprawnym. skoro koniom powinniśmy ulżyć to, czemu nie ludziom. z tym argumentem nie umieli dyskutować. wtedy w ruch poszły ręce. groźby. żeby ich nie nagrywać. że zabiorą kamerę. jeden nawet próbował. naprawdę mnie poszarpał. widziało to kilkudziesięciu innych. żaden nie zareagował. myślę, że byli dumni z kolegi. ale jak widzę takie zachowanie wiem jedno - skoro nie ma problemu z poszarpaniem obcej osoby w miejscu publicznym - co musi robić zwierzętom, jeśli robią coś nie po jego myśli w stajni. nie przypuszczam żeby miał jakiekolwiek hamulce.
najgorsze jest to, że ze skaryszewa wyjechałam w poczuciu kompletnej niemocy. w poczuciu parszywej porażki. bo tak naprawdę nie wystarczy pojechać do skaryszewa i pilnować tych ludzi by nie bili zwierząt. trzeba zmienić mentalność ludzi. tylko jak pytam patrząc na zdjęcia ze skaryszewa. tylko, jak kiedy oni już w tym samym poczuciu boskości i nieomylności wychowują już swoje dzieci i wnuków. i one tymi batami poganiają konie na trapy włoskich tirów..
ale na pewno się nie poddam. opiszę skaryszewski targ we wszystkich językach. dołączę zdjęcia. może jak zaczną o nas w europie mówić "trzeci świat".. może wtedy się coś zmieni
Ania Plaszczyk - dziennikarka


Relacja Iwony z Poznania

13 marca wyruszyłyśmy do Skaryszewa. Na tzw. " Święto konia " Nie znam słów, aby opisać to, jak się teraz czuję i co tam zobaczyłam. Ból. Boli mnie wszystko. Ciało i dusza.
Dlaczego muszę na to patrzeć? Mówię – DOSYĆ. Dosyć kłamstw, obłudy i zakłamania.
Byłam w piekle. Nigdy nie wyobrażałam sobie nawet, jak może wyglądać piekło. Teraz już nie muszę...Setki przerażonych koni. Matek ze źrebakami, Ich krzyk, płacz, stukanie kopytami o trapy. Wciąż to słyszę i widzę. Setki ludzi o tych samych twarzach. Agresywnych, pijanych, śmiejących się, grożących nam. Panowie życia i śmierci. Nigdy nie widziałam tylu złych ludzi zgromadzonych w jednym miejscu. Nie wiedziałam, że TACY istnieją... Ale teraz wiem. Byłam w PIEKLE. W Skaryszewie. Źli, bezwzględni, z batami w ręku, pijani, roześmiani. Pakowali konie na tiry, przeliczali Je na kilogramy, poganiali, krzyczeli, bili.
A ONE? Spętane, przerażone... Tuliły się do siebie, grzebały kopytkami, rżały, niektóre miały spuszczone łby, inne płakały.... Cierpiały.... Wciąż Je słyszę, wciąż Je widzę....Bezbronne, bezimienne... Przechodziłam obok Nich i czułam niemoc, ból, strach i złość.
" Gdyby zwierzęta miałyby stworzyć swoją religię, człowiek byłby szatanem " Po wizycie w Skaryszewie rozumiem te słowa jeszcze bardziej....
Iwona Moroz


Relacja Justyny z Wrocławia

Pamiętam jak tuż przed wyjazdem do Skaryszewa poszłam na padok popatrzeć na wygrzewające się w wiosennym słońcu Tarowe konie. Jeden z nich, ciekawski, podszedł do mnie i zaczął z zainteresowaniem skubać wargami moją wyciągniętą rękę. Wtulał się w nią miękkimi chrapami, dmuchał w skórę, ślinił palce. Czułam jego pysk na swojej dłoni w każdej minucie spędzonej na skaryszewskim targowisku...
Wiedziałam, co jadę zobaczyć, przygotowywałam się na najgorsze już od dawna, żeby zbudować siłę, która, gdy nadejdzie ten moment, pozwoli mi podołać. Pierwsze minuty spędzone na terenie targu odarły mnie ze złudzeń, że może jednak nie będzie aż tak źle. Odór wódki, grupy zataczających się, ordynarnych wieśniaków, krzyki, rżenie przerażonych koni i walenie kopyt zwierząt zamkniętych w blaszanych przyczepach. Natężenie dźwięku tak wżerające się w mózg, że musiałam wyjść z jednej z alejek, żeby złapać oddech.
Zderzenie się z tym światem może zmiażdżyć emocjonalnie każdego człowieka, dla którego zwierzę jest czymś więcej niż kawałkiem mięsa na talerzu. Tłumy, przez które ciężko się przecisnąć bawią się na jarmarku, na którym króluje muzyka disco polo, kiełbasa z grilla i kowbojskie kapelusze. Kowboje mogą tam także kupić Pismo Święte i kiczowaty obrazek papieża, przy którym pomodlą się zanim chwycą kij i pójdą nim okładać ładowanego do przyczepy konia.
Nic tak nie przeraża jak widok masy identycznych osobników, którzy przychodzą tam z dziećmi, pokazują im jak handluje się zwierzętami i uczą je, że koń jest rzeczą, która nie czuje i nie myśli. Powtarzające się z każdej strony pytanie ‘ile TO?’ Odziera te wspaniałe, dumne i stworzone do wolności zwierzęta z resztek godności. Tu sprowadza się je do oblepionej gnojem i przywiązanej na półmetrowej lince liczby kilogramów. Źrebaki, które rzucają na wszystkie strony rozpaczliwe spojrzenia i rżą z żałością nawołując swoją mamę, nie wiedzą, że przestały już być dziećmi a stały się włoskim przysmakiem.
Był moment, gdy liczyłyśmy na to, że uda nam się wywieźć stamtąd, choć jednego konia, uratować chociaż jedno życie. Chodziłyśmy, więc od sprzedawcy do sprzedawcy i pytałyśmy o ceny źrebaków. Właściwie to Scarlett i Iwona chodziły, bo ja sama bałam się podejść. Scarlett spytała mnie potem "czego się boisz?". Nie odpowiedziałam jej wtedy, bo nie miałam siły, odpowiem teraz. Powalała mnie myśl o tym, że muszę podejść do śmiejącego się w głos, odrzucającego sprzedawcy, poczuć na twarzy jego cuchnący alkoholem oddech, usłyszeć kilka niewybrednych żartów, wzbudzających gromki śmiech jego stojących wkoło kolegów, jak to ‘odda mi tego konia za tysiąc złotych, jeśli go z nim obrządzę’ a potem odejść czując na sobie wzrok końskiego dziecka. Wzrok, który niemo błaga mnie żebym nie zostawiała go z tymi ludźmi, żebym zabrała go ze sobą do bezpiecznego domu. Jak mam znaleźć w sobie siłę, żeby się od tego odwrócić?
Jedynym argumentem, który padał z każdej strony było stwierdzenie, że ‘Bóg tak to urządził, że człowiek jest lepszy od zwierząt i ma nad nimi władzę’. Czy nie jest tak, że ten, kto ma władzę powinien rządzić swymi poddanymi z miłością, być tym, na kogo w najcięższej chwili zwrócą swój wzrok z ufnością i oddaniem? Czy ten Bóg nie jest bogiem miłosierdzia, tylko bogiem prostactwa krzyczącego ‘cofnij się kurwo!’ do przerażonej, spętanej klaczy? Jeśli to właśnie jest bycie człowiekiem to ja człowiekiem nie chcę się nazywać. Chcę być zwierzęciem stojącym na padoku i całującym pysk gniadego wałacha, który wącha moją dłoń z ufnością, bo wie, że jedyne, co mogę mu w niej przynieść to miłość.
Justyna Kowalska

Iwona z Warszawy

Skaryszew 2011 – Święto Konia?
Jestem na miejscu o 22: 00 w niedzielę, wiem, czego mogę się spodziewać, ale to, co widzę poraża mnie. Ogromne Tiry stojące na głównej alei targu są jeszcze puste. Zastanawiam się ile koni, dziś w nocy, zostanie załadowanych w transportach śmierci. Z upływem czasu zaczyna się tego dowiadywać. Oglądam chłopów podjeżdżających, czym się da: lawetami, traktorami czy przyczepami. Konie są stłoczone i wystraszone. Widok źrebaków łamie mi serce. W tym momencie zaczynia się gehenna koni i moja. Pijani mężczyźni z grubymi kijami zaganiają konie do transportera. Konie są zaniedbane, brudne kulejące z ranami na głowach, noga i pyskach. Nierzadko uwiązane grubym sznurem do przyczep. Cały targ huczy od przeraźliwego rżenia i kopania w metalowe ściany transportera. Konie są przerażone. Nikt nie zwraca na to uwagi. Najważniejsze są cena, waga oraz szybki załadunek. Konie walczące o życie są karane za chęć przetrwania. Kopniakami i batami. Bezduszni handlarze wrzeszczą na zwierzęta oraz przeklinają. Konie zmuszane są do poddania się i wejścia do Tira. Moje ja już nie istnieje. Widok tych wszystkich nic nie winnych koni zmuszanych do uczestnictwa w tym okrutnym procederze powoduje, że wstydzę się, że jestem człowiekiem. Nie wierzę! Jak jest możliwe nagromadzenie tylu okrutnych, bezdusznych ludzi w jednym miejscu? Tyle cierpienie, bólu, rozpaczy, nieszczęścia i w tym wszystkim konie oraz ja patrząca na to wszystko, zawstydzona, że to oglądam i robię zdjęcia. Niestety jakiekolwiek protesty czy rozmowy z handlarzami kończą się wyzwiskami, pluciem na nas, sypaniem piachem, pogróżkami i zakazem robienia zdjęć. Bezsilność i rozpacz. Mogę tylko patrzeć jak cierpią te konie. Czuję obdarta z człowieczeństwa, wiary czy nadziei.
Rozpadłam się na miliony kawałków.
Iwona Kozińska.

GALERIA ZDJĘĆ

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Wojciech Mickunas » pn mar 21, 2011 10:01 am

Dzięki Jerzy za zamieszczenie tych tekstów na naszym forum .
Taka jest prawda o Skaryszewie ! Taka jest prawda o "zamiłowaniu do koni " deklarowanym przez naszych rodaków ,rolników " hodowców koni " . Czy to się kiedyś zmieni ? Jeśli , to chyba nie za naszego życia . Ale walczyć trzeba na każdym kroku i wszelkimi sposobami . Jesteśmy to tym zwierzakom winni .
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

tomira
Posty: 168
Rejestracja: śr sty 13, 2010 12:01 am

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: tomira » pn mar 21, 2011 11:03 am

straszne! moja klacz też miała wejść na trap tira. Co na to ustawa o znęcaniu sie nad zwierzętami? Czy nie można zaskarżyć władz lokalnych i organizatorów targowiska, właścicieli ziemi na której ten okrutny i pijacki proceder się odbywa o łamanie prawa i ułatwianie czy też wspomaganie czynów przestępczych? Czy jest możlwość zbierania podpisów żeby zaprzestać wysyłania żywych koni, bo nie wierzę żeby można było zakazać ich hodowli. Oglądałam niedawno w telewizji niemieckiej film o końskich targach. Hala, konie spokojne, czyste, zadbane, przywiązane wzdłuż długich żłobów pełnych siana, ludzie normalni, a my się mamy za pępek świata-koniarze z dziada pradziada. Wchodzę na poczytne forum jeździeckie i czytam wypowiedzi niektorych "koniarzy" - panienki nie widzą nic złego, dla nich to norma i nie jest tak źle. I jeszcze zarzut o ckliwość. Ostatnie przypadek z ciągnięciem psa za samochodem dzięki zbieranym podpisom, akcjom w mediach nie pozwolił władzom przejść obok tego nieszczęścia obojętnie. Może to czas żeby się skrzyknąć.

Awatar użytkownika
Nirwana
Posty: 33
Rejestracja: czw sty 10, 2008 10:50 pm
Lokalizacja: Puszcza Białowieska
Kontakt:

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Nirwana » pn mar 21, 2011 12:45 pm

Ma Pan, rację, Panie Trenerze! Nawiązując do sporu, czy działać przykładem (dobrym), czy piętnować zło - nauka wypowiada się, że najbardziej efektywne jest najpierw to drugie, a potem ew. to pierwsze. Polecam do poczytania "Efekt Lucyfera" Ph. Zimbardo. Dla czytelników o mocnych nerwach, mimo że pozycja naukowa. Wniosek z niej płynący jest m.in. taki: "Dlaczego istnieje zło na świecie? Bo dobrzy ludzie nic nie robią".

Natomiast, nawiązując do zamieszczonych cytatów - faktycznie mocno emocjonalne. I to nie jest złe. Złe są uproszczenia. Historyczne mdłości mnie biorą jak czytam, że PRL niszczył koniarzy i końską szlachetność w imię walki z panami, ale wcześniej to hohoho - wcześniej to cud, miód i orzeszki, konie miały się doskonale, wcześniej nie stały w brudnych chlewikach, a chłop o koniu mógł tylko pomarzyć, bo to dziedzina "panów" była.... Ładnie się czyta, tylko że historycznie biorąc - to bzdura i fałsz jest, i rażące uproszczenie. I mi się wtedy od razu włącza dystans do takich relacji.

Awatar użytkownika
Dagmara Matuszak
Administrator
Posty: 726
Rejestracja: pt paź 12, 2007 12:52 am
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Dagmara Matuszak » pn mar 21, 2011 1:23 pm

krótki OT ciąg dalszy:
rozbrykany kucyk pisze:off topic :lol:
Marku, z tego co wiem, NHE nie jest za trzymaniem koni osobno. Ostatnio rozmawiałam z dziewczyną, która jest na III poziomie, widziałam jej zdjęcia i filmiki - konie są razem :) matka i córka ;)a stajnie ma z wolnym wybiegiem. Nic nie mówiła o 3maniu osobnym koni- jedynie na III poziomie jak i na II jest zakaz jazdy. Na I zakaz używania siły, kucia, wędzideł itd.
zacytuję się samą z innego wątku, nie wiem, na ile to aktualne - rzecz działa się w 2008:
w każdym razie, jest ta lista zakazów NHE, do dyskusji o której Ania D. linkowała tamże (aktualny link), oficjalny dokument rozesłany studentom, i tam stoi jak byk (zakaz nr 3) - nie będziesz trzymał konia swego w stadzie, studencie drogi, bo koń od tego głupieje.


:evil:
Cytat z owej listy zakazów po angielsku:

Any herd or herd-like horse management is interdicted. Besides the rebuilding of the horse's entire musculature, herd living makes a horse very primitive and stupid, and returns the horse to the world of primitive ideas and manners. From the School's point of view, herd keeping seems to be akin to sheep breeding.
They're dangerous at both ends and crafty in the middle.

rozbrykany kucyk
początkujący
początkujący
Posty: 118
Rejestracja: ndz lip 18, 2010 7:48 pm
Lokalizacja: śląsk

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: rozbrykany kucyk » pn mar 21, 2011 1:48 pm

dalszy ciąg OT
no właśnie! pytałam jak to jest z tym stadem! a ona mi powiedziała że w stadzie tzn że "konie biegaą wolno długi czas bez żadnych ograniczeń i opieki człowieka", potem się jeszcze dowiedziałam że stado to wolno żyjące konie a ich konie nie są wolno żyjące. oddzielane od innych koni są jedynie konie chore i bardzo stare które nie potrafią sobie dać rady np z jedzeniem... :roll: ech, ciężko coś z tego zrozumieć...
na jej zdjęciach widziałam konie razem, więc nic już z tego nie kumam..jak się kiedyś dowiem na 100% to nie omieszkam dać znac ;)

co do Skaryszewa, "Bodzentynów" i innych takich miejsc- dla mnie to miejsce jest złem samym w sobie..Jestem w szoku że ludzie na coś takiego pozwalają..Ale może to ja (my) jestem inna. Tak zostałam wychowana, w takiej rodzinie, mimo że nikt nie jeździł konno u nas (prócz kuzyna mojej kochanej babci- był ułanem), koń zawsze był u nas pewnym sacrum (choć nie dzielę zwierząt, i krów czy świń szkoda mi również...) i nie potrafię sobie wyobrazić jak może być inaczej... :cry: choć wiem, że nie jest to żaden racjonalny argument.
"Efekt Lucyfera" -świetna pozycja;)

i Tomira ma rację - też czasem wchodzę/wchodziłam na popularne fora i szczerze mówiąc to co się tam czyta to jakieś nieporozumienie. Są osoby które mają swoje konie, niby je kochają a nie mają nic przeciwko takiemu traktowaniu tych zwierząt.
missing my unicorn....

ZIELONY LISTEK-jestem początkujaca ;p proszę o wyrozumiałość

Awatar użytkownika
Ailusia
Posty: 826
Rejestracja: czw paź 11, 2007 12:03 am
Kontakt:

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Ailusia » pn mar 21, 2011 2:58 pm

Aż zaczynam żałować że tam nie pojechałam - tyle różnych opinii, nawet w tym wątku. Ciekawe, czy faktycznie byłoby realne zupełnie uniemożliwić przyszłoroczny targ (tak jak pisze Scarlett: "TO BYŁ OSTATNI TARG KONI W SKARYSZEWIE, KONIEC BARBARZYŃSKIEJ TRADYCJI. W NASTĘPNYM ROKU STANĘ NA CZELE BLOKADY CAŁEGO TARGU."). Bo przecież wiele z tych koni, które za rok mają tam być sprzedawane, już się urodziło... specjalnie w tym celu.

A przyłączając się do OT :D
W temacie trzymania koni w stadzie lub osobno wywiązała się tam na forum kiedyś bardzo ciekawa dyskusja. Po jednej stronie była opinia, że "dzikie jest piękne i mądre", oraz że warunki zbliżone do naturalnych lepiej rozwijają końskie zmysły i umiejętności niż człowiek, choćby ten człowiek szkolił konia z największą starannością, wiedzą i poświęceniem. Myślę że jedni i drudzy mają swoje racje, a dyskusja należała do najciekawszych jakie stamtąd pamiętam. Po stronie "dzikich" była na przykład Lynne która prowadzi rezerwat dla koni Sorraia. Linki: --> Rozmowa z Lynne Gerard i --> Journal of Ravenseyrie.
Ja jestem chyba trochę bardziej przekonana do "dzikich" ;) natomiast faktem jest, że jeśli koń żyje w stadzie (zwłaszcza takim rodzinnym, haremowym, na dużym i zróżnicowanym terenie) to człowiek ma na niego dużo mniejszy wpływ, niż gdyby miał z koniem codzienny bliski kontakt. A jak ma mniejszy wpływ, to ten koń mu będzie mniej posłuszny. Przynajmniej w takich kwestiach, jak nauka figur nad ziemią czy podobnych wygibasów. Ale czy koń będzie głupszy od tego - wątpię 8)

A to, że forumowicze trzymają swoje konie na różne sposoby, w różnych warunkach, w różnych miejscach na świecie, to przecież nie powinno być nic dziwnego.
"After all is said and done, more is said than done." Posadź drzewo!

rozbrykany kucyk
początkujący
początkujący
Posty: 118
Rejestracja: ndz lip 18, 2010 7:48 pm
Lokalizacja: śląsk

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: rozbrykany kucyk » pn mar 21, 2011 5:07 pm

OT
tak, oczywiście, każdy może trzymać konia jak chce, pod warunkiem że nie szkodzi im się... jeśli AN ogranicza jakoś konie, w sensie że nie trzyma ich "dziko" to ok. ale jeśli nie dopuszcza ich w żaden sposób do innych zwierząt, tudzież koni to skazuje je na samotność i to nie jest już ok.... jak jest na prawdę, nikt nie wie na 100%...może faktycznie, żeby osiągnąć poziom jak AN trzeba konie odseparować, ale w takim razie cel uświęca środki co już nie jest pochlebne :(
koniec OT
missing my unicorn....

ZIELONY LISTEK-jestem początkujaca ;p proszę o wyrozumiałość

Jerzy Leon
Posty: 57
Rejestracja: pt gru 10, 2010 10:22 am

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Jerzy Leon » pn mar 21, 2011 10:54 pm

Widzę, że nie najważniejszy stał się nie temat, a własne zdanie kilku osób w sprawie OT. nie wiem, czy pisanie za każdym razem OT takie postępowanie usprawiedliwia.
Według mnie temat jest na tyle ważny, że każdy OT jest tu nie na miejscu.
Oczywiście jest to bardzo subiektywna ocena sytuacji zaistniałej.
Pozdrawiam :)

rozbrykany kucyk
początkujący
początkujący
Posty: 118
Rejestracja: ndz lip 18, 2010 7:48 pm
Lokalizacja: śląsk

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: rozbrykany kucyk » wt mar 22, 2011 11:32 am

Już zakończyłyśmy Off Topic ;) Spraw została, powiedzmy, wyjaśniona.
Panie Jerzy, w sprawie Skaryszewa również się wypowiadamy, więc nasze posty nie są aż tak jałowe :wink:
missing my unicorn....

ZIELONY LISTEK-jestem początkujaca ;p proszę o wyrozumiałość

rozbrykany kucyk
początkujący
początkujący
Posty: 118
Rejestracja: ndz lip 18, 2010 7:48 pm
Lokalizacja: śląsk

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: rozbrykany kucyk » pt mar 25, 2011 8:00 pm

dziś w "uwadze"jest na temat koni i przewozu :roll:
missing my unicorn....

ZIELONY LISTEK-jestem początkujaca ;p proszę o wyrozumiałość

Awatar użytkownika
Marek Wiśniewski
Administrator
Posty: 258
Rejestracja: śr paź 10, 2007 12:16 pm

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Marek Wiśniewski » pt mar 25, 2011 8:32 pm

19.50- z tego co zrozumiałem z zapowiedzi program będzie dotyczył akcji fotograficznej w Skaryszewie.

Awatar użytkownika
AnnaRadomańczykMoroz
Posty: 319
Rejestracja: pn cze 16, 2008 9:38 am
Lokalizacja: Kołobrzeg

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: AnnaRadomańczykMoroz » czw mar 31, 2011 2:10 pm

niegdyś Pokusa27 :)

Jacob Spahis
Posty: 2308
Rejestracja: ndz cze 15, 2008 7:09 pm
Lokalizacja: Wielkopolska

Re: Byłem w Skaryszewie...

Post autor: Jacob Spahis » czw mar 31, 2011 2:24 pm

Nie zobaczyłem na zdjęciach nic nowego - wiązanie koni przy wprowadzniu jak na zawodach, nietrzeźwi, pętanie jak w książce dra Millera, "kantary sznurkowe" tak samo tylko inny materiał.

No fakt, na zawodach nie ma łańcuch rowerowego w pysku. Ale to drobiazg, bo są inne eleganckie urządzenia.

Jest jeszcze jedna różnica - w Skaryszewie jest nadreprezentacja panów o okrągłej rumianej byzi i sumiastym wąsie. Też mi wielka różnica :!: :twisted:
"Naprzód z długą swobodnie opuszczoną szyją o rozluźnionych, lecz elastycznych mięśniach, z lekkim przodem, czułym pyskiem i sprężystym zadem!" (A. Królikiewicz)

http://www.bazakoni.pl/horse_86431.html

ODPOWIEDZ