Smutna refleksja o fundamentach

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Izabella Dobrosz
Posty: 115
Rejestracja: ndz mar 23, 2008 3:26 pm

Re: Smutna refleksja o fundamentach

Post autor: Izabella Dobrosz » czw cze 04, 2009 10:52 am

może poróbcie w grupie zajęcia jak Linda Parelli podzielic na pary jedna osoba jest koniem a druga jeźdźcem, sznurek jako wedzidło i jazda, może to jej wytłumaczy, może w ten sposób poczuje troche empatii dla biednego zwierza jakim jest koń który musi ja nosić

a pytałas ja dlaczego chce jeździć konno i dlaczego ciagle chce więcej? może ona chce Tobie zaimponować tym że jest taka samodzielna i tyle już potrafi, a nie zdaje sobie sprawy że wcale tak duzo nie potrafi, niewiem czy stwarzanie sytuacji po to żeby móc ja pochwalic jest dobre, tej dziewczynce właśnie o to chodzi zeby inni widzieli jaka jest świetna, tylko że ona chyba nie pojmuje czyim kosztem to robi
poprzedni nick Kazuria :)

Awatar użytkownika
Klara Naszarkowska
Administrator
Posty: 689
Rejestracja: czw paź 11, 2007 11:12 am
Kontakt:

Re: Smutna refleksja o fundamentach

Post autor: Klara Naszarkowska » czw cze 04, 2009 6:17 pm

Miałam kiedyś pod opieką dziewczynkę - lat 8, własny kucyk. Czasem jeździła na podwórkowe zawody w skokach.
Moja opieka to miała być tylko "obecność kogoś dorosłego" (rodzice mnie poprosili). Ale nie umiałam jej tak zupełnie samopas zostawić ;) Zwłaszcza, że kucyka było żal... Bo dużo było w jej jeździe chaosu, siłówki, widzenia na wodzach (znacie pewnie obrazek).
Pomyślałam - dam jej proste zadanie, niewymagające dla konia. Tzw. schemat koniczyny: jedziemy wzdłuż ogrodzenia (np. w lewo), w połowie ściany skręcamy w lewo, dojeżdżamy do przeciwległej ściany, skręcamy w lewo, jedziemy wzdłuż ogrodzenia, w połowie ściany skręcamy w lewo... (itd.) Okazało się to niewykonalne. Dodałam opony jako znaczniki, bo ok, może trzeba się z tym oswoić. Nie pomogło. Spuściłam z tonu, poprosiłam o przejechanie po linii prostej od jednej opony, do drugiej - nie dało rady, nawet w stępie :shock:
Byłam "trochę" zdziwiona. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym miała ją uczyć. Jedno byłoby prostsze, taki układ 1:1 i chyba łatwiejsze dzięki temu zdobycie szacunku u uczennicy. Ale trzeba by wrócić do absolutnych podstaw, a to z pewnością wzbudziłoby opór (przecież już zawody jeździła... - co z tego, że stylem rozpaczliwym, skoro była w stanie ukończyć przejazd?).
Przez kilka jazd, które spędziłyśmy razem, próbowałam coś przemycać w formie zabawy. Ustawiać "tory przeszkód" typu slalom między oponami, jazda do opony, trochę tak a la trail. I raz, w desperacji, przyniosłam jej łyżkę i kazałam się puknąć łyżką w zęby. Ufne dziecię to zrobiło, puknęło się i zdziwiło. Dodałam komentarz, że koń też ma metal w zębach i nie lubi być nim w nie pukany. I że dlatego warto uważać na to, co się łapami robi. Na jakiś czas pomogło - czy długofalowo? Nie wiem, ale pewnie nie... Bez utrwalania...

Jak pomagałam przy obozach "naturalsowskich" dla dzieci, to chociaż jedna rzecz była prostsza. Nie było takiego parcia na jazdę. Było z góry wiadomo, że będzie więcej na ziemi, że to nie o stricte naukę jeździectwa chodzi, więc też dzieciaki mniej cisnęły o ten "gaaaloooop". I łatwiej było ubrać różne rzeczy w formę zabawy. Choć grupy bardzo mieszane - typu 8 - 15 lat, różny poziom zaawansowania - to było niezłe wyzwanie. Żeby każdy dostał wyzwanie na swój poziom, wymagające, ale do wykonania. I żeby nie zrobił się z tego totalny kociokwik.

Ale znowu - może było łatwiej, bo to były obozy? I relację z dzieciakami budowało się 24 godziny na dobę. Niezależnie, czy chodziło o jazdę czy o jedzenie śniadania, wszystko miło, ale granice trzeba było wytyczać. Pozaobozowo, przy samych lekcjach, to chyba dużo trudniejsze...

Julia, tak mnie natchnął sąsiedni wątek - wyklikaj "Natalię" :) http://tagteach.com
Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)

Awatar użytkownika
Julie 1
Posty: 282
Rejestracja: wt paź 09, 2007 7:03 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Smutna refleksja o fundamentach

Post autor: Julie 1 » sob cze 06, 2009 1:41 am

Iza:
Tak, ona oczekuje pochwał, jest niezmotywowana, ale ma 7 lat i w zależności od sytuacji kombinuje między byciem dzieckiem a byciem dorosłą.
Zajęcia typu Parelli ok, ale nie wiem czy jej rodzice będą chcieli płacić za to, że ja mówię, a ona nie jeździ.
Poza tym musiałabym mówić prawie jednocześnie w dwóch innych językach - naszym i dziecięcym.
<leń>

Klara:
Dziękuję, już widzę na pierwszy rzut oka, że to jest boskie, ale nie mam czasu w tej chwili i kilka kolejnych dni się w to wgłębić.
Proszę, plis, plis...
Streść mi (i na pewno wielu innym zainteresowanym) o co chodzi. :)

ODPOWIEDZ