Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Dia
Posty: 38
Rejestracja: pt lis 19, 2010 11:42 am

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Dia » czw lis 25, 2010 11:23 am

Tomira , rewelka. W dodatku piękne tereny!

Kiedyś w lesie spotkałam mężczyznę który jechał w siodle na klaczy i obok miał luzem puszczonego konia ... Okazało się ,że to "źrebaczek" tej klaczy który ma już prawie 3 lata i jest ogierem :? Zrobiło się zamieszanie , były"kwiki", wierzganie .. A właściciel na to " nie wiem co mu się stało, nigdy tak sie nie zachowywał" ehh W końcu udało nam się rozjechać i na szczęście nic się nie stało. Ale żeby to było miłe spotkanie to bym nie powiedziała...

Ja dosyć często jeżdżę sama w teren. Zawsze mam ze sobą kom. tak na wszelki wypadek :P Ale łapie sie na tym,że strasznie dużo gadam do konia hehe

Awatar użytkownika
Marta Suchocka
Posty: 92
Rejestracja: śr kwie 15, 2009 1:49 pm
Lokalizacja: Poznań

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Marta Suchocka » czw lis 25, 2010 11:55 am

A ja marzę o samotnych terenach i kiedyś nawet mi się zdarzały takie przejażdżki, ale na dzień dzisiejszy na Tyranie po prostu się boję. Bo Tyranek jest wypłoch, a moje umiejętności są zbyt słabe, aby w sytuacji kryzysowej o zatrzymać :(

Awatar użytkownika
Magda W-K.
Posty: 64
Rejestracja: pn kwie 19, 2010 11:22 am
Lokalizacja: Dymaczewo Stare

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Magda W-K. » pt lis 26, 2010 2:01 pm

Ja też marzę o samotnych terenach... Ale niestety napewno nie na klaczy, na której obecnie jeżdżę. Pomimo swoich 20 lat, to nieprzewidywalna wariatka, a nie spokojny, starszy konik ;)
Dwa razy wyjechałam z nią poza teren stajni. Pierwszy raz pojechałam na pole za stajnię, ale nie miał być to teren z założenia, a sesja w rzepaku. Generalnie zachowywała się całkiem dobrze, choć początkowo nie chciała odejść od stajni, a później jak poczuła, że wracamy, to miała ochotę polecieć wprost do stajni.
Za drugim razem po jeździe, chciałam sprawdzić jak zachowa się tym razem i zobaczyć jak daleko uda mi się odjechać. I to nie był dobry pomysł ;)
Od stajni musiałam pilnować bo próbowała zawrócić, a jak wracałyśmy, to zaczęła caplować, szła nabuzowana i tuż przed wjazdem na teren stajni zatrzymała się i strzeliła mi z miejsca kilka złośliwych baranów.
Z końmi zresztą też nie jest lepiej jak jedziemy, bo strasznie ciągnie. Po kilku terenach doszłam z żalem do wniosku, że tereny są nie dla nas, bo to stres dla mnie i dla niej pewnie też.
Domyślam się, że przyczyną tego może być fakt, że rzadko jeździmy w tereny, ale częściej obawiam się jeździć, bo koń ma już swoje lata, nogi po kontuzji, a tak się napala na teren, że boję się by jej to nie zaszkodziło.
Chociaż nie powiem, chciałabym byśmy sobie nawzajem tak ufały i nie bały się jechać w teren same :)
Miejsce moje między grzywą a ogonem.

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Julia z Orla » pt lis 26, 2010 3:50 pm

Chciałabym tylko przypomnieć Wam taką uniwersalną końską prawdę - nie ma koni mniej lub bardziej "płochliwych", są tylko takie, które kumulują w sobie mniej lub więcej napięcia i w momencie krytycznym napięcie to uwalniają. Jeśli jest w koniu dużo napięcia wyjściowego to koń wybuchnie przy pierwszej lepszej okazji, natomiast jeśli koń jest na co dzień wyluzowany i czuje się wewnętrznie ok, to w razie największego nawet wu ledwie mrugnie okiem. Dziewczyny od "płochliwych" koni: jeśli chcecie żeby Wasze konie nie eksplodowały z "byle powodu" to postarajcie się poprawić ich ogólne samopoczucie. Ale przede wszystkim swoje samopoczucie razem ze swoją pewnością siebie! Bo każdy koń będzie czuł się nerwowo w samotnym terenie z przelęknioną owieczką na grzbiecie, pełną najczarniejszych wizji. Ray Hunt powiedział "whatever else you do, just don’t be afraid.", co można przetłumaczyć w ten sposób: "zrób cokolwiek, tylko się nie bój.". Łatwiej powiedzieć niż zrobić ;) Chodzi z grubsza o to, że nawet na sekundę nie należy zostawiać swojego konia samemu sobie - on musi wiedzieć cały czas o tym, że jesteśmy tam dla niego z wypiętą klatą, cokolwiek by się nie działo.

I jeszcze jedno: konie są naszymi lustrzanymi odbiciami (i nie chodzi mi tu o to, że u nich wszystko jest odwrotnie ;) ), więc zalecałabym ostrożność w przylepianiu im etykietek typu "nieprzewidywalna wariatka" czy też "wypłoch" ;) Jeśli zdarzy się Wam określić konia w jakikolwiek ludzki sposób to spróbujcie takiej praktyki: zapytajcie siebie czy to jednak przypadkiem nie Wy jesteście tym takim i owakim. Bo wtedy wystarczy spróbować to zmienić, żeby koń przeszedł magiczną metamorfozę i tym samym oszczędza się i sobie i jemu zbędnego filozofowania i eksperymentowania. Na zasadzie "mój koń jest nieprzewidywalny!" ---> "hmmm, a może jednak to ja jestem dla niego nieprzewidywalna...?" ---> "jak być bardziej przewidywalną dla mojego konia, żeby nie musiał próbować odgadywać moich zamysłów i mógł czuć się pewniej w mojej obecności?" ---> "od dziś moje komunikaty będą dla niego dużo przejrzystsze, a on będzie mógł na mnie polegać!". Bo konie nie lubią jak do nich coś bełkoczemy, tak samo jak my nie lubimy jak przyczepia się do nas na ulicy jakiś półprzytomny żul i coś od nas chce, ale nie wiadomo co, bo połknął wielką kluskę i zupełnie nie koordynuje swojej mowy ciała. Bardzo wiele koni widzi swoich ludzi w ten właśnie sposób. A przebywanie pod opieką kogoś takiego może w krótkim czasie doprowadzić do nerwicy lękowej.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Magda Pawlowicz » pt lis 26, 2010 6:17 pm

Julia!
Prawie się z tobą zgadzam :twisted:
Prawie dlatego że 99% koni działa tak jak to opisałaś. Zresztą naprawiałam kobyłę która jak do nas przyszła (jako 10 letni koń) bała się praktycznie wszystkiego (tzn udawała że się boi i usiłowała ...ja bym to nazwała: uciec od pracy). Kiedyś przewiozła mnie przez pół wsi galopem, dopiero genialnie udało mi się ją wpakowac w krzaki. W końcu założyłam jej munsztuk (ona też kładła się na kiełzno i ciągnęła z ogromnym uporem, była skrajnie trudna do opanowania w terenie), na tym już nie dało się połozyć i przepychac przez rękę to wymysliła że mnie zrzuci! Nie spadłam, ukarałam ją za to i...koń przestał się płoszyć! I choć do tej pory ma skłonnosć do ciągnięcia w terenie to przez myśl jej nie przejdzie płoszyć się równiez w sytuacjach gdy inne konie się spłoszą. A więc płoszenie było NAROWEM!

NAtomiast jeżdżę młodą kobyłę (4 latka mojej hodowli) która jest autentycznym wypłochem. Tzn ona się boi wielu sytuacji ale objawia sie to tak że koń nieruchomieje i czeka na mnie. Zdarza się że nie jestem w stanie przejechać jako pierwsza np koło samochodu stojącego obok drogi w lesie. Ale jak zejdę i ją poprowadzę-pójdzie chowając się za moimi plecami i fukając dzielnie :lol: NAwet jeśli coś się ruszy (wczoraj zza przyczepy pojawił się traktor, po prostu wyskoczył na nas :lol: ) to uskoczy, fukając ale tak że w ogóle nie poczuję tego w rękach (zakładam że jestem na ziemi i ją prowadzę). NAtomiast moja jazda w terenie na czoło wygląda tak: koń idzie trzyma tempo, świetnie się prowadzi jest elastyczny i w ogóle po czym...atakuje nas jakieś drzewo w lesie i musimy średnio co 100 kroków jechać coś obejrzeć (ludzie którzy ze mną jeżdżą tracą czasem cierpliwość i mnie porzucają co nie robi na niej wrażenia-dalej sobie ogląda swojego "dieboła". Po czym jak już obejrzy to bezstresowo jedziemy dalej :D
Przy czym jak jadę drugi raz to przejdzie bez niczego-wyjątkiem są duże samochody, które sa straszne zawsze!

Jej matka była koniem histerycznym i słabym psychicznie a mimo to udało mi sie doprowadzić do tego że płoszenie się nie było niebezpieczne. Uskakiwała i zaraz się zatrzymywała czekając co ja zrobię. Ale zajęło mi to KILKA LAT! Ale byłam w stanie pojechać na niej sama w teren (z młodą się jeszcze nie wybrałam ale się zbieram do tego) bezkolizyjnie i bez większych cyrków. I np wprowadzić ją na prom :)

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Julia z Orla » sob lis 27, 2010 8:00 pm

(tzn udawała że się boi i usiłowała ...ja bym to nazwała: uciec od pracy)
Widzisz, ja nie wierzę w takie rzeczy. Też mi się kiedyś wydawało, że mój koń "udaje", że ma takie dni kiedy to szuka pretekstu żeby się spłoszyć. Ale tak nie jest - jeśli jest nadaktywny to ma to swoją przyczynę. Być może czasami nie umiem odgadnąć co to za przyczyna, ale zawsze coś jest na rzeczy ;) Konie niczego nie udają. Są konie, które na przykład ponoszą przy skrętach w prawo, gdy ustawiają głowę w tę stronę. I można by to uznać za narów, ale może być też tak, że weterynarz przy bardzo wnikliwych oględzinach stwierdzi przeszywający ból zęba po prawej stronie albo infekcję gronkowcem w okolicy prawego ucha. Nigdy nie należy zakładać, że "ten koń tak ma".

Też zdarzyło mi się, że koń nagle zaczął mnie "słuchać", po tym jak dostał fizyczną reprymendę. Było to wtedy, kiedy uprawiałam z nim natural i zwyczajnie nie wiedział o co mi do cholery chodzi i sygnał otrzymany bezpośrednio na zad zadziałał magicznie, bo koń w końcu zrozumiał, że ma galopować w koło mnie i do tego się nagle rozluźnił! Po prostu wcześniej nie wyrażałam się jasno i koń nie mógł mnie zrozumieć. Musiałam nauczyć się wyrażać się jasno bez stosowania sztuczek ani uciekania się do takich rozpaczliwych gestów. I też schodziłam z konia i prowadziłam go za sobą z okazji strumyków, bali słomy na polu i koszmarnych kałuż do momentu kiedy nie wskoczył mi na barana ;) Teraz czekam w bezpiecznej odległości od straszydła dopóki koń sam nie poprosi mnie o pozwolenie na zbliżenie się do niego. Nigdy nie pakuję konia w tarapaty, nie stosuję habituacji przymusem. Wiem, że trudno o to jak jeździ się w towarzystwie, bo kto będzie czekał na to aż koń podejmie decyzję? Dlatego ja zdecydowanie wolę jeździć sama 8)

Też mam czasami ludzki odruch przypinania koniowi etykietki i zwalania na niego odpowiedzialności. Jednak wychodzę z założenia, że zamiast oskarżać konia o cokolwiek, o działanie z premedytacją, o knucie, wyrachowanie i złośliwość, powinnam przyznać się do tego, że zabrakło mi wiedzy i nie wiem co mam robić. Tak jak w klubie AA, dopóki człowiek nie przyzna się do błędu otwarcie, nie ma szans na poprawę :) Nie ujmując absolutnie nic Twoim umiejętnościom i doświadczeniu - może powinnaś nad tym podumać? Może masz za dużo koni i nie masz czasu wniknąć głębiej w problemy każdego z nich? Może zupełnie nieświadomie "przepchnęłaś" którąś z kobył przez próg pomiędzy przestrzenią bezpieczną, a straszną, bo myślami byłaś gdzie indziej? A może u Ciebie na łące jest dużo rajgrasu i niektóre z twoich koni mają halucynacje wywołane mykotosynami (brzmi jak science-fiction, ale to przebadane i udokumentowane zjawisko!)...? Zawsze jest jakieś coś, nigdy nie jest tak, że "ten koń tak ma i już." Twoja czterolatka nie jest wypłochem, po prostu coś umyka Twojej uwadze.

Pozdrawiam serdecznie,
Sowa Przemądrzała
:)
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

tomira
Posty: 168
Rejestracja: śr sty 13, 2010 12:01 am

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: tomira » ndz lis 28, 2010 11:40 am

Julia mam dokładnie takie same poglądy jak ty :wink:
Jest takie powiedzenie (dotyczy koni prywatnych) "Pokaż mi swojego konia, a będę wiedzieć jakim jesteś koniarzem" Konie nie mają poczucia czasu, a ludzie stale w biegu. Koń ma swoje stado średnio 20 g na dobe, przyjeżdza człowiek i prosi albo rząda określonych reakcji. Jeżeli do konia nie przemawia "język" w jakim człowiek do niego przemawia przez 4 g. to dlaczego koń ma nagle uważać go za przewodnika, którego obowiazkiem w stadzie jest zapewnienie podstawowego wymogu koni-przeżycia. Reasumując: cokolwiek koń zrobi nie tak zawsze to będzie wina człowieka(pomijam choroby psychiczne u koni ale takie przypadki są marginalne)
sowa bis :mrgreen:

Maria Masaz
Posty: 470
Rejestracja: śr sty 13, 2010 8:39 pm
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Maria Masaz » ndz lis 28, 2010 1:06 pm

... są konie i konie są rasy i rasy i w końcu są instynkty, które nie zawsze można odpowiednio zmodyfikować (zależy od konia, jego prowadzenia) płochliwość, a raczej strach przed jakimś niewidocznym dla człowieka rzeczą jest faktem - nie we wszystkich przypadkach odpowiednia nauka jest wystarczająca - ludzi do koni też trzeba dobrać , do koni trzeba wybrać też odpowiednią metodę zachowania. Ja rozumiem , że człowiek wszystko potrafi, ale jeszcze żadnemu nie udało się całokształtnie kontrolować instynktów zwierzęcych, nie uciekając się do metod np. farmakologicznej kontroli, chociaż i ta nie jest idealna. Co do strachu Julio nie zawsze jest tak, że jak jeździec się boi koń też będzie (nie idealizowałabym lustra , bo i ono zniekształca ) - miałam konia, który krów i byków się nie bał w przeciwieństwie do mnie i gdyby nie on to bym była bardzo kiepskim przewodnikiem dla turystów ;) i to nie są żarty.
Maria

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Julia z Orla » ndz lis 28, 2010 1:35 pm

Ok Mario, tylko że jeśli Ty się bałaś, a Twój koń nie to kto w danym momencie pełnił rolę przewodnika? Nie mówię, że jest tak, że reakcja lękowa u człowieka musi wywołać taką samą reakcję u konia, niektóre konie z predyspozycjami do zajmowania wyższych stanowisk w hierarchii po prostu przejmą kontrolę nad sytuacją. I może się zdarzyć, że kiedyś zechcą pokazać Ci gdzie znajduje się Twoje miejsce w szeregu.

Instynktów nie da się kontrolować, da się regulować poziom napięcia psychicznego u koni. Jeśli koń zadziała instynktownie, a będzie wyluzowany siła reakcji będzie słabsza (i odwrotnie). I oczywiście, konie są płochliwe z natury! Tak przecież są zaprogramowane! Ale jeśli reakcja konia na straszny bodziec jest histeryczna i koń eksploduje albo ucieka zupełnie wyłączając myślenie i odczuwanie to znaczy, że a) nie ufa nam, że będziemy wiedzieć lepiej i nie poczekał na naszą decyzję - jesteśmy dla niego nikim ważnym, zbędnym balastem i b) jest w nim duży poziom napięcia psychicznego, które w momencie przestrachu demonstruje się w sposób dramatyczny.

Był w necie taki filmik, który pokazywał jak koń eksplodował w ten sposób pod Anky. Anky jest cyborgiem, więc żaden koń nie będzie czuł się z nią bezpiecznie i każdy będzie tykającą bombą zegarową. Stąd zapewne konieczność zastosowania chwytu obezwładniającego zwanego hiperfleksją. Konie tych ludzi są ogromne i potencjalnie śmiertelnie niebezpieczne i śmiem twierdzić, że to w dużej mierze wzięło się z tego, że są oni (ci ludzie) upośledzeni emocjonalnie i niezdolni do współodczuwania. "Koń najbardziej boi się tego, że jego uczucia nie zostaną wzięte pod uwagę".

Jeśli zaś chodzi o rasy i ich wrodzone tendencje do eksplodowania - mam dwa araby i nie dam się przekonać.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Maria Masaz
Posty: 470
Rejestracja: śr sty 13, 2010 8:39 pm
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Maria Masaz » ndz lis 28, 2010 2:59 pm

On cały czas próbował ustalić inną hierarchię ;) , co nie przeszkadzało mi go odpowiednio kontrolować, w stadzie też nie do końca to mu się udawało, ale próbował - taki charakter. Zgadzam się z większością z tym co napisałaś, chciałam jedynie dodać, że jednak czasami lepiej dobrać konia do siebie niż go zmieniać diametralnie (jego charakter i zachowania ). Araby tak jak folbluty nie są dla wszystkich.
Ostatnio zmieniony ndz lis 28, 2010 8:30 pm przez Maria Masaz, łącznie zmieniany 1 raz.
Maria

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Magda Pawlowicz » ndz lis 28, 2010 6:57 pm

Julio
To wszystko prawda, zakładając że masz do czynienia z koniem z którym systemtycznie i rozsądnie pracowano.
Natomiast ta kobyła o której pisałam-ta która przyszła do nas zepsuta-miała 10 lat! I conajmniej przez 6 lat była jeżdżona w sposób nazwijmy to...niezbyt profesjonalny... I dlatego twierdze że takie zachowanie po prostu weszło jej w nawyk: stało się narowem. I widzę jak ten koń chodzi teraz a więc po prawie 5 latach, bo jest u nas cały czas i pracuje w rekreacji. I koń się w terenie nie płoszy! Z całą pewnością był z nią problem kompleksowy, zarówno braku posłuszeństwa jak i braku zaufania do człowieka. Ale ten jeden element został również po ustaleniu z nią dominacji i jakiegoś porozumienia (przy czym do dziś to porozumienie jest takie...fizyczne, nie ma w tym subtelności i obawiam się nigdy nie będzie). Dlatego twierdzę że był to narów.
A-i ona ni w ząb nie jest nadaktywna, generalnie koń jest raczej zrównoważony i stabilny psychicznie, o skłonnościach do dominowania nad człowiekiem.


Zresztą odmowa wchodzenia w zakręt w określoną stronę może świadczyć o jakimś problemie fizycznym ale raczej u starszego konia. U młodego konie raczej bym szukała problemów psychologicznych, tzn np większej sztywności konia z jednej strony, obawy człowiek z jednego boku itp.
Albo o tym że ktoś kto próbował coś robić z koniem przedtem nie radził sobie z lonżowaniem konia w prawo i robił to tylko w lewo!

Co do mojej 4 latki: ona nie eksploduje! Nie wskakuje mi na głowę, nawet jak nas zaatakuje coś bardzo strasznego to się za mnie schowa i poczeka. Nie ucieka, nie ponosi, nawet się nie szarpie! Jest bardzo jezdna i skupiona na człowieku, współpracująca. Ale dużych samochodów się boi i już. Chociaż dziś notujemy sukces: podeszłyśmy do dużego ciągnika z pługiem obracalnym! I nawet dotknęła nosem kółka od pługa :D Co prawda drugi koń (byłyśmy we dwie z córką) już prawie wsiadł do kabiny i odjechał :lol:
I z nią mam świetny kontakt, bardzo subtelną współpracę, koń reaguje na bardzo delikatne sygnały zarówno z ziemi jak i spod siodła. Co więcej: mamy padoki blisko drogi asfaltowej, niezbyt ruchliwej. I jak się pasie, to jak jedzie duże auto to też się go boi i odchodzi na drugi koniec łąki. Mimo że inne konie są zupełnie obojętne. JAk samochód jest oddalony o jakieś 10 m to już będzie ok. I tak samo mam pod siodłem, jak ją prowadzę to podejdę i bliżej. Przy czym prędzej podejdzie za mną niż za innym koniem.
I jeszcze: ja wiem co mam z nią robić i wiem jak, to po prostu wymaga czasu...
Z jej matką (która była bardzo słaba psychicznie) uzyskałam bardzo dużo!

Awatar użytkownika
Magda W-K.
Posty: 64
Rejestracja: pn kwie 19, 2010 11:22 am
Lokalizacja: Dymaczewo Stare

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Magda W-K. » pn lis 29, 2010 10:47 am

Ja pisząc o "moim" koniu "nieprzewidywalna wariatka" nie miałam na myśli, że jest płochliwa. Bo kiedy w terenie ciągnie czy bryka, to nie jest to ze strachu, a raczej z nadmiaru energii. To pewnie efekt tego, że rzadko chodzi w tereny, nie jest do nich przyzwyczajona i każda wyprawa do lasu to dla niej przeżycie, jest podekscytowana i nie wiadomo w którym momencie i co zrobi.
Jadąc w teren sama, jest zdenerwowana i nic dziwnego. Z pewnych powodów nie mogę bywac u niej za często, więc zaufania do mnie pewnie nie ma, stąd w terenie przewodnikiem dla niej bynajmniej nie jestem.
Miejsce moje między grzywą a ogonem.

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Julia z Orla » pn lis 29, 2010 1:26 pm

kobyła o której pisałam-ta która przyszła do nas zepsuta-miała 10 lat! I conajmniej przez 6 lat była jeżdżona w sposób nazwijmy to...niezbyt profesjonalny...
Nawet przez chwilę nie podejrzewałam, że to był koń Waszej hodowli, ale myślę, że być może można było zrobić z nią więcej przed pierwszym wyjazdem w teren. No wiesz, żeby najpierw była na 100% z Tobą w pracy na ujeżdżalni, potem przy objeżdżaniu posesji, potem przy spacerze w ręku do lasu. Cały czas z Tobą (skupiona na Tobie), cały czas spokojna, ufna i zupełnie podporządkowana Twoim decyzjom.
dziś to porozumienie jest takie...fizyczne, nie ma w tym subtelności i obawiam się nigdy nie będzie
Przekleję tu coś, co napisałam wcześniej gdzie indziej (na podstawie "Birdie Theory mojej ulubionej pani doktor):
Jest taka piękna teoria, że nad końskim czołem mieszka taki ptaszek. Kiedy koń jest w stanie wewnętrznej równowagi to ptaszek siedzi tam i czyści sobie piórka i wszystko jest w porządku.

Kiedy ptaszek gdzieś pofrunie koń musi za nim podążyć i kiedy się z nim na powrót zjednoczy znów będzie czuł się spełniony.

Jeśli ptaszek pofrunie i usiądzie gdzieś daleko od konia, a ten nie będzie mógł do niego dotrzeć, jeśli coś lub ktoś mu na to nie pozwolą, to koń będzie odczuwał niepokój. Tylko wtedy kiedy zjednoczy się z tym ptaszkiem lub gdy coś sprawi, że ptaszek wróci do niego, będzie mógł osiągnąć wewnętrzny spokój.

Kiedy koń cierpi ptaszek siedzący nad jego czołem może odlecieć do innego świata. Wtedy oczy konia gasną, bo umysłem jest on już gdzie indziej niż na Ziemi. Żeby wrócić konia do życia, trzeba najpierw przywołać ptaszka, by usiadł z powrotem nad jego czołem.


Konie, które są były źle traktowane w przeszłości mają często problem z "wróceniem na ziemię". Piszesz, że kontakt z tą kobyłką jest bardziej fizyczny niż emocjonalny oraz, że "ni w ząb nie jest nadaktywna, generalnie koń jest raczej zrównoważony i stabilny psychicznie", więc być może stało się tak, że ona po prostu zamknęła się w sobie tak, że nie ma z nią mentalnego kontaktu. Ten cały "ptaszek" to nic innego jak skupienie. Rzecz w tym, żeby nakłonić konia do tego, żeby nas zauważył, potem żeby zatrzymał na nas swoją pełną uwagę na kilka sekund (znam ćwiczenie gdzie celem jest 8 sekund). W ten sposób przywołujemy umysł konia z zaświatów - ptaszek materializuje się na naszym ramieniu. Harry Whitney (w moim tłumaczeniu):
"Są dwa efektywne sposoby na użycie presji, żeby skupić konia na sobie i nakłonić go do wspólnej pracy. Jeden sposób to poprosić go o nierozproszoną uwagę; drugi polega na pokierowaniu jego nogami. Ja lubię prosić najpierw o jego uwagę.

Większość koni została nauczona, by ignorować działania człowieka. Tak więc czegokolwiek nie wybierzesz by przywrócić uwagę konia, to musi być dla niego silniej motywujące niż cokolwiek innego na świecie. Osiągasz to robiąc coś by otrzymać uwagę konia. Tłumacząc swoim uczniom jak to działa, używam porównania z eksplodującym pudełkiem.

Jeśli umieścisz pudełko na zamkniętym placu, gdzie znajduje się twój koń, jest duża szansa, że ten koń podejdzie do niego i je powącha. Ok, udawajmy, że w pudełku jest mała bomba, taka którą można odpalić poprzez pilota. W sekundzie kiedy koń odwróci oczy od pudełka - przeniesie swoją uwagę na coś innego - wysadzasz pudełko w powietrze.

To eksplodujące pudełko wywołuje na konia ogromną presję i koń zacznie przebierać nogami dość gwałtownie, żeby od niego uciec. Jednak jest w zamkniętej przestrzeni, zatem bez wątpienia odwróci się i spojrzy na zniszczone pudełko. Tam jest teraz jego uwaga! Wtedy ustawiasz na placu drugie pudełko. Koń przygląda mu się przez chwilę, zastanawiając się co się stanie. Wreszcie rozprasza się i odwraca uwagę od pudełka, żeby spojrzeć na coś innego. I znów, w chwili gdy spojrzy gdzie indziej, w momencie kiedy mentalnie "opuszcza" pudełko, odpalasz bombę. Koń znów ucieka, ale tym razem gdy się odwróci będzie patrzył na zniszczone pudełko przez dłuższą chwilę.

Jeśli twój timing jest dobry, powtarzam, jeśli twój timing jest dobry, po wysadzeniu czterech takich pudełek, koń uświadomi sobie, że odwrócenie wzroku od pudełka powoduje jego eksplozję. Poczuje, że to jego działanie powodują eksplozję i presję.

Jednak kiedy patrzy na pudełko wszystko jest spokojne, nie ma żadnej presji, żadnej eksplozji. Odkrywa, że pozostanie mentalnie skupionym na kartonowym pudełku daje mu poczucie bezpieczeństwa. Będzie stał tam, skupiony na tym pudełku, pewny siebie i bezpieczny, ponieważ wie co spowodowało presję, a co dało mu bezpieczeństwo. Tu nie ma szarej strefy.

Pokierowałeś tą sytuacją w taki sposób, że koń myśli, że jest powodem presji jeśli zadziała w pewien specyficzny sposób. Kiedy raz osiągniesz jego uwagę w tak znaczący sposób, nie będziesz musiał więcej wywierać takiej presji. Jeśli koń zacznie troszkę odpływać i odwracać wzrok, możesz po prostu lekko zatrząść pudełkiem i koń natychmiast skupi na nim uwagę.

Teraz wyobraźmy sobie, że ustawiamy pudełko na placu, ale wysadzamy je w powietrze w przypadkowych momentach, nie tylko wtedy kiedy koń odwraca wzrok, ale w jakiejkolwiek chwili. Nie zajęło by długo, żeby zamienić tego konia w psychiczny wrak - żyłby w strachu, próbując rozwikłać zagadkę eksplodującego pudełka. Bez możliwości ustalenia jaka z jego akcji powoduje wybuch, jego zdenerwowanie będzie rosło. Prawdopodobnie pomyślałby "nie wiem dlaczego pudełko eksploduje, ani kiedy to się znowu stanie, ale muszę stąd uciekać. I szukał by możliwości ucieczki.
Co do czterolatki:
I jeszcze: ja wiem co mam z nią robić i wiem jak, to po prostu wymaga czasu...
Absolutnie w to nie wątpię i życzę Wam wszystkiego najlepszego! Tylko sugeruję, że możesz spróbować (tak ot, w ramach eksperymentu) pozwolić jej podjąć decyzję samodzielnie - nie prosić jej o podjechanie do dużego samochodu, tylko poczekać w bezpiecznej odległości aż sama poprosi o pozwolenie na podejście bliżej. Można to nawet sprytnie zaaranżować, jeśli masz taki samochód pod ręką.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Julia z Orla » pn lis 29, 2010 1:35 pm

Magdo W-K., napisałaś:
Dwa razy wyjechałam z nią poza teren stajni. Pierwszy raz pojechałam na pole za stajnię, ale nie miał być to teren z założenia, a sesja w rzepaku. Generalnie zachowywała się całkiem dobrze, choć początkowo nie chciała odejść od stajni, a później jak poczuła, że wracamy, to miała ochotę polecieć wprost do stajni.
Stało się po prostu tak, że nieświadomie przepchnęłaś ją przez pewien próg, za którym klacz czuła się bezpiecznie, a przed którym czekały ją nieznane i straszne nowe okoliczności! Jeśli byś tego nie zrobiła, a stanęła na tym progu i nakazała klaczy skupić się na tym co jest przed nią i pokontemplować to co widzi to zapewne sama zrobiła by krok naprzód, gdyby była gotowa. Ty byłaś gotowa na sesję w rzepaku, ale nie przygotowałaś wcześniej konia nawet do tego, żeby dojechał na plan zdjęciowy. Jeśli przepchęłaś ją przez ten próg to straciłaś kilka dobrych punktów zaufania.

Jeśli by użyć analogii z ptaszkiem to ptaszek Twojej klaczy został w stajni.
Za drugim razem po jeździe, chciałam sprawdzić jak zachowa się tym razem i zobaczyć jak daleko uda mi się odjechać. I to nie był dobry pomysł ;)
Od stajni musiałam pilnować bo próbowała zawrócić, a jak wracałyśmy, to zaczęła caplować, szła nabuzowana i tuż przed wjazdem na teren stajni zatrzymała się i strzeliła mi z miejsca kilka złośliwych baranów.
Tak, to był najgorszy możliwy pomysł. Straciłaś jeszcze więcej punktów zaufania i zwiększyłaś jeszcze bardziej odległość między koniem, a jego największym pragnieniem. Masz szczęście, że koń zamanifestował swoje cierpienie tylko tymi kilkoma baranami ("złośliwymi" jak piszesz, ale to po prostu Twoja nadinterpretacja), a nie poniósł Cię z powrotem do stajni. Powinnaś być jej bardzo wdzięczna za jej wielką wyrozumiałość.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: Magda Pawlowicz » pn lis 29, 2010 7:16 pm

Julia z Orla pisze:
Nawet przez chwilę nie podejrzewałam, że to był koń Waszej hodowli, ale myślę, że być może można było zrobić z nią więcej przed pierwszym wyjazdem w teren. No wiesz, żeby najpierw była na 100% z Tobą w pracy na ujeżdżalni, potem przy objeżdżaniu posesji, potem przy spacerze w ręku do lasu. Cały czas z Tobą (skupiona na Tobie), cały czas spokojna, ufna i zupełnie podporządkowana Twoim decyzjom.


Co do czterolatki:
I jeszcze: ja wiem co mam z nią robić i wiem jak, to po prostu wymaga czasu...
Absolutnie w to nie wątpię i życzę Wam wszystkiego najlepszego! Tylko sugeruję, że możesz spróbować (tak ot, w ramach eksperymentu) pozwolić jej podjąć decyzję samodzielnie - nie prosić jej o podjechanie do dużego samochodu, tylko poczekać w bezpiecznej odległości aż sama poprosi o pozwolenie na podejście bliżej. Można to nawet sprytnie zaaranżować, jeśli masz taki samochód pod ręką.
Co do tej starszej (ona ma Września na imię). Ona była jednakowo nieposłuszna w kazdych okolicznościach. NAwet bym powiedziała że początkowo łatwiej się na niej jeździło w terenie niż na placu. Mam wrażenie że praca na placu bardziej jej się kojarzyła z "treningiem" przez który przeszła wcześniej. Natomiast w terenie była bardziej nastawiona na współpracę za wyjątkiem momentów zawieszania się na wędzidle, co zdarzało się powiedziałbym sporadycznie i w okreslonych sytuacjach. Natomiast na placu była stale powieszona w dół na kiełźnie-jakie by ono nie było. Początkowo wisiała też na lonży...I na placu płoszyła się uporczywie, z reguły zawsze w tym samym miejscu. Wiem że koń był lonżowany na jakiś turbo patentach...nie wiem dokładnie na czym.
Zostało z nią zrobione połączenie, przyjęła je dość dobrze i nastąpiła ogromna poprawa ogólnego posłuszeństwa i zaufania. Jak przyszła prowadzenie jej na kantarze było bardzo trudne, uzyskałam że chodzi zupełnie dobrze, trzeba pilnować żeby nie wyprzedzała człowieka bo ma do tego tendencje do dziś.
Natomiast w tej chwili ona jest ogólnie spokojna. Została pewna skłonność do przyspieszania ale nie uciążliwa...
I nie sądzę żeby koń był nieszczęśliwy. W tej chwili to jest nasz podstawowy koń szkolny, ludzie się na niej uczą i ona pracuje dobrze. NAtomiast lubi "sprawdzić" człowieka i to już przy czyszczeniu-np poprzepychać się.
Co do skupienia: bardzo trudno jest uzyskać skupienie u konia na którym jeżdżą różne osoby. A ona od początku nie chodziła tylko pode mną. Natomiast dziewczyna która na niej jeździła na początku jeździ dobrze i radziła sobie z nią w większości przypadków.
Ogólnie ten koń jest po prostu dość "toporny" z natury...tak ja to na dziś widzę.


Co do mojej (Jamajka). Jak tylko jest taka możliwość to staram się na nią czekać. I ona często sama podchodzi i to dość szybko. Wręcz właśnie "ciąga" mnie po lesie bo koniecznie trzeba zobaczyć co jest za tamtym drzewem :D
Natomiast z tymi dużymi samochodami: nie zawsze się da. Chociażby jak ją prowadzę na łąkę asfaltem i jedzie ciężarówka to nijak nie chce poczekać...

ODPOWIEDZ