Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Zapraszamy do dyskusji
DuchowaPrzygoda

Co sądzicie o samotnej jeździe w terenie?

Post autor: DuchowaPrzygoda » śr paź 31, 2007 3:45 pm

całe życie jeździłam w zasadzie samotnie w terenie. Zawsze prawie słyszałam o tym, że jest to zbyt niebezpieczne i że nie powinnam tego robić.

Czy ktoś z Was również tak jeździ i żyje /...jeszcze../

I jakie są Wasze opinie na ten temat?

jasmina
Posty: 258
Rejestracja: wt paź 09, 2007 9:40 pm

Post autor: jasmina » śr paź 31, 2007 5:43 pm

ja tak jeżdżę. Nie mam z kim, koń w przydomowo-sąsiedzkiej stajni, ma końskie towarzystwo ale nieujeżdżone końskie towarzystwo:) i jeżdżę sama. Żyje jeszcze i bardzo się z tego ciesze:)
jednak gdybym miała możliwość wyboru- wybrałabym tereny z drugą osoba.

Chiquita
Posty: 93
Rejestracja: czw paź 25, 2007 8:45 pm
Lokalizacja: Strzelin
Kontakt:

Post autor: Chiquita » śr paź 31, 2007 7:02 pm

Mi się zdarza jeździć i tak, i tak. Fajnie jest pojechac z kimś, pośmiać się, pogadać czy tez pościgać... Ale tak naprawdę to jak dla mnie nic się nie równa własnie z samotnym terenem ;) Cisza, spokój, tylko ja i koń... Nikt więcej... Jakoś tak nastrojowo i ślicznie sie od razu robi ;) Oczywiście jeśli koń jest nieprzyzwyczajony do samotnych wyjazdów czy tez po prostu boi się być bez towarzystwa innych koni to nie ma co sie pchać w taki samotny teren... Bo sie rzcezywiście moze źle skończyć....
Ale jeśli sie ma spokojnego konia który nam ufa, w terenie też.... To czemu nie??
W czasie terenu z innymi osobami mniej się zajmuję koniem i sobą, większa uwagę zwracam na to, zeby na kogoś nie wjechac, komuś nie przeszkodzić, uwaga jest skierowana na inne osoby, co robią, czasami się pogada, pośmieje... Sympatyczne, ale tak naprawde skupiam się na koniu i sobie, i na tym co robimy jak jesteśmy same ;)

Sowa
Posty: 137
Rejestracja: wt paź 16, 2007 12:27 pm
Lokalizacja: Gdynia

Post autor: Sowa » śr paź 31, 2007 11:03 pm

No cóz, uważam że to niebezpieczne, ze nie powinnam na moim etapie , ale... nie mam innej możliwosci, sporadycznie trafia się okazja że jeszcze ktoś akurat jedzie.
Wiec jeżdzę sama, ale staram się minimalizowac zagrożenia. Zawsze, ale to zawsze, mam kask i komórkę. Nie ma że zapomniałam, nie naładowałam, coś tam - po prostu samodyscyplina albo zostaję na ziemi przy stajni. Pokazałm męzowi tereny po których jezdzę - miał wycieczkę rowerową, wie z grubsza gdzie szukać jakbym nie wróciła. Zawsze mówię gdzie mniej więcej będe jeździć i trzymam się tego bez wyjątków.
jak widzę że koń naładowany jak bomba - odpuszczam nawet kłus - stępujemy aż się wyluzuje i zapomni o bieganiu, jak ma dzień "wszędzie siedzą koniożercy"- w ogóle wracamy do stajni nawet jak dopiero wyjechaliśmy za bramę - był czas, ze przez 2 bite miesiące jeździłam tylko na stępa - trudno, padło zaufanie , trzeba było odpracować. teraz znów pozwalam sobie na galopki, ale jestem sprytna (a sprytni żyją dłużej i są motorem ewolucji :twisted: ) - tylko po ścieżkach które znam, tylko po tych na których wiem ze koń się nie nakręca za bardzo.
No i jezdzę na koniu któremu dość ufam- na pewno nie pojechałabym w teren na koniu któego akurat wypożyczyłam ze szkółki, czy coś w tym stylu.

Ni o co tu ukrywać bardzo, bardzo polubiłam te konio-samotne wypady do lasu.
Być jak Lucky Luke

Awatar użytkownika
Stajenny
Posty: 126
Rejestracja: pn paź 29, 2007 2:32 pm
Kontakt:

Post autor: Stajenny » śr paź 31, 2007 11:06 pm

w jezdzie w terenie "w dwojke" nie widze nic zlego ani nie rozsadnego.jezeli kon nam ufa i wystraczy mu wsparcie ze strony jezdzca a jezdziec jest rozsadny i ma na glowie kask i ktos wie gdzie jedzie i mniej wiecej kiedy wroci to jest to bezpieczne.

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Post autor: Wojciech Mickunas » śr paź 31, 2007 11:10 pm

W samotnej jeździe w teren mam wieloletnią praktykę i sporo , sporo doświadczeń ,ale dziś nie mam już siły by się rozpisywać . ( naciąłem się drewna do kominka i ledwo żyję.)

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » czw lis 01, 2007 5:05 pm

jeszcze nigdy w życiu nie jeździłam terenów w kasku ani w toczku...Ale poza tym ostatnoi nie czuję się dość pewnie samotnie w lesie...to ze względu na żubry.

Komórki też nie biorę...bo w lesie i tak nie ma zasięgu.

Panie Wojciechu do kominka używam brykietu. Worek kosztuje 6 złotych poza sezonem, jest bardzo kaloryczny. No i nie trzeba tego ani ciąć ani składać. Pełna wygoda...kosztem romantyzmu.

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Post autor: Wojciech Mickunas » czw lis 01, 2007 6:13 pm

Wolę jednak romantyzm, szczególnie ,że mieszkam w lesie , a zachodnie wiatry od czasu do czasu coś obalą i trzeba posprzatać. Poza tym nie ma jak palące się polana w kominku, i taniej i romantyczniej.

jasmina
Posty: 258
Rejestracja: wt paź 09, 2007 9:40 pm

Post autor: jasmina » pt lis 02, 2007 10:29 am

kwestie bezpieczeństwa- zawsze komórka! I zawsze kask(ale to obowiązuje u mnie na każdej jeździe). Do tego gdy koń jest naładowany zostaje jednak przy stajni i okolicach stajni:P

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » pt lis 02, 2007 12:42 pm

tyle, ze w moim wypadku kas bezpieczeństwa równa się...problemy. Jejkuuuuuu....to jest obsesja te kaski chyba...

Awatar użytkownika
Stajenny
Posty: 126
Rejestracja: pn paź 29, 2007 2:32 pm
Kontakt:

Post autor: Stajenny » pt lis 02, 2007 12:49 pm

Duchowa Przygoda kask to nie obsesja, to rozssadek i bezpieczenstwo.Polecam wszystkim i jak juz wczesniej pisalem:To naprawde nei boli!!!!

jasmina
Posty: 258
Rejestracja: wt paź 09, 2007 9:40 pm

Post autor: jasmina » pt lis 02, 2007 8:02 pm

Stajenny pisze:Duchowa Przygoda kask to nie obsesja, to rozssadek i bezpieczenstwo.Polecam wszystkim i jak juz wczesniej pisalem:To naprawde nei boli!!!!
ujęłabym to inaczej: wrazie czego boli mniej:)

Sowa
Posty: 137
Rejestracja: wt paź 16, 2007 12:27 pm
Lokalizacja: Gdynia

Post autor: Sowa » pt lis 02, 2007 9:44 pm

To naprawde nei boli!!!!
ujęłabym to inaczej: wrazie czego boli mniej:)
a ja jeszcze inaczej: w razie czego wciąż ma co boleć. :wink:


Swoją drogą, mimo kasku, zdarza mi się wracać z siniakami na... uszach np..
Nie wiem jak jezdzić po lesie z gołą głową, upadek to jedno - w sumie zdarza się sporadycznie jednak, ale gałęzie chlastające po głowie i twarzy to norma. Bez kasku chyba juz nie miałabym ani włosów, ani oczu. :?
Być jak Lucky Luke

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » pt lis 02, 2007 10:38 pm

mam włosy i oczy...jeszcze.

Jak widzę gałęzie przed sobą to po prostu sie schylam. W toczku też bym się schylała. I w kasku też. Tak jakoś mam.

Pomyślę o kasku na zimę, może mi nie zaszkodzi...Czytałam o takich , które chronią kręgi szyjne i mają dobrą wentylację. Szkoda tylko, że kosztują ponad 1500 złotych.

Awatar użytkownika
Stajenny
Posty: 126
Rejestracja: pn paź 29, 2007 2:32 pm
Kontakt:

Post autor: Stajenny » pt lis 02, 2007 10:43 pm

czym jest 1500 zl choc na rynku jest duzy wybor tanszych kaskow w stosunku do zdrowia czy zycia?

ODPOWIEDZ