Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Jacek Moroz
Posty: 132
Rejestracja: pn kwie 21, 2008 8:35 am
Lokalizacja: Zachodniopomorskie

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Jacek Moroz » pn lip 04, 2011 11:53 pm

agrestis pisze:Odświeżam wątek 'szkolenie zielonych', czyli ponawiam pytanie o ośrodek/osobę gdzie można i warto się wybrać by intensywniej UCZYĆ SIĘ jazdy konnej. Odpadają oferty typu obozy jeździeckie, bo jestem na to za duża:) Dodam, że nie jestem zbytnio zaawansowana, jeżdżę 2 lata w stajni rekreacyjnej (czyli pewnie nie umiem nic;/) i nie mam konia. Znacie takie miejsca?
Próbowałem na PW, ale chyba nie doszło.Jeżeli nadal szukasz,podaję nr tel.883545852

ginger
Posty: 9
Rejestracja: wt kwie 26, 2011 11:12 pm

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: ginger » wt lip 05, 2011 1:06 am

Też jeżdżę w szkółkach od marca zeszłego roku... na własnego konia na razie nie mogę sobie pozwolić (szkoda):(( Niestety nie ma idealnych - zawsze coś można znaleźć ,a to konie nerwowe ,a to stajnia w środku miasta i brak dla nich wybiegu i tylko pracują i pracują ... lub instruktorka jest tak młoda ,że zastanawiam się ,czy uczy się już w liceum ,czy nadal w gimnazjum:(( do tego chodzenie tylko w zastępie ,bo brak pewnie inicjatywy itd...
Jednak udało mi sie znalezc fajna stajnie w miarę zbliżona do moich oczekiwań i ciesze sie ,ze mam gdzie uczyc sie podstaw w ,,obsłudze " konia ,ze mogę przyjechać i pomoc i pogadać z ,,koniarzami '' ,którzy trzymają tam swoje konie i poczuć klimat ,który mi sie marzy od dawien dawna :O)

Awatar użytkownika
Magdalena Jankowska
Posty: 181
Rejestracja: wt cze 15, 2010 4:52 pm
Lokalizacja: Międzyzdroje , Czarnków

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Magdalena Jankowska » pn wrz 12, 2011 2:46 pm

Zacznę od początku.Siwa to 7 letnia klacz zakupiona z drugich rąk . Od czasu ukończenia 3 lat pracowała w rekreacyjnym ośrodku . Często pracowała na lonży ze względu na swój charakter. Jest bardzo spokojnym koniskiem . . U . Wracając do sedna sprawy chciałabym sie poradzić Was drodzy forumowicze w następujących sprawach . Będę pisała od myślników ,będzie bardziej przejżyście.
Jeżdżę na klaczy miesiąc czasu . 6 dni w tygodniu czasami 5 . To zalezy od tego czy kobyła ma siłę do pracy , oraz od pogody a sciślej od nasilenia robactwa. Jednak jest to jaza regularna. Każde dobrze wykonane ćwiczenie jest nagradzane.
- Przed zakłusowaniem klacz zadziera mocno głowę , spina grzbiet , natomiast tylnymi nogami robi coś w rodzaju ,,podskoków,,. Przód w tym czasie idzie bardzo sztywno . Kiedy już uda mi się ją udobruchać , uspokoić zakłusowuje normalnie . Staram sę wykonywać z nią częste przejscia , częste zmiany ćwiczen.
- Kobyła nie potrafi galopować na prawą nogę . Kiedy już zagalopuje natychmiast zmienia przód w wyniku czego krzyżuje.
- Czasami szczególnie kiedy wieje wiatr idzie krzywo gdyż patrzy na wszystko prawym okiem . nie jestem wtedy w stanie przytrzymać jej łydko by zapobiec wypadaniu zadu na zewnątrz bądż jego wpadaniu do wewnątrz.
- Jadąc na niej mam wrażenie że wedzidło uderza o jej pysk góra dół , góra dół . Jednak tak nie jest . Jest to odgłos wydobywający się z jej pyska . Przy czym nie wykonuje ruchów głową ani nie ma otwartego pyska . Czy to oznacza że bawi się wędzidłem ?
- I ostatnia rzecz . Kobyła ponosi w galopie . tzn nie potrafi zagalopować na odpowiednią nogę jw. jak już zagalopuje ciągnie głową w dół . nie jestem w stanie jej zatrzymać ,po przejsciu do kłusa cały czas chce dalej galopować . Obecnie unikam galopu do czasu aż nie ogarnę jej w pracy z ziemi ... nie galopujemy i nie pracujemy na lonży .... oraz w pracy w stepie i kłusie .

Wypowiedzcie się proszę
Ostatnio zmieniony pn lis 21, 2011 10:45 am przez Magdalena Jankowska, łącznie zmieniany 1 raz.

maku
Posty: 262
Rejestracja: sob lis 10, 2007 8:44 pm
Lokalizacja: Poznań

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: maku » pn wrz 12, 2011 3:15 pm

Spora część pasowała by do opisu mojego wariata.
Nam pomogło odstawienie owsa i zamiana na jęczmień.

Awatar użytkownika
Magdalena Jankowska
Posty: 181
Rejestracja: wt cze 15, 2010 4:52 pm
Lokalizacja: Międzyzdroje , Czarnków

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Magdalena Jankowska » pn wrz 12, 2011 6:52 pm

Hmm ...
W tej chwili Nesja dostaje dwie miarki owsa dziennie, no i pasie sie cały dzień bo zazwyczaj jezdzę koło 7 - 8 rano .
Wydaje mi się nawet czasami że jest ,,zamulona,, ,bA nawet czasami nie moge jej wypchnąć do kłusa.Ale na galop ma zawsze siłę :)
Lecz mam obawy że takie odpały mogą być niestety spowodowane strachem . Kiedy biorę bata do ręki , broń boże nie chcę jej bić , wystarczy ze trzymam go - kobyła jest cała w pianie od potu ...

maku
Posty: 262
Rejestracja: sob lis 10, 2007 8:44 pm
Lokalizacja: Poznań

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: maku » pn wrz 12, 2011 7:27 pm

Mój zwierzak to jest generalnie taka wielka przytulanka.
Bardzo grzeczny w codziennej obsłudze, sam bierze wędzidło, sam wkłada łeb w kantar itd. itp. nie mniej jednak w terenie zawsze wiem kiedy dostał owies. Jeżeli jest po owsie boi się byle czego a jak już raz coś go zdenerwuje to nie sposób go uspokoić. Nie potrafi wtedy stępować jest już tylko caplowanie. Nie ma mowy o spokojnym kłusie a jak galop to zaczyna się już ostra jazda. Owszem po jakimś czasie zrozumiał zdyscyplinował się na tyle, że potrafił nawet postać chwilę w miejscu ale mowy nie było o spokojnym zrelaksowanym stępie. Też się pokrywał pianą choć teoretycznie nie było żadnego większego wysiłku.
Po odstawieniu owsa jak ręką odjął. Zupełnie inny koń. Oczywiście potrafi się spłoszyć, odskoczyć – jego prawo. Ale natychmiast się uspokaja i za chwilkę jest już zupełnie zrelaksowany i spokojny.
Nie jest to na pewno odpowiedź na wszystkie twoje problemy.
Co do niechęci do galopu na jedną stronę to myślę, że przyczyn może być kilka. Może to być zdrowie – tutaj musiał by się wypowiedzieć wet. Może też tak być że po prostu na tyle słabszą jedną stronę, że jest jej bardzo niewygodnie akurat na tej stronie i sama wybiera sobie tą lepszą. W takim układzie należało by pewnie powolutku próbować wzmacniać tą słabszą stronę. Jakiś dobry trener musiałby ją zobaczyć i doradzić sposób postępowania. Może to właśnie problem z okiem. Choć widuję kobyłkę ślepą na jedno oko która nie ma takiego problemu – co oczywiście nie świadczy, że w przypadku twojej tak nie jest.
Jeżeli jest to problem zdrowotny (problem z kończynami) co też niestety przerobiłem na swoim zwierzaku. Zauważyłem ze gdy odczuwał jakieś dolegliwość też nie chciał kłusować i najchętniej od razu przechodził do galopu przy czym oczywiście na skutek dyskomfortu pojawiało się usztywnienie i podenerwowanie.

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Julia z Orla » pn wrz 12, 2011 7:27 pm

Magda, przeczytaj sobie na początek wątek pt. "Prostowanie konia", na pewno pomoże Ci zrozumieć co dzieje się z ciałem Twojej kobyłki. Jeśli po lekturze będziesz miała więcej pytań to napisz.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magdalena Jankowska
Posty: 181
Rejestracja: wt cze 15, 2010 4:52 pm
Lokalizacja: Międzyzdroje , Czarnków

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Magdalena Jankowska » czw wrz 22, 2011 5:02 pm

Droga Julio .
Poczytałam , poogladałam , zrozumiałam i ... zastosowałam w praktyce.
Efekt taki że po kilku woltach - ktoś stał na dole i mówił czy ta wewnętrzna noga wchodzi pod pępek - klacz załapała ze tak jest jej wygodniej i teraz prawie nie mamy problemu . Postanowiłam z nią wrócić do podstaw. Zaczynamy zabawą z ziemi . Potem siodłanie i dopiero rozgrzewka. Nie zaczynam z nią jazdy kiedy widzę że jest podirytowana i kiedy jestem na ziemi, nie skupia się . Kilka razy wsiadłam w takim dniu i nie było dobrych efektów . Wolę dać jej czas niech sobie pomyśli :)
Korzystam dużo z książek 101 ćwiczęń ...
Co myślicie o skokach luzem z taką klaczą ?Czy pomogły by w gimnastyce?

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Julia z Orla » czw wrz 22, 2011 5:31 pm

Skoki luzem to fajna zabawa, ale tego problemu raczej nie rozwiążą. Cieszę się okropnie, że przeczytałaś o prostowaniu, a jeszcze bardziej, że zrozumiałaś o co chodzi - trochę trzeba pogłówkować nad tym, a nie każdemu się chce. Nie myśl jednak, że po kilku woltach masz problem z głowy, musisz codziennie wplatać w jazdę jakieś prostujące ćwiczenia na przemian z jazdą po prostej. Ciągle zadawaj sobie pytania: "czy mój koń jest w tej chwili wyprostowany?", "czy jest rozluźniony?", "czy z łatwością ustąpi o krok w lewo, jeśli go o to poproszę?" - konia nie da się ani rozluźnić, ani wyprostować na stałe.

Co do humorów Twojej klaczy - jest duże prawdopodobieństwo, że ustąpią kiedy staniesz się bardziej zdecydowana. Musisz rozróżnić kiedy jest moment, że należy wziąć pod uwagę jej uczucia (np. kiedy się czegoś boi albo naprawdę źle się czuje), a kiedy jest chwila kiedy zaczyna mieć muchy w nosie i potrzebuje stanowczości. Często bywa tak, że jeśli zareagujesz na pierwsze dąsy krótkim upomnieniem i pokażesz wyraźniej czego chcesz i co ma być zrobione to koń w sekundę po reprymendzie będzie się starał ochoczo wypełnić Twoje rozkazy. I rozluźni się, bo poczuje się bezpiecznie z taką panią, co umie postawić na swoim.

A czasami może być po prostu tak, że to Ty jesteś niezdecydowana albo niejasno formułujesz swoje żądania i koń się męczy, bo nie wie o co tak do końca chodzi. Bądź konkretna i nagradzaj często, a koń nie będzie miał powodów do oporu.

Trzymam kciuki.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magdalena Jankowska
Posty: 181
Rejestracja: wt cze 15, 2010 4:52 pm
Lokalizacja: Międzyzdroje , Czarnków

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Magdalena Jankowska » sob wrz 24, 2011 5:58 pm

Julio może żle napisałam o tych humorach :) Nie zdarza się to często . Powiedziałabym rzadko. Myślę że uczymy się na nowo wszystkiego ponieważ mamy problem z lewą stroną. na te oko klacz nie widzi .Jednak próbujemy , proszę o nowe zadania z rozwagą . Klacz zaczyna chwytać . Oczywiście pilnuję żeby nie zapomniała o prostym chodzeniu .:)
Staram się urozmaicać jej treningi . Wprowadzam nowe elementy w pracy z ziemi . Jednym słowem socjalizacja ze wszystkim na nowo . Jedno jest plusem jest na tyle opanowana ze kiedy spłoszy się czegoś to nie ucieka. Odskakuje i prycha :) Nie mam żadnych problemów żeby podprowadzić ją do straszydła:)
Julio dziękuję za Twoje rady będę meldowała o postępach :)

Awatar użytkownika
Joanna Dobrzyńska
Posty: 911
Rejestracja: czw mar 27, 2008 9:50 am
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Joanna Dobrzyńska » ndz paź 02, 2011 10:27 pm

Wypowiem się w tym wątku.
Moje refleksje.
Otóż za bardzo nie zabiegam o klientów, właściwie w ogóle o nich nie zabiegam. Mam 2 konie pod siodło, tzreci mlody dopiero czeka na "zajazdkę" i wszystko w stosownym czasie, choć juz zapytują, poganiaja, a klaczka ma jak wiecie zaledwie 2,5 roku. To chyba G.Heuschmann mówi by z koniem 3letnim pracować 3xw tyg, z 4letnim 4 itd. Boli, boli mnie w środku, coś krzyczy... Mam 2 osoby dorosłe (jedna bardziej tak z doskoku, druga regularniej) i 9letnią dziewczynkę. Dziecko uczy się jazdy na oklep, łapie w mig, cieszy się, przezywa i chyba 3 strony sa zadowolone: ja, koń, bo nie szarpany i dziewczynka. Dorśli porównują "Każdy inaczej uczy, co instruktor, to inna szkoła...". I co z tym zrobić? Ja mówię (wewnątrz krzyczę): nie ciągnij za wodze, daj koniowi możliwość rozciągnięcia, łydka delikatna, nie wal piętami. Wewnątrz mnie coś krzyczy... I Boli, gdy koń się przeganaszowuje, tłumaczę dlaczego tak się stało i co to oznacza... Słowa gdzieś giną. Koń dalej się składa. I boli. I znów słyszę "Bo tam i tam (...) mówią by trzymać wodze mocniej, krótko, żeby ustawić konia na pomocach już na początku jazdy " (!?). Cóż, nie pozostaje nic, jak lekko skrytykować, ale świat jest mały i czemu mamy zamieniać się miejscami na "loży szyderców"? Stajnia od stajni jest dość blisko, wszyscy to wrogowie? Dlaczego?
Staram się by dziewczynka pokochała konie, w drugiej kolejności jazdę na nich, czytała i zrozumiała potem zasady jakie wpaja np.G. Heuschmann, kim jest Pat Parelli. Wszyscy chcą na skróty, a ta droga jest dłuższa niż się wydaje.

Mogę się czuć wsparta wirtualnymi znajomymi, ale realnie? Jestem dziwadłem. Bo spaceruję z końmi jak z psami na smyczy.

Smutno mi. I przykro w imieniu koni. :cry:
"Zdobądź serce swojego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, a wtedy będziesz mógł użyć siły jego według swego zamysłu"

www.stajniabartodziej.republika.pl

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Julia z Orla » ndz paź 02, 2011 11:57 pm

Ja niereformowalnych wystawiam za bramę uprzejmie, ale bez żadnych skrupułów. Przez ostatnie pół roku podziękowałam już 3 osobom, taka jestem zła pani! Po prostu szkoda mi moich koni i mojego czasu, a jeśli ktoś wątpi w moje kompetencje to i tak go wiele nie nauczę. I też mam wspaniałą dziewięciolatkę! Wychowałam ją sobie od zera i jest niesamowita. Mojego Niuszka owinęła sobie dookoła palca, przysięgłabym że widziałam kilka razy uśmiech na jego twarzy jak go siodłała :D A to oni, w zeszłym tygodniu, po 4 miesiącach nicnierobienia:

Obrazek

Asio, a może zmień ogłowie na sidepull i zakaż kategorycznie jakiegokolwiek kontaktu z pyskiem do odwołania? Niech Twoi klienci jeżdżą na luźnej wodzy, moi uczą się trzymać jedną ręką za sprzączkę i robić tak przejścia w górę i w dół. Ta mała ze zdjęcia dostała w ogóle wodze do rąk po chyba 30 lekcjach na lonży, jak już udowodniła m.in., że umie trzymać cordeo w końcach palców i nie ciągnie za nie. Potem dostała wodze, ale miała trzymać za sprzączkę i nauczyć się skręcać dosiadem. Aż doszłyśmy do kontaktu z naciskiem na delikatność i odczytywanie tego jak koń przyjmuje ten kontakt (i czy w ogóle przyjmuje), z założeniem, że chodzi nam o rozluźnienie konia (przejścia w górę nadal są "na sprzączce", żeby nauczyć ją zawsze "otwierać się" przy zwiększeniu tempa). Teraz przerabiamy kontrolowanie wewnętrznej energii i 'sterowanie telepatyczne' i ona naprawdę łapie to w lot! Zdaję sobie sprawę z tego, że z dorosłą osobą byłoby mi trudniej, bo trzeba przebić się przez sceptycyzm i popracować nad otworzeniem głowy takiemu klientowi. Bądź asertywna Asio! Może musisz tupnąć nogą? ;)
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Joanna Dobrzyńska
Posty: 911
Rejestracja: czw mar 27, 2008 9:50 am
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Joanna Dobrzyńska » pn paź 03, 2011 8:50 am

Stawiam na moją małą uczennicę. Fajnie jest kształtować od zera, a z tymi starszymi jest dość trudno. Od zera uczyłam pewną 30latke i równiez wszyscy byli zadowoleni (obecnie czeka na poród więc mamy przerwę i pewnie przerwa się przedłuży). Mnie przeraża fakt, ze istnieje jakieś dziwne przekonanie, że koń ma mieć sylwetkę sportowca zaraz po wyjściu ze stajni. Nie rozumieją zasad rozgrzewki, rozciągania, dosiad kiepski a oczekiwania względem wierzchowca wygórowane. W końcu wychodzi na to, ze ich oszukuję mówiąc, że koń zrobi lotne co 5 jeśli poproszę, że łopatki, półpieruety... To są dla konia zwykłe sprawy, bo on to umie bez nas i tłumaczę- my mamy pracować ciałem tak, by koniowi nie przeszkadzać. Przykre, że do większości nie rafia. I niestety gdy wsiadam po i przy takim jeźdźcu, nie mogę udowodnić w 5 minut niczego, bo koń musi "dojść do siebie". Po tych jazdach koń nie bierze sam wędzidła do pyska, muszę je wsuwać więc już przy ubieraniu widać obawy konia. Racja- odmawiać. Nie zależy mi tak bardzo, nie utrzymuję siebie i koni z jazd, na całe szczęście. Tylko mając wiadomość tendencji zaciskowych na "ryj" większości jeżdżących, mnie samą coś skręca... I nie rozumiem jeszcze jednego: u oceniających skalę wyszkolenia (np MPMK) 4letnich koni i zarzuty braku np.samoniesienia u 4latka. A skoro praca nad tym trwa ok 2 lat, to kiedy miałby być zajeżdżony? :shock: Chore. A potem mamy chore konie.
"Zdobądź serce swojego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, a wtedy będziesz mógł użyć siły jego według swego zamysłu"

www.stajniabartodziej.republika.pl

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Julia z Orla » pn paź 03, 2011 12:47 pm

Mnie przeraża fakt, ze istnieje jakieś dziwne przekonanie, że koń ma mieć sylwetkę sportowca zaraz po wyjściu ze stajni. Nie rozumieją zasad rozgrzewki, rozciągania, dosiad kiepski a oczekiwania względem wierzchowca wygórowane.
Jakbym czytała o szesnastoletniej sobie ;) Tak mnie nauczono, tak jeździli wszyscy dookoła i gdyby pojawił się ktoś kto chciałby mi wmówić inaczej to byłabym na nie. Był taki facet, który wtrącił mi się kiedyś do indywidualnego treningu w Bielinie - miałam wtedy 12 lat i byłam wściekła na niego jak nie wiem co. Dobrą godzinę pracowałam ostro nad pyskiem konia (klacz miała na imię Rata), żeby go "zebrać", cały czas instruowana zresztą przez panią trener, aż ten Pan wszedł na ujeżdżalnię, zatrzymał mojego konia i powiedział do mnie "dziecko, nie piłuj tego konia tak, bo sprawiasz mu ból.". I wytłumaczył mi na nowo co mam robić. I ja się wtedy popłakałam, nie nad losem konia, a z oburzenia, że facet się wtrąca i nie widzi jak się umęczyłam!

Pamiętam, że podczas tego treningu koń kilka razy próbował wyskoczyć przez bramkę (chciał po prostu uciec!), a pani trener kazała walić mi go wtedy batem między uszy. To było ponad moje siły, bo zawsze uważałam bicie koni za coś strasznego, więc po prostu próbowałam klacz stamtąd zawrócić, żebym nie musiała tego robić. Ale w piłowaniu nie widziałam najwyraźniej nic niewłaściwego. Przez lata myślałam potem, że konia zbiera się zginając mu głowę, przez napinanie zewnętrznej i działanie wewnętrzną i bywało, że było nas 15 takich jeźdźców na jednej ujeżdżalni. Gdyby pojawił się śmiałek, który zasugerowałby, że gówno wiemy o jeździe konnej, w najsubtelniejszy nawet sposób, to zostałby chyba zlinczowany.

Także wierzę Asio gdy mówisz, że trafiają Ci się klienci, z którymi praca jest frustrująca, bo ciężko im zrezygnować z wizji siebie na koniu, który wygląda 'sportowo' ;) Wiesz co? Myślę, że metodą mogłoby być podsunięcie im czegoś mądrego do poczytania, żeby "sami" wpadli na pomysł, że robią coś nie tak. A jak to nie zadziała to powiedz im, że szkoda Ci Twoich koni, bo za dużo czasu poświęciłaś na szkolenie ich i one za dużo z siebie dały, żeby ktoś to ciągle psuł, mając swoją wizję tego co koń powinien, a czego nie. Stracisz klienta, ale być może coś mu tym jednak zaszczepisz pozytywnego (np. to, że są ludzie, którym zależy na dobru konia bardziej niż na pieniądzach i poprawnych relacjach z przygodnymi ludźmi).

Trzymam kciuki za Twoją Małą Uczennicę!
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Początki, czyli szkolenie 'zielonych'

Post autor: Magda Pawlowicz » pn paź 03, 2011 7:41 pm

To jest istotny problem. Ja w ogóle nie daję ludziom wędzidła, dopóki sie nie przekonam, że potrafią działać ręką delikatnie a kontakt jest lekki i stabilny. Przy czym dość szybko puszczam luzem pod koniec jazdy, oczywiście początkowo tylko na stęp i uczę skręcać. Zatrzymujemy się początkowo głównie na głos. I staram się od początku tłumaczyć ludziom, że działanie wędzidłem konia boli i to znacznie bardziej niż lekkie klepnięcie bacikiem. I np każę jechać po ścianie, nie używając wodzy a jedynie korekty dolnymi pomocami ewentualnie palcatem. I dopiero jak to wychodzi to przechodzimy dalej.
Przy czym nie ulega wątpliwości, że ludzie przychodzący "z zewnątrz" bardzo często mają swoje ukształtowane poglądy i nie chcą mnie słuchać. Ale ja jestem w tej komfortowej sytuacji , że to są MOJE konie i zawsze mogę się na coś nie zgodzić. Gorzej mają ludzie którzy są pracownikami u kogoś...
Ja zawsze mogę powiedzieć: nie dam Panu/Pani wędzidła BO NIE! i już.
A poza tym mam niezbity argument: to jest koń sportowy i nie pozwolę go zepsuć!
Przy czym akurat faktycznie większość koni na których uczę to sa konie które startują albo startowały i nie zamierzam pozwolić na psucie im pysków.
Powiem więcej: nawet prywatnych właścicieli (koni będących u mnie w treningu albo w pensjonacie) byłam w stanie przekonac do jazdy bez wędzidła w sytuacji gdy było to potrzebne z jakiegoś powodu. Zalecenie trenera:-) i tyle:-)

ODPOWIEDZ