Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
tomekpawwaw
Posty: 380
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 7:41 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: tomekpawwaw » sob mar 16, 2013 11:43 pm

Ania Karkota pisze:
A co do oddziaływania na kręgosłup podjezdka - moim zdaniem jeździec jak najbardziej ma wpływ chociażby dobierając "zestaw ćwiczeń" które wykonuje a które ten kręgosłup mają rozciągać i wzmacniać wokół niego mięsnie :)
Oczywiście jeździec ma wpływ, ale nie jest on bezpośredni. Nie wyobrażam sobie zresztą działania jedynie na kręgosłup konia, poza jego odcinkiem szyjnym. (tzw "napinanie krzyża" "jazda dosiadem" powoduje więcej szkód niż pożytku, zwłaszcza w początkowym etapie). Nie możemy rozpatrywac pracy kręgosłupa podczas jazdy w oderwaniu od innych części ciała (obręczy barkowej i przednich nóg, bioder i nóg tylnych, mięśni brzucha) . O tym chyba zresztą chyba była mowa - prostowanie kręgosłupa konia przy pomocy chodów bocznych.

Awatar użytkownika
Monika Gajzler
Posty: 4
Rejestracja: czw mar 14, 2013 10:25 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Monika Gajzler » ndz mar 17, 2013 8:57 am

Cześć wszystkim,
Piszę trochę z innej beczki ale w odpowiedzi na facebookowy post pana Wojtka odnośnie wrażeń po szkoleniu z Gerdem.
Ja i Florek byliśmy na szkoleniu w listopadzie (nigdy więcej w tej lokalizacji pls!) no i wyszło jakieś kosmiczne skrzywienie konia - siodło zjeżdżało na prawo jak diabli, mi co prawda od jakiegoś czasu było ciut niewygodnie ale uznałam że skoro lewa noga mi się nie zgina w stawie skokowym no to pewnie już tak będzie. Co prawda nie zgina się od dość dawna ale uznałam, że widocznie sprawa uległa pogorszeniu i tyle.
Gerd konia zbadał i stwierdził przekoszenie łopatek - lewa cofnięta o jakieś 7-8 cm.
W efekcie tył siodła zjeżdżał na prawo no i siłą rzeczy ja również.
Faktem jest jednak również to, że na szkoleniu Z Veroniką Buhn, które było na początku sierpnia, czyli raptem 3 miesiące wcześniej, siedziało mi się prosto i nikt też nic nie zauważył dziwnego.
Włosy mi się trochę zjeżyły na głowie, ale Gerd powiedział żeby się nie przejmować za bardzo, bo jeśli przez kilka tygodni będę działać zgodnie z jego zaleceniami to wszystko powino wrócić do normy.
A zalecenia były takie:
- jeździć dużo do przodu - obszerny galop i kłus - oczywiście luźne wodze,
- obciążać maksymalnie lewe strzemię,
- złapać głębiej strzemiona - uczono mnie żeby je mieć na wysokości małego palca i tak jeździłam przez ponad 30 lat. Złapanie ich głębiej spowodowało, że prawa noga nie zginała się tak mocno w stawie jak poprzednio i pięty znalazły się na tej samej wysokości.

Ponieważ sezon zimowy i tak nadchodził a z powodu braku hali i przyzwoitego podłoża zarzucam co roku używanie wędzidła aż "łączka za stodołą" będzie miękka i stabilna, przez trzy miesiące hasaliśmy na halterku po lesie lub łąkach zgodnie z zaleceniem. Dodatkowo wydłużyłam lewe strzemię o dziurkę (koń był tak krzywy że i tak patrząc z ziemi prawe było dłuższe!).


W efekcie pod koniec lutego koń był już prosty - strzemiona wyrównałam, a przy testach z przechylaniem się na prawo i lewo z luźniejszym popręgiem siodło lekko zjeżdża na jedną czy drugą stronę (na lewo nie chciało).

Wdzięczna jestem Gerdowi za pomoc, bo bez jego wskazówek byłoby pewnie coraz gorzej ale zastanawiałam się dość długo z jakiego powodu koń się tak przekosił i doszłam do wniosku że jedynym na to wytłumaczeniem jest moja kontuzja biodra, która w październiku właściwie uniemożliwiała mi normalne chodzenie.
Na koniu wszystko było OK, ale najwyraźniej ciało automatycznie ustawiało się krzywo, żeby oszczędzać chore miejsce. I tak w krótkim czasie spowodowałam krzywiznę u konia.
Uzmysłowiło mi to jak bardzo plastyczny jest koń (przynajmniej ten) i jak bardzo ważne jest by siedzieć w równowadze.
O dziwo dwa inne konie, które jeździałm w tym samym czasie, tyle że trochę rzadziej (są też starsze) pozostały bez zmian.
Wniosek jest jeden - z całą pewnością, gdybym sobie tak podrózowała dalej spowodowałabym kulawiznę, tyle że nie od ręki a od d... . Gerd zdecydowanie powinien dopisać to do listy :D
Dlatego jeśli jesteście w takiej sytuacji jak ja - jeździcie sami, bez trenera, to warto co jakis czas poprosić kogoś, nawet laika, żeby się przyjrzał z ziemi albo nakręcić jazdę i sobie samemu popatrzeć z boku. Ja to robiłam, ale średnio raz w roku. Teraz widzę że zdecydowanie za rzadko :)
Pozdrowionka
Ostatnio zmieniony ndz mar 17, 2013 11:27 am przez Monika Gajzler, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Asia Cieślik
Posty: 270
Rejestracja: śr paź 10, 2007 9:25 am
Lokalizacja: Tychy, śląsk

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Asia Cieślik » ndz mar 17, 2013 10:18 am

Wcześniej miała wędzidło pojedyncze łamane.
U mnie chodziła na ogłowiu wędzidłowym (przez chwilę pojedyncze łamane, później podwójne łamane), potem dużo na bosalu i trochę na kantarze sznurkowym. Teraz znowu wróciłam do ogłowia wędzidłowego. Wcześniej wyglądało to tak, że nie mogłam jej poluzować wodzy w żadnym chodzie, bo bardzo szybko przyspieszała aż do pełnego galopu. Teraz w stępie cały czas luźna może być i jest ok. W kłusie już też, ale jak tylko straci równowagę to od razu idzie do galopu. Galop na luźnej jest niemożliwy.

Galopujemy tylko w terenie. A na miejscu to tylko na długiej linie wykorzystując całą krótką ścianę ujeżdżalni- czyli daję jej jak najwięcej miejsca się da. Dużo z ziemi ćwiczymy łopatek do wewnątrz i ustępowań (ustępowania na jedną stronę nie jest w stanie zrobić normalnie- wkręca kopyta w ziemię; ćwiczymy powoli, no ale na razie idzie to bardzo pod górkę).

Jak ją wzięłam to miała bardzo przerośnięte kopyta i najprawdopodobniej ten stan trwał długo. Miała całą szyję usztywnioną- nie umiała normalnie skierować głowy w bok.

Jest szansa, że przy takim wieku (ok 15 lat) i tylu wcześniejszych zaniedbaniach oraz braku wcześniejszego podstawowego wyszkolenia dojdę z nią do takiego etapu, że będę mogła na niej jeździć nie wyrządzając jej krzywdy?
tarisa

Awatar użytkownika
Monika Gajzler
Posty: 4
Rejestracja: czw mar 14, 2013 10:25 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Monika Gajzler » ndz mar 17, 2013 11:13 am

Znalazłam właśnie na fejsie zdjęcie Gerda pokazującego przesunięcie łopatki u Florka - więc to pewnie nie było 7-8 tylko 4-5 cm, skoro pokazuje 2 palce :)
Załączniki
krzywy Florek.jpg

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » ndz mar 17, 2013 4:24 pm

Asia Cieślik
Ja tam uważam, że i 15 letniego konia da się pomału poprawić, tylko proces ten będzie bardziej powolny, długotrwały niż u konia młodego.
Spróbowałabym ćwiczyć jak najwięcej zginanie boczne szyi, najpierw z ziemi i poprzez nagrodę podawaną w ugięciu, by tą szyję rozluźnić na boki. Równocześnia jada taka mniej więcej jaką opisujesz, tzn ja nie robię ustępowań tylko np trawers ale to w tej sytuacji na jedno wychodzi.

O właśnie pytanie do ludzi którzy byli na szkoleniu: jak Gerd zaleca ćwiczyć na gorszą stronę konia?

Bo ja robię tak, że pracuję częściej niż na lepsza ale w krótszych nawrotach. Czyli powiedzmy jeśli koń ma kłopot z trawersem w prawo to na początku zrobię raz trawers w lewo na jakims tam odcinku (takim na jakim dany koń jest w stanie) a potem kilka razy na gorszą stronę ale na odcinku znacznie krótszym, tak by w efekcie koń przeszedł na tą gorszą stronę łącznie tyle samo kroków albo nawet trochę więcej niż na lepszą.

kotbury
Posty: 60
Rejestracja: czw lip 23, 2009 3:08 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: kotbury » pn mar 18, 2013 6:15 pm

Ale się tu fajnie zrobiło, że się trochę ludzi odezwało!!! Odrazu mi "fajniej" jakoś tak, pomimo tego, że wisony na razie nie widać, że chce się komuś "pownikać" w przyczyny i razem podyskutować.
Miło mi też, że kilka osób napsiało, że dzięki temu czym się z wami próbuję tu dzielić czegoś się nowego dowiadujecie. ja dzięki waszym wpisom także. Najfajniejszą cechą wiedzy jest to, że można sie nią dzielić, a inteligencji ludzkiej to, że dużo lepiej działa w grupie (inteligentnej grupie), we współdziałaniu niż w nienaturalnym dla naszego gatunku odosobnieniu.

A dziś:

"Miłe złego początki, lecz koniec żałosny..." ks. Ignacy Krasicki

Czyli jak zepsuć to, co się wypracowało cieżką, dłuugą pracą w jedną jazdę - uniwersalny przepis na klęskę w kilka chwil.(especially for you- prosto z weekndowej autopsji).

Rekreancie kochany bez wzgledu na to czy bierzesz czynnie udział w konkursach skoków, czy ujeżdzenia czy bóg wie czego jeszcze to jeśli jesteś tak rekreacyjny jak ja, to zapewniam cię, że bardzo często świadomie czy też nie, bierzesz udział w jednym konkursie. Konkursie, do którego zawsze potrzeba dwóch osób "ciebie i Konia". Cóż to za magiczna dyscyplina, w rywalizację w której dajemy się wciagnać równie często jak w rywalizację "logotypów na koszulkach czy jakiej marki samochodem jeździsz"?
To konkurs uciągu! Czyli kto cięgnie bardziej.
Przykre ale prawdziwe. Udział Konia jest w tym konkursie udziałem wprost proporcjonalnym do udziału jeźdźca ale to ZAWSZE jeździec jest inicjatorem.
Nieststy bez względu na to jak wygodnie jest nam nakładać niestosowne ludzkie zachowania na behawior koni "co za uparty kloc, czego ciagniesz, ależ on się wiesza itd." prawda jest zgoła inna i jak już ją sobie raz uświadomimy to zniknie z naszego słownika, a tym samym z naszej rzeczywistości koń "wieszający się na wodzy" (nie mylić z koniem "uwalonym na przodzie- o tym przy innej okazji").
Znów odwołam się do nauki i przy pomocy naszego dobrego kolegi, Pana Newtona udowodnię, że konie wieszające się na wodzach w zasadzie nie istnieją.
Pan Newton to nasz kolega ze szkolnej ławy. Nie wiem jak u was (jaka cudna reforma edukacji was objęla :wink: ) ale ze mną mój przyjaciel Newton siedział w szkole w klasie 6-tej na lekcjach fizyki. Wtedy to własnie nasz facet od fizyki usilnie wkładał nam do głowy jego (Newtona) trzecie prawo dynamiki. Wtedy to wydawałomi się ono "kompletnie mi do życia niepotrzebne" - aż do tereaz!

No dobra, dla tych, którzynie zdazyli się z Netonem zaprzyjaźnić na dłużej przypominam (wersaj mono uproszczona i laicka):
Jeśli ciało A działa na ciało B siłą F (akcja), to ciało B działa na ciało A siłą (reakcja) o takiej samej wartości i kierunku, lecz o przeciwnym zwrocie.

W wersji skróconej:

Każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku lecz przeciwnie zwrócona.

I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz:

Lecz należy pamiętać, że siły się nie równoważą!

No dobra, ale co to znaczy dla przeciętnego rekreanta? Ano to, że jeśli wam się wydaje, że wasz Koń "ciągnie", to tak macie rację (again!!!)! WYDAJE WAM SIĘ!!!
To wy ciagniecie!!! Tak, tak. Won z tym samouwielbieniem, wiarą w "hiper ultra delikatnosć" we własnmych rękach! Dupa, dupa! Nie ma czegoś takiego jak koń, który ciagnie za wodze!!! Żaden koń na tym świecie nie jest w stanie poruszać się w równowadze i angażować w proces ruchowy swojej kolumny kręgosłupa i jednocześnie napierać na wędzidło.

Dlaczego?
Dziś ponownie zabieram was na wycieczkę inside the horse. Tym razem wejdziemy b. głeboko, bo rozłożymy na czynniki pierwsze mięsień najdłuższy grzbietu.
Tak, tak, linijkę wyżej nie ma błedu - mięsień najdłuższy grzbietu to nie jest jakiś jednolity, niepodzielny twór, który w magiczny sposób łaczy ze sobą przód konia z jego tyłem.
Tak naprawdę mięsień najdłuższy grzebietu składa się po pierwsze z dwóch pasm mięśni. Pierwsze to te od strony grzbietowej (to najbardziej na nich położone jest nasze siodło), ale jest też całe psamo, które jest położone niejko bardziej od strony brzucha.
Każde z tych pasm grzbietowych dzieli się tak naprawdę na małe pasma łączące ze sobą 3-5 kręgów. Te pasma, tworzą takie jakby małe systemy, do pewengo stopnia odrebne i wszystkie są skierowne "do przodu i w dół". natomiast psamo od strony brzucha swoim kierunkiem to tak jakby lustrzane odbicie. Te systemiki skierowane są w górę i łączą po 2 kręgi.
Można to sobie dobrze wyobrazić (dogrzbietowe) jako takie sznureczki które przyczepione na górze kręgosłupa opadają w dół (przez kręgosłup) i do przodu, za to te dobrzuszne to sznureczki, które sa umocowane od spodu kręgosłupa i przechodza przez kręgosłup i zaczepiają się o wyroski kolczyste. widać więc z tego opsiu, że w pewnym miescu oba ciągi systemów się ze sobą krzyżują.
A cały ten mchanizm ma dwa podstawowe zadania:
a) po pierwsze oprzeć się najpotężniejszej z obecnych na tej planecie sił - mianowice Grawitacji i nie pozwilić kręgosłupowi walnąć w dół pod jej wpływem. W końcu jak już ustaliliśmy kręgosłup to nic innego jak rdzeń przedłużony zamknięty w otoczce kostnej - opakowanie idealne - niby twarde a jkednak elastyczne, potrafi przetrwać lata, choć realnie jest żywą tkanką
b) po drugie wyprodukować energię potrzebną do ruchu.
O Boże! Jak ja wam teraz wytłumaczę i opiszę skąd się bierze "ruch" w koniu to już chyba więcej nic "mundrego" nie napiszę bo nie będę miała o czym pisać bo to jest sedno konia - ruch generowany w kolumnie kręgosłupa.

Dobra, żeby nie było - bynajmniej to nie ja jestem autorem tych wszystkich rewelacji. W 1946 r niejaki E.J. Slijper bardzo dokładnie chyba jako pierwszy opisał kolumnę kręgosłupa konia. Poza tymi bardzo dokładnymi opisami próbował on także opisać to, co myśli, w sposób przystępny dla ogółu - powstała nawet teoria "łuku i cięciwy" jego autorstwa, którą to tak pięknie wypaczyli doktryniarze i rolując konie próbuja udoowodnić, że "rozciagają" wtedy górną linię kręgosłupa (napina się brzusiec łuku) a dżgajc ostrogami "napinają cięciwę" i wszystko jest cacy i stąd tyle w koniu "energii w ruchu". Zaraz wam wytlumacze dlaczego strasznie idotyczne takie rozumowanie ( nie żebym była przeciwna używaniu ostróg - jednak ich zadaniem nie jest napędzanie konia czy generowanie ruchu).

Wrócmy do naszych układów systemików wewnątrz mięśnia najdłuższego grzbietu i pytania "skąd się bierze w koniu ruch".

CZy ktoś z was miał w swoim życiu okazję strzelić kiedyś gumą od gaci (serio, nie żartuję teraz), albo strzelić koledze szelkami od spodni? To rozumiecie zasadę gromadzenia i oddawania energii w elementach elastycznych: elastyczna guma się naaaaaciąąąąga i im bardziej się naciagnie tym więcje energii kumuluje i jak "puszczamy" tym więcje energii oddaje (mówiąc kolokwialnie im silniej gumę w gaciach naciagniemy tym lepiej pierdyknie).

Tak samo dziłają systemy w kręgosłupie. "rozciągane" systemiki mięśni kumulują energię i oddają to co nagromadziły przy skórczu. I bardzo, bardzo ważne jest ich współdziłanie w czasie. Zła synhronizacja w czasie powoduje wyginanie się kręgosłupa albo w odcinku tuż za łopatkami, albo w lędźwiach. I jedno i drugie to nic innego jak "pusty grzbiet" - czyli kręgosłup udgięty do dołu.

To jest cholernie ciężka praca. Cała wyprodukowana energią zamieniana jest w siły ruchu... sorry, ale na siłę napiera na wędzidlo nie zostaje nic.
Jeśli więc mój Koń potrzebuje do dobrego funkcjonowania tego mechanizmu nieść swoją głowę od czasu do czasu w dole ( w przodzie, w górze, gdziekolwiek mu wygodnie) a ja zablokuje to (czyli to co ma wyprodukoać ruch do przodu, przejmę na łapy) to zaiste, nie ma się co dziwić, że wydawać mi się będzie, że Koń napiera na wędzidło.

Ale i na ten problem jest zazwyczaj bardzo proste rozwiązanie. Jeźli już wpadłeś w pułapkę konkursu uciągu to po porstu powiedz "dziękuję, już się nie bawię" i puśc wodze.
tak! Puść te cholerne wodze CAŁKOWCIE. Gwarantuje ci, że w tej sekundzie jak zniknie twoja siła oddziaływania znikinie siła z jaką koń napiera na wędzidło!!!

Wracając do kolegi Newtona i tego jednego malutkiego ale jakże ważnego zdania:
Lecz należy pamiętać, że siły się nie równoważą!
To nie jest tak, że "stabilny kontakt" musi ważyć i wtedy jest ok.To nie jest tak, ze jak już "unieruchomisz głowe Konia" w danej pozycji to jest ok i siły znikają! O nie, nie znikają bo się nie rónoważą. I to nie jest tak, że jeśli bez wyrywania ramion ale jednak za pomocą mięśni rąk udaje ci się ustawić głowę Konia w danej, przez "kilka okrążeń" niezmiennej pozycji to to jest stabilny kontakt. To jest nadał "ustawienie" głowy Konia czyli jazda od ręki. Czy użyjesz do tego 5 gram czy 5 kg nie robi za dużej różnicy bo ta siła zawsze pochodzi od ciebie - nie od Konia.

Strasznie mi przykro, że depczę teraz po cudownej doktrynie "stabilnego kontaktu" rozumianego jako 5 gram na reku (czy ile to tam niby ma być, no chyba, że to wędzidło wazy około 5 gram) i rujnuję świat wielu przekonanych o słuszności tej idei osób. ... ale nieststy nie stoi za tym żadna prawda NAUKOWA.
Wierzcie mi, że gdy podejmujecie pałeczkę i startujecie w konkursie uciągu to wasz Koń ma naprawde pod górkę. Ani jeden fragment jego pyska, szyi i kolumny kręgosłupa nie został stworzony do tego żeby brać udział w tej "walce na ręce". Siła, która napotyka pysk konia w postaci ograniczającej ręki jest niczym innym niż blokadą sił, które są generowane przez kolumnę kręgosłupa.

To co powoduje, że głowa jest w takim "fajnym miejscu i tak fajnie wygląda" nie jest zależne od tego co robimy reką bez względu czy nazwiemy to "konkursem uciagu", "5 gramami stabilnego kontaktu" czy "ustępowaniem od nacisku".

Oj wiem, że teraz tym ostanim zdaniem wsadizłam kij w mrowisko ale mam, mam fakty na poparcie tej tezy. "ustępowanie od nacisku" jest jednym z bardziej mylnie interpretowanych pojeć ostatnimi czasy i nieststy nadużywanym.

Doszło do tego, że konie, które nauczyły się ustępować od nacisku w pysku nazywa się "miekkimi w potylicy" i majzlowaniem w gębie pozycjonuje się ustawienie potylicy! Ała!!!

Głowa konia w najwyższym ustawieniu powinna wisieć z szyi jak świecznik ze ściany. Tam ma działać tylko siła grawitacji!!! I tylko na tyle, na ile bez użycia siły jest w stanie rozciagnąc się więzadło karkowe. Jełsi koń "ustępuje od nacisku" robi to czynnie, czyli z użyciem mięśni (tych pod kręgoslupem szyjnym). A te mieęsnie nie powinny się "zajmować" głową bo one mają zupełnie inne zadanie w chwili wysokiego ustawienia szyi - one maja stabilizować kręgosłup!!! Mylnie więc rozumiany jest skurcz tych mięśni. Owszem, one się maja kurczyć ale w innym celu. Nie w celu ściagania głowy w dół. Ich czynny skurcz powoduje czynne (a nie bierne) rozciaganie się więzadła. jest ono narażane na straszne kontuzje bo (robi się dźwignia- to wiecie) i te 5 gram się pomnaża i to sporo. Nawet jeśli to nie wy ciagniecie ręką ale nuczyliście Konia "ustępować od nacisku" i on sam podgina głowę czynnie to też sobie szkodzi strasznie. Więzadlo się napina ponad swoje fizjoogiczne możliwości - czyli ciągnie w tył ze sporą siłą, a mięśnie pod kręgosłupem ciagną w przeciwną - co się dzieje? Kręgosłup się "kurczy". te mikromilimetyr robią różnicę. Podejrzewam, że gdyby porobic porządne zdjęcia rtg odcinków przy Końskiej potylicy to sporo ciekawych narośli można by tam podkrywać u niejednego stworzenia. Kropla drazy skałę. 5 gram dzis, 5 gram jutro, 5 gram pojutrze i tak przez 5 lat.

CZemu tyle Koni bierze tak doskonale udział w konkursie uciągu - bo w odruchu obronnm zakleszczają szczęki.
Takie Konie gdy sie do nich mówi "zwolnij" zawsze nasilają najpiew nacisk na wędzidło. To naturalne. Dlatego tak paskudna jest metoda "dojeżdżania" do wędzidła, która to ma niby "unieruchamiając pierwszy przód, pozwolić koniowi dokroczyć zadem... może by i to było prawdziwe gdyby ruch był u konia generowany w kończynach. a nie jest - jest generowany w kręgosłupie. więc to :kręgosłup" musi się zatrzymać. Wtedy zatrzymają się kończyny- a nie odwrotnie.

Mój "guru" mnie dzis mocno zinspirował:
Esencja konwersacji z Koniem polega na zadawaniu tego samego pytania (prośby) na tle sposóbów aby stało się to odpowiedzią. Koniu - Czy możesz poruszać sie powli, lekki i prosty ale jednocześnie z energią, która pozoli ci abyś to ty uczynił ze swojej potylicy najwyższy punkt?
Pytacie co chwilę i za każdym razem sprawdzacie odpowiedź - czy On was zrozumiał i czy jego umysł analizuje pytanie i szuka najlepszej odpowiedzi. Parafrazujecie pytanie w świetle otrzymanej odpowiedzi i prowadzicie umysł Konia w kierunku prawidłowej koordynacji ciała.
TO NIE JEST MONOLOG, KTÓREGO WYNIKIEM MA BYĆ POSŁUSZEŃSTWO. To jest dialog prowadzący centralny układ nerwowy Konia w kierunku funkcjonalej i efektywnej kordynacji końskiej PSYCHIKI.

Jeśli tam ma się pojawić "ustąpienie od nacisku" to ma ono mieć naukową podstawę dobrostanu konia w danej chwili. Nie ma ono służyć "ustawieniu głowy nisko i do przodu bo wydaje mi się, że tak ci będzie lepiej bo wydaje mi się, ze twoj kręgosłup się rozciaga".


DO Magdy Pawłowicz - teraz już chyba udało mi się definitywnie wyjaśnić dlaczego moim zdaniem ustawianie głowy w pozycji "w dół i w przód" i jechanie kilku okrążeń nie musi być w mojej opinii dobre i dlaczego nie uważam, że trenieng posłuszeństwa jest ważniejszy niż kształtowanie równowagi. Lub inaczej, dlatego uważam, że to trenieng rónwagi trenuje psychikę a stabilna psychika nie wymaga "treningu posłuszenstwa".

Stanowczo też odradzam ćwiczenie "zgieć bocznych szyi", bo po pierwsze:
a) szyja konia nie ma być "luuuźna" tylko właśnie ma mieć swoisty tonus utrzymujący jak największą stabilność kręgosłupa
b) mając na względzie fakt, że koń nie ma obojczyków i jego "kłoda" zawieszona jest poniędzy nogami poprzez system mieśni, ścięgien i więzadeł "luzowanie szyi" jak to określił Gerd jest bardzo złym pomysłem bo prowadzi do nadmiernego rozluźniania tych struktur, które to własnie "rozluzowane" być nie mogą
c) wiedząc o tym, że w zakręcie (na wolcie itd.) to nie zgięcie wzdłużne kręgosłupa konia jest odpowiedzilne za ruch po okręgu a jego rotacja (versal), rotacja miednicy, rociagnięcie miesni po stronie grzbietowej zewnętrznej i skurczenie mięśni po stronie dobrzusznej, wewnętrznej, które ciągna (rotują) midnicę a tym samym pozwalają tylnej wewnętrznej kończynie przejąć więszy ciężar ( i w idealnym przypadku stawom ugiąć się abrdziej=amortyzajca) - po kiego grzyba nam koń machający szyją na boki?!


No ale miało być o tym jak na jednej jeździe zepsuć to co się "naprawiło" 10-cioma jazdami.
No to proszę - podaję relację z mojego sobotniego wyjazdu na kros.
Ano słoneczko swieciło, koń biedny cały tydzień pod siodłem nie chodizł bo mnie zżarło zycie zawodowe i na stajnię czasu zbrakło. pomyślałam sobie, że zamiast tuptac w hali i uprawiać slalom pomiędzy poustawianymi tam przeszkodami jade na kros. Pogoda luks, miód malina. I co? I jajco! Koń zaproponował "galooopujeeemyyyy", a ja na to "nie, nie, boję się". On "Daj spokój, nic nie rób tylko nadążaj i będzie fajnie", A ja "nie, nie, musimy sie najpierw dogadać w wolnym tempie, wiesz nie wolno tak bez rozgrzewki, a w ogóle to skad ja mam wiedzieć czy ty wiesz po czym biegniesz hęęę, tam pod sniegiem to różne rzecy mogą być". Koń "Jezu Aśka nie pird... galopujemyy!", Ja "nie, nie, zabraniam ci! ja tu rządzę! W końcu ja cię żywię co nie, to ja rządzę i zwierze, które waży 400kg musi się choć minimalnie słuchąć". Koń "ale ja tak pro, sze, bryk, prosze - bryk, bryk, bryk proszę, musze, muzę, muszę". Ja " NIE, NIE, NIE".... i nieststy wygrałam konkurs uciagu i tyle było z fajnej jazdy.


Magda pytala o ćwiczenia na gorsza i lepszą stronę. Musisz zefinować co "powoduje" gorszą stronę. - gdzie i jak koń jest krzywy - łopatki czy lędźwie, skrzywienie boczne czy trensversal rotation czy i jedno i drugie. Pisałam o tym parę postów wczesniej.

Jest też ciekawy eksperyment rosyjskich naukowców na temat symetryczności układu ruchu. Ale o tym następnym razem.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » pn mar 18, 2013 9:04 pm

Co do lepszej i gorszej strony: mam na myśli normalną, właściwą każdemu (no większości) młodemu koniowi asymetrię w ruchu, zakładam że koń jest zdrowy tylko po prostu nie wygimnastykowany jeszcze, nie jednakowo pracujący na obie strony. Czyli powiedzmy w jedną stronę jest w stanie z łatwością i w dobrym zgięciu zrobić powiedzmy woltę w kłusie roboczym niech będzie o średnicy 10 m, a w drugą taki ruch jest trudny: koń może zwalniać albo wypadać trochę zadem na zewnątrz, albo po prostu za mało się zginać.

A co do tej szyi to zaprzeczasz większości znanych mi trenerów zarówno klasycznych jak i westernowych: gimnastyka szyi jest podstawą rozluźnienia grzbietu i uzyskania prawidłowego zgięcia konia w łuku.
Chyba się zgadzasz ze stwierdzeniem, że koń powinien się cały w łuk wpisywać? I jest to jedna z takich rzeczy, których sporo koni nie wymyśli samodzielnie, trzeba im w tym pomóc, podpowiedzieć trochę. I jedną z takich podpowiedzi jest nadanie zgięcia szyi prawda? Oczywiście potem potrzebne jest jeszcze zgięcie w lędźwiach ale ono jest dla konia trudniejsze i przychodzi po zgięciu w szyi, tak wynika z praktyki mojej. Jak chcesz uzyskać choćby woltę? Ale dokładnie, w szczegółach, co zrobisz by zrobić woltę?

A co do posłuszeństwa i podporządkowania konia to ja zdania nie zmienię, gdyby twój koń był posłuszny to nie przeciągała byś się z nim na tej ostatniej jeździe! Inna sprawa, że ja bym nie wyszła w teren z koniem, który od tygodnia nie chodził, nie będąc na 100% pewna zachowania konia, właśnie po to, by takiego konfliktu nie prowokować.

Awatar użytkownika
tomekpawwaw
Posty: 380
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 7:41 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: tomekpawwaw » wt mar 19, 2013 12:40 am

Kotbury- mam czasem wrażenie, że wychodząc ze słusznych założeń dochodzisz jednak czasem do błędnych, a przynajmniej zbyt daleko idących wniosków i tak np :
-kwestia posłuszeństwa- Podejmując się ujeżdżenia konia musimy ustalić jakieś zasady, w końcu to koń powinien wykonywać nasze polecenia, zaś człowiek ma dbać o to aby ta "zabawa" nie była dla konia zanadto uciążliwa a zwłaszcza szkodliwa "stajesz się odpowiedzialny za to co oswoiłeś ". Jeżeli koń ma nas nosić bez szkody dla zdrowia to musimy go wytrenować, a więc nakłonić do wysiłku większego niż podjąłby sam (w naturze załatwiały to drapieżniki). Oczywiście z faktu, że koń stał się wobec nas posłuszny wynika również pewne ryzyko, mianowicie, że zmusimy go do pracy, która może mu zaszkodzić, dlatego ujeżdżanie koni wymaga wiedzy.
-ustawienie głowy i szyi- z faktu, iż prawidłowo jeżdżony koń sam ustawi głowę w wygodnej dlań pozycji, z nosem mniej lub bardziej zbliżonym do pionu nie wynika to, że musimy zdać się jedynie na niego i nie wolno w pozycję głowy i szyi ingerować. Zginanie (boczne i w pionie) jest ćwiczeniem gimnastycznym,( podobnie jak chody boczne). Jeżeli koń łatwo ugina potylicę ( w rzeczywistości górny odcinek szyi) w pionie i na boki to znaczy że jego górne umięśnienie nie jest usztywnione (czyli może spełniać funkcję ruchową). Ujeżdżony koń dźwiga ciężar dzięki obniżeniu lędźwi, napinającemu górne więzadła kręgosłupa "od tyłu" bez angażowania w to szyi ,tzn szyja jest unoszona w nasadzie w sposób bierny, poprzez napięte więzadła nadkolcowe, a nie poprzez działanie jej górnych mięśni.
Jeżeli te będą napięte, to nos wysunie się do przodu i w górę.
Przy okazji jeżeli szyja konia będzie całkiem luźna, to koń będzie się poruszał z nosem przy ziemi albo opierał się(dosłownie) na wodzach (miałem kiedyś do czynienia z takim koniem, jak mu się oddało wodze to schodził nosem do ziemi i zaczynał się potykać, dosłownie nie potrafił sam utrzymać równowagi bez "podtrzymywania " wodzami.

kotbury
Posty: 60
Rejestracja: czw lip 23, 2009 3:08 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: kotbury » wt mar 19, 2013 12:41 pm

No to po kolei ale będzie krótko bo sprawy zawodowe mają u mnie (nieststy:() pierszeństwo nad końskimi.
Magda Pawlowicz pisze: Co do lepszej i gorszej strony: mam na myśli normalną, właściwą każdemu (no większości) młodemu koniowi asymetrię w ruchu, zakładam że koń jest zdrowy tylko po prostu nie wygimnastykowany jeszcze, nie jednakowo pracujący na obie strony. Czyli powiedzmy w jedną stronę jest w stanie z łatwością i w dobrym zgięciu zrobić powiedzmy woltę w kłusie roboczym niech będzie o średnicy 10 m, a w drugą taki ruch jest trudny: koń może zwalniać albo wypadać trochę zadem na zewnątrz, albo po prostu za mało się zginać.
Każda "właściwa", jak ty to nazywasz asymetria w ruchu młodego konia ma swoje podsatwy w niesymetrycznym ustawieniu kręgosłupa. Więc aby dobrać dobre "ćwiczenia" trzeba zdiagnozować gdzie koń jest krzywy i które mięśnie to wspomagają/powodują.
Jest kilka ćwiczeń uniwersalnych - to baaardzo dynamiczny galop do przodu za sprzączkę (super zademonstrowany na klinkach z Geredem na Poznańskiej Woli) i wersalne rotowanie kręgosłupa po to, aby systemiki mięśnia najdłuższego grzbietu się porozluźniały i ponapinały w każdą stronę - czyli np. zwrot na przodzie w ruchu, takze bardzo dokąłdnie demonstrowany na klinikach.
Co było widać na klinikach to to, że te ćwiczenia plus koń idący w swoim tempie i nie ustawiany od głowy (wewnętrzna wodza dziłała pionowo do góry na zasadzie delikatnej wibracji - "Shake your glass of champagne", jak to nazywał Gerd) zdizłałąy cuda.
Dla mnie osbiście najwiekszym "cudem" była przemiana konia Alicji, któy gdy pojawił się na ujeżdżalni to wyglądął jakby miał przód i tył od innego konia. Piękny ruch i równowaga horyzontalna, którą uzyskał w czasie jednej sesji nie mogły być "zbiegiem okoliczności".

Magda Pawlowicz pisze: A co do tej szyi to zaprzeczasz większości znanych mi trenerów zarówno klasycznych jak i westernowych: gimnastyka szyi jest podstawą rozluźnienia grzbietu i uzyskania prawidłowego zgięcia konia w łuku.
No cóż mogę powiedzieć. Strasznie mi przykro, że tyle osób (trenerów) jest tak słabych w dochodzeniu prawdy w swojej profesji i stoi po stronie doktryniarstwa.
Niestety wśród wielu publikacji naukowych na temat kolumny kręgosłupa, którymi się jakoś tak ostnio hobbystycznie fascynuję nie znalażłam ani jednego dowodu na to, że to o czym piszesz jest prawdziwe.
W zasadzie dziwi mnie poualrność tej doktryny.
Żaden z trenerów, którzy są dla mnie autorytetami (Gerd plus dwóch Olimpijczyków) nie propaguje ćwiczeń "wyginania szyi na boki".
Jak dla mnie to gimnatsyka równowagi horyzontalnej i wyprostowanie kręgosłupa (transwersalnej rotacji) jest podstawą rozluźnienia grzbietu. Tylko luźny grzbiet jest w stanie pomóc szyi w rozluźnieniu, nie odwrotnie.
Z resztą wyginanie szyi na boki dziła nieststy troche inaczej (mechanika ruchu) niż "większość znanaych trenerów klasycznych i ujeżdżeniowych" uważa.
Wyginanie szyi na boki rozluzowuje jej mocowanie w podstawie (wiezadła) a napina i przebudowuje szyję po bokach od dołu po potylicę. I to w dwojaki sposób - zależy jak to robimy.
Jeśli otrzebujemy uzyć choć minimum siły (5 gram) aby koniowi szyję zgiąć to tak naprawdę to co próbujemy rozluźnić się napina.
Stań z prostą ręką zamkniętą w pięść wystawioną w bok od swojego ciała. Teraz poproś kogoś aby próbował tą rękę przepchnąć (zgiąc ci ją). co się dzieje? W odruchu obronnym na siłę to co normalnie uległoby wydłużeniu i rozciagnięciu (mięsnie) przy zgięciu teraz walczać napinają się.
dla konia to bardzo, bardzo złe.
Jeśli natomiast twój koń zosatł już nauczony "ustępowania od nacisku" i zgina sam głowę w bok to on używa siły, ale tej do skurczu mięśni po wewnętzrej stronie. Ok, robi to niejako bez przymusu- pytanie tylko po co? Bo przecież ewidentnie widać, że to ćwiczenie "rozciagając" jedną stronę szyi powoduje napięce drugiej. Inaczje to nie dziła. Jest tu więc mocne roooozciaganie struktur po zewnętrznej ale nie ma "rozluźniania".

Gerd na seminarium kikukrotnie podkreślił- "nigdy nie zginaj szyki konia bardziej niż zgięta jest "reszta konia". Czyli - praca nad zmianą ustawienia (rotacją kręgosłupa na drugą stronę) - Tak! Wyginanie szyki na boki - NIE! NIE! NIE!


Magda Pawlowicz pisze: Chyba się zgadzasz ze stwierdzeniem, że koń powinien się cały w łuk wpisywać? I jest to jedna z takich rzeczy, których sporo koni nie wymyśli samodzielnie, trzeba im w tym pomóc, podpowiedzieć trochę. I jedną z takich podpowiedzi jest nadanie zgięcia szyi prawda? Oczywiście potem potrzebne jest jeszcze zgięcie w lędźwiach ale ono jest dla konia trudniejsze i przychodzi po zgięciu w szyi, tak wynika z praktyki mojej. Jak chcesz uzyskać choćby woltę? Ale dokładnie, w szczegółach, co zrobisz by zrobić woltę?
Z tym ja się KOMPLETNIE z tym stwierdzeniem NIE ZGADZAM.
Nawet gdybym się chciła zgodzić to nie mogę. Nie mogę ponieważ wiem jak zbudowany jest koń w środku i wiem, że niestety jest to fizycznie niemożliwe aby kręgosłup konia przyjął kształt łuku.
Dobrze jeżdzony koń w zakręcie czy na wolcie, czyli taki, który zaczyna iść "po łuku" ponieważ jego kręgosłup się rotuje, miednica podwija, mięśnie dobrzuszne dzięki temu kurczą i ciagną kończynę wewnętrzną bardziej pod kłodę a luźny grzbiet daje się tej kończynie pouginać w stawach i przejąc więcej obciążenia- któremu w tym zakręcie oddamy zewnętzrną wodzę tak aby mógł się "wyciagnać" (Tak, tak! oddamy zewnętrzną wodzę!! O tym też Gerd często przypomniła jeżdżącym na klinikach) sam "wygnie w łuk" (jeśli już używamy takiego okreśłenia) swój kręgosłup w odcinku szyjnym bo będzie to naturalne następstwo ruchu (i rotacji) kolumny kręgosłupa.[/quote]

Magda Pawlowicz pisze: A co do posłuszeństwa i podporządkowania konia to ja zdania nie zmienię, gdyby twój koń był posłuszny to nie przeciągała byś się z nim na tej ostatniej jeździe! Inna sprawa, że ja bym nie wyszła w teren z koniem, który od tygodnia nie chodził, nie będąc na 100% pewna zachowania konia, właśnie po to, by takiego konfliktu nie prowokować.
Musiałam się jednak mało precyzyjnie wyrazić. Mój kon jest ofiarą mojej minionej fascynaci ideami ustępowania do nacisku. I jako osoba stosunkowo uparta momentami (niestety) tak wyegzekwowałam swego czasu na zwierzęciu tą ideę, że teraz wystarczy, że "zamknę rękę" i dam łydkę i tadammm - mam coś co osoby, które nigdy nie siedziały na prawdziwie dobrze ujeżdzonym koniu nazywają "masełko w potylicy". Biedne zwierzę bezwolnie przejmuje moje wskazania co do "położenia" jego głowy, bez względu na to, czy mięśnie kolumny kręgosłupa i więzadło nadkolcowe i karkowe są aktualnie we wzajemnej współpracy ( i takim tonisue), którego następstwem byłoby własnie takie ustawienie głowy. Innymi słowy - mój koń zawsze może mieć głowę w pionie. Mogę galopować "pełną epą" i głowa będzie w pionie! Bardzo musze uważać przy skokach bo jeśli przeszkody są banalnie niskie to gdy ja się zagalopuje i pomajzluję przy najeździe to mój Koń, który uwielbia słuchać tego co do niego mówę zaraz zareaguje - "co? głowa w pionie? Mówisz i masz kochana" i sruuu skok z głową w pionie - makabra!
Nie musiałam się więc z koniem w terenie przeciagać - wystarczyło zamknąć rekę i wywołać siłe tych 5 gram:)
tomekpawwaw pisze: Kotbury- mam czasem wrażenie, że wychodząc ze słusznych założeń dochodzisz jednak czasem do błędnych, a przynajmniej zbyt daleko idących wniosków i tak np :
-kwestia posłuszeństwa- Podejmując się ujeżdżenia konia musimy ustalić jakieś zasady, w końcu to koń powinien wykonywać nasze polecenia, zaś człowiek ma dbać o to aby ta "zabawa" nie była dla konia zanadto uciążliwa a zwłaszcza szkodliwa "stajesz się odpowiedzialny za to co oswoiłeś ". Jeżeli koń ma nas nosić bez szkody dla zdrowia to musimy go wytrenować, a więc nakłonić do wysiłku większego niż podjąłby sam (w naturze załatwiały to drapieżniki). Oczywiście z faktu, że koń stał się wobec nas posłuszny wynika również pewne ryzyko, mianowicie, że zmusimy go do pracy, która może mu zaszkodzić, dlatego ujeżdżanie koni wymaga wiedzy.


No właśnie- wydaje mi się, że ostatnie zdanie jest odpowiedzią na pytanie. Ja po prostu uważam, że wypracowanie równowagi horyzontalnej na zdrowym (normalnym koniu) powinno być przed wypracowywaniem "posłuszeństwa".
Stare inestrukcje zajeżzania konia mówią o tym, że młodego konia nie zatrzymuje sie np. w ogóle wodzami czy dosiadem. Jak chemy "stanąć" to dojeżzamy np. do płotu, kąta ujeżdzalni itd. blokując koniowi fizycznie możliwośc ruchu naprzód. Nie ma mowy o "nauce ustęowania od nacisku" i takiej kontroli ruchu o jakiej tu mówimy.
Jedna z najlpszych książek na temat jeździectwa jaka została stworzona przez człowieka (czyli Konia kształtuje jeździec) zawiera doskonałe instrukcje pracy w terenie. Przez pierwszy rok jazdy jedynie galop w terenie. Młode konie jeżdzone w ten sposób muszą mieć możliwość nacieszyć się ruchem i najpierw wybrykać (tak, tak z jeźdźcem na grzbiecie i nikt ich brykania batem nie oduczał). Potem, gdy wydłuża im się odcinki galopu z czasem nie kescytują się już tak takimi wyprawami i wręcz uczą się oszczędzać siły.

Ja pisałam o swoim Koniu, któremu to przez moja głupotę i wiarę w doktryniarstwo nie dane było zaznać porządnej pracy w terenie. Teraz staramy się to nadrobić. ten rok ma być naszym rokiem terenowym:) Nie mam się co na konia złościć, że jak dostał wiatru pod ogon to chcił polatać. Głupia baba powinnam wodze oddać i jeszcze go do przodu wysać a nie się bać. Strach to wstrętny doradca.
tomekpawwaw pisze: -ustawienie głowy i szyi- z faktu, iż prawidłowo jeżdżony koń sam ustawi głowę w wygodnej dlań pozycji, z nosem mniej lub bardziej zbliżonym do pionu nie wynika to, że musimy zdać się jedynie na niego i nie wolno w pozycję głowy i szyi ingerować. Zginanie (boczne i w pionie) jest ćwiczeniem gimnastycznym,( podobnie jak chody boczne). Jeżeli koń łatwo ugina potylicę ( w rzeczywistości górny odcinek szyi) w pionie i na boki to znaczy że jego górne umięśnienie nie jest usztywnione (czyli może spełniać funkcję ruchową).


No i tu mam inne zdanie. Luźność w potylicy jest efektem prawidłowej pracy grzbietu i uzyskanego zebrania. Nie da się tej luźności wypracować wyginaniem. To tak jakby u człowieka rozciagać np. więzadło krzyżowe. Ono staje się elastyczne (czyli rozciaga się wtedy kiedy trzeba i na tyle ile trzeba i kurczy wtedy gdy trzeba i na tyle ile trzeba) gdy mięśnie, z którymi jest połączone są silne i pracują prawidłowo.
tomekpawwaw pisze:Ujeżdżony koń dźwiga ciężar dzięki obniżeniu lędźwi, napinającemu górne więzadła kręgosłupa "od tyłu" bez angażowania w to szyi ,tzn szyja jest unoszona w nasadzie w sposób bierny, poprzez napięte więzadła nadkolcowe, a nie poprzez działanie jej górnych mięśni.


Tu też widze to trochę inaczej. To nie obniżenie lędźwi powoduje udźwig ciężaru, to rotacja miednicy, która jest możliwa dzięki luźności mięśnia najdłuższego grzbietu. Jeśli ten będzie skurczony, to trzyma i miednicę i całą noge - nie może ona więc wkraczać pod kłodę. Wkraczanie pod kłodę to jedno. Nie jest jednoznaczne z "obniżeniem lędźwi" jak to nazwałeś. To silne mieśnie nóg, i caly system tkanek miekkich przejmuje pracę i koń zgina bardziej wszytkie stawy (stetem gumek od gaci w nodze) kumuluje energię i oddaje ją przy wyrzucie kończyny. Wektor siły skierowany do przodu jest zamieniany na siłę dziłającą do góry. Robi nam się wypadkowa dówch wektorów (przód i góra) i otrzymujemy nasza wypadkową. Dzięki temu koń uzyskuje więszą równowagę a laik patrzący z boku widzi "obniżenie lędźwi i przeniesinie ciężaru na tył".
tomekpawwaw pisze: Jeżeli te będą napięte, to nos wysunie się do przodu i w górę.

... ale jeżeli jednocześnie koń zostanie nauczony poruszać się z napietymi mięśniami dolnej linii szyi (ustępować od nacisku wędzidła) to nos będzie w pionie (a nawet czasami za!) a więzadło, o którym piszesz zostanie napięte do granic jego fizjologicznych możliwości. To włąsnie obserwujemy ostnio na olimpijskich czworobokach nieststy nader często.
tomekpawwaw pisze:Przy okazji jeżeli szyja konia będzie całkiem luźna, to koń będzie się poruszał z nosem przy ziemi albo opierał się(dosłownie) na wodzach (miałem kiedyś do czynienia z takim koniem, jak mu się oddało wodze to schodził nosem do ziemi i zaczynał się potykać, dosłownie nie potrafił sam utrzymać równowagi bez "podtrzymywania " wodzami.


NIestety ale osoba siedząca na koniu nijak jest w stanie podnieść Konia za wodze i utrzymać za niego równowagę, choć owszem, że mieć takie wrażenie. O tym czemu konie się potykają i o koniu "uwalonym na przodzie" napiszę w przyszłym tygodniu.

Dzięki za wsyztkie uwagi - dobrze jest móc powymieniać się poglądami.
Jak to śpiewał Kuba Sienkiewicz "jak wszyscy zgadzają się ze sobą, to będzie nadal tak jak jest".

Awatar użytkownika
Ania Czerwik
Posty: 65
Rejestracja: czw lut 14, 2013 7:51 pm
Lokalizacja: Żarki

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Ania Czerwik » wt mar 19, 2013 3:15 pm

Czytam ten wątek od początku, mimo, iż nie mam bladego pojęcia kim jest ów Gerd... nie byłam na szkoleniu... i wiele informacji zawartych w temacie czytam pierwszy raz w życiu, ale ... jak to mówią "człowiek uczy się przez całe życie".

jestem wdzięczna kotbury za posty i ich styl wypowiedzi :) na wiele spraw pozwoliło mi to spojrzeć z zupełnie innej świeższej perspektywy, dowiedzieć się, że wiele problemów to problem mój nie Konia, a jeśli już Konia to nie taki o którym myślałam do tej pory.

czekam na kolejne posty i... może kiedyś sama wybiorę się na jakieś szkolenie hmm...

ja z własnym kopytnym też mam parę problemów- kręgosłupowo-szyjno-lędźwiowych i dopiero mnie oświeciło żeby zmienić troszkę styl pracy :)
"Każdy koń jest inny i patrzy na te same sprawy w różny sposób. Abyśmy mogli odnieść sukces z końmi, musimy spróbować spojrzeć na rzeczy z ich punktu widzenia, a potem odpowiednio starać się z nimi pracować"

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Wojciech Mickunas » wt mar 19, 2013 3:22 pm

Śledzę tę arcyciekawą dyskusję od początku i duma mnie rozpiera , że dzieje się ona na tym właśnie forum :)
Mam tylko jedną drobną sugestię w temacie : "gorsza" i "lepsza " strona .
Coby czytający mieli całkowitą jasność warto by uzgodnić czy : "gorsza" strona to ta w którą koń "trudniej się koń kręci " , "trudniej się zgina " ,jak to mówią :" na tą stronę jest zaciągnięty " , czy "gorsza " to ta przeciwna , ta w którą mu wszystko to "łatwiej wychodzi " . Gdzie jest i na czym polega problem ? Piszę o tym, bo jest to powszechnie spotykane zjawisko polegajace na złej djagnozie "trudnej" strony i w efekcie stosowaniu zabiegów, które miast problem rozwiązywać , pogłębiają go .
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » wt mar 19, 2013 4:57 pm

Wg serii artykułów które (dośc dawno, nie pamietam doĸładnie kiedy i w której gazecie były, autorstwa Coby van Baalen) o tym mówiły było tak: strona silna jest mniej giętka, strona "wklęsła" a więc ta na którą koń się łatwiej zgina jest słabsza. Czyli trzeba pracować tak, by mięśnie strony "wklęsłej" rozciągać a strony "wypukłej" nauczyć kurczenia.
Wychodzi to poniekąd samo przy chodach bocznych zwłaszcza przy ciągu bo na ogół koń w jedną stronę lepiej idzie do przodu i dobrze krzyżuje nogi ale gorzej się zgina a w drugą odwrotnie: lepiej się zgina ale trudniej mu robic obszerne kroki i mocno krzyżować nogi.

Co do nie zginania szyi to poniekąd odniosę się do sportu ludzkiego: lekkoatleta, jakich by dyscyplin nie uprawiał, robi pewien zakres (dostosowany indywidualnie do człowieka i tego co chcemy uzyskać) ćwiczeń rozciągających, prawda? I nikt mnie nie przekona, że te ćwiczenia rozciągające mają potem negatywny wpływ na sprawność ogólną! Bo mięśnie, czy to końskie czy ludzkie, mają być sprężyste a więc równiez rozciągnięte w stopniu wystarczającym do określonych zadań.
Nasz koń też ma być takim atletą, prawda?
Więc czemu mamy go nie gimnastykować?
Natomiast jest faktem, że w tym ćwiczeniu łatwo jest przesadzić i zażądać za dużo, tak jak człowiek może nawet sam sobie zrobic krzywdę robiąc źle dobrane ćwiczenia rozciągające albo robiąc to w zły sposób. Ale czy to jest powód żeby nie ćwiczyć w ogóle?

PS Koń na ogół sam jest w stanie wyginać szyję w bardzo fantazyjny sposób
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= ... =1&theater
to dlaczego ma tego nie robić pod jeźdźcem, w stopniu znacznie mniej wyszukanym?

kotbury
Posty: 60
Rejestracja: czw lip 23, 2009 3:08 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: kotbury » wt mar 19, 2013 5:07 pm

Jak Gerd na seminarium w skrócie wytłumaczył stronę lepsza vs. gorszą, uzywając sformuowania strona krótsza vs dłuższa.

Jedziemy dajmy na to na lewo (lewa ręka wewnętrzna, prawa zewnętrzna). Koń idzie super, potrafi dobtzr ustawić się do wewnątrz. To dlatego, że jego zewnętrzna strona jest na tyle "długa" (mięśnie), że potrafią się rozciagnąć. Wewnętrzna zaś, pomimo tego, że krótka, nie ma znaczenia- bo w zakręcie się przecież skraca.
Problem zaczyna się gdy z takim koniem pracujemy na prawo. Strona lewa jest fizycznie za krótka, koń nie chce się na prawo zginać. Ciężko się jedzie woltę na prawo. Mamy "pusto w lewym ręku" bo koń najchetniej szedłby z głową w lewo odgiętą.

Z czego to wynika - z kilku kwestii. Po pierwsze z tego, że rzeczywiście gdy koń jest skrzywiony to jego mięśnie pracują na tyle na ile pozwala im skrzywienie i jedna strona jest duzo silniejsza (krótka), a druga dużo bardziej elsatyczna (długa).

Po drugie takie skrzywienie często wynika z wersalnej (transwersalnej) rotacji kręgosłupa. W poprzednich postach dokładnie opisałam mechanizm "skręcania" przez konia. Pisałam o rotacji kręgosłupa. wyobraźcie sobie, koń gorszy na lewo (czyli ma krótszą prawą stronę) najczesciej ma kręgosłup zrotowany w prawo, grzebień wyrostków kolczystych jest skierowany non stop w prawą stronę. Jak siadacie w siodło to w prawo was wręcz zasysa do przodu i w dół w zakręcie... w lewo zaś... ała - no bo teraz aby koń skręcił prawidłowo używając kolumny kręgoslupa to nie dość, że wyroski kolczyste muszą się ustawić w pion to musza się jeszcze dać pochylić w lewo. To jest bardzo, bardzo dużó pracy, którą tzeba wykonać. To praca nad kolumna kręgosłupa, nad wsyztskimi systemamai miesna najdłuższego grzbietu i miesniami dolnej linii konia (dobrzusznymi).
Tu nie ma uniwersalnej metody- tu trzeba mieć oczy "w tyłku" dosłownie i czuć, czuć, czuć... ja jestem za slaba na takie czucie (jeszcze). Wciaż się uczę to czuć. Z resztą ta wiedza dotarła do mnie stosunkowo niedawno i poniekąd dzięki tu dyskusji z wami układam sobie to w głowie w całość. Nie jest to łatwo czuć na swoim Koniu bo najczesciej mamy już o nim tak mocne wyobrażenie i tak jesteśmy naszpikowani sterotypami czy po prostu jestesmy zbyt emocjonalni.
Jak macie taką możliwośc to wsiądźcie na konia koleżanki/kolegi i jadąc stępem i kłusem (za sprzączkę) powiedzcie jej co czujecie. Ale nie gadajcie z tą osbą wczesniej o prblemach konia aby się nie uprzedzać.
Szcególnie spróbujcie poczuc nie tyle "lepszą-gorszą" stronę ale rotację kręgosłupa.


Do Magdy:
gimnastyka mieśni - tak!
rozciaganie i luzowanie więzadeł - Nie!

Prościej nie umiem.
Nie wiem jak to jest realnie u lekkoatletów bo nigdy lekkoatletyki nie uprawiałam ale jako były (bardzo były) vice mistrz Polski karate juniorów wiem, że np. wbrew temu co lubi promować Hollywood nam nie wolno było ćwiczyć szpagatu. Takie rozciagnięcie więzadeł i ściegien powodowało wysokie kontuzje przy "wykopach" i "kopach". Po prostu panewki wylatywały z bioder.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » wt mar 19, 2013 5:43 pm

No ja akurat biegałam, dlatego się do lekkiej odnoszę:-)
OK, szpagat nie ale jakies ćwiczenia rozciągające na pewno robiłaś, prawda?
No ja przeciez też pisałam o ty, że ćwiczenia mają być DOSTOSOWANE do przyszłych wysiłków i ich zakres musi byc przemyślany. Ale te zgięcia, których my wymagamy od konia pod jeźdźcem to i tak jest znacznie mniej niż NORMALNY zdrowy koń zrobi sam z siebnie na swobodzie a więc na pewno nie jest to za dużo. Chodzi po prostu o to, by koń umiał zgiąć się również obarczony cięąrem jeźdźca.
A co do stron to chyba mamy na myśli to samo tylko nazewnicctwo się różni.
Idę prowadzić jazdę:-)

Awatar użytkownika
Krystyna Kukawska
Administrator
Posty: 578
Rejestracja: czw lut 07, 2008 11:03 pm
Lokalizacja: woj.wielkopolskie

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Krystyna Kukawska » wt mar 19, 2013 7:04 pm

Wczytuję się w dyskusję z wielkim zainteresowaniem. Kotbury wzbudza we mnie podziw. Piszesz duuużo mądrych rzeczy. Mam jednak wielką prośbę. Pisz, proszę, uważniej. Twoje literówki, spowodowane zapewne szybkim pisaniem, bardzo utrudniają czytanie.
Kilka przykładów:
kotbury pisze:nad wsyztskimi systemamai miesna
kotbury pisze:zdizłałąy cuda
kotbury pisze:obserwujemy ostnio na olimpijskich czworobokach nieststy
Prawda, że trzeba się domyślać?!
Mam nadzieję, że nie popełniłam nietaktu i... z niecierpliwością czekam na następne posty w niezmiernie ciekawej dyskusji :!:

ODPOWIEDZ