Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Wojciech Mickunas » śr mar 06, 2013 6:09 pm

Gdyby tu była funkcja like to bym kliknął :)
Już kiedyś mówiłem ( a raczej pisałem) , że coraz mniej się muszę "odzywać " na forum, bo coraz więcej tu mądrych postów :)
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Awatar użytkownika
tomekpawwaw
Posty: 380
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 7:41 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: tomekpawwaw » śr mar 06, 2013 8:29 pm

Ciekawe, że dawni trenerzy stosowali kolejność ćwiczeń odmienną od tej praktykowanej powszechnie dzisiaj (przynajmniej u nas ) Np u Fillisa są chody boczne prawie od samego początku, na pierwszym etapie ujeżdżania (ok 3 miesięcy) mamy "piruet prosty i odwrotny", " zginanie boczne" (w potylicy, jest to jedno z pierwszych ćwiczeń robionych z koniem jeszcze podczas pracy z ziemi) oraz ciąg w zakończeniu przekątnej. Podobnie jest i u nieco wcześniejszego Bauchera. Ten ostatni zauważa zresztą, że wiele trudności w jeździe wynika po prostu ze sztywności (niewygimnastykowania) konia i wprowadza cały szereg ćwiczeń "osobno" nad poszczególnymi partiami ciała konia (była to zresztą zdaje się zupełnie nowatorska w tamtych czasach koncepcja)
P.S. " Ustępowanie od łydki" nie występuje w klasycznej ekwitacji a do przepisów ujeżdżeniowych wprowadzono je w latach 70-tych. Jest co prawda takie ćwiczenie u Fillisa, ale wprowadzone jedynie dla łatwiejszego zrozumienia przez konia bocznego ruchu i tylko przejściowo, na dystansie kilku kroków

Awatar użytkownika
Ania Karkota
Posty: 40
Rejestracja: pt lut 08, 2013 1:02 pm
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Ania Karkota » śr mar 06, 2013 10:43 pm

oczywiście że każdy koń fizycznie jest w stanie te ćwiczenia wykonać, ja jednak zastanawiam się jak taki rodzaj wysiłku - bo przecież dla podjezdka naprawdę sporym wysiłkiem jest na początku w ogóle praca pod siodłem jako taka - oddziałuje na organizm takiego młodziaka (mam na myśli np. urazy trzeszczek które, między innymi, biorą się od zbyt dużego obciążenia w młodym wieku) jak i gotowość "psychiczna" - czy koń, który dopiero chwilę temu zaczął pracować od łydki nie będzie sfrustrowany i zdenerwowany dokładaniem dość skomplikowanych jednak ćwiczeń? uważam że zbyt szybkie zwiększanie wymagań może sprawić że koń po prostu zniechęci się do pracy. Dlatego ja planuję wprowadzić ruch pod siodłem "do boku" dopiero gdy mój dzieciak będzie miał ok. 4.5 roku, będę pewna że idzie dobrze zadem i jest miękki i lekki na dziobie ;)
If you always do what you always did, you'll always get what you always got. If you are not happy with what you are getting, you have to change what you are doing.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » czw mar 07, 2013 6:37 pm

Z mojego doświadczenia z wieloma młodymi końmi wynika, że ruch boczny jest dla konia łatwy do zrozumienia o ile oczywiście został przygotowany z ziemi i zaakceptowany z ziemi w pełni.
Wiadomo, że każdy koń uczy się w swoim tempie, dlatego ja wolę nic nie zakładać:-) To już jest rola ujeżdzacza by "czuł" konia i wiedział kiedy jakie ćwiczenie można wprowadzić. Oczywiście jak ktoś ma małe doświadczenie to lepiej poczekac za długo niż wprowadzić coś zbyt wcześnie:-)

Awatar użytkownika
Magda Kaźmierczak
Posty: 11
Rejestracja: czw sty 31, 2013 6:21 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Kaźmierczak » pt mar 08, 2013 7:50 pm

Ja chciałabym zadać pytanie odnośnie nachrapników. Przepraszam, że dopiero teraz wyleciałam z tym pytaniem, ale przeczytałam cały temat i pewna rzecz mnie nurtuje niezmiernie.
Rozumiem wyjaśnienie dlaczego dr Gerd nie lubi nachrapników za mocno zapiętych i krępujących pysk. Wytłumaczenie logiczne, dotarło do mnie, więc jeździłam sobie wesoło bez nachrapnika w ogóle, ewentualnie tylko z angielskim lekko zapiętym. Aż tu razu pewnego znajoma trenerka, która przeprowadzała koleżance trening, podpowiedziała mi, że lepiej będzie jak założę nachrapnik i to ze skośnikiem/paskiem krzyżowym (nie wiem jaka nazwa jest prawidłowa). Mojemu koniowi zdarza się mnie czasem wywieźć, np. podczas wolty w galopie, na koniec zmieni nagle kierunek na przeciwny, albo jak się nakręci to "przetaszczy" mnie galopem jeszcze trochę. Trenerka zwróciła mi na to uwagę argumentując, że on w tym momencie otwiera pysk i jest poza wędzidłem, nie reaguje na nie, więc dobrze by było dołożyć nachrapnik. I teraz moje pytanie: czy to nie jest omijanie problemu? Zamknę koniowi pysk, by bardziej czuł wędzidło, może sobie tym trochę pomogę, ale czy to aby nie maskowanie problemu?
Mam świadomość, że wirtualnie nikt mojego problemu nie rozwiąże, bo powodów może być mnóstwo, ale chciałabym po prostu wiedzieć czy aby dobrze myślę. Z jednej strony, skoro radzi mi ktoś kto jest trenerem i ma większe doświadczenie z końmi niż ja, to powinien mieć rację i powinna posłuchać. Z drugiej jednak strony,praktyka pokazuje, że czasem co trener to inna szkoła i zdanie i biedny, szary rekreant wie, że nic nie wie. Poratujcie, bo ja już sama nie jestem w stanie sobie tego logicznie w głowie poukładać.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » pt mar 08, 2013 7:58 pm

Bo to co opisujesz (czyli koń otwierający pysk w momencie obrony przed wędzidłem aż do utraty posłuszeństwa) to jest chyba jedyna sytuacja która tak naprawdę uzasadnia użycie nachrapnika:-) Ja się raz tylko spotkałam z koniem, który uporczywie dość robił takie coś jak właśnie opisujesz i bez nachrapnika jeździło się na nim bardzo źle.
A jeśli używasz skośnika zapinała bym to wszystko dość luźno, i tak będzie "trzymać" konia.

Awatar użytkownika
Magda Kaźmierczak
Posty: 11
Rejestracja: czw sty 31, 2013 6:21 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Kaźmierczak » pt mar 08, 2013 8:47 pm

Jak zapinam skośnik, to zapinam go w miarę luźno, żeby jako tako działał, ale nie był zaciśnięty. Jest tak zapięty, że koń ze spokojem może sobie "memlać" i ruszyć językiem.
Dziękuję za odpowiedź :)

kotbury
Posty: 60
Rejestracja: czw lip 23, 2009 3:08 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: kotbury » pn mar 11, 2013 1:57 pm

Do Magdy Kaźmierczak - zmień trenerkę i to szybko (wyjasnienie troszkę niżej)

Do Trenera: ja to bym chciała, jeśli w mój tok rozumowania wkradają się delikatnie mówiąc nieścisłości aby jednak trener prostował:)

A dziś w drugiej części posta znajdziecie prosty przepis jak za pomocą narzędzi danych wam przez naturę (mózgu i ręki) poprwić forever samopoczucie swojego konia.


Ale najpierw o nachrapnikach i wywożeniu jeźdźców.
Jeśli to wędzidło ma służyć do 'zatrzymywania", "kontorli ruchu naprzód, "opanowywania jego nieposłuszeństwa" to może warto wynaleźć wędzidła "elektrycznie sterowane". Bierzemy sobie statdo koni, wypuszamy na nieogrodzone przestrzenie i za pomocą pilota, jak tylko chcą iść tam gdzie nie chcemy "ciągniemy" za wędzidło. Aby koń sobie nie mógł ulżyć zawiązujemy mu pysk nie jakimś tam nachrapnikim bo jeszcze zniszczy ale sznurkiem od snopowiązałki. Zobaczcie jaka oszczędność- pełna kontrola ruchu, zero wydatków na ogrodzenia!!!

Do czego słuzy porawnie zapięty nachrapnik? - Do tego aby wędzidło nie przesunełao się tam gdzie mogłby dokonac szkód. Do tego i do niczego więcej. Nachrapnik nie służy do tego aby KOŃ NIE MÓGŁ uniknać naporu wędzidła.

Jeśli twój koń za przeproszeniem "spieprza" z tobą np. z wolty (no bo czym inym jest opisane przez ciebie wywożenie) to najprawdopodobniej coś powoduje to, że nie ma on ochoty z tobą na grzbiecie robić tego, o co go prosisz. I żadne wędzidło nawet przyszyte do pyska nie zmieni tego faktu.

Konie spieprzają spod jeźdźca z wielu powodów, o których już tu pisałam.
Mój koń spieprza spode mnie głownie z braku równowagi poziomej. Jeśli rekreancie kochany na początku jazdy jest cacy a potem twój koń spod ciebie spieprza to najczesciej nieststy on się wcale nie nakręca tylko:
a) jest zmęczony - nie wydolnościowo (nie ma zadyszki, nie ejst spocoany) tylko miesniowo. Więc daj mu luźna wodzą (za sprzączkę) i posapcerujcie 5 minut. Albo lepiej zsiądź i pospacerujcie 5 minut.
b) jeśli twój koń zaczyna spieprzać z toba np. z wolty to znaczy, że praca w takim ustawieniu powoduje u niego dyskomfort i chce on stamtąd nawiać. więc być może za dużo wymagasz od jego mieśni i więzadeł. Przejdź do stępa, daj luźną wodzę, daj 5 minut, potem przegalopuj za sprzączkę na prostych a potem "pokręć" chody zginające, które prostują, rusz kłusem w dobrej rónowadze poziomej i wyjedź woltę... jeśli koń nie spieprzy poklep obficie, zsiądz, rozstępuj i podziękuj- mission accomplished. Mniej znaczy więcej.
c) najcześciej konie spieprzają ponieważ powstaje kombinacja punktu a i b i dokładamy do tego trzymanie za pyks. koń trzymany za pysk nie uzyska równowagi poziomej, zacznają go bolec mięśnie, zacznie spieprzać, spieprzanie jeszcze bardziej wybija go z rónowagi, jak do tego dochodzi prośba o pracę na wolcie to już w ogóle nie jest możliwa rónowaga- bolą plecy, bolą nogi, boli całe ciało - pozostaje uciekczka. nakręcanie się zabija odczucia bólu (czesto kulawe konie wypuszczone na padok gdy zaczynaja popisy przed innym osobnikiem przestaja uleć) - podnieta przeszkadza w przewodzneiu bodźców bólowych. Z tego samego powowdu, konie wkkwoskie, galopujące w krosie nawet jak "zaczeszą" jakś przeszkode to galopują dalej i wszelkie kontuzje i kulawizny są widoczne dopiero jak emocje opadną.

Więc nieststy ale najczesciej rekreancie kochany sam jestes przyczyną źle rozumianej energiczności swojego konia. Koń to zwierze, które b. mądrze gospodaruje energią i niechętnie zaczyna pracować w potrójnym tempie z balastem na grzbiecie jak nie musi.

Magda, śmiem twierdzić, że zasznurowanie koniowi pyska nachrapnikiem owszem spowoduje to, że jak zacznie spieprzać a ty pociagniesz to stanie jak wryty... ale to jest działanie na efekt. Osigasz efekt- koń nie może zrobic kroku, jeśli twoja ręka nie odpuści... ale nieststy nie niwelujesz przyczyny. On zawse będzie chciał spieprzać. Zawsze gdy zabraknie wędzidła i nachrapnikakoń będzie spieprzał... no chyba, że wsadzisz mu do pyska ostrzejsze wędzidło, zapniesz mega ciasno nachrapniki i parokrotnie przy próbiue ucieczki wycedzisz mu w dziąsła. wtedy się nauczy, że spiepzranie tak boli, że lepiej nie ryzykować, lepiej dreptać z bólem pleców i nóg, bo to zazwyczaj boli mniej (ból ciagły) niż nagły ostry ból wędzidła. Wyuczona bezradność... "ach jaki ten twój koń grzeczny!", "nie grzeczny tylko leniwy, trzeba non stop pchać". Potrzeba "pchania" to jedne z objawów wyuczonej bezradności.

Zamiast wnikać w kolejne odcienie szarości (nachrapnik bardziej, nachrapnik mniej) zrób mały eksperyment. Gdy tylko poczujesz, że koń chce cię wywieźć następnym razem to od razu zrób półsiad i kompletnie rzuc wodze. KOMPLETNIE. Złap tylko za sprzączkę aby sie biedak nie zaplątał. I jedź nic nie robiąc. Możesz sobie dalej kłusować, jeśli to się działo w kłusie, możesz galopować jeśli koń zagalopuje, po prostych. Ale nie rób nic. Skoro "robienie wielu rzeczy" nie przynosi rezultatu to może "nierobienie" niczego da efekt.

Jeszcze słów kilka o magicznie uspokajającym dziłaniu wolty. Jest to prawda. Konie nakręcone potrafią się na woltach uspokoić ale trzeba umieć odróżnić konia podnieconego od konia spieprzającego spod jeźdźca. Do tego dochodzi jeszcze kwestia tego, w jaki psosób koń porusza sią na prawidłowo jechanej wolcie - działa ona podbnie jak wyginające chody postujące. Kończyna tylna wędruje pod kłodę, wyrostki kolczyste wędrują na wewnętrzną stronę, pochylają się "versal" ( o ile koń nie ma zrotowanego kręgosłupa w drugą stronę i nie powstaje rotacja "transversal"), więzadła się rozciągają, rozciagają się mięśnie strony przeciwnej, pracują mięśnie strony wewnętrznej, koń sam się niesie. Samoniesienie jest przyjemne dla konia. Samosniesienie to nic innego jak dobrze wypracowana rónowaga pozioma z impulsem. Nie ma samoniesienia gdy jest za dużo zmęczenia. Samoniesienie to prawidłowa praca mieśni. Mięsień przemęczony nie pracuje.

Ile razy rekreancie kochany dajesz koniowi na jeździe luźną wodzę i na jak długo?
Od "no wyciągnij się na chwilę" jest dobrze wykonane rzucie z ręki ale od odpoczynku dla mieśni jest luuuuźna wodza.

Podobało mi się, to jak Gerd na seminarium zwrócił uwagę na starą kawaleryjską zasadę - młode konie 4 letnie długa wodza co 4 minuty, konie 5 letnie, co 5 minut, konie 6-cio letnie co 6 itd.

O zasadach vs. doktryniarstwie chciłabym dizś napsiać słów kilka.
Tym razem nie będzie to tym co w koniu ale o tym co w jeźdźcu.

W weeknd miałam w stajni zabawną sytuację. Otóż otoczenie odnotowało, że mój koń znacznie lpeiej się porusza, jednak otoczenie ma tak silne wzorece "estetyczne" wryte do głowy, że nijak nie mogło połączyć obrazka konia, który lepiej się rusza z aktualnym obrazkiem mojej osoby na nim. W końcu padł werdykt, głośno:
- No gdybyś się jeszcze odchyliła do tyłu i usiadła w siodło jak (i tu wskazano inną osobę jeżdżącą obok, która zaraz włączyła się do rozmowy)
Nie chciłało mi się tłumaczyć, że mój koń chodzi lepiej bo właśnie w ogóle nie ochylam się do tyłu i nie "wsiadam" w siodło, bo na tym etapie pracy to zbrodnia dla pleców bo i po co - głową muru nie przebijesz. Za to osoba "wzorzec" stwierdziła, że jeździe lepij od kiedy ma treningi z trenerem x i ceni u niego także to, że on zwraca uwagę na detale, bo także jeździ ujeżdźenie i np. bardzo pilnuje aby nie mieć poziomo ustawionych nadgarstków. Zapytałam osobę "wzrcową" czy wie, z czego to wynika, w sesnie dlaczego nie wolno jeździć z poziomo ustawionymi nadgarstkami.
padła odpowiedź: z eststyki jazdy.


No tak, rekreancie kochany najpierw think inside the horse ale także think inside the ridder. A jak już użyjesz mózgu (i empiri) i posprawdzasz dlaczego coś działa w takim, a nie innym wariancie to odrzuć wszytkie rzeczy związane z estetyką jazdy bo one po porstu nie istnieją!!
Cokolowiek robisz na koniu i wynika to jedynie z "eststyki jazdy" na 99, 9 % jest bez sesnu i robi więcje szkody niż pożytku. ten jeden promil zosatwiam na ewentualna pomyłkę (twoja pomyłkę wynikająca z braku wiedzy;).

Mniemam, że np. kawalerzyści, których życie zależało od poziomu wyszkolenia ich konia oraz od jego (konia) dobrej kondycji fizycznej nie zaprzątali sobie głowy pytaniami w stylu "gdy tnę szbelką szkopa, czy ja aby dobrze wtedy w siodle wyglądam, może gdybym sie jednak bardziej do tyłu odchylił moja jazda byłaby bardziej eststyczna?", "czy mój tyłek jest sexy w półsiadzie na tych nierównościach terenu gdy poginam galopem, może za bardzo go wyginam i czy przy tym moja pięta jest wysatrczająco profesjonalnie w dole?", "Czy moje dłonie aby na pewno wyglądają jak dłonie Nazistowksiego oficera Rzeszy, gdy pomiędzy mymi palcami znajdują się wodze munsztukowe?"...

Dlaczego więc mamy tyle literatury, która opisuje efekt? Dsosiad rozumiany jako postawa na koniu i relacje (ustawienie) względem siebie wielu części ciała, praca ręka rozumiana jako jej położenie itd.?
Ano dlatego, że w tamtych czasach wiedza o anatomii funkcjonalnej organizmów żywych była dopiero w powijakach. Nie istniały zaawansowane metody diagnostyczne (USG itd.). To, co dzieje się w środku można było opisywać jedynie tym, jak to wygląda na zewnątrz.

Rekreancie kochany ty też w domu nie masz USG (chyba, że jesteś córką ginekologa z prywatna praktyką:) więc musisz używac mózgu:), który zapewne masz.

Uwaga, Uwaga kochani!!! tadammm (chcialo by się zadąć w famfary:)!!!
Teraz nastąpi opis ćwiczenia, które na zawsze wytrzebi z ciebie brzydki nawyk trzymania na koniu "płozonych dłoni".


Co ci jest potrzebne do wykonania tego ćwiczenia:
1. Mózg
2. Przynajmniej jedna (preferowana prawa w przypadku praworęcznych i lewa w przypadku leworęcznych) zdrowa ręka (ręka rozumiana jako, bark, kość raminna wraz z mięsniami, łokieć, kolejna kość, nadgarstek, palce dłoń - czyli ręka od góry do dołu, lub od początku do końca jak ktoś woli)
3. Pięć minut czasu dedykowanego na używanie mózgu i ręki.

Opis ćwiczenia:
stajemy albo siadamy nie mając przed sobą nic i wyciagamy naszą reką. Ustawiamy ją mniej więcje tak jakbysmy trzymali wodze, nadgarstek ustawiamy PIONOWO. Symulujemy teraz jazdę na niesfornym koniu, albo na koniu z olbrzymią amplituda ruchu - innymi słowy rzuca nami góra - góra dół. Używając mózgu bacznie obserwujemy co dzieje się z ręką, którą próbujemy trzymac luźno w jednym miejscu (co by nie walić konia wędzidłem po zębach)... co się dzieje?
Nic! Kompletnie nic, ręka jest tam gdzie chcemy, bo to łokieć amortyzuje wszelkie wstrząsy otwierając się i zamykając. co najważneijsze - nasz "wirtualny" koń może sobie brykać i przez godzine, tak ustawiona ręka ma luźny mięsień ramienia i staw ramienny i łokciowy się nie męczy.

Ok, teraz ustawiamy nadgarstek POZIOMO (pamietamy, że nadal nami rzuca, no dalej poskakać trochę!!!)
Co się dzieje? Po pierwsze od razu sam z siebie napina się miesień ramienia, który to blokuje staw łokciowy. Teraz do "poruszania" stawem łokciowym (zginania ręki w łokciu) potrzebujecie używać siły, kiedy to, gdy nadgarstek był ustawiony pionowo łokieć pracował samoczynnie - był "stawem amortyzatorem". Do tego aktualny zakres ruchu łokcia w takim ustawieniu to "przód - tył" a nie jak to było w przypadku rąk ustwionych pionowo "przód - tył i równoczesnie "góra- dół". Teraz amortyzatorem może być tylko jedn staw- raminny, który nie za bardzo może bo blokuje go napiety miesień.

Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że gdy rotujemy poziomo nadgarstek rotuje się cała kość od nadgarsta do łokcia i ma takie ustawienie, które wpływa także na ustawienie kości ramiennej. Oba stawy z pozycji i funkcji "amortyzacja" przechodzą w tryb "akcja". Czynna akcja, która (i to jest jedynie moja teoria i na razie nie mam badań na poarcie tej tezy), pomagała człowiekowi w zdobywaniu pokarmu. Jak łapiemy pazurami zwierzynę, czy coś do siebie przyciagamy, to odruchowo ustawiamy dłoń poziomo, nasza ręka dziła wtedy jak swoisty hak, który potrafi przyciagnąć w nasza stronę rzeczy bardzo ciężkie.

Nie ma na świecie rekreancie kochany takiego Homo sapiens, który trzymając poziomo nadgarstek miałby luźne i amortyzujące stawy ręki (no chyba, że go jakiś chirurg w pijanym widzie źle poskładał, ale to od razu widać, tacy ludzie mają łokieć niejako " z boku ręki").
Wymądzrzanie się więc niektórych "profi" jakoby im trzymanie rąk poziomo nie przeszkadzło jest po prostu najlepszym przykładem na ich nikłe używanie mózgu... lub na pałanie przez nich strszną nienawiścia do własnych koni.

No bo rekreancie kochany, czy chesz aby twój koń czuł w pysku "amortyzację" czy "sztywny, ciagnący hak"?

Jest tylko jedna, jadyna rzecz, która blokuje amortyzujące dziłanie stawów gdy nadgarstek jest pionowo:
mianowicie ciagnięcie w tył:)... Nie ma więc opcji aby tzw. "mocny kontakt" czy "przejeżdżanie przez wędzidło było możliwe do osiagnięcia bez wpływu na "luźnosć" ręki. Kiedy ciagniemy za wodze:
a) gdy ustawiamy konia na wędzidle (bo to on ma się zam ustawić a nie my mamy ręka wymusić ustawienie),
b) gdy nie mamy konia na pomocach i do przejscia w dół używamy siły ręki - ciagniemy za wodze
c) gdy nie mamy rónowagi i uzyskujemy "mocny kontakt", który zazwyczaj jest wynikiem trzymania się za wodze (skoro siedzisz odwalony w tył, to na boga musisz się czegoś złapać"

Jazda za sprzączkę to świetne ćwiczenie niekoniecznie tylko dla konia:)

Awatar użytkownika
Magda Kaźmierczak
Posty: 11
Rejestracja: czw sty 31, 2013 6:21 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Kaźmierczak » pn mar 11, 2013 2:34 pm

kotbury jesteś wielka!!! Uwielbiam czytać to co piszesz i bardzo podoba mi się sposób w jaki opisujesz :)
Na szczęście, to nie jest moja trenerka, tylko znajoma z nią jeździ, a ze mną od czasu do czasu po prostu dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat mojego konia, jak coś zaobserwuje.
Wiecie co wam powiem? Intuicja to jednak dobra i przydatna rzecz. Czyli jednak dobrze mi się wydawało, że nachrapnik plus skośnik to tylko maskowanie problemu a nie rozwiązanie. Intuicyjnie coś mi podpowiadało, że to przecież nie o to chodzi, bo to nie tak działa. Przecież to co robi mój koń, wcale nie musi być nieposłuszeństwem zawsze i w każdym przypadku. A już na pewno nie posądzała bym mojego konia o to, że robi to celowo i tak sobie umyślił, że tym sposobem uprzykrzy mi życie ;) To trochę przykre, że są ludzie usilnie twierdzący, że jak koń zrobi coś nie po naszej myśli, to znaczy, że to było nieposłuszeństwo wynikające ze złej woli konia. A wystarczyło by czasem "posłuchać" tego konia (co mnie jeszcze nie wychodzi aż tak dobrze ;)), co nam chce przekazać i tak jak pisała Kotbury, dojść do wniosku, że takie zachowanie, może wynikać z dyskomfortu konia, jego niemożności wykonania stawianego przed nim zadania, a nawet i moich błędów, które ten dyskomfort tylko pogłębiają. Dlatego cały czas biłam się z myślami, że takie rozwiązanie mi polecone, może być nie fair w stosunku do konia, tym bardziej, że wina na pewno leży po mojej stronie.
Obecnie jeżdżę z nachrapnikiem i skośnikiem, ale jedno i drugie jest zapięte luźno, by koń mimo wszystko miał swobodę pyska, a więc nie działa to tak jak polecała owa trenerka pewnie. Zakładam to dlatego, by wędzidło było stabilniejsze, chociaż jeśli się mylę, że skośnik w tym pomaga to proszę o poprawienie mojego myślenia.

Katarzyna Kulikowska
Posty: 32
Rejestracja: śr mar 19, 2008 6:41 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Katarzyna Kulikowska » pn mar 11, 2013 3:07 pm

kotbury, powtórzę za Magdą - jesteś wielka! ale pozwolę sobie na małe sprostowanie
kotbury pisze: Podobało mi się, to jak Gerd na seminarium zwrócił uwagę na starą kawaleryjską zasadę - młode konie 4 letnie długa wodza co 4 minuty, konie 5 letnie, co 5 minut, konie 6-cio letnie co 6 itd.
z tego, co ja zapamiętałam, cytowane przez Gerda stare zasady kawaleryjskie z cyferkami były dwie:
1. dotycząca interwałów treningowych, czyli co ile robić przerwę (dać odpocząć na luźnej wodzy): młode konie co 6 minut, konie wyszkolone co 12 minut

2. dotycząca częstotliwości treningów: 3-latek 3 razy w tygodniu, 4-late 4 razy w tygodniu, 5-latek 5 razy w tygodniu

Awatar użytkownika
Wojciech Mickunas
Administrator
Posty: 1147
Rejestracja: czw paź 04, 2007 10:44 am
Lokalizacja: Baczyna
Kontakt:

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Wojciech Mickunas » pn mar 11, 2013 3:36 pm

To ja jeszcze dopowiem że było tak :
3 letni koń 3 x w tygodniu 30 min pod siodłem
4 letni koń 4x w tygodniu 40 min pod siodłem .
5 letni 5x w tygodniu 50 min pod siodłem
6 letni 6x w tygodniu 60 min .
Ja to zapamiętałem , bo znałem to wcześniej zanim usłyszałem z ust Gerda . :)
A Kotbury pisze b. fajnie :)
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie, zamiast próbować zapanować nad kilkudziesięcioma dekagramami końskiego mózgu, koncentrują się wyłącznie na tym, żeby okiełznać 500kg jego mięsni!

Katarzyna Kulikowska
Posty: 32
Rejestracja: śr mar 19, 2008 6:41 pm
Lokalizacja: Kraków

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Katarzyna Kulikowska » pn mar 11, 2013 3:38 pm

Wojciech Mickunas pisze:A Kotbury pisze b. fajnie :)
jak najbardziej :)

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » pn mar 11, 2013 9:03 pm

Owszem ale to jednak jest tylko jeden aspekt treningu-aspekt fizyczny.
I choc niewątpliwie ważny i często traktowany po macoszemu, niedoceniany, to jednak nie jedyny!
Bo koń, co by nie mówić, ma jednak wolną wolę! I czasem najzwyczajniej w świecie, po prostu czegoś nie chce. I nie koniecznie to końskie NIE! wynika TYLKO z trudności fizycznych.
Gdyby tak było to cały proces NAUKI konia byłby wyłącznie treningiem fizycznym. A nie należy jednak zapominać o jego aspekcie psychicznym. Nasz koń jest UCZNIEM, który czasem chce a czasem jednak nie chce czegoś zrobić.
I to dotyczy zwłaszcza koni używanych do nauki, w tym równiez koni szkolnych a więc służących no nauki zaawansowanej (koń szkolny to dla mnie taki koń do nauki jazdy również na wyższym poziomie a więc odznaki, pierwsze starty itd) takie konie berdzo szybko dostrzegają niekonsekwencję i niedokładność swoich jeźdźców i wykorzystują to, mimo że ich sprawność fizyczna jest bez zarzutu. I nie mam absolutnie na myśli wyuczonej bezradności, to można odróżnić, przede wszystkim koń bezradny jest otępiały, nie cieszy się pracą, nie współpracuje chętnie. A taki koń szkolny współpracuje, jak najbardziej, tylko nie z każdym jeźdźcem!
Po prostu taki koń bardzo szybko umie wyczuć kto na nim siedzi i będzie się dostosowywał do sytuacji, czasem aż do bólu:-)

A konkluzja: nachrapnik nie będzie niczym złym, oczywiście o ile jest dobrze dopasowany (tzn nie za ciasno, bo luźny może sobie być, po prostu wtedy służy głównie do dekoracji, albo-mi osobiście-służy do lonżowania o ile konia rozprężam na lonży) i MOŻE pomóc w uzyskaniu od konia lepszej pracy. Ja w ogóle dopuszczam używanie rozmaitych "patentów" o ile ich zastosowanie prowadzi do jakiegos rozsądnego celu, czyli do tego że szybko przestają być potrzebne:-)

I równiez jestem wrogiem i to wrogiem zawziętym, nachrapników zapinanych ciasno, dociąganych "kolanem" zwłąszcza w połączeniu z twardą ręką. Ale nie demonizujmy-dobrze dopasowany nachrapnik to nie jest żaden dramat jeszcze:-)
A wiecie sami, że moje konie docelowo chodzą bez niczego na głowie:-)

kotbury
Posty: 60
Rejestracja: czw lip 23, 2009 3:08 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: kotbury » śr mar 13, 2013 2:14 pm

Magda, śmiem się bardzo nie zgodzić z tezą zawartą w twoim poście.... ale chyba mogę :twisted:

Spróbuję wytłumaczyć dlaczego rozumiem to trochę inaczej.

W 1980 Leo Jeffcott napisał, “The biomechanics of the vertebral column, although very complex are of vital importance because they form the basis of all body movements."

Dwie kwestie związane z treścią tej wypowiedzi:
a) Leo nie był pierwszy - grzbiet (kolumna grzbietu czyli kości, sciegna, mięśnie, więzadła itd. - razem wzięte) był rozumiany jako "centrum ruchu", "główny ośrodek ruchu" już dużo wcześniej. Gerd na swoim seminarium też odwołuje się do tej idei.
b) fakt, że Leo w XX wieku w końcu nazwał rzeczy na tyle po imieniu, że zrozumieć je może nawet statystyczny posiadacz konia nie zrobiły na nikim wrażenia.
"Odkrycie Jeffcott'a" przeszło bez kompletnego echa w światku jeździeckim, wśród weterynarzy, hipiatrów, trenerów itd...

Przykre ale prawdziwe. Dziś mamy 2013 ale wiel osob żyło i jeździło konno w 1980. A ci, ktrych jeszcze wtedy nie było na swiecie wyznają wiedze proklamowaną w tamych czasach. Nie jest to jednak wiedza z gatunku "teoria Leo", a nieststy nader często wiedza z gatunku "kończyny przednie" (sobie), "praca zadu" (sobie), "ustawienie głowy i szyi" (sobie), "ramy w jakich porusza się koń"... i inne wstrętne, doktryniarskie banialuki.

Kolumna grzbietu jest odpowiedzilna, formuje (kreuje) każdy rodzaj ruchu - co to właściwie znaczy?
Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie - dlaczego akurat kolumna grzbietu a nie właśnie np. kończyny.
Tak naprawdę każdy z was zna odpowiedź. Poznaliśmy ją już w szkole podstawowej ucząc się o coentranym i obwodowym ukłądzie nerwowym. Centrum kolumny gzrbietu - czyli kręgosłup jest jednym z kluczowych elementów tych układów, bo znów centrum kręgosłupa to nic innego jak rdzeń przedłużony połączony z mózgiem.
Ruch - fizyczny nie powstaje w jakiś magiczny sposób od dołu konia, od zewnątrz tylko powstaje ze środka - ruch powstaje w mózgu!
Jako jeździec jesteśmy najbliżej mózgu sterując kregosłupem (rdzeniem przedłużonym). Sterowanie nogami jest kompletnie bez sensu, bo uderza nie w miejsce powsatwania ruchu lecz w miejsce jego ekspresji.
Podam prosty przykład - barowanie!
Dlaczego barowane konie "trzeba było" co jakiś czas "barować" ponownie dla przypomnienia? Ano własnie dlatego, że barowanie to docieranie do problemu "z dupy strony". To nie wysokość podnoszenia przednich nówj jest odpowiedzialna za wysokosć podnszenia przednich nóg. To praca kręgosłupa (i w tym wypadku także przez pracę kregosłupa, praca zadu) jest odpowiedzialna za baskil i wysokość skoku a także wysokość podnoszenia przednich nóg.

Mózg konia nie jest jakimś olbrzymim organem i nieststy obszary obszary odpowiedzilne za coś co niektórzy nazwywają "psychiką konia", jego "charakterem" są ściśle powiązane z obszrami odpowiedzialnymi za ruch.

Mózg człowieka jest dużo bradziej rozbudowany jednak sprzeżenie - ruch vs. rozwój untelektualny i rozwój osbowościowy także tu funkcjonuje.

Bardzo dokładnie opisał, wytestował na sobie i innych, rozpopularyzował ta tezę niejaki Moshe Feldenkreis.
Cytując ze strony http://www.metoda-feldenkraisa.pl/
Mózg ludzki ma zdolność ciągłego tworzenia nowych lepszych, wzorców ruchowych w czasie całego życia. Obserwujemy to gdy dziecko uczy się obracać, raczkować i chodzić. Jednak z wiekiem zwykle przestajemy rozwijać nasz potencjał. Zamiast tego cały czas korzystamy z naszych starych wzorców ruchowych, nawet gdy przestały być dla nas użyteczne. z czasem, stałe powtarzanie tych ruchów może prowadzić do przeciążenia stawów i mięśni, powodować dolegliwości bólowe, wady postawy i zwyrodnienie stawów.
Podobne zasady odnoszą się także do innych aspektów ludzkiego działania jak sposoby myślenia, zachowanie w grupie, postrzeganie siebie i otaczającego nas świata i wiele innych.

Metoda Feldenkraisa opiera się na, niespotykanej nigdzie indziej w przyrodzie, możliwości uczenia się. Dzięki temu możliwy jest ciągły rozwój naszego potencjału. w Metodzie Feldenkraisa ruch, (który najłatwiej podlega świadomej kontroli) wykorzystywany jest jako środek do tego rozwoju. Jest to zatem metoda reedukacji ruchowej, samopoznania i rozwoju swojego potencjału poprzez ruch

Moshe zauwazył, że jeśli reedukujemy się ruchowo nasz cały mózg zaczyna się reedukować. Śiwadome poruszanie się, wykonywanie ruchu uaktywnia w naszym mózgu obszary odpowiedzilne za nasze samopoczycie, stan psychiczny i rozwój. Sam Moshe jako staruszek dzięki metodzie śwaidomego ruchu rozwinąl wiele pasji, których nie dano mu skosztować w dzieciństwie, np. nauczył się grać na pianinie.

Rozwój mózgu poprzez stymoulowanie go od zewnatrz nie tylko przez bodźce słuchowe czy wzrokowe ale właśnie przez świadomy ruch ( ruch, do którego powstawania angażowany jest mózg) jest tożasmay nie tylko dla ludzi czy koni ale dla większości organizmów na kuli ziemskiej.

Koń, któremu nie jest dane poruszać się w równowadze głupieje albo po prostu jest koniem głupim.
Wypracowanie rónowagi poziomej (czyli świadomego poruszania się, samoniesienia, samorownoważenia) jest tożsame z wyprcowaniem konia stabilnego psychicznie.

Ograniczanie rónowagi (ciagnięcie za wodze, wypinacze, ciasno pozapinane nachrapniki itd.) skutkuje często płochliwością, nadpopudliwością, nakręcaniem się. Te wszystkie " wady zachowania" stają się z czasem narowami, czy wręcz charakterem konia, bo jego wzorzec ruchowy ulega zaburzeniu na stałę. Koń, któremu zaburza się samośwaidomość ruchu i rónowagę przestaje się poruszać w rónowadze także na padoku. I tak samo w drugą stronę - konie korygowane pracą pod siodłem, prostują się także w swoim "czasie wolnym". Prostują się "same z siebie" a nie dlatego, że ktoś je "ponaciągał" tak jak trzeba i teraz już "wszystko jest na swoim miejscu" - przecież już sobie ustalilismy, że jazda konna to proces a nie "45 minutowa sesja z masażystą".

Wypracowywanie rónowagi poziomej czy później pionowej to głównie trening psychiczny. Oczywiście, kolejne jego etapy nie są możliwe do osiagnięcia gdy "maszyna do komunikacji" czyli ciało nie jest w stanie pewnych rzeczy wykonać.
Można to porównać do procesu uczenia się mowy. Jeśli w twojej buzi nie ma wszystkich zebów, to jakokolwiek będizesz się starła mówić pięknie, to pomimo tego, że twój mózg będzie już na to gotowy (będzie znał wsztskie słowa i rozumiał wsyztskie pojęica i składnię języka) to twoje ciało nie będzie gotowe aby komunikację prowadzić. Będziesz spelenić.
Dopiero gdy twój cały aparat do "wykonywania mowy" będzie w 100% sprawny, będziesz mógł skorzystać z całych zasobów swojego mózgu i mówić nie tylko z sensem ale i przyjemnie dla ucha.

Ciężko wiec wymagać od konia podczas jednej jazdy każdego kroku w idealnej rónowadze poziomej bo nie zawsze jego mięsnie są gotowe na takie obciążenia. Miesnie nie dość, że muszą się nauczyć nowych wzorców i je utrwalić to muszą się "wybudować" silne do wielokrotngo wykonywania nowych wzorców ruchowych.
Stąd właśnie robienie przerw w jeździe (długa wodza) jest odpoczynkiem nie tylko dla mięśni ale takze głównie dla głowy. I to nie dlatego, że "my" przez tą chwilę nie wymagamy, ale głównie dlatego, że "mięśnie" przestają się na tą chwilę tak komunikować z mózgiem. Odpoczywa ciało a dzięki temu głowa.

Aby funkcjonować tu na ziemi potrzebujemy i sprawnego ciała i sprawnego mózgu. Zaniedywanie, któregoś jest tożsame z blokwoaniem korzystania z funkcji drugiego.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Szkolić oko i charakter - po spotkaniu z Gerdem

Post autor: Magda Pawlowicz » śr mar 13, 2013 6:23 pm

Ale ja to rozumiem, koń bez równowagi będzie pracował, źle, co do tego nie musisz mnie przekonywać.
Ale dalej uważam, że praca z koniem powinna prowadzić do określonego celu z dwóch kierunków. Z jednej strony praca nad porozumieniem i posłuszeństwem-a więc wykształcenie w koniu przekonania, że ma nas słuchać i potem przekonanie go, że posłuszeństwo jest korzystne! Czyli przekonanie konia, że w posłuszeństwie i współpracy z człowiekiem, zarówno z ziemi jak i pod jeźdźcem, odnajdzie początkowo pewną wygodę (pomimo sytuacji z założenia nie komfortowej) a potem również zadowolenie i łatwość wykonania. Tzn mam na myśli, że na samym początku samo dosiadanie stanowi dla konia pewien dyskomfort, samo obciążenia naszym ciałem. Ale stopniowo, jak koń się wzmacnia, powinno tym dyskomfortem przestać być, prawda?
I tu dochodzę do tych przerw w pracy-otóż ja wymagam od konia, by wykonał jakąś pracę i nagradzam oddaniem wodzy (czasem na długo, czasem na moment) jak tylko zrobi to co chciałam, albo przynajmniej jak zrobi cos w tym kierunku, o ile ćwiczenie jest nowe. W efekcie często nawroty pracy "w ręku" są znacznie krótsze niż te 5 minut. Np nabieram konia, robie kilka kroków chodem bocznym, oddaję rękę wysyłając konia do przodu, zaraz nabieram znowu itd. Czyli moja jazda na młodym koniu to będzie raczej stałe nabieranie i oddawanie a nie jazda w jednym ustawieniu-to już jest efekt, jaki mamy u konia zaawansowanego w pracy. Jedynym ustawieniem w jakim jeżdżę dłużej na młodym koniu będzie ustawienie niskie, gdy wymagam od konia aby pozostał z obniżoną szyją i był zaokrąglony-to faktycznie czasem robię dość długo, tzn do momentu aż koń przestanie próbować uciec głową do góry.
Ale, żeby to wszystko było możliwe, najpierw koń musi CHCIEĆ być posłusznym. Tzn musi być przekonany, że człowiek jest wyżej od niego w hierarchii stada i starać się spełniać nasze polecenia na miarę swoich możliwości. Jeśli tego nie ma, to nie da się jechać na luźnej wodzy, prawda?

Wyobraź sobie takiego "rozpuszczonego bachorka", któremu ktoś od dawna pozwalał podejmować decyzje na jeździe i z ziemi. A więc konia, który dominuje nad człowiekiem, wpycha się i wyrywa przy prowadzeniu, nie stoi w miejscu, sam rusza przy dosiadaniu i natychmiast "gdzieś" jedzie, po oddaniu wodzy natychmiast zmienia tempo i kierunek jazdy itd.
Z takim koniem, zanim zrobisz cokolwiek innego musisz najpierw ustalić kto tu będzie rządził, prawda?

ODPOWIEDZ