Mowa bata do lonżowania

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Ailusia
Posty: 826
Rejestracja: czw paź 11, 2007 12:03 am
Kontakt:

Post autor: Ailusia » śr sty 30, 2008 10:15 pm

Branka, witaj w klubie ;)
Teolinek pisze:Teoretycznie dopiero do "gotowych" zachowań dodaje się sygnały. Czyli najpierw jest etap "rzeźbienia", a potem poddanie kontroli bodźców.
Ale kto tak naprawdę z koniem kształtuje? Że sobie tylko czeka i nic, w ogóle nie podpowiada?
Z drugiej strony, niektóre klasyczno-tradycyjne rzeczy są rzeczywiście intuicyjne, takie że działają od razu mimo że je przekładam "na nasze". Dlatego lubię czytać stare książki ;) np. ten rysunek z bacikowymi punktami - okazuje się całkiem praktyczny. Albo Bent Branderup super wychodzi freestylowo. Aż można pomyśleć, że jak ktoś nie sprawdza się freestylowo i/lub nie przekłada się na kliker, to znaczy że w ogóle jest do bani 8)
Wracając do bata - mi brakuje jakiejś pośredniej... "fazy"? (tfu... 8) ) od kiedy urwał się ogonek od długiego palcata. Bo palcat miał trzy opcje - pokazywanie jak wskaźnikiem, merdanie ogonkiem, i dotykanie naprawdę - pukając lub nie. Zastanawiam się czy to były trzy po kolei fazy, czy trzy całkiem różne sygnały. Bo przecież można do każdego przypasować coś innego. W każdym razie teraz chcę przerobić ten palcat na coś takiego jak ma Allen Pogue :) szczególnie z myślą o tej drugiej koni, bo Avra w zasadzie nie potrzebuje żeby do niej mówić takimi dużymi literami. Chociaż, jak by jej się bardziej podobało to czemu nie.
A przedostatnio postanowiłam wziąć ją na spacer, nie wzięłam więc bata, który zawsze zgarniam po drodze, bo czeka oparty o ścianę. A Avra stanęła i mówi "ty ofermo, zapomniałaś bata! poczekaj, przyniosę ci!" :lol: no ostatecznie go nie wzięła ale doszłam do wniosku że nawet ona bywa konserwatywna.
Ale pewnie w ferworze kształtowania łatwo przychodzi wejście w tryb "szukamy dalej"...
Szczególnie jak się człowiekowi szybko nudzi i koń potem też tak ma.
"After all is said and done, more is said than done." Posadź drzewo!

martik

Post autor: martik » śr lut 13, 2008 3:59 pm

Wojciech Mickunas pisze:Bat ma być przedłużeniem ręki . Tak jak powinniśmy doprowadzić do tego by koń pozwolił nam na dotykanie się ręką we wszystkich możliwych miejsach , tak samo powinniśmy doprowadzić do tego by pozwalał dotykać się batem. Ani ręki , ani bata koń nie powinien się bać . Ma natomiast odpowiednio reagować na dotyk i ręki i bata .
Witam,
moja kobyłka (dopiero zajeżdżana 4,5-latka) nie potrzebuje odczulania na bat, ponieważ pozwala dotykać się nim wszędzie i nie stanowi to dla niej problemu. Nie ćwiczyliśmy tego- dostałam to od niej jako wartość dodaną, która wyszła na jaw przy mojej pierwszej próbie odczulania.
Problem mam jednak innej natury- kobyłka nie reaguje także na popędzające działanie bata. Nie boi się go, to ok ale również go nie respektuje. Doszło do takich sytuacji, że stwarzając dla mnie sytuację niebezpieczną, dostała parę szybkich razów po to by się ruszyć naprzód ale to nie poskutkowało- wiem zatem, że nie odbiera bata jako coś, od czego należy iść do przodu.
Ponieważ taka sytuacja jest dla mnie nie do zaakceptowania, bo bat jest także pomocą do komunikacji z koniem, do wydawania próśb o ruch naprzód, w bok, szybciej, itd., chciałabym Was poprosić o rady jak uczulić konia na bat nie będąc dla niego brutalnym.
Odrzucam bowiem pranie konia aż do krwi na skórze.
Będę bardzo wdzięczna za rady. Dziękuję.

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » śr lut 13, 2008 8:34 pm

czekam aż ktoś mądrzejszy Ci poradzi...i jakoś cisza.

U mnie jest tak: koń kompletnie przestał reagować na bat...owszem jakieś dotykanie skutkuje....ale jeśli chodzi o lonżę to nic. Tyle, ze na szczęście moja biega w koralu już na sam głos.

I nie wiem co Ci poradzić...czy np. uderzanie batem o ziemię plus głos też nie skutkują? Może na świst bata będzie reagować?

A próbowałaś z linką...u mnie np.a arab juz na uniesienie ręki ze zwiniętą liną rusza naprzód.

martik

Post autor: martik » czw lut 14, 2008 12:22 am

Witaj Przygodo :)
Swoje pytanie dot. bata umieściłam w tym wątku, bo najbardziej mi pasował. Ale w sumie pytam o użycie bata z siodła.
Kobyła na lonży chodzi bardzo ładnie na głos. I masz rację- reaguje na świszczący bat, zarówno na lonży jak i pod siodłem. Jednak pod siodłem ten świszczący bat może być aplikowany jedynie w okolicy uszu- bez uderzania konia, działając jedynie dźwiękiem.
No ale niestety to jest na dłuższą metę nie do zaakceptowania, choćby przy skokach przez przeszkody, nie mogę świszczeć jej batem przy uchu ;) Bat musi być przecież tam gdzie jego miejsce...
Dlatego chciałam się poradzić, czy znacie może jakieś sposoby na poradzenie sobie z brakiem reakcji na bat pod siodłem?
I może jeszcze na koniec taka informacja- kiedy kobyłka idzie pod siodłem, to jestem w stanie podziałać na nią głosem. Ale w sytuacji krytycznej, kiedy wlazła mi w kłujące krzewy, żeby nie przejść przez kałużę, nie mogłam jej ruszyć niczym- ani dosiadem, ani głosem ani tym bardziej batem. I właśnie w takich przypadkach jestem w kropce.
Może ktoś miał podobne doświadczenia i wie jak temu zaradzić?

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw lut 14, 2008 8:23 am

Martik, aby pomyśleć nad jakąkolwiek radą dla Ciebie trzeba by sięgnąć do genezy problemu braku reakcji na pomoc, jaką jest bat. Zacznijmy od pytania: do czego jest Tobie potrzebny bat? Do popędzenia, zwrócenia uwagi, przesunięcia konia? To ważne, bo w każdym przypadku jego działanie jest inne. Dalej jak koń reaguje na dosiad, łydkę - jak na wędzidło. Czy chętnie zmienia chody na wyższe, czy chętnie skacze? Możliwe, że owo znieczulenie na bat ma o wiele głębszą podstawę, niż początkowo nam się wydaje. Może to być bowiem ogólna niechęć do pracy i tu znów trzeba sięgać do korzeni problemu... Dlaczego koń nie jest chętny? Dalej - mogą być to błędy ujeżdżenia - spotkałam sięz końmi , które były bite ( :evil: ) na tyle, że zwykłe "puknięcie" batem nie robiło na nich żadnego wrażenia - bardziej reagowały na muchę na skórze, niż na bat :-/ Inną podstawą mogą być jakiekolwiek problemy natury zdrowotnej, jak również brak rozluźnienia, czy nawet reakcja na niestabilne, lub śliskie podłoże...
Odpowiedz nam najpierw na te pytania, a pomyślimy wspólnie co dalej...
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw lut 14, 2008 9:26 am

martik pisze:Ale w sytuacji krytycznej, kiedy wlazła mi w kłujące krzewy, żeby nie przejść przez kałużę, nie mogłam jej ruszyć niczym- ani dosiadem, ani głosem ani tym bardziej batem. I właśnie w takich przypadkach jestem w kropce.
Może ktoś miał podobne doświadczenia i wie jak temu zaradzić?
Czyli jest to pytanie dotyczące sytuacji, kiedy koń przestraszy się ( młody pewnie częściej) i do uspokojenia konia trzeba uzyc bata.

To jak dla mnie takie rozwiązanie problemu poprzez karanie,bo w tym przypadku o to chodzi przecież, jest pozbawione sensu i logiki.

Owszem ,byłam wielokrotnie w takiej sytuacji i najgorsze co można wtedy zrobić, to ukarac konia.

Bo za co- za jego instynktowne działanie , za lęk przed nieznanym ?

Szczęście, że sa konie, które w takich sytuacjach nieruchomieją , a nie uciekają na oślep ze strachu.


Pytanie : jak temu zaradzić, to w istocie pytanie o wychowanie młodego konia , a właściwie wybór jaki zawsze mamy.

Wychowywanie "pod przymusem" , czy próba nakłonienia konia do współpracy ,rozumienia jego natury bez podporządkowania sobie konia na siłę.

To pytanie : czy niewolnik , karany za swój strach chętnie pracuje?
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

martik

Post autor: martik » czw lut 14, 2008 9:53 am

Gaga pisze:Zacznijmy od pytania: do czego jest Tobie potrzebny bat? Do popędzenia, zwrócenia uwagi, przesunięcia konia? To ważne, bo w każdym przypadku jego działanie jest inne.
Dokładnie, bat jest mi potrzebny do tego wszystkiego, co opisałaś. No może bez zwrócenia uwagi póki co, bo to jestem w stanie osiągnąć innymi sposobami.
Głównie jednak bat jest mi potrzebny w sytuacjach awaryjnych, kiedy wszystkie inne sposoby posłania konia naprzód zawiodą. Bo żeby nie było niedomówień, najpierw używam pomocy naturalnych, potem dochodzi głos a jak nie działa, to chciałam się posiłkować batem.
Dalej jak koń reaguje na dosiad, łydkę - jak na wędzidło. Czy chętnie zmienia chody na wyższe, czy chętnie skacze? Możliwe, że owo znieczulenie na bat ma o wiele głębszą podstawę, niż początkowo nam się wydaje. Może to być bowiem ogólna niechęć do pracy i tu znów trzeba sięgać do korzeni problemu... Dlaczego koń nie jest chętny?
Kobyła jest chętna do pracy i bardzo mi się to podoba :) Jeśli chodzi o zmianę chodów, to idzie to całkiem nieźle i na razie używam tylko dosiadu i głosu. Ale ponieważ planujemy wyszkolenie również w sferze ujeżdżenia, muszę ją jakoś uczulić na działanie bata ujeżdżeniowego, który pokaże jej, że czasami proszę o mocniejsze zadziałanie tylnymi nogami albo przesunięcie zadu.
Wiesz kiedy staje się leniwa? Hehe, to dziwne- ale kiedy jest więcej koni na ujeżdżalni. Wtedy ewidentnie spowalnia. Na razie, ponieważ dopiero 3 miesiąc chodzi pod siodłem, złożyliśmy to na karb ogólnego rozkojarzenia. Ona się dopiero uczy i być może taka duża ilość koni ją w jakiś sposób rozprasza? Sama nie wiem- taka to nasza teoria ;)
Ale nie mogę powiedzieć, żeby była niechętna do współpracy, o nie. Jakoś mam szczęście i trafiłam na bardzo fajną kobyłkę, która jest zainteresowana tym, co z nią robię i chyba jej się to podoba :)
Dalej - mogą być to błędy ujeżdżenia - spotkałam sięz końmi , które były bite ( :evil: ) na tyle, że zwykłe "puknięcie" batem nie robiło na nich żadnego wrażenia - bardziej reagowały na muchę na skórze, niż na bat :-/ Inną podstawą mogą być jakiekolwiek problemy natury zdrowotnej, jak również brak rozluźnienia, czy nawet reakcja na niestabilne, lub śliskie podłoże...
Cura nie była bita, ona do 4 roku biegała po pastwisku i w ogóle nie pracowała. Dopiero od listopada zaczęła się współpraca z nią i to ja mam przyjemność się tym zajmować, więc wiem na 100%, że nikt jej krzywdy nie robi.
Po badaniu weterynaryjnym przed zakupem, owszem- okazało się, że kobyła jest mało wrażliwa. Pani weterynarz zdiagnozowała, że kobyłka ma mało czułe miejsca, które u innych koni są miejscami newralgicznymi (grzbiet, słabizny). No ale taka jej uroda- ja to muszę po prostu odrobić chyba?
Ważne i pomocne jest to, co napisałaś o podłożu. Rzeczywiście, z powodu braku innych opcji, jeździmy ostatnio prawie cały czas po takim podłożu, jakie jest :| I to może potęgować brak równowagi ale z drugiej strony Gago, dlaczego jednego dnia kobyła idzie a następnego, kiedy jest więcej koni już nie za chętnie, mimo, że podłoże się nie zmieniło? Hihi... taka zagadka :)

Tania
Posty: 266
Rejestracja: pt lis 09, 2007 1:16 pm

Post autor: Tania » czw lut 14, 2008 10:09 am

Już to chyba kiedyś pisałam,ale może warto powtórzyć.
Czytałam taką fabularyzowaną biografię słynnej amerykańskiej treserki kotów wielkich.
I zaczynała ona swoją nauke zawodu tak,że kładła na placu kawał mięsa -na upale.Potem czekała na muchy .I ćwiczyła używanie bata tak długo,aż nauczyła się trafiać muchę w locie niemal w oko. :wink:
Dopiero po nabyciu tej umiejętności dopuszczono ją do klatki z lwami.
Myślę,że to bardzo ważne.nauczyć się trafiac batem dokładnie tam gdzie chcemy.Mogę się przyznać,że prawą ręką (z konia) mniej więcej trafię za to lewą znacznie gorzej.
W przypadku jeźdzca to trudne bo ma wodze w ręku i nimi szarpnąć nie może.No i uczyć się "na sucho" nie bardzo jest jak.
Ostatnio zmieniony pt lut 15, 2008 9:08 am przez Tania, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw lut 14, 2008 10:13 am

Młody koń moze wielu spraw nie rozumieć :-/ Jednym ze sposobów na nuczenie "respektu" do bata niezniszczonego konia jest jednoczesne użycie palcata i bata do lonżowania (dźwięku - potrzeba pomoc z ziemi oczywiście) z czasem koń wyrobi w sobie odruch - bat na łopatce - znaczy naprzód trzeba...

Rzeczywiście więcej koni na ujeżdżalni mozę rozpraszać konia bez względu na podłoże. Z tego, co piszesz - jest to koń określany przeze mnia jako dosyć "toporny" (w sensie mało wrażliwy), zatem kumple biegający bez ładu i składu (tak to widzi koń) mogą być od jeźdźca o wiele ważniejsi - ciekawsi i tak koń zapomina o robocie i rozgląda się ciekawie (dobrze, że nie fruwa za innymi ;-))

Proponuję zatem dołączyć do pracy zabawy z ziemi (nie lonżowanie), mające na celu wypracowanie sobie szacunku u konia w każdej sytuacji - taka praca powinna przynieść również efekty w późniejszym użyciu bata...
Jeśli natomiast z czasem bat będzie potrzebny jako pomoc przesuwająca - można już teraz stosować z ziemi zabawę w jeża - z czasem "jeża" zastępując właśnie batem...
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

martik

Post autor: martik » czw lut 14, 2008 10:23 am

:) Ha! A to ciekawe z tym mięsem i muchami!! Nie jestem tak dobra, niestety i podobnie jak Ty, prawą ręką lepiej trafiam niż lewą.
W pracy na ujeżdżalni staram się trącać batem, żeby poprawić sygnał łydki. I do tego celu nie odpuszczam wodzy.
Ale w terenie, kiedy coś się dzieje i jest to dla mnie niebezpieczne, wówczas biorę wodze do jednej ręki a bat do drugiej- zazwyczaj prawej.
Marzy mi się jednak idealne trafianie batem do lonżowania. Tylko właśnie jest problem- jak się tego nauczyć na sucho?

Tania
Posty: 266
Rejestracja: pt lis 09, 2007 1:16 pm

Post autor: Tania » czw lut 14, 2008 10:27 am

Marzy mi się jednak idealne trafianie batem do lonżowania. Tylko właśnie jest problem- jak się tego nauczyć na sucho?
Może gdzieś z tyłu,na ścianie stodoły wyrysować węglem czy kredą konia?
I zaznaczyć punkty wg.szkicu Teo ?
I np.baloniki tam pozawieszać?
Ostatnio zmieniony pt lut 15, 2008 9:09 am przez Tania, łącznie zmieniany 1 raz.

martik

Post autor: martik » czw lut 14, 2008 10:30 am

Gaga pisze:Młody koń moze wielu spraw nie rozumieć :-/ Jednym ze sposobów na nuczenie "respektu" do bata niezniszczonego konia jest jednoczesne użycie palcata i bata do lonżowania (dźwięku - potrzeba pomoc z ziemi oczywiście) z czasem koń wyrobi w sobie odruch - bat na łopatce - znaczy naprzód trzeba...
No właśnie, że też kurcze na to nie wpadłam :) Dzięki Gaga :) Spróbujemy tak zadziałać.
Proponuję zatem dołączyć do pracy zabawy z ziemi (nie lonżowanie), mające na celu wypracowanie sobie szacunku u konia w każdej sytuacji - taka praca powinna przynieść również efekty w późniejszym użyciu bata...
Jeśli natomiast z czasem bat będzie potrzebny jako pomoc przesuwająca - można już teraz stosować z ziemi zabawę w jeża - z czasem "jeża" zastępując właśnie batem...
No tu jesteśmy dopiero na początku drogi ale ja mam pełno chęci i zapału a kobyła dużo wolnego czasu, myślę, że się jakoś dogadamy ;)

martik

Post autor: martik » czw lut 14, 2008 10:43 am

Pomysł z balonikami Taniu jest niegłupi :)
Będąc na seminarium z Panem Ratajczakiem, podziwiałam z zachwytem jego kunszt. Ale on oczywiście nie zdradził jak nauczył się tak celnie trafiać batem...
Niesamowite jest też jego konsekwencja w porozumieniu z koniem na lonży. Dzięki stalowym zasadom- zawsze działam tak samo, żeby koń się zatrzymał, jego konie na lonży chodzą jak w zegarku. To piękny widok. Bez szarpania, nieporozumień- prawdziwe połączenie w pracy.
Ja dążę na razie do opanowania swoich ruchów, bata, lonży, tak, żeby kobyła zawsze rozumiała co moje ciało wyraża. Ale przyznam się szczerze- to ciężka droga :/

Tania
Posty: 266
Rejestracja: pt lis 09, 2007 1:16 pm

Post autor: Tania » czw lut 14, 2008 11:09 am

Trochę a nawet całkiem nie na temat.
Obserwowałam wiele osób,które uczyły się strzelać z bata.
Takiego "bykowca" .Początki zawsze były tak samo śmieszne i straszne.
Treser o mało sobie ślepej kiszki nie wyrwał :lol:
Strzelcy wyobijani od stó do głów.
Ale za to potem... efekty zdumiewające.Papieros w ustach asystenta gaszony batem.Jak w cyrku.
I przyszło mi do głowy,że takie "zabawy" pastuchów też miały sens praktyczny.Sprawnego posługiwania się batem uczyły.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw lut 14, 2008 11:53 am

martik pisze:Ale w sytuacji krytycznej, kiedy wlazła mi w kłujące krzewy, żeby nie przejść przez kałużę, nie mogłam jej ruszyć niczym- ani dosiadem, ani głosem ani tym bardziej batem. I właśnie w takich przypadkach jestem w kropce.
Może ktoś miał podobne doświadczenia i wie jak temu zaradzić?
Ciekawie rozwinął się wątek.

To juz nie ten problem zaznaczony przez mnie?

Tylko nauka strzelania z bata, żeby dobrze trafić?

A już chciałam odesłać do wątku "kiedy koń się buntuje"

Trafiłabym , jak batem w konia
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

ODPOWIEDZ