Kompetencje kadry instruktorskiej

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Drakan
Posty: 34
Rejestracja: pn paź 19, 2009 12:34 am
Lokalizacja: Raczki

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Drakan » czw lut 02, 2012 8:39 am

Ailusia pisze: Ja uważam że etap "rzucać hasłami" powinien być w ogóle niedopuszczalny. Koń może mieć przyjemność ze swojej pracy na każdym etapie nauki - obojętnie czy jest to szkolenie konia, czy jeźdźca.
Natomiast jeśli ten, jak piszesz, "drugi etap" to prowadzenie z koniem dialogu - owszem, może być od samego początku. Wszystko zależy od instruktora.
Interesujące - w takim razie jak uczyć? I proszę o jakieś konkretne argumenty. Zbyt dużo informacji - źle, bo to skomplikowane jak sterowanie jachtem, za mało - źle - bo nie ma dialogu. Alusia - konkretnie. Jak to wg Ciebie powinno wyglądać. Przecież zakładam, że mogę się mylić w swoim podejściu - wytłumacz mi proszę.

Moim zdaniem bez niezbędnej wiedzy nie ma prawidłowego dialogu, a z tą wiedza nikt się nie rodzi i przyswojenie sobie np. takiego zakresu informacji jaki posiada Julia, Magda, być może Ty wymaga czasu. I o ile mnie pamięć nie myli nie napisałam, że w pierwszym etapie instruktor ma zostawić ucznia i konia samym sobie a tym samym tolerować "rzucanie hasłami" i "obijanie" konia za wyimaginowaną niesubordynację. Rola instruktora jest koordynowanie tego procesu by uczeń nauczył się tego czego nauczyć się jeździec powinien - panowania nad własnym ciałem i umiejętności "czytania" sygnałów ze strony konia.

Być może właśnie dlatego sytuacja w wielu ośrodkach wygląda tragicznie, bo mamy masę instruktorów, którym się wydaję że wszystko w jeździectwo jest proste jak drut - tylko sadzać i puszczać wolno! Z jednej strony piszecie o niedzielnych jeźdźcach których interesuje tylko spacer po lesie (i nie warto mi zawracać głowy równowagą, dosiadem czy innymi frazesami) a potem dostaję kawałek tekstu, że od samego początku każdy uczeń ma prawo!? do "dialogu" z koniem. Z koniem rozmowa nie polega na "niunianiu" i klepaniu po szyi. W takim razie jaki zasób wiedzy powinien otrzymać amator spacerów po lesie ? Jak powinna wyglądać taka nauka? W końcu po to jest ten wątek - żeby szerzyć wiedzę.

Czasem warto być za a nawet przeciw, tylko wolałabym czytać bardziej konkretne argumenty zamiast - to nie tak, bo nie i już.
Więc trzeba i poddanych fantazyję wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć.
Hr. Marian Czapski "Historia powszechna konia" (1874)

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Julia z Orla » czw lut 02, 2012 9:46 am

Moi uczniowie nie przechodzą przez "zmęczenie, zwątpienie w sens teorii jeździeckiej, złość", a już na pewno nie dochodzi do żadnych aktów agresji. Przysięgam.

I jeździectwo jest proste, jeśli nauka jest podzielona na części pierwsze. Jeśli natomiast jeździec ma do spamiętania (i skoordynowania) 10 czynności, z których każda czynność posiada osobną filozofię, to rzeczywiście - frustracja murowana.
Wiele osób uważa (i ma głębokie przeświadczenie co do własnej nieomylności), że wszystko robi dobrze a ten "#$%" koń nie słucha.
Sama musiałam przechodzić przez ten etap i staram się nie dopuszczać do tego, żeby moi uczniowie musieli tego doświadczać. Jeśli przegapiłabym moment (a w zasadzie to musiałabym przegapić wiele momentów) i komuś frustracja narosła by pod kaskiem aż do biernej agresji (czynnej nie biorę nawet pod uwagę) to rozsiodłalibyśmy konia i poszli do stajni na herbatę porozmawiać o tym, co się stało.
rzadko który początkujący potrafi dostrzec z siodła, że koń zaczyna z nim współpracować pomimo jeszcze niepewnych działań. Większość adeptów oczekuje spektakularnych efektów, tymczasem sygnały dawane przez konia są tak ulotne, że łatwo niewprawnemu oku (i tyłkowi) je pominąć. Ale instruktor z ziemi (lub drugiego konia) widzi więcej i powinien wyczulać ucznia na sposób w jaki koń "rozmawia" z jeźdźcem.
Zgadza się, ważna rzecz.
Odpowiem pytaniem - a jak wygląda reakcja konia na nacisk ? Na początek skupmy się tylko na np.łydce (wewnętrzna/zewnętrzna/popędzająca - obojętne) Jak się to dzieje? co się dzieje? Owszem znam swoją teorię, ale najlepiej rozmawia się poprzez wymianę spostrzeżeń i doświadczeń :)
Nie bardzo rozumiem o co mnie pytasz. Jak wygląda naturalna reakcja konia na nacisk już ustaliliśmy. Jak wygląda wyuczona - również.

I czemu Drakan, jesteś tak poirytowana? Jeśli my tak bardzo Cię wkurzamy, to na widok przeciętnego instruktora musisz dostawać białej gorączki :)
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Ailusia
Posty: 826
Rejestracja: czw paź 11, 2007 12:03 am
Kontakt:

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Ailusia » czw lut 02, 2012 10:57 am

Drakan pisze:Interesujące - w takim razie jak uczyć?
Wrócę jeszcze raz do Oliveiry. Te słowa można znaleźć w jego książce Reflections on Equestrian Art:

"The talented rider who is tactful will reward [upon] the slightest indication of obedience on the part of his horse who will then respond calmly, confidently and pleasurably to any further demand. The true horseman should put into practice these words of Captain Beaudant's: Ask for much, be content with little, and reward often."

Polske tłumaczenie tych słów można usłyszeć w 3:26 minucie tego filmu:
http://www.exposureroom.com/koniepl
Tutaj mówimy o szkoleniu jeźdźca, na wyszkolonym koniu, więc o nagradzaniu tego jeźdźca trzeba pamiętać. Zawsze zastanowiłabym się, na jak małe fragmenty i na jak wiele etapów można podzielić naukę każdego elementu. A potem każdego z nich uczyć osobno, w taki sposób, żeby można było nagrodzić - a dla jeźdźca największą nagrodą będzie możliwość zobaczenia efektu swojego działania.
Trzymając się tego zakrętu - możemy podać instrukcję, co zrobić z ręką, co z nogą, gdzie nacisnąć, gdzie pociągnąć. A możemy powiedzieć: wyobraź sobie że skręcasz w lewo. Załóżmy że w obu wypadkach szansa na powodzenie jest fifty fifty - to w którym koń i jeździec będą mieć więcej swobody, większe pole do dialogu, więcej miejsca na eksperyment i próbę dogadania się między sobą?
Ja tak uczyłam zatrzymywania, na lonży, oczywiście bez wodzy. Prosiłam o zatrzymanie konia, a jak jeździec pytał jak to zrobić, odpowiadałam że nie wiem ;)
Jeśli nie miał szybko efektu, mówiłam żeby wyobraził sobie że koń się zatrzymuje. Jeśli i to nic nie dawało, dawałam koniowi jakiś bardzo subtelny sygnał, którego jeździec nie mógł zauważyć, tak żeby myślał że to on zatrzymał konia. W końcu zatrzymanie się udawało i wtedy z kolei ja pytałam jak jeździec to zrobił - i odpowiadał, że nie wie ;)
Owszem, w ten sposób pozwalamy na wiele eksperymentów. Ale dla mnie to ludzka wersja klikerowej zabawy "100 rzeczy, które można zrobić z pudełkiem", w której klikamy psa za każdą nową interakcję z pudełkiem. Ćwiczenie samo w sobie do niczego nie prowadzi, ale pies staje się bardziej pomysłowy. A tutaj jeźdźca uczymy oferować zachowania koniowi - na drodze eksperymentu, często nietrafionego, ale zawsze z nastawieniem na dialog z koniem. Taki jeździec będzie od razu miał "radar" nastawiony na słuchanie konia, bo to koń mu powie że się udało, a nie ja.
Etap świadomości którą ręką i którą nogą naciska i za co ciągnie przyjdzie później, i tak jest też w szkoleniu (przynajmniej klikerowym, którego jestem fanką): najpierw uzyskujemy zachowanie, potem dodajemy do niego sygnał. Oczywiście trzeba tak urządzić sytuację, żeby jeździec, mając swobodę, nie miał okazji do nieumyślnego sprawienia przykrości koniowi. To z kolei klikerowcy nazywają management :) czyli takie zaplanowanie wszystkiego, żeby uczeń nie miał okazji ćwiczyć się w złym zachowaniu. Wtedy nie będzie miał okazji się go nauczyć.
Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jeździec nie musi wiedzieć gdzie co naciska, żeby dobrze jeździć i uzyskiwać od konia to, czego chce. To tak jak z nauką języków obcych - można wykuć na blachę wszystkie odmiany, czasy i słówka, ale w obcym kraju zupełnie nie umieć się dogadać. A ktoś inny może nie znać języka wcale, ale być tak komunikatywny, że dogada się choćby na migi - a znajomość słówek sama wtedy przyjdzie.
Wiem, że niektórzy, jeśli nauczyli konia robić konkretną rzecz na konkretny sygnał, to chcą żeby on zawsze taki sam sygnał dostawał i zawsze odpowiadał na niego tak samo. Mają do tego prawo - i na pewno można ludzi w ten sposób nauczyć - ale z drugiej strony, każdy jest zbudowany trochę inaczej, ma trochę inne predyspozycje, refleks, ton głosu, i tak dalej... więc jeśli będzie próbował "po swojemu", to być może dogada się z koniem lepiej, a jeśli będzie bardzo uważnie słuchał, to dobrze wyszkolony koń i tak doprowadzi go do tego sygnału, którego jest nauczony.
Ja w każdym razie wobec moich zwierząt mam taką "politykę", że pozwalam im dogadywać się z każdym człowiekiem na ich własny sposób - bo one i tak różnych ludzi spotykają na swojej drodze. Najlepszymi nauczycielami są te, które od małego mają zaufanie do całego świata i każdy człowiek kojarzy im się z zabawą i nagrodą. Oczywiście nie zawsze takie konie są w szkółkach, czasami nawet są takie które mają bardzo głębokie urazy i z nimi trzeba postępować inaczej. Przede wszystkim jednak u początkującego jeźdźca trzeba zainstalować radar nastawiony na słuchanie konia :)

Oliveira na koniec:
"Art is not a competition; art is love. Now I ask you, how many people realise that?"

"Sztuka to nie rywalizacja, sztuka jest miłością. Pytam cię, jak wielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę?"
"After all is said and done, more is said than done." Posadź drzewo!

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » czw lut 02, 2012 1:02 pm

Ailusia

bardzo mądre to co piszesz, bardzo mi się podoba!
Pozwolić uczniowi szukać własnej komunikacji z koniem! Przyznam, że nigdy nie myślałam o tym w ten sposób!
Jestem skłonna spróbować, zwłaszcza że nasza metoda nauki i tak zakłada pewną dowolność i inicjatywę ucznia w szukaniu komunikacji z koniem. Ale od tej strony nigdy o tym nie myślałam! Tyle, że to zakłada prowadzenie jazd z jednym uczniem na tym samym koniu przynajmniej przez pewien czas-aby dać im odnaleźć wspólny język, ale u mnie to możliwe z reguły. Muszę spróbować podejść bardziej w ten sposób, w szczególności niektóre osoby myślę, zę mogą się tak lepiej uczyć. Mam na myśli ludzi po wypadkach, bojących się konia, upadku, utraty kontroli.
Zresztą ja już dawno zauważyłam, że tym ludziom najlepiej jest nic nie mówić (zawsze jak tylko to było możliwe to ich w tereny zabierałam) bo wtedy najlepiej się czują a ty to ubrałaś w "uzasadnienie teoretyczne"!!!


Drakan
(cytuję "ręcznie" bo inaczej nie umiem wstawić cytatów z różnych wypowiedzi)
cyt
"Julio - opisałam pierwszą! lekcję pokonywania łuku, nie 40. Nie zgodzę się z tym, że pokonywanie zakrętasów jest proste jak budowa cepa. Dlatego wszystko jest mocno akcentowane, dlatego dokładnie tłumaczone - bo to pierwszy raz."

Na pierwszej lekcji nalezy ucznie nauczyć wyłącznie sygnałów jak najbardziej podstawowych. Ja uczę tak: przenieś ciężar do środka (obciąż wewnętrzne strzemię-większość moich koni skręca na taki sygnał), jeśli to nie pomaga zadziałaj wodzami kierując obie wodze w bok, w stronę zakrętu. Pilnuję tylko tego by jeździec nie ciągnął wodzami do tyłu, by było to działanie tylko w bok. I to na pierwszej jeździe wystarczy, na resztę jest czas potem!

cyt
" trudno jest użyć "za dużo" pomocy. Mamy jeden tyłek, dwie ręce i dwie nogi."
to jest przecież razem bardzo dużo "miejsc" oddziaływania na konia!
I -jak najbardziej-da się użyć za dużo pomocy! Najlepszym przykładem jest jeździec, który chcąc zatrzymac konia jednocześnie ciągnie wodzami do tyłu i zakleszcza łydki-czy to nie jest nadmiar pomocy?
A widuje się to całkiem często!
Ja na początkowym etapie nauki staram cię by człowiek skupiał się na jednym sygnale: chcesz by koń ruszył to naciśnij łydką i nie rób nic poza tym! Czyli: nie podskakuj na siodle, nie ciągnij wodzami itd.No ewentualnie można jeszcze zastosować pomoc głosem bo to jest dla człowieka i konia (jeśli został tego nauczony oczywiście ) jednoznaczne. Tzn jeśli jeździec mówi KŁUS to mój koń z całą pewnością wie, że ma zakłusować, niezależnie od tego co ten człowiek zrobi jeszcze.
To samo dotyczy zatrzymywania konia: uczę "podtrzymywac dosiad" czyli działać dosiadem hamująco ale jesli koń nie odpowiada (bo np przed chwilą robilismy ćwiczenia i koń sobie przysnął i lezie jak ten osioł), to powiem: powiedz PRRRR! (może być WHOA!) Na pewno zadziała, chyba że koń już całkowicie się wyłączył i śpi w najlepsze!

cyt
"Skupiamy się na własnym ciele, staramy się (często siłowo) "pilnować" łydek, rąk, siedzenia. To bardzo męczący okres."
Właśnie dlatego osobom początkującym nie zalecam skupiania się na własnym ciele a raczej uczę komunikacji z koniem, czyli dawania zrozumiałych dla konia sygnałów (i nie dawania ich przypadkowo!)
Ustalenie pozycji ciała można zrobić potem, jak jeździec nabrał już swobody na koniu i ma poczucie gdzie znajdują się jego (człowieka znaczy) poszczególne kawałki!
A siłowe pilnowanie teoretycznie prawidłowej pozycji ciała prowadzi poczatkowo właśnie do usztywnienia, do zaburzenia działania pomocami a w konsekwencji do tych wszystkich kłopotów o których potem piszesz!
Jeżeli tak jest, to znaczy, że taki sposób uczenia jest po prostu zły!

cyt
"Interesujące - w takim razie jak uczyć? I proszę o jakieś konkretne argumenty. Zbyt dużo informacji - źle, bo to skomplikowane jak sterowanie jachtem, za mało - źle - bo nie ma dialogu. Alusia - konkretnie. Jak to wg Ciebie powinno wyglądać. Przecież zakładam, że mogę się mylić w swoim podejściu - wytłumacz mi proszę."

Odpowiadam w swoim imieniu:
uczyć komunikacji z koniem!
uczyć pojedynczych sygnałów początkowo, dopiero potem ich łączenia (łatwiej zagrać pojedynczy dźwięk niż akord, prawda?)
dawać człowiekowi poczucie swobody na koniu (oczywiście w granicach rozsądku) luzu, komfortu.
Uczyć "słuchać" konia od pierwszej lekcji i to już przy czyszczeniu typu:popatrz koń macha ogonem, bo się na ciebie złości a teraz dlatego, że go mucha gryzie! albo: koń się nie nastąpił na lekki sygnał to powinno nastąpić wzmocnienie sygnału i powtórzenia działania (oczywiście dzieciom nie mówię o wzmocnieniu ale większość dorosłych łatwo łapie terminologię) itd
I tak samo uczę na jeździe: koń nie odpowiedział na łydkę to daj ją jeszcze raz, trochę mocniej i cmoknij, jak to nie podziała to ja cmokam-na lonży to z reguły wystarczy. I za drugim razem koń pójdzie na lekką łydkę, bo już się skupił...

Przytoczę jeszcze przykład mojej przyjaciółki, Kaśki, która jeździ bardzo sporadycznie ale szkoli psy i ma świetny kontakt ze zwierzętami, świetne wyczucie.
Na jej pierwszej jeździe u mnie po kilku chwilach na lonży kiedy"z grubsza" pokazałam jej jak się skręca i zatrzymuje konia puściłam ją luzem (była w stanie jechać pełnym siadem w jogu, o anglezowaniu jeszcze nie było mowy) i miała CAŁKOWITĄ kontrolę nad koniem w stępie i w jogu właśnie. Tzn jeździła po całym placu,skręcała, zatrzymywała się, ruszała-pełna i ZAANGAŻOWANA współpraca konia!
A po jeździe zsiadła i chodziła z moją kobyłą "przy nodze" nawet zwroty im wychodziły :lol:
Oczywiście nie z każdym koniem było by to możliwe ale miał to być przykład na to, że możliwa jest DOBRA komunikacja z koniem, nawet u osoby całkowicie pozbawionej technicznych podstaw jazdy!

Awatar użytkownika
Dagmara Matuszak
Administrator
Posty: 726
Rejestracja: pt paź 12, 2007 12:52 am
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Dagmara Matuszak » czw lut 02, 2012 1:53 pm

Ja króciutko w sprawie wstawiania cytatów. Mamy co prawda wątek na ten temat, ale nie ma w nim najprostszej metody wstawiania cytatów w tekście. Później go uzupełnię, a na razie podam krótką instrukcję tutaj.

Kiedy piszecie odpowiedź w określonym wątku, u dołu strony wyświetla się okienko "Przegląd wątku", z własnym suwaczkiem po prawej stronie. Wyświetla się w nim spora ilość ostatnich zamieszczonych w wątku postów (najświeższe u góry). Chcąc zacytować fragment czyjejś wypowiedzi, wystarczy go zaznaczyć, a następnie kliknąć przycisk "cytat" umieszczony w prawym górnym rogu tejże wypowiedzi. Jeśli jest niewidoczny, z reguły wystarczy podjechać do góry (suwaczkiem lub kółkiem myszy, żeby nie odznaczyć sobie zaznaczonego tekstu). Wówczas w pisanym przez nas poście znajdzie się cytat opatrzony nickiem autora. Tę operację można powtarzać dowolną ilość razy.

Jak i wszystko inne, wstawianie cytatów można przećwiczyć tutaj: viewtopic.php?f=2&t=25
They're dangerous at both ends and crafty in the middle.

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » czw lut 02, 2012 5:50 pm

Dziękuję, bo to chyba ja jestem ten "nieumiaty" :lol:

Zapewniam Cię, że problemy ze wstawianiem cytatów są dość powszechne ;) - Daga

Awatar użytkownika
Drakan
Posty: 34
Rejestracja: pn paź 19, 2009 12:34 am
Lokalizacja: Raczki

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Drakan » czw lut 02, 2012 6:58 pm

Alusia - bardzo dziekuję :) Interesujący opis, postaram się taki sposób wypróbować.
Ailusia pisze:możemy podać instrukcję, co zrobić z ręką, co z nogą, gdzie nacisnąć, gdzie pociągnąć. A możemy powiedzieć: wyobraź sobie że skręcasz w lewo. Załóżmy, że w obu wypadkach szansa na powodzenie jest fifty fifty - to w którym koń i jeździec będą mieć więcej swobody, większe pole do dialogu, więcej miejsca na eksperyment i próbę dogadania się między sobą?
Faktem jest, że ja podaję instrukcję, ale nie do końca znika przez to pole do eksperymentów. Zawsze staram się, by jeździec sam znalazł (przez własne doświadczanie), zastosowanie dla opisanych wcześniej sygnałów. I tak - tłumaczę, która łydka ma jaką rolę w prowadzeniu konia, ale nie każę jej nikomu na siłę i bez potrzeby dociskać, zadzierać czy cofać. Przecież jak tej łydki użyje uczeń zależy od sytuacji. Po prostu wolę przekazać mu co trzeba, żeby wiedział co zrobić jeżeli "samo z siebie" nie wyjdzie. Poza tym już na początku napisałam, że nie uczę ludzi siedzieć na koniu czy spacerować w wolnej chwili. Zawsze mam na względzie fakt, że uczeń może w przyszłości zostać ujeżdżaczem, zawodnikiem lub szczęśliwym posiadaczem własnego konia lub nawet kilku. Ja po prostu tak to "czuję" i już mi raczej tak zostanie :D

Magdo
Magda Pawlowicz pisze:Właśnie dlatego osobom początkującym nie zalecam skupiania się na własnym ciele a raczej uczę komunikacji z koniem, czyli dawania zrozumiałych dla konia sygnałów (i nie dawania ich przypadkowo!)
Ustalenie pozycji ciała można zrobić potem, jak jeździec nabrał już swobody na koniu i ma poczucie gdzie znajdują się jego (człowieka znaczy) poszczególne kawałki!
Ależ tu się zgadzam. Żeby jednak jeździec dawał zrozumiałe sygnały, to o ile nie jest bystrzejszy od przeciętnego misia, trzeba mu powiedzieć/pokazać jak one wyglądają. Czyli jakiś instruktarz jest nieunikniony. Ustalenie pozycji ciała też nie następuje na pierwszej jeździe a kształtuje sie przez mniej więciej pierwszy rok, czyli wiele, wiele dni w siodle. Nie układam nikomu nóg pod określonymi kątami i nie wkładam kija pod ramiona! To się wyształaca samo pod wpływem treningu (juz to chyba gdzieś pisałam ;)
Magda Pawlowicz pisze:Na pierwszej lekcji nalezy ucznie nauczyć wyłącznie sygnałów jak najbardziej podstawowych. Ja uczę tak: przenieś ciężar do środka (obciąż wewnętrzne strzemię-większość moich koni skręca na taki sygnał), jeśli to nie pomaga zadziałaj wodzami kierując obie wodze w bok, w stronę zakrętu. Pilnuję tylko tego by jeździec nie ciągnął wodzami do tyłu, by było to działanie tylko w bok. I to na pierwszej jeździe wystarczy, na resztę jest czas potem!
Dokładnie to samo co ja opisałam wcześniej. Opisałam proste, podstawowe sygnały. Za obciążnie wew. strony dostałam reprymendę - że to nie tak. Jak napisałam że wodze stanowią tylko wykończenie łuku nikt tego nie zauważył, za to istotnym okazało się dlaczego uczę "ciągnąć za aktywną wodzę" (choć nie mam bladego pojęcia gdzie tak napisałam ? ) Nie wiem dlaczego oberwało mi się za ciągnięcie wodzami, napięcie i co nie tylko, choć zaznaczyłam dość mocno, że jestem absolutnie przeciw wstecznemu używaniu wodzy. Czy przypadkiem nie od mojej nieszczęsnej twórczości zaczął się temat wyprostowanych koni, zgięcia i wygięcia. Widać taki mój urok, że wywołuje kontrowersje, krucjaty i scysje ilekroć się odezwę - nawet nie ma większego znaczenia co powiem i tak "się dzieje" :D
Magda Pawlowicz pisze:I -jak najbardziej-da się użyć za dużo pomocy! Najlepszym przykładem jest jeździec, który chcąc zatrzymac konia jednocześnie ciągnie wodzami do tyłu i zakleszcza łydki-czy to nie jest nadmiar pomocy?
To nie jest "za dużo" pomocy, to są źle użyte pomoce. Semantyka :) Niestety na początku się zdarza. Ludzie maja wiele odruchów bezwarunkowych, obronnych, których opanowanie zajmuje sporo czasu (przypadanie do konia, gwałtowne ściskania nogami, ciągnięcie za wodze, gdy się przestraszą). Ludzie na poczatku często się boją tego czego nie znają i czemu nie ufają (duuużym koniom, przy czym każdy koń jest duuuży) Opisane przeze mnie etapy jazdy konnej i tak przechodzi każdy. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie zmianimy faktu że na początku nauki jest mały chaos z używaniem najprostszych sygnałów i ten dialog z koniem daleki jest od ideału. Komunikacja z koniem jest bezwładna, nieporadna i czasem po porstu nie działa. Bez względu na to jaką obierzemy drogę (instrukcji czy wyobraźni) początkujący nie raz i nie dwa spotka się z sytuacją w której po prostu nie będzie wiedział co ma zrobić (i sam nie zawsze wpadnie na dobre rozwiązanie).

Magdo zgadzam się też z tymi słowami "Ja na początkowym etapie nauki staram cię by człowiek skupiał się na jednym sygnale: chcesz by koń ruszył to naciśnij łydką i nie rób nic poza tym! Czyli: nie podskakuj na siodle, nie ciągnij wodzami itd." Tylko tyle i aż tyle jest róznicy, że ja te wszystkie uwagi (nie ciągnij, nie podskakuj, nacisnij) łączę w jeden, kompletny pakiet. Czy kiedy proszę o podciagnięcie krzyża, bez unoszenie się w siodle (na strzemionach) z jednoczesnym użyciem obu łydek i oddaniem ręki - to tłumaczę to samo czy coś zupełnie innego ? Użyte słowa zależą głównie od tego jakich słów używa się na codzień w szkoleniu i zgadzam się, że tak mogę powiedziedzieć do nastolatka lub osoby dorosłej (z którymi dużo rozmawiam używając tych zwrotów poza zajęciami na koniu) a nie do dziecka kilkuletniego. Dziecku powiem dokładnie to co Ty, naciśnij, nie podskakuj, nie ciagnij. Nie zgodzę się tylko z "nie rób nic poza tym!" bo już sama dodajesz kilka rzeczy zaraz po samym nacisnięciu łydkami o których przecież obie wiemy, że wspomnieć trzeba.

Tu nie chodzi o to, żeby Mi udowodnić że są fantasyczne miejsca (u Was) do nauki jazdy konnej - ja wam wierzę. Zapewne na poczatku myliłam się że jest tylko jedna droga. Zapewne potrzebne są tez stajnie dla pasjonatów, stajnie dla spacerowiczów, itd. Tyle tylko, że są też miejsca przeklęte, gdzie diabeł mówi dobranoc. Prowadzę zajęcia inaczej niż np.Alusia. Ale nie chodzi mi przecież o to, że mam spełniać rolę suflera i na każdym kroku kontrolować co i jak robią uczniowie, odbierać im samodzielność i bezwzględnie wymagać abstrakcyjnego kąta iluś tam stopni ugięcia nogi w kolanie. Mam dysponować wiedzą i umieć ją przekazać, kiedy zapytają jak zrobić to czy to. Mogę im mówić - sami sprawdzcie, ale moge też podpowiedzieć, pokazać, opowiedzieć jakąś historię, pozwolić wyciagnąc wnioski, czasem lekko popchnąć w stronę rozwiązania. Są różni ludzie. Jednym można wytłumaczyć wszystko "na sucho" i zupełnie samych zostawić z koniem bo sobie poradzą. Innych trzeba stale doglądać, bo tylko wtedy czują się komfortowo. Jeszcze inni zrozumieją o co chodzi dopiero wtedy, gdy zobaczą "na żywo" jak to wygląda i jak to się robi. Poza tym, zawsze może się trafić osoba, która po zapropnowaniu - wyobraź sobie że skręcasz - zrobi wiekie oczy i nie machnie nawet palcem, uznając, że skoro instruktor nie wie jak to zrobić - to tym bardziej nie wie tego ona sama. Ale może się nigdy taka nie trafi. Niemniej czy droga do szkolenia w rekreacji prowadzi przez dokładne instrukcje czy przez wyobraźnię ? Na razie nie wiem. A jeżeli nie ujednolicać szkolenia, bo są rózne potrzeby, to może ustalić choć normy etyczne dla uczących jazdy konnej ? Sprawdzone systemy, które trudno nazwać nieefektywnymi (np. brytyjski system szkolenia jeździeckiego) bazują raczej na usestymatyzowanej wiedzy w formie instruktarzu a nie wyobraźni i dowolności w interpretacji zasad jazdy konnej. Ale w tej chwili nie mamy w Polsce żadnego systemu. I to niestety widać wszędzie wokół.
Więc trzeba i poddanych fantazyję wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć.
Hr. Marian Czapski "Historia powszechna konia" (1874)

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » czw lut 02, 2012 8:50 pm

Drakan pisze:
Widać taki mój urok, że wywołuje kontrowersje, krucjaty i scysje ilekroć się odezwę - nawet nie ma większego znaczenia co powiem i tak "się dzieje" :D .
Myślę, że dzieje się tak dlatego, że piszesz w agresywnej FORMIE!
Popatrz nie zgadzałyśmy się z Julią a nie zaczęłyśmy na siebie krzyczeć ani się obrażać wzajemnie. A ty zaczęłaś dyskusję z nami od opinii jak dla mnie obraźliwych. Ale chwała ci za to, że teraz piszesz zupełnie inaczej!
Drakan pisze: To nie jest "za dużo" pomocy, to są źle użyte pomoce. Semantyka :) Niestety na początku się zdarza.
Nie powinno się zdarzać! Rolą instruktora jest tak uczyć aby tych nieporozumień między człowiekiem a koniem było jak najmniej. Po to są lekcje na lonży, by instruktor mógł podpowiedzieć koniowi co ma zrobić (z tego samego powodu uczę ludzi posługiwac się głosem, początkowo stale, potem stopniowo coraz mniej) a czlowiekowi wskazać, które z jego poczynań zaburzyło komunikację. Dlatego poczatkującemu NIGDY nie będę tłumaczyć WSPÓŁDZIAŁANIA pomocy. Na to przychodzi czas potem.
Drakan pisze: Czy kiedy proszę o podciagnięcie krzyża, bez unoszenie się w siodle (na strzemionach) z jednoczesnym użyciem obu łydek i oddaniem ręki - to tłumaczę to samo czy coś zupełnie innego ?
zdecydowanie co innego! Bo masz już co najmniej 3 czynności do wykonania równocześnie
Ręki nie musze kazać oddawać bo już jest oddana (albo uczeń nie ma wodzy w ręku albo są one całkowicie długie, trzymane za sam koniec), co najwyżej jeśli ktoś ma skłonność do wymachiwania rękami to jest to błąd, na którym się musimy skupić ZANIM dam wodze do reki.
Poczatkującym absolutnie nie tłumaczę "jechania" konia dosiadem bo to prowadzi właśnie do jakiś podskoków w siodle. Bo ktoś kto jeszcze nie siedzi, nie czuje ruchu, po prostu nie jest w stanie zadziałać dosiadem prawidłowo. Dlatego nie nalezy usiłowac tego uczyć na pierwszym etapie! Na to przychodzi czas, gdy człowiek siedzi miękko i swobodnie, bez napinania się, słowem siedzi w równowadze.
Ja powiem uczniowi: naciśnij nogami, tak jakbyś chciał je zsunąć do siebie i postaraj się to zrobić miękko i płynnie! I tylko na tym będziemy się początkowo skupiać!


Drakan pisze: Sprawdzone systemy, które trudno nazwać nieefektywnymi (np. brytyjski system szkolenia jeździeckiego) bazują raczej na usestymatyzowanej wiedzy w formie instruktarzu a nie wyobraźni i dowolności w interpretacji zasad jazdy konnej. Ale w tej chwili nie mamy w Polsce żadnego systemu. I to niestety widać wszędzie wokół.
A ja jednak myślę, że problem nie leży w systemie.
Bo można jeździć "w zgodzie z koniem" na różne sposoby. I to o człowieka-instruktora czy też właściciela ośrodka chodzi a nie o system!
czyli wracamy do punktu wyjścia-trzeba szkolić instruktorów!
Tylko-jak?

A droga do eliminacji złych ośrodków, złych to jest takich gdzie ludzie sa uczenia na bazie końskiej (a często i ludzkiej!) krzywdy będzie ubywać, jak będzie przybywac dobrych miejsc!
I nie mam tu na myśli warunków, nieśmiertelnych "złotych klamek" tylko własnie podejście do jazdy, do konia samego w sobie.

Awatar użytkownika
Drakan
Posty: 34
Rejestracja: pn paź 19, 2009 12:34 am
Lokalizacja: Raczki

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Drakan » sob lut 04, 2012 3:43 pm

Magda Pawlowicz pisze:Nie powinno się zdarzać! Rolą instruktora jest tak uczyć aby tych nieporozumień między człowiekiem a koniem było jak najmniej.
Ale to nie są nieporozumienia, to reakcje instynktowne, które pojawiają się wyniku zagrożenia np. upadkiem. Nawet jeżeli ten "upadek" jest tylko możliwy a nie nieunikniony większość ludzi w czasie początkowych jazd, ściśnie konia mocniej lub przypadnie do końskiej szyi. Zdarza się to w sytuacji zagrożenia, którą każdy odbiera indywidualnie. Dla jednej osoby to będzie poniesienie galopem a dla innej zwykłe schylenie przez konia głowy do samej ziemi. Dopiero w trakcie procesu nauki jazdy konnej, przyszły jeździec nauczy się w tej samej sytuacji prostować i "otwierać" się, by "falować" z ruchem konia lub spokojnie opanować spłoszone zwierzę, zamiast lecieć na łeb jak kłoda. Trudno obarczać instruktora winą za takie sytuacje, jedynie czego można od niego wymagać to zachowania zimnej krwi i spokoju a także umiejętności szybkiego uspokojenia wystraszonego ucznia i konia.
Magda Pawlowicz pisze:Dlatego poczatkującemu NIGDY nie będę tłumaczyć WSPÓŁDZIAŁANIA pomocy. Na to przychodzi czas potem....Ręki nie musze kazać oddawać bo już jest oddana (albo uczeń nie ma wodzy w ręku albo są one całkowicie długie, trzymane za sam koniec), co najwyżej jeśli ktoś ma skłonność do wymachiwania rękami to jest to błąd, na którym się musimy skupić ZANIM dam wodze do reki.
Poczatkującym absolutnie nie tłumaczę "jechania" konia dosiadem bo to prowadzi właśnie do jakiś podskoków w siodle.
A ja właśnie tak to robię. Zaczynam naukę "od tyłka strony". Sprawdziłam ten sposób na wielu chętnych do nauki i dla mnie jest dobry. Wszystko zaczynam od dosiadu. Początkowe zajęcia na lonży to głównie praca nad dosiadem - równowagą, pracą krzyża, zwiększaniem lub po prostu opanowaniem ruchomości miednicy przy wyprostowaniu i zachowaniu rozluźnienia w barkach i nogach. Kiedy uczeń dostaje już wodze i zaczynamy jazdę po prostej i po łuku, większość teorii dosiadu i pomocy mamy wielokrotnie omówione, przerobione i spraktykowane na sucho (przez różne ćwiczenia, zabawy, eksperymenty). Dla moich uczniów taki sposób nauki się sprawdza, cóż poradzić :D

Tyle o tym jak uczę, ale też mam swój bagaż doświadczeń i nie zawszę opisuje tylko to co robię teraz. Byłam "uczona" przez różnych "fachowców" i czasem opisuję swoją naukę i swoje odczucia. Wspomniane przez mnie etapy są przeszłością dla mnie i dla wielu z tu obecnych,jak np. uczenia kłusa ćwiczebnego na zasadzie "zmęczenia materiału"- "klepania się" w zastępie, bez głębszego sensu (w którymś wątku o tym czytałam, chyba wpis autorstwa Julii). Takich wspomnień jest wiele i można śmiało załóżyć, że codziennie stają się one "wspomnieniami" setek innych osób. Nie oznacza to że np. lekcje w zastępach są złe, czy nauka w ten spośób jest absolutnie zła (przez wielokrotne powtarzanie). Tak samo nie można uznać, że każda indywidualna lekcja jest dobra tylko dlatego, że jest indywidualna.
Magda Pawlowicz pisze:A ja jednak myślę, że problem nie leży w systemie. Bo można jeździć "w zgodzie z koniem" na różne sposoby. I to o człowieka-instruktora czy też właściciela ośrodka chodzi a nie o system! czyli wracamy do punktu wyjścia-trzeba szkolić instruktorów! Tylko-jak?

W pewnym sensie leży i nie leży. Ja na razie widzę to tak i postarajcie się spojrzeć na moje wywody jak najbardziej obiektywnie nie odnosząc tych słow osobiście do siebie. Uczy się w rózny sposób, własciwie co stajnia to inny rozkład wiedzy, inne wymagania w początkowych etapie (przyjmijmy pierwsze trzy miesiące), inny zakres tejże wiedzy do przyswojenia i inny zakres umiejętności praktycznych po tym okresie. W jednej stajni, najpierw jest jazda na lonży, szybko anglezowany kłus samodzielny lub w zastępie (pierwsze tygodnie). W innej przez pierwsze tygodnie tylko sam stęp i długa wodza (w jeszcze innej bez wodzy i wędzidła, czasem nawet bez siodła). Będą też takie miejsca w których w pierwszych 4 tygodniach już pojawią się koziołki lub wyjazdy w teren. Do czego to prowadzi - do chaosu. Własnie dlatego jakiś system bardzo by się przydał. Wystarczy spojrzeć na to od ucznia strony. Po kilku tygodniach w swojej macierzystej stajni był juz w terenie/skakał koziołki/sam jeździł kłusem, nawet udało mu się galopować. Jedzie do stajni obok i zonk! Inne konie, inny instryktor - albo zostanie cofnięty w nauce np. z powrotem na lonżę, albo (i tak też się zdarza) popchnięty mocniej do przodu. Np. dostanie "wyszkolonego" konia i juz będzie skakał "L". Do czego to prowadzi - w pierwszym wypadku do frustracji, w drugim do częstego na zawodach obrazka, gdzie młody jeździec jedzie sobie a koń sobie i wygląda to strasznie. Będa też uczniowie, którzy po tym 3 miesięcznym okresie nie będą potrafili wogóle jeźdźić kłusem, nie będą absolutnie wiedzieli jak się anglezuje lub jak dopasować sobie strzemiona. Dlaczego ? - dlatego, że ich tego nie nauczono w tym czasie. Być może przyjęcie sztywnych ram czasowych tez nie jest wyjściem, ale jakieś reguły ogólne muszą istnieć. Gdyby był system można byłby podzielić naukę na jakieś etapy.

Można wyznaczyć np. "progi" (najlepiej skończone czymś na podobieństwo egzaminu i uzyskaniu choćby pamiątkowego dyplomu). Na przykład po ukończeniu pierwszego, podstawowego progu w którym nabyte umiejętności pozwalają jeźdźcom na samodzielną jazdę w dwóch pierwszych chodach na ujeżdżalni i w terenie, jeździec otrzymuje jakiś certyfikat/stopnień/odznakę i z tym "kwitkiem" jeździec w każdej stajni będzie traktowany tak samo. Można nie definiować "szkoły" jaką do tego dojdzie poziomu i nie dzielić na klasykę, west, natural. Poziom umiejętności praktycznych będzie wtedy podobny, różnić się będzie drobiazgami - użytym sprzętem, drobnymi różnicami w dosiadzie i pomocach. Ideałem byłby jednak zaznaczenie stylu w tym "dyplomie", by jeździec trafiając z westowej stajni nie obrywał za błędne siedzenie w klasycznym siodle. Niemniej każdy instruktor będzie wiedział, co ten człowiek już naprawdę umie i czego może uczyć się w następnej kolejności. To ułatwiłby też życie samym uczniom. Po zmianie np. miejsca zamieszkania (i stajni) każdy instruktor do którego trafią na podstawie tego glejtu będzie traktował ich tak samo i nie będzie np. z powrotem cofał ich do początków lub na wyrost pchał do trudniejszych elementów. Oczywiście to bardzo luźna propozycja i przyszła mi do głowy dosłownie przed chwilą ... Można to wprowadzić zachowując nawet taką różnorodność w sposobach nauczania jak mamy choćby na tym forum. Co najwyżej w każdej stajni w zależności od specyfiki nauki dojście do danego poziomu będzie trwało krócej lub dłużej. Co więcej Powinien być to system, który nie ma "tworzyć" samych zawodników czy szkoleniowców (jak obecne odznaki). To moim zdaniem powinno bardziej opierać się na systemach znanych z sieci handlowych - im wyższy "poziom" wtajemniczenia tym fajniejsze "bonusy". Może ogólnie przyjęte zniżki, może np. dostęp do ciekawych imprez jeźdźieckich. Powinien przeciez rozwijać się sport naprawdę amatorski (nie udający uboższego brata sportu zawodowego) ale taki naprawdę dla każdego - rozrywkowy, zabawny i relaksujący. Z takimi "dyscyplinami" jak np. konkursy jazdy historycznej bądz tylko w strojach historycznych, które już się odbywaja tu i owdzie. Tory przeszkód dla każdego do pokonania w stępie (na wzór tych z westu) czy zabawy zespołowe. Stajnie takie jak moja (nastawione jednak na konkretny styl czy technikę jazdy czy cokolwiek innego) też bez problemu znalazłyby swoje miejsce w tym systemie. Oczywiście nie nalezy zamykać drogi z rekreacji do sportu zawodowego. Ta ścieżka tez musi istnieć.
Magda Pawlowicz pisze:A droga do eliminacji złych ośrodków, złych to jest takich gdzie ludzie sa uczenia na bazie końskiej (a często i ludzkiej!) krzywdy będzie ubywać, jak będzie przybywac dobrych miejsc!
I nie mam tu na myśli warunków, nieśmiertelnych "złotych klamek" tylko własnie podejście do jazdy, do konia samego w sobie.
Tu daleko mi do optymizmu. Obecnie podstawowym kryterium wyboru ośrodka jest cena, dostępność i lokalizacja. Sprawa krzywdy, choćby ze względu na nieświadomość osób zaczynających naukę w ogóle nie bywa brana pod uwagę, co więcej często zdarza się, że nawet kiedy już świadomość się pojawi - zostaje się przy "starych śmieciach" bo nie ma dokąd iść (często wtedy też po prostu trywializuje się poważne problemy lub ignoruje ich istnienie). Poza tym nawet tu na forum poruszono temat braku konkurencyjności ośrodków "z zasadami". Po prostu zasady są kosztowne. Wypoczęte konie, doskonałe warunki nauki, dobrze opłacani, profesjonalni instruktorzy, dobry (w sensie wygodny dla koni i ludzi) sprzęt. To wszystko kosztuje. Ludzie rzadko mają ochotę ponosić współodpowiedzialność np. za stan konia na którym się uczą lub partycypować w realnych kosztach nauki. Obecnie cena 1/2 godziny zajęć w wielu ośrodkach ledwo przekracza cenę strzyżenia u fryzjera. Można podnosić świadomość społeczną, ale do tego potrzebne są akcje edukacyjne. Fundację ratujące zwierzęta (w tym konie) pracują od wielu lat nad podnoszeniem świadomości ludzi w kwestii cierpienia zwierząt. Efekty są, ale po miejskich i wiejskich ulicach widać, że jeszcze wiele do zrobienia. W przypadku koni pracujących w jeździectwie jeszcze nikt niczego nie zaczął. Są owszem jakieś kodeksy postępowania z koniem, ale samo środowisko przyznaje że to puste frazesy zupełnie ignorowane przez większość ludzi. Mamy już przepisy jasno określające warunki utrzymywania koni, teraz pora na znormalizowanie ich pracy. Czy ktoś z obecnych wie jak to jest rozwiązane w przypadku pracujących psów (ratunkowych, policyjnych) Jakie są normy ich pracy ?
Więc trzeba i poddanych fantazyję wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć.
Hr. Marian Czapski "Historia powszechna konia" (1874)

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » sob lut 04, 2012 6:27 pm

Drakan pisze: Ale to nie są nieporozumienia, to reakcje instynktowne, które pojawiają się wyniku zagrożenia np. upadkiem. Nawet jeżeli ten "upadek" jest tylko możliwy a nie nieunikniony większość ludzi w czasie początkowych jazd, ściśnie konia mocniej lub przypadnie do końskiej szyi. Zdarza się to w sytuacji zagrożenia, którą każdy odbiera indywidualnie.
Ale takie reakcje powinny zostać wyeliminowane zanim uczeń zejdzie z lonży.
Na lonży doświadczony koń szkolny wie, o co chodzi w całej tej zabawie i doskonale wie, że nie musi odpowiadać na te przypadkowe sygnały (to samo dotyczy wszelkich ćwiczeń "gimnastycznych" wykonywanych na początku nauki-typu młynek itp) i bardzo szybko pozostaje skupiony tylko na człowieku na ziemi. I wtedy te przypadkowe działania nic nie psują, bo koń po prostu wie, że one sa przypadkowe. Natomiast należy starać się unikać takich zachowań uczniów na etapie, kiedy już jeżdżą sami. Jak-dać im na lonży poczucie swobody, pewność siebie na koniu. Wtedy nie będą reagowac panicznie jak koń zrobi coś głupiego. I druga kwestia-dobierać odpowiednie konie, tak żeby każdy uczeń miał takiego konia z którym jest sobie w stanie dać radę. I to jest bardzo trudne, bo czasem człowiek ma już duże umiejętności techniczne, na tyle duże, że w mojej opinii z czymś tam powinien sobie poradzić a bywa, że "polegnie psychicznie". Czyli właśnie wystraszy się czegoś itp. To jest wg mnie trudne dla instruktora-dobór koni do ludzi, ocena umiejętności ucznia. Zwłaszcza "przydział" koni na wyjazd w teren jest bardzo ważny!
Drakan pisze: W pewnym sensie leży i nie leży. Ja na razie widzę to tak i postarajcie się spojrzeć na moje wywody jak najbardziej obiektywnie nie odnosząc tych słow osobiście do siebie. Uczy się w rózny sposób, własciwie co stajnia to inny rozkład wiedzy, inne wymagania w początkowych etapie (przyjmijmy pierwsze trzy miesiące), inny zakres tejże wiedzy do przyswojenia i inny zakres umiejętności praktycznych po tym okresie. W jednej stajni, najpierw jest jazda na lonży, szybko anglezowany kłus samodzielny lub w zastępie (pierwsze tygodnie). W innej przez pierwsze tygodnie tylko sam stęp i długa wodza (w jeszcze innej bez wodzy i wędzidła, czasem nawet bez siodła). Będą też takie miejsca w których w pierwszych 4 tygodniach już pojawią się koziołki lub wyjazdy w teren. Do czego to prowadzi - do chaosu. Własnie dlatego jakiś system bardzo by się przydał. Wystarczy spojrzeć na to od ucznia strony. Po kilku tygodniach w swojej macierzystej stajni był juz w terenie/skakał koziołki/sam jeździł kłusem, nawet udało mu się galopować. Jedzie do stajni obok i zonk! Inne konie, inny instryktor - albo zostanie cofnięty w nauce np. z powrotem na lonżę, albo (i tak też się zdarza) popchnięty mocniej do przodu.
Ale to dobrze, że uczy się w różny sposób. Ja uważam, że tak powinno być.
Choćby z powodu o którym wspomniałaś-każdy instruktor dysponuje innymi końmi.
Na jednym koniu można puścić jeźdźca luzem jak tylko w miarę się na koniu trzyma bo jest "bombproof" i kontynuować naukę luzem. Ja np nie lubię lonżowac bo mnie od tego plecy bolą :lol: Wolę nauczyć konia by sam chodził dookoła np po kółku. Uczeń ma do zrobienia niewiele więcej niż na lonży (no-musi być w stanie sam kontrolować tempo ale i tak w razie "W" jestem w stanie konia zatrzymać głosem.
A jeśli wiem, że koń jest bardziej pobudliwy to klnąc pod nosem jednak tą lonżę za koniec trzymam...

A co do zmiany miejsca też nie widzę nic złego w tym, że przychodząc do innej stajni spotykamy się z czymś trochę innym. Bo nigdy nie będzie tak, że we wszystkich ośrodkach nauka będzie prowadzona jednakowo-to jest niemożliwe! Ja myślę, że to nie o UJEDNOLICENIE powinno nam chodzić tylko o JAKOŚĆ. Bo można uczyć na różne sposoby ale robić to dobrze, a można robić to po prostu źle...
Jak do mnie przychodzi ktoś z zewnątrz to najpierw wypytuje tego człowieka-gdzie jeździł, co robił, z czym ma kłopot itd. Organizuję sobie lekcję tak, żeby ta pierwsza zawsze była indywidualna. Daję łatwego do jazdy, bezpiecznego konia i patrzę co się dzieje! Z reguły już postępowanie tego człowieka przy czyszczeniu i siodłaniu dużo mi mówi o jego umiejętnościach i podejściu do konia. Jak widzę, że jest źle proponuję lonże tłumacząc to koniem: bo to jest np koń westernowy albo koń sportowy itd. Słowem-idziemy na lonże ale dlatego, że NA TYM KONIU tak będzie lepiej. I wtedy mam czas, na obejrzenie sobie jeźdźca (często puszczam go luzem po pierwszych 15 minutach) i mówię mu co ewentualnie wymaga "dopracowania" wg mnie.
I nie sposób przewidzieć w jakim tempie człowiek będzie się uczył. Są ludzie, którzy na pierwszej jeździe anglezują a są tacy, którym to długo zajmuje. Są tacy, którzy od razu siedzą a sa tacy dla których to poważny problem-dlatego jestem wrogiem sztywnych schematów.
Od tego jest instruktor, jego wiedza, znajomość własnych koni, by ocenić co może zaproponowac uczniowi!

Drakan pisze: Poziom umiejętności praktycznych będzie wtedy podobny, różnić się będzie drobiazgami - użytym sprzętem, drobnymi różnicami w dosiadzie i pomocach. Ideałem byłby jednak zaznaczenie stylu w tym "dyplomie", by jeździec trafiając z westowej stajni nie obrywał za błędne siedzenie w klasycznym siodle. Niemniej każdy instruktor będzie wiedział, co ten człowiek już naprawdę umie i czego może uczyć się w następnej kolejności. .
E tam, ja i tak nie uwierzę, dopóki nie sprawdzę!
Drakan pisze: Fundację ratujące zwierzęta (w tym konie) pracują od wielu lat nad podnoszeniem świadomości ludzi w kwestii cierpienia zwierząt. Efekty są, ale po miejskich i wiejskich ulicach widać, że jeszcze wiele do zrobienia. W przypadku koni pracujących w jeździectwie jeszcze nikt niczego nie zaczął. Są owszem jakieś kodeksy postępowania z koniem, ale samo środowisko przyznaje że to puste frazesy zupełnie ignorowane przez większość ludzi. Mamy już przepisy jasno określające warunki utrzymywania koni, teraz pora na znormalizowanie ich pracy. Czy ktoś z obecnych wie jak to jest rozwiązane w przypadku pracujących psów (ratunkowych, policyjnych) Jakie są normy ich pracy ?
Bo fundacje, przez swoją skrajność są kontrowersyjne i często są postrzegane jako "banda oszołomów i wegetarian" i w efekcie wszystko o co apelują bywa traktowane "z przymróżeniem oka". Przyznam, że same sobie na to zapracowały-oczywiście niektóre, wiem że są fundacje dobre i robiące wiele dobrego. Ale często te "nawiedzone" robią najwięcej hałasu...
Daltego czym innym sa akcje fundacji a czym innym edukowanie potencjalnego klienta ośrodków i szkółek jeździeckich!
Osoba mająca zamiar zacząć jeździć konno dość często szuka najpierw informacji o ośrodkach w internecie, również na różnych forach jeździeckich. I dlatego jeśli kilka razy przeczyta sobie krytyczne opinie o jakimś ośrodku albo instruktorze to może tam nie pójdzie...
Jeśli przeczyta choćby to forum to będzie wiedzieć czego powinna oczekiwać w szkółce! I to jest moim zdaniem podstawa: EDUKACJA a nie UNIFIKACJA! Również edukacja tych ludzi, którzy jeszcze na koniu nie siedzieli :D

Awatar użytkownika
Drakan
Posty: 34
Rejestracja: pn paź 19, 2009 12:34 am
Lokalizacja: Raczki

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Drakan » sob lut 04, 2012 10:17 pm

Różnimy sie bardzo w sposobie szkolenia. Ja unikam koni, które już nie reagują na błędy. Jeżeli koń przestaje reagować i idzie jak po sznurku bez względu na to co jeździec wyprawia - dostaje przydział na wakacje, nawet roczne. W szkoleniu przestaje być przydatny a obojętność uznaję za syndrom "wypalenia". Odpocznie, popasie się i wróci :)

Cyt. "I wtedy te przypadkowe działania nic nie psują, bo koń po prostu wie, że one sa przypadkowe. Natomiast należy starać się unikać takich zachowań uczniów na etapie, kiedy już jeżdżą sami."

Staram się, by koń nie musiał decydować czy ma na sygnał reagować czy nie - od decydowania jest jeździec. Poza tym zawsze uważałam, że tam gdzie jeździec nie musi uważac na to co i jak robi, nauka trwa dwa razy dłużej. Po pierwsze jeździec nabywa złudnego przekonania, że koń dobrze go rozumie (choc koń tak naprawdę po prostu nie reaguje na błędy) Po drugie wykorzenianie nawyków których dzięki temu nabędzie, będzie się długo za nim ciągneło (błędne używcie pomocy ponieważ koń i tak nie reagował na ich używanie). Zauważyłam, że nawet u względnie opanowanej osoby zastąpienie wrodzonych reakcji lękowych (a nie błędnego używania pomocy) rozluźnieniem mięśni i przyjęciem pozycji wyprostowanej zajmuje kilka miesięcy regularnej pracy nad sobą. Zatem gratuluję, że Tobie udaje się to trwale uzyskać już na etapie lonży.

Cyt. "Jeśli przeczyta choćby to forum to będzie wiedzieć czego powinna oczekiwać w szkółce! I to jest moim zdaniem podstawa: EDUKACJA a nie UNIFIKACJA! Również edukacja tych ludzi, którzy jeszcze na koniu nie siedzieli "

Na forach też można zniszczyć niepochlebnymi wpisami całkiem porządny ośrodek - przecież zależy kogo zapytasz o opinię. A opinie są subiektywne a nie obiektywne. Z jednej strony cieszę się, że się kompletnie nie rozumiemy. Jest mi już obojętne czy uznasz ten wpis za agresywny i reszta towarzystwa zlinczuje mnie przykładnie ... ja kończę ten wątek, jak wspomniałam wczęsniej - nic kompletnie z tej pogadanki nie wynika (a wszyscy i tak za kilka tygodni o niej zapomną) ...
Więc trzeba i poddanych fantazyję wiedzieć, pierwej konia zrozumieć niźli na nim siedzieć.
Hr. Marian Czapski "Historia powszechna konia" (1874)

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » sob lut 04, 2012 10:32 pm

Jeżeli koń będzie reagował na każdy sygnał jeźdźca to jak na tym koniu zrobić młynek? Albo martwego indianina?
Koń to nie automat i ma rozum! I jest w stanie pojąć, że jak jest na lonży to ma większą część swojej uwagi skupić na lonżującym a tylko trochę na jeźdźcu:-) I nie ma to nic wspólnego z wypaleniem, to zupełnie inne zjawisko! Bo jak tego konia "spuszczę" z lonży to zacznie uważać na jeźdźca.

Na kursach samochodowych też nie dają do nauki porsche prawda?
Na każdym etapie nauki potrzebny jest trochę inny koń-poczatkowo głównie bardzo spokojny, pewny, reagujący dość WOLNO (co nie znaczy opieszale) na dość wyraźne sygnały jeźdźca. Dopiero po pewnym czasie potrzebny jest koń subtelny, elektryczny. Wtedy kiedy jeździec stosuje już pomoce pewnie i nie ma działań przypadkowych...

Awatar użytkownika
Ailusia
Posty: 826
Rejestracja: czw paź 11, 2007 12:03 am
Kontakt:

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Ailusia » ndz lut 05, 2012 10:00 am

Ważne żeby nie sadzać małego jeźdźca na zbyt dużego konia...

Obrazek

...bo nie wiadomo, co z niego potem wyrośnie ;)

Obrazek

Na obu zdjęciach Diego Ventura, rejoneador.

Co do meritum, jestem za tym żeby każdy uczył po swojemu - np. Julia z Orla po swojemu, Rancho Stokrotka po swojemu, Magda i Tomek po swojemu. Drakan też :) wtedy koniarz, młody czy niemłody, może każdego z nich odwiedzić i od każdego się czegoś nowego nauczyć. Nie wyobrażam sobie co by było, gdyby wszyscy mieli prikaz robić to samo :)
A raczej wyobrażam sobie, że byłoby nudno 8)
"After all is said and done, more is said than done." Posadź drzewo!

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Julia z Orla » ndz lut 05, 2012 10:48 pm

Można wyznaczyć np. "progi" (najlepiej skończone czymś na podobieństwo egzaminu i uzyskaniu choćby pamiątkowego dyplomu).
Dobry pomysł! :) Muszę sobie coś takiego opracować!

Przy okazji chciałabym Was o coś zapytać. Załóżmy sobie hipotetycznie, że przychodzi do Was na lekcję zupełnie zielona, ale sprawna fizycznie i rezolutna dziesięciolatka. Jak wyglądałaby u Was jej pierwsza lekcja?
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Awatar użytkownika
Magda Pawlowicz
Posty: 916
Rejestracja: ndz sty 04, 2009 6:02 pm

Re: Kompetencje kadry instruktorskiej

Post autor: Magda Pawlowicz » ndz lut 05, 2012 11:24 pm

Czyszczenie, siodłanie, oczywiście cały czas ktoś z nią jest przy koniu. Koń mały z "konikopochodnych" czyli poniżej 140 cm.
Lonża pół godziny, głównie ćwiczenia, przeplatane to króciutkimi nawrotami jazdy jogiem, początkowo w strzemionach i z uchwytem za siodło, jak tylko widzę że siedzi to namawiam, żeby puścić się siodła rękami. POtem tymi rękami machamy na wszystkie strony:-)
Dalej to w zależności od tego ile zdążę (głównie to zalezy od tego na ile sprawnie wychodzą ćwiczenia) zaczynamy wstawanie w strzemionach-oczywiście w stępie. I tu tez zalezy jak wychodzi, bo cześć dzieciaków łapie równowagę bardzo szybko a część nie.
Jeśli równowaga w jogu była dobra to czasem robię tez nawrót jogu bez strzemion.
Na koniec daję dziecku wodze "do potrzymania" czyli pokazuję jak ułożyć rękę na wodzach i jak je trzymać żeby były całkiem luźne.
A jeszcze-zakłusowania (jogiem oczywiście, ale termin zajoguj jest chyba idiotyczny) robi uczeń sam-czyli ma namówić konia, żeby ruszył, podtrzymania ruchu już ja pilnuję
Oczywiście po jeździe rozbieramy konia, polewamy wodą (w zalezności od temperatury oczywiście)


PS taki temat znalazłam apropos szkolenia dzieci:
http://www.swiatkoni.pl/forum/topic/628 ... da-wloska/

ODPOWIEDZ