Nałogi .. narowy

Zapraszamy do dyskusji
Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » śr sty 23, 2008 7:32 pm

SylwiaodMargot pisze:
guli pisze:
Ale było gorzej- byłam przekonana, że kuc to klacz, wiec olewałam ją (go) z zasady :P

ale czemu :?: czy to dlatego że jest niski i patrząc z góry nie widziałaś "narządów" :lol: :?:
Dokładnie :D


A jakie bylo moje zdumienie, gdy po dłuższym czasie znajmości czyszcząc mu brzuch , zawadziłam o dziwne cycuszki

Aż uklękłam i wsadziłam głowe pod brzuch, żeby zobaczyc to dziwactwo :lol:

Właścieiel okreslił kuca jako "rozwojowego", więc co mogłam pomysleć
:roll:
a na poważnie: czemu klacze należy olewać z zasady :?:
:lol:

Nie wiem :shock:

Poprosze o inny zestaw pytań :P

Awatar użytkownika
Cejloniara
Posty: 1120
Rejestracja: śr paź 10, 2007 8:58 am
Lokalizacja: Mazury
Kontakt:

Post autor: Cejloniara » śr sty 23, 2008 11:14 pm

Kilka razy użyłam sformułowania AKCEPTACJA, nie miłość lub jakiś emocje. Może to „niezadowolenie” nie jest szczęśliwym określeniem i raczej użyłam go potocznie, tak w naszym języku. Nie trzeba od razu wyciągać moich słów z kontekstu i zupełnie odbiegać od sensu tego, co chciałam przekazać.
Uważam, że zawsze jesteśmy w stanie tak pracować z koniem, by zdobyć jego zaufanie do wykonywanych ćwiczeń i zaakceptowanie ich. Koń, który się buntuje, wykonuje swoje zadania niechętnie, jest spięty i wolniej się uczy. Jeśli koń w ćwiczeniach odnajduje więcej korzyści i jeszcze potrafimy go tym zainteresować, pokazać, że można się z nami pobawić, dlaczego miałby tego nie zaakceptować. Nie mówię o takiej wymuszonej „akceptacji” w sensie „godzenia się z losem” jak to ma miejsce w tej przedziwnej technice wypinania konia w boksie na noc. To jest przykład konia, który musi się poddać choć wcale nie musi zaakceptować. Mówi się też, że koń powinien zaakceptować wędzidło. I to nie jest „powinien”, że taki jego obowiązek i musi to zrobić sam z siebie. To nasz obowiązek, żeby tak z nim pracować, by mu tą akceptację ułatwić. Nie wyobrażam sobie układu partnerskiego wtedy, gdy mam w nosie to, gdy koń całym sobą mówi „Nie chcę mieć tego w pysku! Nie lubię! Nie rozumiem!”

Wyobrażam sobie dzieci w szkole, które mają lekcje z dwoma różnymi nauczycielkami. Jedna jest bardzo wymagająca, za bardzo, jak na takie małe dzieci, używa trudnych słów, wymaga umiejętności, które w wyobrażeniu uczniów są nie do zrobienia. Na dodatek słabo i niejasno tłumaczy i prowadzi lekcje monotonnie, bez przykładów i bez polotu. Druga z kolei Pani wprowadza do nauki elementy gry, pokazuje filmy i zdjęcia obrazujące to, o czym opowiada. Jasno stawia wymagania dbając by dzieci były w stanie im podołać, nagradza sukcesy nawet drobne, co motywuje je do pracy. Na które lekcje dzieci idą chętniej i gdzie uczą się lepiej? Którą Panią i jaką metodę nauczania przyjmą chętniej i zaakceptują?

Nie wydaje mi się, by konie kierowały się „miłością”. Są z nami, gdy mają z tego korzyści (bezpieczeństwo, wygoda, przyjemne doznania związane choćby z drapaniem).
Stare arabskie przysłowie głosi: możesz na siłę przyprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmusisz go, żeby się z niego napił.”

Jeśli widzę, że koniowi nie podoba się to, czego wymagam, czytaj, że nie akceptuje mojego polecenia i tego co ma wykonać, buntuje się, to szukam przyczyny w swoim postępowaniu, bo albo wymagam za wiele, albo nie nagradzam kiedy trzeba, albo zwyczajnie koń nie rozumie o co mi chodzi. Przykład. Nie mogłam sobie poradzić ze zmianą kierunku w jedną stronę. Koń robił to nerwowo i wyraźnie nie lubił tego zadania. Już jak czuł, że się zbliża, to się spinał i wszystko wychodziło bardzo gwałtownie i energicznie. W końcu zaczął reagować silnym buntem na lekką sugestię pójścia w tą stronę. Musiałam poszukać błędów w sobie i znalazłam. Teraz koń wykonuje zmiany w oba kierunki w zupełnym rozluźnieniu.

Wymagania można mieć, ale trzeba umieć je stopniować, tak, by koń miał możliwość je wykonać i uwierzyć, że jest w stanie to zrobić i zapracować na nagrodę. Wtedy nie ma się co martwić, że koń przestanie chcieć z nami być. (po naszemu, że nie będzie nas kochał, bo mamy wymagania).
Mówimy o sobie „miłośnicy koni”. Warto postarać się o to, by choć trochę Twój koń był Twoim miłośnikiem. To jest fair.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » śr sty 23, 2008 11:31 pm

Cejloniara pisze: Nie wyobrażam sobie układu partnerskiego wtedy, gdy mam w nosie to, gdy koń całym sobą mówi „Nie chcę mieć tego w pysku! Nie lubię! Nie rozumiem!”
Absolutnie popieram, to co piszesz :)

Tylko to raczej teoria, albo zestaw zyczeń

A rozmowa dotyczyła konkretnego przypadku- trzymania uwiązu w zębach.

Jak w tej sytuacji ma wyglądać układ partnerski?

W tej sytuacji, o której ja pisałam, czyli trzymanie uwiązu w zębach w czasie prowadzenia

morwa
Posty: 48
Rejestracja: pn paź 15, 2007 5:48 pm

Post autor: morwa » czw sty 24, 2008 1:39 am

Ups. Jeżeli o mnie chodzi, użyłam słowa "miłość" bo akurat na poczekaniu lepsze mi do głowy nie przyszło :) Może bardziej by pasowała "sympatia"? A cudzysłów miał oznaczać, że nie należy go traktować dosłownie i "uczłowieczająco", a raczej jako zbiór zachowań, które w ludzkim odbiorze mogą być oznaką "sympatii".
Tak tylko chciałam wyjaśnić co ja miałam na myśli, bo chyba powstały jakieś niedomówienia. A może mi się tylko wydaje - zmęczona już jestem, a wtedy słabo kojarzę fakty ;)

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw sty 24, 2008 9:00 am

guli pisze: Z drugiej strony - kon.
Nie potrafię nazwać jego uczuć.
Wymagamy posłuszeństwa , w zamian dając jedzenie, opiekę. (...)
Czy kon to "docenia" ?
Czy darzy nas bezinteresownym uczuciem (...)
Miałam w życiu jednego konia, który darzył mnie bezinteresownym uczuciem... Ponoć taki koń zdarza się raz w życiu i każdemu życzę, aby trafił takiego wierzchowca, jak Kary. Nauczył mnie, że wiele można razem - jeśli się chce. To on mnie uczył - nie ja jego, on było moim "guru"... nic nie chciał - nie szukał smakołyków, po prostu chciał być blisko, bez względu na to czy miałam w łapie siodło, czy wiadro z marchewką... zawsze przybiegał, ha przyfruwał z najdalszego kąta pastwiska... do mnie - innych traktował z dystansem, często z agresją... i ludzi i konie... Nawet do boksu nie wpuszczał nikogo - sama musiałam go karmić, wyprowadzać , etc... (stał w pensjonacie, bo chciałam, by miał towarzystwo). Czy można to nazwać miłością? Może to za wielkie słowo... ale przyjaźń, sympatia, poczucie bezpieczeństwa...
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw sty 24, 2008 9:45 am

Gaga pisze: Miałam w życiu jednego konia, który darzył mnie bezinteresownym uczuciem... Ponoć taki koń zdarza się raz w życiu i każdemu życzę, aby trafił takiego wierzchowca, jak Kary.
Czy piszesz o ojcu Darco?

Tym strasznie sponiewieranym przez życie, a właściwie ludzi?

Bo jesli tak, to może wdzięcznośc za przyzwoite wreszcie traktowanie?
Wyraz zaufania związanego z poczuciem bezpieczeństwa?

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw sty 24, 2008 9:52 am

Tak, to ojciec Darca - może po prostu zachowywał się, jak pies zabrany ze schorniska... nie wiem, nie znam jego historii, wiem tylko, że był bity, bo na sam widok bata rzucał się na człowieka :-( ale i to przeszło z czasem :-)
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw sty 24, 2008 9:55 am

Trochę odeszliśmy od tematu :D

Ale powiem, że takie przywiązanie jest okropnie uciążliwe.
Wiem cos o tym

Pisałam juz gdzies, że jestem zakładnikiem zwierząt :twisted:

O.. chyba nowy temat urodził się

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw sty 24, 2008 10:06 am

Dla mnie nie było uciążliwe... tego, czego nauczył mnie Kary nikt mi nie odbierze, tego, jak wiele mi dał - zapewne żaden inny koń z "normalną" hostorią - nie byłby w stanie mi przekazać...
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw sty 24, 2008 10:29 am

Gaga pisze:.. tego, czego nauczył mnie Kary nikt mi nie odbierze, tego, jak wiele mi dał - zapewne żaden inny koń z "normalną" hostorią - nie byłby w stanie mi przekazać...
Zgadzam sie, że to najlepsza nauka.
Pisałam o uciązliwości nadmiernego przywiązania ok 700 kg łącznej wagi i 8 kopytach :wink:

Plus dwanaście nóg biegających, skaczących, rozradowanych, że mnie widzi, oraz w sumie 6 gąb do nakarmienia :twisted:

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » czw sty 24, 2008 11:34 am

Guli mam wrażenie że nie piszesz o uciążliwości przyjaźni z koniem , tylko problemie rozpieszczenia - nawet rozpasania
Moim zdaniem koń ma być kumplem - fakt - ale ma też znać swoje miejsce, tj. nie wchodzić człowiekowi na głowę... Ma być posłuszny z chęci, nie ze strachu , ale posłuszny, bo nieposłuszny zwierzak może być po prostu niebezpieczny i to nie tylko dla człowieka, ale i sam dla siebie... Ma ufać tak, jak się ufa przywódcy, nie "koledze ze szkolnej ławki"

Jak sprzątam pastwiska, też często mam problem "koni śledczych"... tyle, że ustaliłam zasadę - "możecie za mną łazić, możecie się przyglądać, ale nie chcę pomocy w formie wywracania taczki, czy rozrzucania zagrabionego siana..."
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » czw sty 24, 2008 11:41 am

Gaga pisze:Guli mam wrażenie że nie piszesz o uciążliwości przyjaźni z koniem , tylko problemie rozpieszczenia - nawet rozpasania
To mylne masz wrażenie :)

Jak Ci przegalopują tylko dwa razy dziennie przez 365 dni w roku po ogrodzie, to zrozumiesz o czym piszę :wink:

Oczywiście przed domem tez jest szalenie ciekawie, wszędzie trzeba wetknąc nos , sprawdzić co robię.

To nie kwestia rozpasania, tylko ciekawości i może przywiązania koni :P

Oczywiście można wybrać :koń tylko w stajni lub na wybiegu, albo inaczej , np wspólna praca :wink:
Obrazek

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » ndz sty 27, 2008 10:29 am

mój arabek stoi w pensjonacie, jest w trakcie zajeżdżania. Zdecydowałam się go oddać...bo nie przełamałam bariery lęku przed jazdą na nim.

Niby klacz była trudniejsza, agresywna, a jednak ją ułożyłam sama pod siodło i podczas pracy miałam więcej radości niż dolółw, lęk jeśli się pojawiał to na bardzo krótko.

No i wczoraj pojechałam do tegoż pensjonatu...i właścicielka skarciła mnie za karmienie z ręki araba. Bo konik...rzuca się z zębami na wszystkich i wszystko dookoła.

To prawda karmię swoje konie z ręki...ale arab NIGDY u mnie nie gryzł nikogo! Przeciwnie był bardzo łagodny.

Podobnie klacz, która wcześniej gryzła /na poważnie, to nie było straszenie!/ mimo, ze dopiero u mnie zaczęła być karmiona z ręki -złagodniała.

Co mam o tym myśleć? Bo w tej chwili moja intuicja podpowiada mi, ze arabek nagle został zabrany w nowe miejsce, oddzielony od przyjaciółki, no i nie ma stałego dostępu do wybiegu. Poza tym u mnie było siano non stop , tam jest karmienie na godziny....
Ostatnio zmieniony ndz sty 27, 2008 10:59 am przez DuchowaPrzygoda, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
sznurka
Posty: 280
Rejestracja: wt paź 09, 2007 8:47 am
Kontakt:

Post autor: sznurka » ndz sty 27, 2008 10:42 am

Dla konia to jest bardzo duzy stres, ze został zabrany z otoczenia ktore zna, od klaczy ktorą zna i tak naprawde nie ma nic wokoł znajomego, bo właciciela tez nie ma na co dzien.
Moze w ten sposob odreagowuje stres po prostu.
ruda z rudymi na sznurkach
http://www.konisiefajowe.blog.pl

DuchowaPrzygoda

Post autor: DuchowaPrzygoda » ndz sty 27, 2008 10:56 am

no właśnie też mi sie tak wydaje...

wczoraj jak wchodziłam do stajni i chciałam włączyć światło /już zmierzchało/ nagle poczułam jak jakiś koń rzuca się na mnie z pyskiem. Okazało się, że to był Miruś po prostu przeniesiony ze środka stajni do skrajnego boksu.

Tyle, że mnie nie gryzł...a dotykał. A potem próbował wcisnąć pysk pod moją pachę.

Sama nie wiem, szkoda mi go...bardzo źle znosi rozłąkę. Tyle, ze od 3 miesięcy szukałam kogoś kto by do nas dojeżdżał i pomagał mi pracować, ale nikt się nie zgodził. Każdy chciał u siebie...

OJ czuję się tak, jakby te konie były moimi dziećmi!

ODPOWIEDZ