Zaufanie do konia a bezpieczeństwo

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
sznurka
Posty: 280
Rejestracja: wt paź 09, 2007 8:47 am
Kontakt:

Zaufanie do konia a bezpieczeństwo

Post autor: sznurka » ndz gru 30, 2007 9:22 pm

Rozmowa wydzielona z wątku "Follow Up".
Zaczęło się od tego zdjęcia guli:

Obrazek

Teolinek.


--------------------------------------------------------------

guli nie boisz sie konia z wodzami tak luzem puszczac?
ruda z rudymi na sznurkach
http://www.konisiefajowe.blog.pl

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » ndz gru 30, 2007 9:35 pm

sznurka pisze:guli nie boisz sie konia z wodzami tak luzem puszczac?
Nie boję :)

Ma dojśc do furtki, poczekać az zamknę i stanąc grzecznie przy schodkach :wink:

Obrazek
choc stanął krzywo.
Schodki tez powinny stac odwrotnie, ale to ze względu na kuca- bał sie człeka tak wysoko :)

Wczesniej musi dostarczyc szczotkę :)

Obrazek
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Awatar użytkownika
sznurka
Posty: 280
Rejestracja: wt paź 09, 2007 8:47 am
Kontakt:

Post autor: sznurka » ndz gru 30, 2007 9:37 pm

nie odbieraj tego personalnie
ale ja jestem bardzo sceptycznie nastawiona do takich zachowan
chwila nieuwagi, kon zechce sie podrapac chociazby nogą za uchem, spłoszy sie, zaczepi i bedzie tragedia
lepiej dmuchac na zimne
ruda z rudymi na sznurkach
http://www.konisiefajowe.blog.pl

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » ndz gru 30, 2007 9:45 pm

Nie odbieram personalnie :)

To jest tylko kilkadziesiąt metrów - on nie spłoszy się, bo nie ma czym, nie drapie się tez nigdy nogą za uchem.
Oczywiście, że poza ogrodem , nie puszczam go z takimi wodzami.

Choc miewam głupsze pomysły :oops:
Kiedys pasłam je na łące , poza wybiegiem , związane ze sobą, lina z uwiązem.
Wybiegła psica na wybieg.
Musiałam ją wpuscic do ogrodu, ale nie miałam co zrobic z końmi- do bramy za daleko.
Więc przełozyłam związaną linę za plastikowy słupek ogrodzeniowy i kazałam im stać.
Konie wiedziały o ewentualnym prądzie , więc jak wróciłam nadal grzecznie stały.
Ale to tez nie było mądre :?
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Post autor: Gaga » pn gru 31, 2007 12:58 pm

Co w tym dziwnego :shock: :shock:
Ja konia czyszczę i siodłam w stajni, po czym niejednokrotnie zatrzymuję się przed domem - zwierz staje przy schodkach pod drzwiami, a ja idę po kask/oficerki/cokolwiek... Czasami nie ma mnie ładne kilka minut, wracam a koń jak stał tak stoi... i tak od wielu lat...
Po co wiązać, skoro można po prostu zaufać sobie nawzajem??
Z młodym też to ćwiczymy, chociaż on bardzo ruchliwy i bardzo ciężko mu w miejscu ustać długo... ale się chłop stara - jak go o to poproszę - i potrafi już kilka minut w miejscu ustać, chociaż nie mogę powiedzieć, że bez ruchu ;-)
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Shadowy.Horse
Posty: 89
Rejestracja: śr paź 17, 2007 5:38 pm
Lokalizacja: warm-maz
Kontakt:

Post autor: Shadowy.Horse » pn gru 31, 2007 4:32 pm

guli pisze:To jest tylko kilkadziesiąt metrów - on nie spłoszy się, bo nie ma czym
No wiesz.. koń jak koń. Spłoszyć się zawsze może ;)
I'm trying to be cougar-eater.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt sty 01, 2008 12:41 pm

Shadowy.Horse pisze:
No wiesz.. koń jak koń. Spłoszyć się zawsze może ;)
A tak ładnie czyta się i mówi o budowaniu zaufania , o wzajemnej współpracy.
A jak przychodzi przełożyć to na konkrety, to odzywa się zakorzenione głęboko myślenie :wink:

Koń.. jak koń.. itd.

Jak konia siodłam, to nie wiążę , a on stoi.
Ta prawa wodza zwisa od samego początku , aż do wsiadania.


Obrazek

Szkoda, że nie mogę znaleźć zdjęcia, na którym kuc stoi na wybiegu z 4 metrową liną wokół nóg.

I stoi spokojnie, czekając aż go wyplączę- nie ucieka, nie zaplątuje się bardziej , tylko czeka
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Awatar użytkownika
Klara Naszarkowska
Administrator
Posty: 689
Rejestracja: czw paź 11, 2007 11:12 am
Kontakt:

Post autor: Klara Naszarkowska » wt sty 01, 2008 12:57 pm

Ze skórzanym sprzętem to pół biedy, bo się rwie. Gorzej, jak są liny i kantarek, razem związane.

Ja tam wolę działać dwutorowo w każdym razie: konia przygotowywać, odczulać, neutralizować naturalną klaustrofobię. A z drugiej strony dbać o minimalizowanie sytuacji potencjalnie niebezpiecznych. Ale ja mam ten nierwący sprzęt zazwyczaj. I doświadczenie choćby z koniem, który spokojnie się pasąc pod człowiekiem przełożył tylną nogę przez wodze (chciał się podrapać po głowie - nie ma tego w zwyczaju), zaplątał, przewrócił, naciągnął. Rehabilitajca trwała drobne 6 tygodni.
Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt sty 01, 2008 1:08 pm

I słusznie, że działasz dwutorowo.
Przeciez ja pisałam o linie, że to był głupi pomysł



Tu kuc rozbiera sie z narzędzi przymusu


http://www.mFoto.pl/uploads/1837/kantar_590c8.jpg

żadnej paniki- spokojnie i z premedytacją

http://www.mFoto.pl/uploads/1837/gryz_8ffe3.jpg
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Shadowy.Horse
Posty: 89
Rejestracja: śr paź 17, 2007 5:38 pm
Lokalizacja: warm-maz
Kontakt:

Post autor: Shadowy.Horse » wt sty 01, 2008 1:31 pm

guli pisze:A tak ładnie czyta się i mówi o budowaniu zaufania , o wzajemnej współpracy.
Co ma piernik do wiatraka?
Nie mówię o budowaniu zaufania, tylko o niebezpiecznych sytuacjach. Koń jest koniem - miałam na mysli, że spłoszyć się zawsze może. Obojętnie jakie jest zaufanie. Oczywiście ono bardzo znacznie minimalizuje ryzyko wypadku - ale ryzyko zawsze jest.. W momencie kiedy kon przechodzi do prawej półkuli reaguje instynktownie - nie myśli. Biegnie.
I'm trying to be cougar-eater.

Awatar użytkownika
Klara Naszarkowska
Administrator
Posty: 689
Rejestracja: czw paź 11, 2007 11:12 am
Kontakt:

Post autor: Klara Naszarkowska » wt sty 01, 2008 1:33 pm

Ja tam jak widzę konie ze skórzanymi wodzami, które wiszą, to raczej myślę, że ktoś swój sprzęt mało lubi. Póki to nie jest wiązanie za wodze od wędzidła lub munsztuka (widziałam takie kwiatki), to nie panikuję. Chociaż żebym tak sama robiła, to nie.

A przyuczanie konia do różnych dziwnych "opleceń" masz rację, że jest przydatne. Dobrze mieć konia, który nie panikuje, jak czuje linę wokół nóg, albo nadepnie na linę/uwiąz. Stoi w wąskim przejściu itd. Panowanie nad sobą można u konia ćwiczyć na szczęście - chociaż do pewnego stopnia. A potem robić tak, żeby to się nie przydawało.
Ostatnio zmieniony wt sty 01, 2008 2:01 pm przez Klara Naszarkowska, łącznie zmieniany 1 raz.
Teolinek (You'll never shine if you don't glow.)

Awatar użytkownika
sznurka
Posty: 280
Rejestracja: wt paź 09, 2007 8:47 am
Kontakt:

Post autor: sznurka » wt sty 01, 2008 1:50 pm

Shadowy zgadzam się całkowicie, mnie razi brak wyobrazni, z zaufaniem tez nie widze związku, bo nie zmienia ono natury konia ktory zawsze będzie zwierzęciem uciekajacym.
Moze po prostu trzeba zobaczyc co się dzieje w przypadku ludzkiej niefrasobliwosci- koń biegajacy chociazby z przesuwnymi drzwiami od stajni- zeby starac się postępowac rozsądnie i ograniczac sytuacje ktore same się proszą o kiepskie zakończenie
ruda z rudymi na sznurkach
http://www.konisiefajowe.blog.pl

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt sty 01, 2008 2:29 pm

sznurka pisze: , mnie razi brak wyobrazni, z zaufaniem tez nie widze związku, bo nie zmienia ono natury konia ktory zawsze będzie zwierzęciem uciekajacym.
A ja widzę związek z zaufaniem duży :)

Nie po to buduje się więź z koniem , własnie opartą na zufaniu, żeby potem powiedzieć : to nie ma znaczenia.
Nad posłuszeństwem wynikającym z zaufania

No i ten koń ciągle uciekający :roll:

Taka szufladka.
A każdy kon inaczej reaguje jak przestraszy się.
Kuc rzeczywiście zaczyna uciekać, choc niedaleko, a Kuba stęknie, chrapnie ,uskoczy o jeden krok.
Na dodatek Kuba znakomicie uspakaja się w mojej obecności i reaguje zatrzymaniem na słowo "stój"

Ciągle mnie to dziwi, jak lekceważycie całą pracę z końmi nad budowaniem własnie zaufania , spokoju, myślenia.

Nie rozumiem tego.

W nocy do dalekich fajerwerków przyłączył sie najbliższy sąsiad z hukowymi.
Usłyszałam w domu straszne huki, wypadłam w skarpetkach na dwór i pobiegłam do koni.
Akurat maja okna na te stronę tego sąsiada
Rzeczywiście były bardzo niespokojne, tłocząc się pod ścianą najdalszą od okna.
Podeszłam i stanęłam przy drzwiczkach uspokajając je głosem.
Kuba natychmiast podszedł do reki, już mniej chrapiąc i stopniowo uspokoił się, mimo, wybuchających na górze ogni.

Weksel podszedł potem, ale tez uspokoił się
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Post autor: Guli » wt sty 01, 2008 2:55 pm

Teolinek pisze: . I doświadczenie choćby z koniem, który spokojnie się pasąc pod człowiekiem przełożył tylną nogę przez wodze (chciał się podrapać po głowie - nie ma tego w zwyczaju), zaplątał, przewrócił, naciągnął. Rehabilitajca trwała drobne 6 tygodni.
Z pasieniem jest zupełnie inaczej.
Koń wtedy nie zwraca na nic uwagi, tylko je.
Rzeczywiście najczęsciej wtedy zaplatuje się.
W czasie popasu nigdy nie zostawiłabym konia z luźnymi wodzami, zawsze dopinam je do czapraka, czy siodła , a i tak trzymam konia na uwiązie.
Natomiast to przyzwyczajanie do oplatywania nóg, daje ten skutek, że kon nawet jak przestąpi linę , to nie uskakuje.

Jak czytam wypowiedzi wcześniejsze ,to nie moge oprzec się wrażeniu, ze uważacie konie za kompletne głupki, pozbawione instynktu samozachowawczego.

Byłam kiedys na rajdzie i w czasie popasu pilnowałam "naszych" koni, które były za taśmą.
Obca klacz chodziła luzem i miała źle zawiązany kantar wokół szyi, więc w pewnym momencie przełozyła nogę przez pętle pod szyją.
I tak stanęła patrząc wymownie na mnie.- nie uciekała, nie szarpała sie, tylko patrzyła.
Z duszą na ramieniu podeszłam więc do niej i zaczęłam rozplątywać supeł.
Dosyc długo mi zeszło , bo nie znałam tego węzła- a klacz stała spokojnie, mimo, że nie znałysmy się.
Jak mi sie udało ją uwolnic, to natychmiast odbiegła
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Awatar użytkownika
sznurka
Posty: 280
Rejestracja: wt paź 09, 2007 8:47 am
Kontakt:

Post autor: sznurka » wt sty 01, 2008 3:49 pm

guli pisze:

Nie po to buduje się więź z koniem , własnie opartą na zufaniu, żeby potem powiedzieć : to nie ma znaczenia.

Ciągle mnie to dziwi, jak lekceważycie całą pracę z końmi nad budowaniem własnie zaufania , spokoju, myślenia.

Nie rozumiem tego.

W nocy do dalekich fajerwerków przyłączył sie najbliższy sąsiad z hukowymi.
Usłyszałam w domu straszne huki, wypadłam w skarpetkach na dwór i pobiegłam do koni.
Akurat maja okna na te stronę tego sąsiada
Rzeczywiście były bardzo niespokojne, tłocząc się pod ścianą najdalszą od okna.
Podeszłam i stanęłam przy drzwiczkach uspokajając je głosem.
Kuba natychmiast podszedł do reki, już mniej chrapiąc i stopniowo uspokoił się, mimo, wybuchających na górze ogni.
moj kon wczoraj stal w boksie angielskim, gora otwarta i przez 40 min podziwiał ognie w naszym towarzystwie, nie wykazując oznak zaniepokojenia, co wcale nie znaczy ze to kwestia zaufanie
po prostu akurat go to nie przeraza
mimo to nie pusciłabym go z wodzami luzem, nie wypiełabym i nie pusciła luzem z czambonem, nie pusciłabym na kantarze sznurkowym luzem, i mogłabym tu wymieniac jeszcze długo. Wierzę w podstawowe zasady bezpieczeństwa, nie kuszę losu ot co
bo co ma wspolnego zaufanie z atakiem paniki? i nie mowię tu o jakims drobiazgu gdy słowo jest w stanie uspokoic konia
ruda z rudymi na sznurkach
http://www.konisiefajowe.blog.pl

ODPOWIEDZ