Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Zapraszamy do dyskusji
Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Julia z Orla » sob sty 31, 2009 10:59 pm

Młody ma umiejętność jednoczesnego pożerania i bycia spiętym.
Uderzenie kilka razy dłonią w miejsce wkłucia stosuje bardzo dużo ludzi, świetnie się to sprawdza, przy jednoczesnym nierobieniu z zastrzyku wydarzenia. I z tego co mi wiadomo jest to taka zmyłka dla konia, jak się jeszcze jest sprawnym wbijaczem igieł, to może się udać tak, że koń nawet nie zauważy ;) Szczerze mówiąc o rozbijaniu w ten sposób mięśnia przed zastrzykiem nie słyszałam.

Wątek zastrzykowy się zrobił, może przenieść do wątku o zastrzykach? :)
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: branka » wt mar 17, 2009 9:16 pm

Pisałam w tym temacie o wyuczonej bezradności. Trochę zgłębiłam temat i chciałam zaprezentować w skrócie moje wnioski, tak by ten temat został dobrze zrozumiany.
Podsumowując wyuczoną bezradność powstaje ona, gdy jednostka(może to byc koń)czuje, że w tym kiedy jest karana i nagradzana nie ma reguły. Kiedy czuje, że za jakies zachowanie jednego dnia jest chwaloy, a innego dostaje np ostrogą. Czyli w przypadku koni niekonsekwencja jeźdzca, jego poddawanie się swoim humorom bez hamowania się zrobi koniowi mętlik w głowie. Poczatkowo może byc tak, że tylko w jakimś aspekcie koń będzie prezentował bezradność - np tylko w czasie pracy na lonży, tylko w czasie pracy na drągach albo tylko przy chodach bocznych. Jeśli jednak ma silone poczucie, że kary i nagrody są niekonsekwentnie nadawane w każdej "dziedzinie" będzie prezentował bezradność w ogóle wobec wszytkiego.
Wyoczuna bezradność objawia się całkowitym zanikiem motywacji. Jednostka zachowuje się jak w czasie depresji, zresztą twórca całej tej teorii - Selingman, podaje że osoba bezradna jest osobą pogrążoną w depresji. Widać frustrację, apatię, pesymizm, wyłączenie się emocjonalne - jednostka nie zrobi nic sama z siebie, bo jej się to nie opłaca, chyba ze zostanie do tego popchnięta, zmuszona. Mamy więc doczynienia z taką jakby marionetką. Oczywiscie tak przebiega to w warunkach eksperymentalnych. W rzeczywistości moze to troszkę inaczej wyglądać - choć w eksperymencie zwierzęta już nauczone bezradności leżały i nie chciały robić kompletnie nic, to w realnych świecie nie ma tak klarownych sytuacji jak eksperymentalnne. Dlatego też taka całkowita bezradność nie występuję lub występuje już w całkowiecie skrajnych przypadkach, zdarzających się niezmiernie rzadko. Mimo wszytsko w tym troszkę mniejszym stopniu to zjawisko ma miejsce, bardzo często właśnie w niektórzych aspektach życia - np uczeń może nie wykazywać kompletnie żadnej inicjatywy na lekcjach matematyki, ale wykazywac motywację na języku polskim. Pracownik może prezentowac wyoczoną bezradość wobec szefa w pracy, ale nie w domu, w gronie rodzinnym. Prawdopodobnie więc koń może prezentowac wyuczoną bezradność przy jednym jeźdzcu, a przy innym nie - choc u koni może być trochę inaczej, jednak nie są to ludzie, którzy mają szereg przemyśleń, ulegają masie złudzień, przekonań, itp.
W każdym razie wyuczona bezradność powoduje deficyty: motywacyjne, emocjonalne i pozawcze. Gdy wystepują te trzecie nie jest dobrze - najtrudniej wtedy wyjść z bezradności, ciężko się przeprowadza terapię z taką osobą. Ale mimo wszytsko bezradność można pokonać w odpowiednich warunkach. To pocieszające przyznacie! Nie każdy jest też w równym stopniu podatny na bezradność - są jednostki, które będa zawsze walczyć i nigdy nie przestaną wierzyć, ze coś od nich zależy. Może też tak jest u koni - są konie, które pomimo brutalego traktowania i ewidentnego pozbawienia decydowania o czymkolwiek w jakimkolwiek aspekcie wciąż walczą w człowiekiem. A są takie co się poddają.
Tak sobie myślę, że ryzykowe jest jednak stwierdzenie, że wszystkie konie Anky prezentują wyuczoną bezradność - oznaczałoby to, że nie przejawiają żadnej motywacji, że nie dają z siebie nic w ogóle w żadnym aspekcie. Mimo wszytsko uważam, że w jej przypadku tak nie jest - bardziej stawiałabym tu na motywację ucieczki przed karą(nie wykluczam jednak, że czują że czasem moga zarobić nagrodę, ;) w kazdym razie ona musi byc jakoś konsekwentna bo by ich nic nie nauczyła) .Może w jakiś tylko pojedynczych aspektach są bezradne - np wobec rollkuru, który następuje bez względu na to czy są luźne, czy idą do przodu czy są spięte - oglądałam uważnie jej filmiki wszytskie jakie znalazłam - rollkur jest zawsze na każdej jeździe jaką znalazłam - konie idą w tej pozycji bez walki, nie wyglądają jednak na luźne, dumne wierzchowce - dla mnie to okropny obrazek ile razy to robi. Nie dam sobie ręki uciąć, ale uważam, że w tym apsekcie jej konie prezentują wyuczoną bezradność. Bo rollkur jest u niej bez względu na to co koń zrobi na początku każdej jazdy i często także w jej trakcie w krótszych nawrotach - a widac po koniach, że nie jest to dla nich wygodna pozycja(przypominam, że Anky potrafi tak jeździć po kilkanaście minut!). Ale nie sądzę by ogólnie ujmując trening Anky był bezsensowny, z nagradzaniem i karaniem jak popadnie bez reguły.

Hehe mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Powiem jeszcze, że to czy osoba będzie bardziej lub mniej skłonna do bezradności zależy od tego jakich dokonuje atrybucji - ale to już za skomplikowane pojęcie, by je teraz tłumaczyć ;)

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Gaga » śr mar 18, 2009 9:20 am

Hm odnoszę wrażenie, że owa wyuczona bezradność to również synonim tzw koni słabych psychicznie - takich, które są raczej na końcu stada - oczywiście w połączeniu z tzw. czynnikiem ludzkim... Koń słaby + brak konsekwencji , czy kara nieuzasadniona itp. powodują u konia stan "wszystko mi jedno"... taki koń rzeczywiście zrobi, to co musi zrobić, ale nie chce współpracować - czyli staje sie rzczywiście, jak to trafnie określiłaś "marionetką"....
Mam takiego konia w hotelu :-( Zwierz jest apatyczny, aspołeczny, niesympatyczny... Nie ma praktycznie nigdy "własnego zdania" - pozostawiony sam sobie - gubi się i nie wie co robić - nie wie, że może sam wymyślać sobie pracę, zabawę itp. Koń stoi u mnie od roku - nigdy nie widziałam u niego zainteresowania światem zewnętrzym... Żyje w środku - jakby był autystyczny trochę... Nie pamiętam sytuacji, w której chciałby sie bawić - zaczepiany przez Darco , odchodzi na bok i udaje, że go nie ma... Przykro się na to patrzy...
Faktem jest, że kiedy przyszedł - bywał nieprzyjemnie agresywny - często bez znanego mi powodu po prostu rzucał się na konie, czy nawet na człowieka... Dziś już jest jakiś taki uspokojony - ale nadal aspołeczny :-(
Wszak jest wiosna, konie podniecone wiatrem i słońcem brykają, bawią się, szukają powodu do płoszenia - a on stoi gdzieś z boku jakby go nie było... :-( Jedyne, co udało sięprzez ten rok (sic!) wypracować, to tyle, że przychodzi na zawołanie - pomalutku, nóżka za nóżką, ale przychodzi - i na tym kontakt z nim się kończy :-( Chociaż ponieważ dwa konie są wystarczająco absorbujące na codzień - nie pracuję z hotelowym, to jednak chciałabym aby w końcu poczuł się ... hm potrzebny? nie wiem jak to określić :-(

I jeszcze z zupełnie innej beczki... Mam zagwostkę... W pracy z ziemi z moimi końmi nie mam praktycznie żadnych problemów - proszę o rozluźnienie - rozluźniają się. Proszę o wydłużenie wykroku - wydłużają, itp... Moja luzaczka, chociaż szczerze próbuje - nie za bardzo może się z nimi dogadać. Co tam ona - w sumie to nikt nie może pracować z nimi tak, jak ja... zwyczajnie "olewają" innych :-( chociaż przecież nie pracuję z batem - nie wiem : bijąc, krzycząc, itp :-( zatem nie boją się mnie , raczej oba współpracują i starają się pokazać jak wiele mogą dla mnie zrobić... a dal innych jakoś nie koniecznie chcą... Kiedy lonżujemy dwa konie - oba reagujana moje polecenia, nie na polecenia luzaczki :-( a ja chciałabym aby współpracowały z człowiekiem ogólnie, nie koniecznie tylko ze mną... I nie wiem - czy to kwestia wychowania? szacunku? Lat współpracy? czy moze charakteru moich diabłów? (oba z tych , które lubią górować nad innymi)?
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Awatar użytkownika
Ailusia
Posty: 826
Rejestracja: czw paź 11, 2007 12:03 am
Kontakt:

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Ailusia » śr mar 18, 2009 9:38 am

MalgorzataSzkudlarek pisze:Moja luzaczka, chociaż szczerze próbuje - nie za bardzo może się z nimi dogadać. Co tam ona - w sumie to nikt nie może pracować z nimi tak, jak ja... zwyczajnie "olewają" innych :-(
Moja konia też powiedziała jednej koleżance, że nie będzie się z nią bawić. Rozwiązanie było bardzo proste - dałam tej koleżance wszystkie moje nagrody. Już po chwili kręciły piruety w galopie ;)
Ale warto zaznaczyć, że koleżanka była m.in. po kurczakowych warsztatach, więc z wydawaniem nagród obznajomiona :)
"After all is said and done, more is said than done." Posadź drzewo!

Awatar użytkownika
Gaga
Posty: 1127
Rejestracja: wt lis 06, 2007 8:58 am
Lokalizacja: NW

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Gaga » śr mar 18, 2009 10:21 am

Luzaczka nagrody ma zawsze przy sobie... nawet przesadza z nimi... :?
Mam wrażenie, że brak jej pewności siebie po prostu... i chyba tu jest pies pogrzebany - moje konie chowane w wyidealizowanej maleńkiej enklawie znają praktycznie tylko moje podejście, tj. konsekwencję i pewność siebie - jeśli czują, że ktoś nie do końca jest pewny czego wymagać, czy "czy robi dobrze" to tracą szacunek chyba ... :-( czy jakoś tak

PS. Luzaczka jest bosska i bardzo bardzo się stara... myślę że z czasem rozwiążemy jakoś problem braku szacunku, ale szczerze pisząc trochę mnie to zdziwiło ... Ona nic złego nie robi, hm może to również kwestia mowy ciała itp?
Niebo nie może być niebem, jeśli nie ma tam konia, który by mnie przywitał

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Guli » śr mar 18, 2009 1:22 pm

MalgorzataSzkudlarek pisze:
PS. Luzaczka jest bosska i bardzo bardzo się stara... myślę że z czasem rozwiążemy jakoś problem braku szacunku, ale szczerze pisząc trochę mnie to zdziwiło ... Ona nic złego nie robi, hm może to również kwestia mowy ciała itp?
Przypuszczam, że to głownie mowa ciała, wynikająca z ludzkiej podświadomości, wbrew próbom ukrywania niedobrych dla koni emocji.

Człowiek w czasie komunikowania się z innymi używa kilku kanałów.

Okazuje się, że słowa to tylko 7 % , intonacja 38 % , a mowa ciała aż 55 %.

Myślę, że u koni mowa ciała to ok 98 % komunikacji , dlatego zwracają swoją uwagę głównie na komunikację im znaną najlepiej :)


Oczywiście te procenty obrazują skuteczność odbioru :)
Ostatnio zmieniony śr mar 18, 2009 3:20 pm przez Guli, łącznie zmieniany 1 raz.
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: branka » śr mar 18, 2009 3:05 pm

Konia bezradnego myślę, że łatwo poznać biorąc do ręki kliker. Jeśli koń nie będzie wykazywał inicjatywy, nie będzie rozumiał że może coś zrobić sam i wtedy dostanie nagrodę, będzie wyglądał na zdezorientowanego w tej sytuacji, nie będzie wykazywał zainteresowania zabawą nawet jeśli będzie miał okazję do zdobycia atrakcyjnej nagrody, będzie się uczył strasznie powoli itp, to zaczy że był wcześniej popychany do wszystkiego przez człowieka. Tak jak wyczytałam się sprawdza psy - skrajnie bezradne będa leżały i nie zrobią kompletnie nic w kieruku zdobycia jedzenia nawet jeśli są głode. Mniej bezradne będą coś robić, ale będą zdezorietowane, przestraszone mogą byc tez apatyczne, wykazywać frustrację, itp.
Mam wrażenie podobne jak ty Gosia, że sporo takich koni wśród nas, że często się je uważa właśnie za jakies słabsze. Mogą być to właśnie zwierzęta doprowadzone niekonsekwencją do bezradności.

Awatar użytkownika
Julia z Orla
Posty: 1411
Rejestracja: czw wrz 25, 2008 5:02 am
Lokalizacja: Orle na Pojezierzu Wałeckim
Kontakt:

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Julia z Orla » śr mar 18, 2009 3:18 pm

W sumie większość szkółkowych koni jest doprowadzana z czasem do takiego stanu. Mam na myśli szkółki z dużym przerobem, gdzie konie chodzą np. 3 godziny dziennie, pod trzema różnymi osobami, które je ciągną za pyski, kopią i tłuką się po siodle. Taki koń, nawet jakby był z natury bardzo ambitny, z czasem dojdzie do wniosku, że jakakolwiek reakcja na jakikolwiek bodziec jest zupełnie bez sensu, bo jeśli na pociągnięcie za wodze się zatrzyma to dostanie kopa, a jak na kopa zareaguje ruszeniem naprzód to zostanie pociągnięty za pysk. Takie konie po prostu idą w zastępie jak takie bezwolne segmenty, a bez zastępu się zupełnie gubią.
★Stajnia Equila
EQUIMECHANA - o biomechanice ruchu konia
"The horse already understands the human better than the human will ever understand the horse." D.Bennet

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Guli » pt mar 20, 2009 2:35 pm

Nie tylko konie szkółkowe są doprowadzane do takiego stanu.

Również własne .

Dzieje się tak wtedy, gdy zawsze decydujemy za konia , kiedy każda jazda odbywa się wg ustalonego przez człowieka wzorca i bez oglądania się na końskie sygnały.
A tak naprawdę , kiedy od konia tylko wymagamy.
Sama tak kiedyś jeździłam , aż oddałam prowadzenie koniowi próbując tzw "pasażerowania"

To dopiero dało mi do myślenia.
Kuba kompletnie zagubił się, nie wiedział co ma robić, więc bezradnie kręcił się w kółeczko blisko schodków do wsiadania, rozumiejąc, że zajęć nie ma.
Zatrzymał się o ile dobrze pamiętam ok 15 razy w ciągu 15 min.
W ciągu następnych jazd ośmielał się coraz bardziej , aż wreszcie przekroczył magiczną linię drzewek :D

I przestał stawać przy schodkach.

Jakoś teraz nawet mniej muszę korygowac kierunek - chyba, że przy schodkach pojawi się człowiek ( może mieć przecież coś do jedzenia ) :wink:
A przecież jeżdżę na rzuconych wodzach przeważnie - w kłusie i galopie też luźne, wiszące.

Ale to ja zmieniłam się, a nie koń :D
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

Awatar użytkownika
Ela Rapta
Posty: 171
Rejestracja: śr lis 28, 2007 3:37 pm
Lokalizacja: małopolska

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Ela Rapta » pt mar 27, 2009 10:08 pm

Dzięki Magdzie G. odkryłam dziś coś co robiłam źle i nie wiedziałam co jest tego przyczyną. Ale zacznę od początku. Wydaje mi się, że to w tym wątku Magda pisała o tym jak Kuba ruszał zanim ona dobrze usiadła w siodle. Dopiero na nakręconym filmie odkryła, że wkładając nogę w strzemię dawała mu sygnał do ruszania nie wiedząc o tym. Ja dziś, w sumie nie zamierzając tego testować doszłam do tego samego stwierdzenia, że koń ma rację i się nie myli i rusza przy wsiadaniu bo dostaje sygnał butem :!: Ale zanim to odkryłam była "nasza lekcja". Zaczęła się od pracy z ziemi (dokładnie 7 zabaw). Wszystko wykonała ładnie i chętnie więc przyszła pora na siodło (u mnie już czuć wiosnę więc pomyślałam, że parę minut w siodle będzie świetne a w dodatku R nie zrobiła sobie błotnej kąpieli więc czemu nie :lol: ). Z zakładaniem i zapinaniem popręgu nie ma problemu. Stała grzecznie nie robiąc sobie zupełnie nic z tego, że się szamotam z siodłem, zakładam, poprawiam, przesuwam, zdejmuję, znów zakładam w końcu zapinam popręg. Potem ogłowie (podobnie jak Magda jeździmy na bezwędzidłowym), kilka minut stępowania i dociągam popręg. Podchodzimy do mojej skrzynki z której mam zamiar wsiadać. A jeszcze! do siodła nie założyłam strzemion bo jakoś wygodniej jeździ mi się bez nich a w dodatku dodają kilogramów do i tak ciężkiego siodła. Więc podprowadziłam Roksanę do skrzyneczki (postępując wg wskazówek Duchowej; Ona wie o co chodzi :D ). Chciałam dziś nauczyć Roksanę podchodzenia do tej skrzyneczki i grzecznego stania przy wsiadaniu. Tak jak to udało się Duchowej. Na początku pokręciłyśmy się troszkę wokół niej ale w końcu się udało. Stanęłam na skrzyneczce z zamiarem, że sobie z niej wsiądę na Roksanę. Ona grzecznie stoi (jestem w szoku :shock: ) coś sobie wypatrzyła chyba :lol: i się tym zainteresowała nie myśląc, że ja się gramolę na nią. Dokładnie się gramolę bo skrzyneczka jest niewymiarowa i trudno z niej się wsiada i zanim wsiadłam namęczyłam się i trwało to trochę czasu ale R stała grzecznie czym mnie tak zaskoczyła, że nie wiem co powiedzieć. Zawsze jak wsiadałam to mi ruszała zanim dałam jej sygnał do startu a dziś trwało to troszkę, jeszcze to moje gramolenie się a ona nic tylko stoi. Jak wsiadłam oczywiście wychwaliłam i wygłaskałam i ruszyłyśmy stępem bo naszym wielkim błocie ucząc się ruszania i zatrzymywania i skręcania. Potem powrót do skrzyneczki a ja zeskoczyłam z niej oprowadzając ją wokół ogrodzenia. Potem znów podprowadzenie pod skrzyneczkę i znów moje niezdarne wsiadanie i również stała grzecznie :shock: Byłam szczęśliwa, ale i mocno zaskoczona co się stało. Znów jeździłyśmy ucząc się zatrzymywania i ruszania a po jeździe zabrałam ja nad rzekę aby nogi i kopyta sobie umyła w rzece :lol: A w domu rozmyślałam co się stało i co zrobiłam, że znosiła to moje niezdarne wsiadanie nie ruszając z miejsca tylko czekając na mój znak? A nigdy tak nie było.
NIE MIAŁAM STRZEMION! Tak nie miałam ich i wsiadając nie dotykałam jej butem a tym samym nie dawałam sygnału do ruszania. Ona jest bardzo wyczulona na dotyk i bardzo fajnie na łydki chodzi wiec nawet niewielkie dotknięcie np przy odbiciu się powodowało że mi ruszała a ja z jedną nogą w strzemieniu wsiadałam tak naprawdę kiedy ona już stępowała. W dodatku dla konia wygodniejsze jest wsiadanie ze stopnia niż z ziemi. A już myślałam, że R nie lubi jak na niej jeżdżę i dlatego tak od razu mi ruszała. Dlatego warto czytać to forum bo można się wiele nauczyć czytając czyjeś błędy ale i ich rozwiązania. I znów koń miał rację… :D

Pozdrawiam

p.s. Jednak to nie w tym wątku było o wsiadaniu Magdy :roll: ale myslę, że Ci co uważnie czytają forum wiedzą o co chodziło :)
Roksa

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: branka » pt mar 27, 2009 10:21 pm

Ciekawe to, ja zauwżyłam że jakkolwiek się nie gramolę, jak tylko mój tyłek zaczyna dotykać siodla koń rusza(nie wiem czy już o tym nie pisałam). Raz na miesiąc może o tym myślę i po kilku krokach zatrzymuję konia i coś tam poprawiam, ale generalnie wszytsko robię w ruchu. Jak komuś mówię, że mój koń tak rusza to mówi, że to źle bo to brak dyscypliny, rozpuszczenie konia i to niebezpieczne. Niestety skoro koń tak robi całe życie to wątpie by teraz rozumiała, że chce ją oduczyć - tzn mogę wsiadać z napiętymi wodzami i wtedy stoi, ale szczerze mówiąc, żadko kiedy myślę o takich rzeczach jak napięcie wodzy jak wsiadam. Ech, niedobry ze mnie jeździec ;) dobrze, że tylko ja jeżdżę na Brance to nikomu to bezpośrednio nie przeszkadza :)

Guli
początkujący
początkujący
Posty: 1705
Rejestracja: śr lis 14, 2007 10:16 am
Lokalizacja: urokliwe świętokrzyskie :)

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Guli » śr kwie 01, 2009 8:25 am

Ania Guzowska pisze: ja zauważyłam że jakkolwiek się nie gramolę, jak tylko mój tyłek zaczyna dotykać siodla koń rusza
Może siadasz dosyć gwałtownie, lub mocniej przysiadasz konia- to też sygnał do ruszenia :)

Wyobraź sobie , że ktoś popchnie stojącego człowieka w dolnej części pleców- człowiek zrobi krok do przodu.

Zatrzymywanie po kilku krokach mija się z celem, bo przecież nie o to chodzi.
Odkąd pilnuję się przy wsiadaniu, ciągle jestem zdziwiona, że muszę dać sygnał do ruszenia, bo inaczej Kuba stoi - wreszcie :D

A wbrew pozorom - ma to znaczenie , zwłaszcza w terenie.
Tyle razy już wisiałam z jedną nogą w strzemieniu, koń szedł , a ja wsiadałam w biegu.
A kiedyś próbowałam wsiadać , trzymając jednocześnie kuca na linie- to dopiero był wyczyn . :lol:
Udało mi się za trzecim razem , ale jak już udało mi się przerzucić drugą nogę przez grzbiet, to Kuba natychmiast ruszył, kuc obiegł konia , a ja żeby nie zlecieć musiałam puścić linę :roll:

W terenie zawsze szukam naturalnego wzniesienia, żeby było mi wygodniej wsiadać , ale jednak niedobrze ludziom niewielkiego wzrostu. :?
Spróbuj poobserwować siebie przy wsiadaniu, może uda się zrobić krótki filmik?

Tak się przeważnie składa, że wszelkie niepożądane zachowania konia wynikają z naszych , często nieświadomych błędów.

Nieświadomych, bo przecież gdyby człowiek wiedział , że się przewróci, to usiadłby :wink:

edit


Jeszcze co do wsiadania i niechcącego szturchania butem końskiego boku.

Jeśli wsiadamy stojąc bokiem do konia z twarzą zwróconą do jego ogona, to często przy przekręcaniu stopy w obrocie ciała, właśnie następuje szturchnięcie.
Lepszym sposobem wsiadania jest ustawić ciało równolegle do konia z twarzą zwróconą do przodu konia, a stopę do strzemienia też wkładać z czubkiem buta skierowanym równolegle do konia.

Ale wydaje mi się, że to znana sprawa :)
Mając na uwadze zachowanie dobrego klimatu i poziomu dyskusji „Guli” została usunięta z grona użytkowników forum hipologia.pl.

branka
Posty: 2099
Rejestracja: pt gru 28, 2007 2:01 pm

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: branka » śr kwie 01, 2009 11:44 am

Ja musze wsiadać najpierw stojąc do ogona, bo jestem za niska na inne wsiadanie ;) Ale tak naprawdę zazwyczaj wsiadam ze schodków. Wczoraj trochę skróciłam wodzę i wtedy nie ruszyła - czekała, choc niecierpliwie i jak tylko poluźniłam wodze i powiedziałam : "no, dalej" to ruszyła. Ja jej po prostu nigdy nie pilnowałam więc ona sobie idzie jak tylko usiąde bo myśli, że tak trzeba. Ale jak jej pokaże że ma stać, to bez siłowania się będzie stać.

gazal

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: gazal » ndz cze 03, 2012 10:30 pm

Gaga pisze:Tomku piszesz, że można konia nauczyć spokojnie znosić m.in zastrzyki. Możesz rozszerzyć swoją wypowiedź?
Ja mam duzy problem nawet przy szczepieniach Karej. Pomimo spokojnego podejścia, zakrywania oka, podawania w tym samym czasie smakołyków, etc - nie ma szans aby podać zastrzyk bez dudy. Koń nawet na lekkie ukłucie reaguje od razu odsadzeniem , a w skrajnych przypadkach wspina się i atakuje przodem. Próbowałam metodą przyszczypywania skóry, próbowałam chyba wszystkich znanych mi sposobów na spokój podczas zastrzyku - efekt żaden :cry: U jej syna, dziś już 4 letniego - nie ma najmniejszego problemu z zastrzykami - od źrebięcia uczyłam go aby spokojnie znosił wszystko co mi do łba przyjdzie... ale z Karą nie potrafię dać sobie rady w tym względzie...
Dodam, że oczywiście część "szkoleń" Karej przeprowadzałam z weterynarzem "nadwornym" , ale tylko raz przez kilka lat udało się zaszczepić konia bez użyca dudki :-/ Przy kolejnej próbie kobyła mało nie zamordowała weta :-/

Ruda dziś robiła podobnie niestety. To nie jest kwestia zaufania bo ona ufa, nikt jej nigdy krzywdy nie zrobił, a na sam widok weta próbowała się wyrwać.... pół roku temu zakuła się w oko i miała serię zastrzyków, była spięta, ale stała. Nie mam pojęcia dlaczego tak było dziś.....a za 3 tygodnie powtórka. Już się boję..... (p.s. nawet pasta jej nie pomogła)

Awatar użytkownika
Joanna Dobrzyńska
Posty: 911
Rejestracja: czw mar 27, 2008 9:50 am
Kontakt:

Re: Koń się nigdy nie myli, koń ma zawsze rację

Post autor: Joanna Dobrzyńska » pn cze 04, 2012 10:29 am

Podobny "szczepienny problem występuje u mojej siwej. Raz jedynie się udało spokojnie zaszczepić, gdy stwierdziłam, że zrobię to sama, jednak tak cienka, delikatna skóra na szyi mnie przerosła :lol: i tak konia wymasowałam, wyklepałam w miejscu kłucia, że gdy wet podszedł, spokojnie zrobił swoje. Widać, potrzebne było zamieszanie i koń był lekko zdezorientowany. Wet na horyzoncie- koń ufający mi na co dzień nie daje się złapać. Sczepienia na dutce, kilka igieł w trawie lub na ziemi (dobrze, że mają kolorowe końcówki). Podobnie było z badaniem oka- nie mógł zbliżyć urządzenia do jej głowy. Druga panna natomiast badana bez kantara, goła w 100%, przytrzymana za ucho, a koń z temperamentem... Te same warunki, traktowanie, przy czym to właśnie siwa szybciej lgnie do ludzi i jest spokojniejsza. Jakie są powody takich zachowań, nie wiem.
"Zdobądź serce swojego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, a wtedy będziesz mógł użyć siły jego według swego zamysłu"

www.stajniabartodziej.republika.pl

ODPOWIEDZ